Janusz Wolniak

Materiały

Pot i łzy posła Mieszkowskiego

W gronie swoich fanów, pokornie słuchających dziennikarzy, ubezpieczony za plecami banerem z Dziadów, ociekający potem, dyrektor Teatru Polskiego Krzysztof Mieszkowski zorganizował 4 lipca konferencję prasową, na której wylewał swoje żale.

Pora ustanowić Święto Pamięci Narodowej

Tegoroczne obchody 6. Rocznicy Tragedii Smoleńskiej przebiegły w końcu w sposób godny i we właściwej oprawie z asystą wojskową.

Timur i jego drużyna

Podczas dyskusji w jednym z programów telewizyjnych padł postulat, by w szkole zaczęto w końcu uczyć najnowszej historii Polski. Konkretnie jeden z uczestników audycji publicystycznej domagał się wprowadzenia lekcji o rtm. Witoldzie Pileckim. Inny z kolei zauważył, że białe plamy historii, to nie tylko Żołnierze Wyklęci, ale również dzieje Solidarności Walczącej.

Wyklęci czy niezłomni

W całym kraju trwają obchody poświęcone pamięci żołnierzom podziemia antykomunistycznego z lat 1944-1963. Jednocześnie pojawia się coraz więcej głosów, by zamiast mówić i pisać żołnierze wyklęci, posługiwać się terminem niezłomni.

Uczciwe wybory

Tego by Bareja nie wymyślił. Ale to już nie komedia, nie tragifarsa tylko dramat. Państwa. Nic dziwnego, że premier Kopacz i jej ministrowie siedzą cicho. Każdy z polityków, który teraz w sprawie wyborów zabiera głos może mocno narazić się wyborcom. Wszak nie wiadomo jaki będzie ich wynik. Na razie w pełni zadowolenie wyrazili jedynie PSL-cy. Chociaż ich euforia długo nie trwała, wszak pomiarkowali, że cała Europa pyta się, jak ten cud nad urną się dokonał. Piechociński szybko pomiarkował, że ten numer tak łatwo nie przejdzie i ferajna się wyciszyła. Wiem od ludzi pracujących w komisjach wyborczych, że podczas szkoleń przedwyborczych przestrzegano ich, że te wybory mogą być trudne, bo system informatyczny jest niepewny. I piszę to z pełną odpowiedzialnością, tak mówiono tydzień przed wyborami. Nie byłem zatem zaskoczony, kiedy zaczęła się ta cała heca z awarią. Ciekawy będzie raport NIK. Myślę, że prezes Kwiatkowski postara się, byśmy długo na niego nie czekali. Tymczasem musimy jeszcze poczekać pewnie parę dni na wyniki do Sejmików. Ostatecznie czekaliśmy cztery lata, to możemy i cztery dni poczekać albo i parę dłużej. Tak zdawali się myśleć członkowie PKW. Nie mieli niestety wyobraźni, by przewidzieć że ta sytuacja da początek akcji podważającej wyniki wyborów. Okazuje się, ze szczątkowych ale wiarygodnych doniesień, że w wielu miejscach kraju odsetek głosów nieważnych sięgał kilkadziesiąt procent. Czy to może być powodem do unieważnienia wyborów? Rozstrzygać oczywiście będą sądy, ale logicznie, bez uprzedzeń, analizując tę sytuację, można założyć, że musiało tu zajść albo oszustwo albo wprowadzenie w błąd wyborców. Nieważne czy z premedytacją, czy z głupoty. Jeśli tak się stało, to nastąpiło podważenie systemu demokratycznego, jego elementarnych zasad, a tym samym wynik wyborów nie będzie zgodny z wolą wyborców. Wniosek nasuwa się oczywisty. Gdy do takich wniosków dojdziemy, należy te wybory unieważnić i powtórzyć. Czy sądy tak zdecydują? Tego nie wiem. Wydaje mi się jednak, że skala protestów jaka  może rozlać się w kraju, przerośnie oczekiwania polityków. Może zwrócić się nie tylko przeciwko nieudolnym emerytowanym sędziom, ale przeciwko całej klasie politycznej. Uwolniono dżina i tak łatwo z powrotem zamknąć w butelce się nie da, czytaj – wyborcy już nie uwierzą, że wybory były uczciwe. Janusz Wolniak

Przeciw bluźnierstwu

Na nic zdały się obywatelskie protesty. Setki a może tysiące maili, petycji, oświadczenia i stanowiska różnych organizacji, zainteresowanych kurii i biskupów. Przypomina to atmosferę pochodów i wieców w obronie telewizji Trwam. Trzeba było milionów podpisów, setek marszów, by władza się ugięła. Teraz też autorytety wiedzą lepiej. W sprawie obrazoburczej sztuki „Golgota Picnic” głos zabrała nowa minister kultury Małgorzata Omilanowska. I już ją lubię, już wiem, że jej poprzednik wcale nie był gorszy. Pani minister chwali się, że aż dwa razy obejrzała rejestrację przedstawienia i była głęboko poruszona tym spektaklem. Aż tak głęboko, że wydała oświadczenie, w którym napisała m.in.: „Najważniejsza jest autonomia twórców, prawo do wypowiedzi artystycznej, wolność słowa i prawo organizatorów do programowania działań artystycznych. (…) nie wyobrażam sobie, żeby kiedykolwiek w Polsce można było zapobiec wydarzeniu artystycznemu tylko dlatego, że ktoś - nie znając treści wydarzenia - protestuje przeciwko niemu”. Mając takie przyzwolenie zwierzchnika, dyrektorzy około 30 palcówek kulturalnych w Polsce. w tym we Wrocławiu i Wałbrzychu, postanowili zafundować za darmo projekcję sztuki obrażającej uczucia religijne ludzi wierzących. Okazuje się, że w imię wolności artysty, można zbezcześcić każdą świętość. Dlaczego religia katolicka stała się w Polsce obiektem tak bezpardonowych ataków? Może dlatego, że Kościół opowiedział się jednoznacznie przeciw nowej ideologii gender, broniąc rodziny, broniąc życia i nie godząc się na łamanie ludzkich sumień. Ofensywa środowisk laickich ma przyzwolenie państwa, które staje po stronie zła, przeciw dobru, próbując dowodzić, że nie ma rzeczy, którą nie można by spotwarzyć i zohydzić. Ale na to żaden wierzący człowiek godzić się nie powinien! Janusz Wolniak

Tłuste nóżki Hofmana

Zakończyły się wybory do euro parlamentu, ale nie prędko ustaną rozmaite dyskusje i komentarze. Chociaż PiS i PO zdobyły taką samą liczbę mandatów, to toczy się spór o to, kto te wybory wygrał. Partia Kaczyńskiego nie może się pogodzić z tym, że w mediach mówi się albo o zwycięstwie Platformy albo o porażce PiS, co z resztą na jedno wychodzi. W jaki sposób PiS-wcy zmarnowali przewagę, którą od kliku miesięcy notowali w sondażach, trudno na razie, na gorąco dociec. Jednak niektórzy liderzy tej partii już wiedzą kto winny. To przede wszystkim ci separatyści z Solidarnej Polski – ocenił rzecznik Adam Hofman. I dodał, że najlepiej by się rozwiązali. Natychmiast zareagowała jedna z liderek SP, w emocjonalnym, otwartym liście napisała m.in. „tupanie tłustymi nóżkami i obrzucanie błotem wszystkich naokoło nic nie da”. No i zaczęła się medialna wojna, w którą dziennikarze wciągnęli kolejnych polityków. Ach jak cudownie patrzeć jak się prawicowi prześcigają w komplementach. Gwoli prawdy, podobnie dzieje się na lewicy między Paloikociarnią a SLD, ale to ludzie nie z mojej bajki. Teraz, a właściwie za rok prawicowa opozycja ma szansę przejąć w Polsce władzę i kiedy jest od tego celu o krok, rozpoczyna festiwal oskarżeń i impertynencji. W tym sporze nie dziwię się wcale reakcji Beaty Kempy. To jej ugrupowanie zostało zaatakowane. Trudno by miała pokornie siedzieć i znosić bez riposty słowa bezczelnego Hofmana. Dziwię się bardzo, że Kaczyński toleruje, nie pierwszy zresztą wybryk tego młodzieńca. Aż się prosi przypomnieć stare przysłowie o tym, co to już witał się z gąską. Nie wiem czy Hofman już przebiera tłustymi czy chudymi nóżkami, ale że swoją frustrację wyładowuje na niedawnych kolegach, to wydaje się żałosne i nijak przystające dla tych, którzy aspirują do rządzenia krajem. Głoszenie tezy, że wszyscy na prawicy są przeszkodą do zdobycia władzy przez PiS, jest nawet nie śmieszne a tragikomiczne. Jeśli podobnie myśli Prezes, to ja nie mam nadziei, że zdobędzie władzę. Potencjał prawicy jest w Polsce duży, ale tylko wtedy, gdy będzie się poważnie traktowało innych partnerów sceny politycznej i przede wszystkim wyborców. Dla mnie osoby bezpartyjnej, sympatyka prawicy, teza że tylko PiS ma prawo do istnienia, jest antydemokratyczna i w żaden sposób nieuprawniona. Pokolenia ludzi walczyły o Polskę wolną, pluralistyczną, a nie dyktatorską. PiS jawi mi się dzisiaj jak klon PO. Tam też wycięto wszystkich inaczej myślących. Ludzie mają dość takiej polityki o czym świadczy frekwencja w tych wyborach. Ale czy zarozumiali politycy to widzą? Janusz Wolniak

Komu potrzebna jest matura

Matura to egzamin zupełnie zbędny, niepotrzebny i do tego kosztowny. W dzisiejszych czasach to już nie jest żaden próg dojrzałości ani kompetencji, kiedy wiedzę można zdobyć samodzielnie. Przez ostatnie dwa dziesięciolecia ta formuła całkowicie się przeżyła. To już nie to, o czym  można przeczytać we wspomnieniach przedwojennych abiturientów. To nie to, co działo się w PRL-u, a nawet na początku lat 90-tych. Odkąd zaczęto eksperymentować z procentami i testami, stała się ona karykaturą dawnego egzaminu dojrzałości. Szczególnie jaskrawym wynaturzeniem jest jej forma w humanistyce. Tu już nie liczy się nawet elementarna wiedza, tylko cwaniactwo i spryt zdających. Nikt już nic nie musi czytać. Wystarczy poznać streszczenie i umieć dopasować się do oczekiwań egzaminacyjnych, a tego nawet jeśli nie nauczą w szkole, to można samodzielnie się tego dowiedzieć. Ta cała procedura maturalna jest coraz bardziej absurdalna. Im bardziej egzamin łatwiejszy, tym egzaminatorzy mają być bardziej surowi. Oczywiście nie czynią oni tego sami z siebie, tylko zmuszają ich do tego urzędnicy oświatowi tworzący przepisy. Za posiadanie telefonu komórkowego, nawet wyłączonego, który np. wypadnie z kieszeni, wylatuje się od razu z egzaminu. Z prostego egzaminu uczyniono cały rytuał, w którym roi się od szczegółowych przepisów. Drukowanie tysięcy ton papieru, tygodnie czekania na wyniki, wyłączenie ze szkół do sprawdzania prac tysięcy nauczycieli i dezorganizacja pracy pozostałych klas. Naprawdę trzeba bardzo się starać, by ten egzamin oblać. Ministerstwo Edukacji pracuje nad nową formułą tzw. prezentacji maturalnej, która jest najjaskrawszym przykładem wynaturzenia egzaminu. Ciarki mnie przechodzą na myśl, że znowu będę musiał wysłuchać kliku albo kilkunastu takich samych wypowiedzi o miłości, nienawiści czy wojnie w literaturze. A jak już ktoś przyjdzie referować temat o języku reklamy, to nie wiadomo czy zapaść się pod stół ze wstydu czy gorzko zapłakać. Ten egzamin jest już niereformowalny. Po prostu trzeba go znieść. Szkoły średnie powinny decydować samodzielnie, według jasnych kryteriów, komu dać świadectwo ukończenia, a uczelnie wyższe przyjmować wszystkich chętnych i weryfikować podczas pierwszych egzaminów. Mogą też w przypadku specyficznych studiów, np. artystycznych przeprowadzać wstępną selekcję. Należy też przywrócić prawo do bezpłatnego studiowania drugiego kierunku. Nie mogę zrozumieć dlaczego wprowadzono to ograniczenie, kiedy inwestycja w wykształcenie wielokierunkowe to wymóg cywilizacyjny. Nie jesteśmy społeczeństwem bogatym, to zapora dla wielu młodych ludzi. Jeszcze pewien przykład. Pewna młoda dziewczyna postanowiła zrezygnować ze zdawania matury w tym roku, bo w próbnych testach nie potrafiła się wstrzelić się w wymagania egzaminacyjne. Zna doskonale nie tylko wszystkie lektury, ale kocha literaturę, ale jej sposób pisania odstaje od schematu. W tym roku nie będzie  miała możliwości studiowania.  Oczywiście takich osób, idealistycznie pojmujących rzeczywistość tak wiele nie ma, ale trzeba i im dać szanse. Tylko czy musi to być matura? Janusz Wolniak

Dobroczynność

Nie mogłem się nadziwić, jak tzw. Obserwatorzy OBWE nie mogli się nachwalić w jakiej to komfortowej sytuacji się teraz znajdują. Jeden tylko Szwed coś na zdrowiu nie domagał, no to go wypuścili. Pozostali jeden przez drugiego opowiadali jak to dobrze się mają. Poza pierwszą nocą, gdzie jakieś niewygody ich spotkały, może brak poduszek, ale teraz już nic im nie brakuje. Nawet o wolności nie wspominali. Tłumaczyli światu, że oni tam bez broni, bez szpiegowskich akcesorii przybyli, pokojowe zamiary mieli i tyle. W międzyczasie przetrzymujący, ustami któregoś tam samozwańca, oświadczyli, że nic im się nie stanie, czytaj włos z głowy im nie spadnie. Mogą teraz do woli obserwować od środka a za parę dni, może tygodni, świat obwieści wielki sukces. Zostaną uwolnieni i będą mogli o swoich obserwacjach mówić do woli. Co elokwentniejsi i zaradni trafią na czołówki gazet, do tokszołów i z bezimiennych obserwatorów staną się bohaterami dnia. Jest taka bajka Krasickiego „Dobroczynnośc”, wypisz, wymaluj pasuje do heroicznych obserwatorów:   Chwaliła owca wilka, że był dobroczynny; Lis to słysząc spytał ją: "W czymże tak uczynny?" "I bardzo - rzecze owca - niewiele on pragnie. Moderat! Mógł mnie zajeść, zjadł mi tylko jagnię".   Janusz Wolniak

Lech Wałęsa w Solidarności?

„Wstępuję do "Solidarności" jeszcze raz, bo kapitaliści za dużo sobie pozwalają i trzeba ich przytemperować” – powiedział Lech Wałęsa. Miał jeszcze dodać, że jeśli go nie przyjmą, to założy własną organizację. Zdarzenie miało miejsce w przedświąteczną środę, w Wielkim Tygodniu. Ciekawy jestem co wpłynęło na Lecha Wałęsę, że nagle przewartościował swój stosunek do NSZZ „Solidarność”. Może wziął udział wcześniej w rekolekcjach, może jakaś rozmowa, nie wiem, ale jeśli te słowa nie są puste, świadczą o radykalnej zmianie. Wszak były Prezydent musi wiedzieć, że Związek przygotowuje się do kolejnej akcji przeciwko tym posłom, którzy popisali się antyzwiązkową postawą. Wiadomo, że dotyczy to przede wszystkim parlamentarzystów obecnej koalicji rządowej. Czyżby Wałęsa całkowicie zmienił front? Czy przeszedł do opozycji? Ale przecież Lech Wałęsa nie musi wstępować do „Solidarności”. On w niej jest, czy formalnie czy nie, tak już zostanie. Historia tak się potoczyła, że to jemu przypadł ten splendor i na świecie jest synonimem tej nazwy. Można się oburzać, można zaklinać rzeczywistość, ale się jej nie zmieni. To nie Cenckiewicz, nie Gwiazda, nie Walentynowicz czy największy jego przeciwnik Krzysztof Wyszkowski zapiszą się na kartach podręczników, tylko On właśnie. Nagroda Nobla nobilitowała go na wieki. Czy zasłużenie, czy inni nie byli bardziej godni i bohaterscy? To już dzisiaj tylko akademicka dyskusja. Nie da się zrzucić Lecha Wałęsę z tego piedestału. Przez ostatnie lata pierwszy Przewodniczący „Solidarności” bardzo dużo zrobił, by w Polsce Związek przestał cokolwiek znaczyć. Na szczęście jego wysiłki nie dały rezultatów. Teraz chce wejść do bieżącej polityki, powracając do źródeł. Tylko w jakiej roli? Doradcy? Przywódcy? Eksperta? Od czasu kiedy został Prezydentem RP pokazał, że możliwości, jakie ma, nijak się mają z oczekiwaniami narodu. Ośmieszył nie tylko urząd Prezydenta, ale i miał negatywny wpływ na stosunek do całej tzw. solidarnościowej spuścizny. Czy teraz można poważnie traktować powrót marnotrawnego syna? Wybujałe ego, myślenie o sobie w kategoriach męża stanu, niemal zbawiciela, wyroczni, kiedy w ostatnich miesiącach widzieliśmy zdjęcia, które sam upowszechniał, gdzie stał obok luksusowych samochodów, spał w ekskluzywnych apartamentach, itd. I teraz mamy uwierzyć, że ten kapitalizm, w którym tak się od lat nurza, który daje mu zarabiać miliony, stał się dla niego niedobry. Ta metamorfoza jest dla mnie tak nieautentyczna i tak kuriozalna, że zastanawiałem się czy w ogóle poświęcać temu jakąkolwiek uwagę. Jednak uznałem, że trzeba, bo przecież wyrosły nowe pokolenia, które nie pamiętają Wałęsy, nie tylko jako Przewodniczącego „Solidarności”, ale również jako Prezydenta. Dzisiaj to człowiek, który chce za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Rozumiem jego frustrację. Gdy tylko wyjedzie za granicę, przyjmowany jest z honorami niemal męża stanu, a w Polsce tylko naiwni albo cynicy, w rodzaju Lisa czy Olejnikowej, zapraszają go do swoich audycji. Ta kolejna próba zaistnienia Wałęsy, w polskiej przestrzeni publicznej, z góry skazana jest na porażkę. Tylko pod jednym warunkiem  miałaby ona szansę powodzenia. Musiałby niegdysiejszy bohater przyznać się do swoich słabości i dokonać ekspiacji, chociaż nie wiem czy i w tę przemianę ludzie by uwierzyli. To już nie człowiek z żelaza, nie człowiek z nadziei, tylko człowiek zagubiony, żądny dawnej sławy i śniący o władzy, szukający swojego miejsca na ziemi. Myślę, że nie uda mu się przeszkodzić współczesnej „Solidarności” w walce z tymi ludźmi, którzy kreują dzisiaj antypracowniczą, antyspołeczną i antynarodową politykę. I tylko tyle oczekuję dzisiaj od Wałęsy, by nie przeszkadzał. Janusz Wolniak

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej