Janusz Wolniak

Materiały

Ksiądz Lemański – cdn.

Naiwnie myślałem, że wyciszenie się ks. Lemańskiego to skutek przemyślenia, może czyjejś dobrej rady. Nic z tych rzeczy. Dzisiaj na portalu Lisowym ogłosił publicznie, że będzie pisał rekurs do Watykanu, zamieszczając scan decyzji Arb. Henryka Hosera podtrzymującej jego odwołanie z Probostwa w Jasienicy. Dodatkowo opatrzył swój blog zdaniem  „Głęboko wierzę, że sprawiedliwość będzie miała w tej sprawie ostatnie słowo”. I niech w tej wierze zostanie, bo tak w istocie się stanie. Tylko czy w tę sprawiedliwość ksiądz uwierzy? Żadne argumenty Biskupa Warszawsko-Praskiego nie przemówiły do kapłana. Dalej trwa przy swoim zdaniu, dalej publikuje na portalu, w którym bez przerwy jad się sączy. Już to samo go dyskwalifikuje. Gdyby przynamniej, tak jak swego czasu naiwny Hołownia, próbował polemizować z wrogami Kościoła, to jeszcze od biedy można by uznać, że ma jakąś misję do spełnienia. A tu nic, żadnej autorefleksji, tylko brnięcie w ślepy zaułek. Laickie media i te, mające zdecydowanie antychrześcijański profil, tylko czekają na takich Lemańskich. Można wówczas pokazać jakich rzekomo niesprawiedliwości doświadczają ludzi wierzący. Wyborcza w jednym ostatnich numerów zapowiada a chyba nawet patronuje powstaniu stowarzyszenia, które będzie tropiło sprawców zbrodni pedofilstwa. Wszystko w porządku, tylko dlaczego jedynie w Kościele. Badania statystyczne, na które powołuje się Ksiądz  prof. Dariusz Oko pokazują, że przestępstwa pedofilii najczęstsze są wśród grup homoseksualnych, a sprawcami mogą być ludzie z każdego zawodu. No, ale dzisiaj jest trend, by uderzać w Kościół. Tenże ks. Lemański uczynił jeszcze jedną bardzo obrzydliwą rzecz. Kiedy było apogeum jego sporu z biskupem, zasugerował jakoby spotkało go kiedyś ze strony hierarchy coś strasznego i wstydliwego. Komentatorzy przez trzy dni zastanawiali się w jaki sposób biskup miał rzekomo molestować księdza. Po paru dniach bohater mediów oświadczył, że ta straszna rzecz, która mu się stała, to miało być pytanie biskupa o jego obrzezanie. W późniejszym oświadczeniu abp Hoser zaprzeczył temu pomówieniu, ale smród w świat poszedł. Przyjazne łamy mediów Lisowych i tym podobnych otwarte są na takie insynuacje, sensacje i pomówienia. Gorszące jest, że ludzie mieniący się katolikami dają się w nie wciągać. 

Obrona HGW

Idą w zaparte i toną, a kraj razem z nimi Prawie od początku rządy prezydent Warszawy budziły powszechną krytykę. Dzisiaj kiedy czara goryczy się przelała, w jej obronie stanęli pospałem najwyżsi dostojnicy państwowi, Prezydent i Premier. Zdumiewająca jest reakcja Platformy w sprawie odwołania prezydent Warszawy. Mówiąc językiem grypsujących, idą w zaparte. Kiedy premier Tusk powiedział publicznie, że nie rekomenduje obywatelom udziału w głosowaniu, nawet część chwiejnych dziennikarzy i polityków, dziwiła się niepomiernie. Szybko jednak zaradzono sprawie, wyciągając, jak królika z worka, stare oświadczenie Kaczyńskiego, w którym tenże podobnie mówił, kiedy odwoływano w Łodzi Kropiwnickiego. Nawiasem mówiąc, cóż oni by bez tego Kaczyńskiego zrobili, chyba by go wymyślili. Minął jakiś czas i widmo referendum zajrzało w oczy Warszawskiej Hannie, uroczo przez lud zwanej Bufetową, i trzeba było znowu coś wymyśleć. Od czegóż to jest Jaśnie Prezydent? Czy tylko od tego by pod żyrandolem siedział? No to i Komorowski poszedł w ślad kolegi premiera i też oświadczył, że na referendum nie pójdzie. Ma takie prawo i zamierza z niego skorzystać. I teraz posypały się gromy na głowę premiera, a że demokrację łamie, że prezydent wszystkich Polaków… Jakich tam wszystkich, tylko tych, którzy Hankę lubią. Na drugi dzień Belweder wydał oświadczenie, że to, co prezydent powiedział żadnym tam przypadkowym beknięciem nie było, i jak najbardziej Pan Prezydent podtrzymuje wolę swoją. I zaczęło się. Skoro władza tak mówi, to trzeba to powtarzać, i to głośno, żeby zapamiętali. Na początku Barciś, Kofta i Blikle z dumą oświadczyli – Nie idziemy na referendum. Myślę, że następni będą ci, którzy dumni są ze swych parad chronionych przez ludzi prezydenckich. Kto jak nie HGW stworzy najlepsze warunki do krzewienia swojej mniejszości. Że jeszcze środowiska LGBT takiego expose nie wydały, to tylko chyba dlatego, że byczą się gdzieś na plażach, bo któż by w gorącej Warszawie wytrzymał. Sądzę, że uda się też Platformianym zmobilizować paru sportowców, ludzi pióra, cyklistów, motorowerzystów i wszelakich zadowolonych lemingów. Zresztą innych lemingów nie ma oni ślepo we wszystko wierzą, co Tusk mówi. Pojawiła się nawet teoria, że te sondaże całe, to jeden spisek, bo przecież oni teraz są na urlopach i nikt ich o zdanie nie pytał. I tak to do końca na swoich szańcach stać będą, i czekać na wybory. Może jeszcze karta się odwróci i lud oświeci, kto chce dla nich dobrze, kto z kryzysu suchą nogą przeprowadzi. Tyle, że lud nie głupi i już nie wierzy, swoje wie i żadnym sztuczkom omamić się nie da. Ciekawe kiedy chłopi, ci z PSL-u połapią się, że już toną czy też razem na dno pójdą. Szkoda tylko, że naród musi jeszcze, przez czas jakiś, znosić te Platformiane rządy.                            

Misja posła Jarosa – zastraszyć związki

POseł Michał Jaros od paru tygodni próbuje zdobyć popularność, atakując w niewybredny sposób związki zawodowe. Media ochoczo udostępniają mu swoje łamy. Występuje w różnych programach telewizyjnych, udziela wywiady w prasie.

Znowu nadchodzi ten 1 sierpnia, żyć nie dają

Tytuły artykułów: „Też masz dość Powstania Warszawskiego? Cała Polska nie musi przeżywać rocznicy tak, jak Warszawa”, „Czczenie rzezi, czyli o pamięci Powstania Warszawskiego”, „Nikt nie zabroni mi wypić kawy z kubka ze znakiem Polski Walczącej” pokazują stosunek piszących do wydarzenia

Kościół może obronić się sam

Liberalne media i środowiska za nimi stojące muszą usunąć Kościół, tę ostatnią przeszkodę na drodze do nieokiełznanej wolności jednostki, do kultu ciała, epatowania różnymi zboczeniami, do stworzenia w pełni konsumpcyjnego modelu życia. Właściwie Kościół powinien być wdzięczny tym, którzy tak dużo o nim mówią. Spada liczba wiernych, spada liczba powołań. Mało tego, głos Kościoła w życiu publicznym jest coraz mniej znaczący, a o tym, co się w nim dzieje, mówią wszystkie media. Wydaje się, że ta sytuacja całkowicie zaskoczyła większość duchowieństwa. Czy ktoś słyszał, by Episkopat urządzał regularne konferencje prasowe. Rzecznik prasowy jakby w ogóle nie istniał. Dlaczego tak mało słyszalny jest głos biskupów? Przecież po każdej Konferencji Episkopatu kierują List do wiernych i wydają stosowny Komunikat. A media wolą przemilczać argumenty jakie są tam przytaczane i nagłaśniać jedynie skandale. W każdej grupie społecznej czy zawodowej można znaleźć patologiczne przypadki. Zdarzają się też grzeszni księża. I wtedy rusza skomasowane uderzenie. To, że rusza, mnie nie dziwi, bo Kościół katolicki w Polsce jest ostatnią ostoją wartości. Stoi na straży praw moralnych, naturalnych i godności człowieka. Muszą zatem liberalne media i środowiska za nimi stojące usunąć tę ostatnią przeszkodę na drodze do nieokiełznanej wolności jednostki, do kultu ciała, epatowania różnymi zboczeniami, do stworzenia w pełni konsumpcyjnego modelu życia. Kościół boi się wchodzenia w polemikę, obawia się otwartej dyskusji z przeciwnikami, a ci zawłaszczają kolejne pola. Jeśli wejdą do szkół a nawet przedszkoli, to będzie już nie przegrana, ale klęska.  Usłyszałem niedawno z ust jednego z hierarchów kościelnych radę, by nawet świeccy katolicy specjalnie nie angażowali się wobec przeciwników, bo to spowoduje jeszcze większe ataki. Ta rada jest dla mnie całkowicie niezrozumiała. To po prostu grzech zaniechania. Biskupi, księża i katolicy świeccy nie mogą milczeć, nie mogą ograniczać się do polemiki tylko we własnym gronie, we własnych mediach. Paradoksem naszej sytuacji jest, że tylko o. Rydzyk konsekwentnie domaga się dopuszczenia głosu wierzących w centralnych mediach. Inni tylko doraźnie mówią publicznie. Przykładowo pozwolono ks. Lemańskiemu, chyba z dwa tygodnie pluć jadem na Kościół i jego biskupa, bez żadnej riposty. Kuria wydała w końcu list, ale o wiele za późno. Ile szkody uczynił jeden duchowny, nie sposób ocenić. Dzisiaj obroną Kościoła zajmuje się publicznie jedynie red. Terlikowski i pos. Godson (nie będący katolikiem). Czy można realizować misję społeczną i ewangelizacyjną Kościoła bez wchodzenia w nowoczesne media, bez domagania się, by chociaż zrównoważyć istniejące ataki. Nie ma żadnej symetrii w ukazaniu spraw Kościoła i nie będzie, jeśli ten sam nie wyjdzie z inicjatywą.  Kościół jako zbiór duchownych i wiernych może obronić się sam, tylko musi wykazać się odwagą i nie dać się zastraszyć. Inaczej stanie się mniejszością zepchniętą na margines, a na to nie zasługuje.

Snowden i kwiaty polskiego podziemia

Trzeba przyznać, że Józef Pinior jest bardzo konsekwentny w swoim działaniu. Swego czasu żądał ujawnienia, że Polska była przystankiem dla amerykańskich służb przetrzymujących przywódców Al-Kaidy, a teraz zainicjował akcję obrony niejakiego Snowdena, no a niedawno chwalił się przyjaźnią z Urbanem i gościł na imieninach generała Jaruzelskiego.  Nie wiadomo jakie pobudki kierowały Snowdenem, by obwieścić światu, że tajne służby śledzą i węszą gdzie się da. Ależ o tym wiadomo nie od dziś. Sławetna „Rozmowa” Franka Copolli ukazała, że nie ma żadnych szans, by ustrzec się przed podsłuchem.  Tyle, że służby mające do tego uprawnienia muszą być kontrolowane. Przecież czynią to po to, by uchronić społeczeństwa przed atakami terrorystów, szaleńców, mafii, złowrogich totalitarnych reżimów, itd. Dzisiaj świat byłby bezbronny, gdyby podszedł na żywioł i powiedział sobie, wszystko jest jawne. Niestety, wśród nas są ludzie źli, chorzy psychicznie, pałający żądzą zemsty, chcący przejść do historii jak Herostrates czy Dawid Chapman. Może gdyby służby norweskie były bardziej zapobiegliwe, to Brevik nie dokonałby strasznego mordu. Żebyśmy mogli spać spokojnie, musimy zgodzić się na czuwanie służb. Jeśli nie będą tego robić oficjalne agendy, to dadzą pole dla grup przestępczych, by ten proceder rozwinęli. Podejrzewam, że na pewno z tych narzędzi już korzystają, ale mam nadzieję, że jeszcze w niewielkiej skali. Do akcji Piniora dopisali się dawni opozycjoniści, a dziś już mało czynni politycznie, jak Barbara Labuda, Adam Bujak i Władysław Frasyniuk. Najbardziej z nich aktywny jest były przywódca Dolnośląskiej Solidarności. Często zapraszany, głównie do TVN-u, komentuje niemal wszystko z pozycji autorytetu. Tylko nie wiem za bardzo jakiego. Ten mentorski ton  i pouczanie innych nie wiem z czego ma wynikać. Czy z zasług z lat 80-tych? Jakoś tym, którzy mieli wówczas nie mniejsze zasługi, takiej szansy bycia w mediach się nie daje. Ale Frasyniuk może mówić, bo jest po właściwej stronie mocy. Jak trzeba to Kaczyńskiemu albo innemu faszyście dokładnie przyłoży. Swój list otwarty do władz, jak zatytułowało agorowe „Metro” – „Kwiat polskiego podziemia”, uzasadnia troską o zwykłych ludzi. Czego przestrzegający prawo zwykli obywatele mają się obawiać? Na pewno nie służb amerykańskich. Ja obawiam się, że ten zwiędły kwiat polskiego podziemia, może narobić więcej szkody w umysłach ludzi, niż działania służb dbających właśnie o bezpieczeństwo najzwyklejszych ludzi. Oni jednak oskarżają nie tylko polską, ale i europejską demokrację o niespełnianie podstawowych standardów. Tak można mieć wiele zastrzeżeń do państw demokratycznych, ale w tym przypadku zarzuty są absurdalne. Przeczytajmy fragment tego listu: „Edward Snowden nikogo nie zamordował, nie porwał, nie napadł, nie wysadził w powietrze. Jest jednak ścigany i osaczany jak terrorysta. Dlaczego? Bo ujawnił pewną niewygodną prawdę o poczynaniach władz swego państwa. Objawił światu, iż amerykański rząd systematycznie kontroluje zachowania milionów swych obywateli i obywatelek poprzez masową inwigilację i podsłuch rozmów telefonicznych, na Skypie,  Facebooku, e-maili, czatów. Rewelacje Snowdena obnażyły brzydkie oblicze amerykańskiego systemu politycznego. Ale obnażyły też cos więcej: bezduszność, lękliwość i hipokryzję naszej, europejskiej demokracji. Na prośbę Snowdena o azyl polityczny stare i nowe państwa demokratyczne pokazały mu figę chowając się za procedury, paragrafy i żałosne argumenty biurokratyczne. Gdzie podziało się nasze przywiązanie do swobód obywatelskich i praw człowieka, na których stoją demokracje i o których tyle mówi nasza klasa polityczna”.  Czy postawa Snowdena służy demokracji, czy jest wprost przeciwnie? Może „kwiaty…” spróbowałyby adekwatnie do wagi zdefiniować swój język. Każda demokracja jest systemem ułomnym, ale jej dalsze osłabianie prowadzi jedynie do anarchii a nie wolności.  

Wałęsa – produkt narodowy

Zaczęła się promocja filmu Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei.” Zakwalifikowanie obrazu na festiwal w Wenecji okrzyknięto wielkim sukcesem. Czy nowy produkt autora „Człowieka z żelaza” okaże się sukcesem artystycznym, tego jeszcze nie wiadomo. Ja przewiduję, że może to być sukces komercyjny. Czy komuś się to podoba, czy nie, Lech Wałęsa jest obok Jana Pawła II najbardziej rozpoznawalnym polskim nazwiskiem na świecie. Za granicą nie doświadczyli pięciu lat prezydentury historycznego przywódcy „Solidarności”. W Polsce wszyscy zobaczyli, że król jest nagi i dzisiaj Wałęsa już mało kogo podnieca. Oprócz tego brak odwagi, by rozliczyć się z przeszłością już definitywnie pogrzebał jego współczesny wizerunek. Od czasu do czasu próbuje jeszcze wpływać na bieżącą politykę, komentując różne wydarzenia, ale o tym co powie bardzie ekscytują się dziennikarze, plotkarskie media niż społeczeństwo. We wrześniu przypadać będzie 70 rocznica urodzin Wałęsy, a na początku października ma nastąpić polska premiera filmu i można przewidzieć, że wówczas zacznie się na nowo dysputa o rzeczywistej roli jaką odegrał w Polsce laureat Pokojowej Nagrody Nobla. Czy Wajdzie do społu z Głowackim uda się pokazać wizerunek bohatera, który trafi w oczekiwania polskiego odbiorcy, nie jestem pewien. Już choćby z kilku promocyjnych kadrów widać, że poszli najłatwiejszą ścieżką czyli pokazania utartych schematów. Może to być obraz bardzo atrakcyjny dla zagranicznych odbiorców, bo ugruntuje tę powierzchowną wiedzę o człowieku, co to mur przeskoczył i obalił komunizm. My w Polsce mamy większą wiedzę. Wiemy, że bohaterów było wielu, że Anna Walentynowicz, że Andrzej Gwiazda, że Andrzej Kołodziej, że Kornel Morawicki, że… I tak można by wyliczać wielu. To, że właśnie Wałęsa uosabia zwycięstwo „Solidarności” jest faktem. Tylko nie można pogodzić się, że nawet jak za życia ktoś jest stawiany na piedestał, to może pozostać poza wszelką kontrolą i oceną. Brak jakiejkolwiek pokory wobec bliźnich i egoizm, a przy tym ostentacyjne obnoszenie się z Matką Boską, jest niemożliwy do zaakceptowania. Wałęsa powtarza wielokrotnie w wywiadach, że się już nie zmieni. To dobrze, że w sprawach obyczajowych daje jednoznaczne świadectwo, ale jak może godzić postawę chrześcijanina z nienawiścią wobec o. Rydzyka, świętej pamięci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, tego już pojąć nie mogę. Trzeba jednak wierzyć, że może jednak przyjdzie chwila ekspiacji i były przywódca największej w dziejach Polski pokojowej rewolucji, znajdzie w sobie tyle sił, by wyznać prawdę. Wtedy żaden film nie będzie już ważny, ale człowiek z krwi i kości, a nie żaden człowiek z nadziei.

Hermaszewski znowu poleciał w kosmos

Jakoś bez większego echa przeszła w mediach 35.rocznica lotu w kosmos Mirosława Hermaszewskiego. Redaktor Ziemiec rozmawiał z kosmonautą w przeddzień byłego święta komunistycznego 22 lipca, i choć to może był przypadek, to nieźle zilustrował postać niegdysiejszego bohatera. 35 lat temu pierwszy, i jak dotąd jedyny Polak, poleciał w kosmos. Redaktor Krzysztof Ziemiec rozmawiał z gen. Mirosławem Hermaszewskim o tym locie i nie tylko, próbując kosmonautę namówić do zwierzeń i na inne tematy związane z jego życiem. Wywiad nadała telewizja polska i warto by go gdzieś jeszcze powtórzyła. Nie dlatego, że było w tym materiale coś odkrywczego. Wręcz przeciwnie, bo Hermaszewski zachowywał się w nim jak człowiek z innej epoki. Dlatego warto by ten film pokazywać jako instruktażowy, ilustrujący butę komunistyczną, bezkarność i pychę ludzi tamtego systemu. Kto ma wątpliwości dlaczego w Polsce jest jak jest, mógłby przekonać się naocznie jaki jest stan świadomości notabli niegdysiejszego systemu. Pamiętam jak w końcu lat 70-tych, ówczesna propaganda w sposób nachalny eksponowała sukces polskiego lotnika. Krążył wówczas kawał o tym, że nawet jak się otwiera lodówkę, to może z niej wyskoczyć Hermaszewski. Tego splendoru ludzie nie przyjmowali autentycznie, bo za tym wydarzeniem stała łaska ZSRR. Łaskawie dali miejsce polskiemu lotnikowi w swoim Sojuzie. Wzmiankowany wywiad opatrzony był archiwalnymi filmami z lat 80—tych. Na jednym z nich Hermaszewski składa meldunek Gierkowi i Jaroszwiczowi, mówiąc o wypełnieniu zadania jako polski komunista. Zabrzmiało to strasznie, ale oglądając dzisiaj wywiad, widzę że ówczesny major a dziś generał nic a  nic się nie zmienił. Kiedy red. Ziemiec zadawał mu niewygodne pytania, żądał ich odwołania i przeprosin. Podziwiałem dziennikarza,  że prowadził dalej rozmowę i na impertynencję rozmówcy  nie odpowiedział.  Buta Hermaszewskiego, który uważa, że służył cały czas dobrej sprawie i nie widzi różnicy między armią Układu Warszawskiego a Paktem NATO, jest symptomatyczna. Przecież jego dowódcy, generałowie Jaruzelski i Kiszczak w III RP mają się całkiem dobrze. Ich kompan, zmarły niedawno gen. Siwicki miał pogrzeb z pełnymi honorami wojskowymi. Czemu zatem on miałby się wypierać miłości do PRL-u. Oj, dostało się red. Ziemcowi, za to że niepolitycznie pytał. Były w tym wywiadzie też wątki związane z ukraińskimi mordami. Ojciec Hermaszewskiego został zabity przez UPA, a on cudem uratowany wraz z matką przeżył . Dopytywany na tę okoliczność przyznał, że długi czas nienawidził Ukraińców i że chyba diabeł coś w ich czaszkach ogonem pomieszał, że byli uczestnikami najnikczemniejszych zbrodni w historii ludzkości. Nie tylko zabijali m.in. dzieci i kobiety, ale pastwili się nad nimi, zadając im męczeńskie tortury. Red. Ziemiec nie dał się sprowokować atakom generała, a nawet nie zareagował na powtórzoną sugestię, by odwołać swoje pytania. Jednak po tym programie pozostaje niesmak. Informacja, że generał został bez pytania włączony do WRON-y (dla tych co nie pamiętają, przypomnę że to była w stanie wojennym instytucja sankcjonująca ówczesne bezprawie – Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego), nie została skonfrontowana z jego opinią. Red. Ziemiec uznał pewnie, że nie ma już co dalej generała drażnić. Szokujące jest jeszcze jedno. Ten człowiek, nobilitowany Orderem Lenina,  już w wolnej Polsce pełnił eksponowane funkcje w wojsku polskim, a do tego był odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski w 2003 r. przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Jeszcze raz powiem, ten wywiad powinien być powtórzony wraz z filmami archiwalnymi. Niech młode pokolenia zobaczą jakich to bohaterów kreowała komunistyczna władza PRL-u.  Ps. Wywiad można już zobaczyć. Polecam http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Ps2ZCjuyC7M

Polityczna pornografia

Co widnieje na okładkach popularnych gazet w tym tygodniu? I co z tego wynika? Wprost – Czy Jezus wstydzi się Radawańskiej (z gołą tenisistką na okładce). Newsweek – Wróg Kościoła nr 1 (ze zdjęciem ks. Lemańskiego). Polityka – Ekościema czyli mity zdrowej żywności. Przekrój – Czego się boimy (rycina twarzy Wandy Nowickiej). Gazeta Polska – Arcybiskup Hoser na celowniku (zdjęcie arcybiskupa). Tygodnik Powszechny – Jak to było naprawdę (zdjęcia abp Hosera i ks. Lemańskiego). Przegląd – Idą i giną (na zdjęciu oblodzony himalaista). Uważam rze – Przekręt 20-lecia (o funduszach OFE). Gość Niedzielny – Kazania na poziomie (uczniowie słuchający Jezusa). Sieci – Teraz idzie po Tuska (ze zdjęciem Jarosława Kaczyńskiego). Do rzeczy – Trybunał stanu dla ludzi z rządu Tuska (ze zdjęciem Jana Pospieszalskiego). Rolling Stone – The Bomber (a na zdjęciu uśmiechnięta twarz Dżochara Carnajewa). Newsweek. W Polsce po ekscesach okładkowych Lisa już kolejna okładka antyreligijna, mimo że też prowokująca, bo ksiądz katolicki jest w jarmułce, a do tego przedstawiony jako jedyny sprawiedliwy, to tym razem nie wywołała protestów. Wcześniejsza cała seria takich widoków widać już spowodowała zobojętnienie i przyzwyczajenie się, przynajmniej części odbiorców. Dla mnie to dalej polityczna pornografia, niegodna żadnego opiniotwórczego pisma. Wprost. Nie on jeden, bo i Angora i wiele innych gazet skorzystało z popularności medialnej Radwańskiej. Tylko znowu ten tytuł. Wątpię czy nasza tenisistka spodziewała się, że wywoła tak dużą medialną burzę. Rzuciły się na nią pazernie wszystkie medialne hieny, żerując na jej sławie. Jak długo? Pewnie jeszcze trochę. Rolling Stone. I tam znalazła się gazeta, która zszokowała czytelników. Zbrodniarz z uśmiechniętą twarzą, jak jakiś celebryta, budzi nie tylko niesmak, ale zatracenie jakiejkolwiek miary oceny sytuacji. Co mają myśleć rodziny ofiar, ranni i zszokowani uczestnicy tamtego biegu, przerwanego eksplozją bomby. Łeb w łeb idą za dwa prawicowe pisma Do rzeczy i Sieci. W nich goni się króliczka. Tu Tusk chociaż na okładce nie jest, to wyróżnienie jego nazwiska sugeruje, że dni czy miesiące jego rządów już są policzone. I w tym przypadku trudno się czepiać. Bo przecież profil tych pism jednoznacznie stojących w opozycji do obecnych rządów każe być krytyczny do rządu. Nie można też nic mieć do kultury przekazu. Jest czytelny i nie wywołuje żadnych niewłaściwych skojarzeń. Podobnie jest w Polityce i Uważam rze i Gościu Niedzielnym. Tematy ważne i ciekawe i podane w naturalny sposób. Za to w Gazecie Polskiej i Tygodniku Powszechnym wykorzystują temat konfliktu ks. Lemańskiego z abp Hoserem. W TVN-ie jadą na tym na całego. Kropka na i Olejnikowej tylko dzięki temu miała dużo widzów. Sprawa ciut przycichła, ale coś mi się wierzyć nie, że ktoś kto raz stał się medialną gwiazdą, nie spróbuje wrócić na salony. Obym się mylił. Ale co do gazet, trudno mieć zastrzeżenia. Wykorzystują koniunkturę. Można zatem nie epatować czytelników zgorszeniem, obrażaniem uczuć religijnych czy wizerunkami bohaterów wątpliwej proweniencji. Tylko, że to się nie sprzedaje. Przywołałem 11 polskich tygodników opinii, które są w czołówce najlepiej sprzedających się gazet. Portal wirtualne media podaje dane za maj, z których wynika że na pierwszym miejscu najlepiej sprzedających się tygodników opinii jest Gość Niedzielny, a tuż za nim Newsweek. Największy spektakularny upadek zanotował Uważam rze. Jeśli utrzyma się do końca roku, to będzie chyba to jakiś cud albo przekręt. Wszystkie pisma notują mniejszy lub większy, ale jednak spadek czytelników. Czy ta tendencja się utrzyma? Wydaje się, że tak. Widać to po coraz ciekawszych stronach internetowych tych gazet. I jeszcze jedna informacja. Trzeba wiedzieć, że najlepiej sprzedaje się Angora. Pismo, które przedrukowuje najciekawsze teksty z innych czasopism. 50% Polaków nie wie na kogo będzie głosować, a dzisiaj deklaruje, że nie pójdzie w ogóle do wyborów. I chyba tę kategorię elektoratu zagospodarowuje dzisiaj Angora. Rynek gazet jest dzisiaj niestabilny. Jest odbiciem nastrojów społeczeństwa, zdezorientowanego, oszukanego i poszukującego rzetelnej i prawdziwej informacji.

Festiwal filmowy czy promocja homoseksualizmu?

Dzisiaj rozpoczyna się we Wrocławiu XIII Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Era Nowe Horyzonty. Rozpocznie go film o lesbijkach a zakończy obraz o homosekualiźmie, z księdzem w roli głównej. Jak zwykłych zjadaczy chleba w oświeconą masę przerobić? Recepta jest prosta. Trzeba sączyć jad dość długo, aż zamknie się usta tym, co niepewni swego zdania. Niech w końcu zrozumieją, że to co przez wieki mieli za wstydliwe i nienormalne, co do lat 90-ych XX  wieku było zboczeniem, teraz jest jak najbardziej zwykłe i oczywiste. Mało tego wszyscy, którzy sądzą inaczej to ludzie niepostępowi, nienowocześni i dziwni jacyś. Najpewniej to mniejszość katolicka.  Kiedy zobaczyłem zapowiedź kolejnego festiwalu Era Nowe Horyzonty, z zaciekawieniem zacząłem czytać, jaki repertuar będzie prezentowany. Na imponującej liście 352 filmów roi się od rzeczy  niezwykłych. Po prostu uczta dla kinomana. Fakt, że przegląd ma otworzyć film o miłości lesbijskiej „Życie Adeli”, nagrodzony w Cannes nieco mnie zdziwił. No, ale pomyślałem sobie, przecież nie Polacy go nagrodzili. Ale dzisiaj moją naiwność rozwiał pan Roman Gutek, animator festiwalu. Oto zapowiedział jaki będzie finał pokazów. Zakończy go mianowicie film pani Szumowskiej „W imię…”. Którego treścią, jak się go reklamuje, jest zakazana miłość. Tym razem homoseksualna. I żeby było ciekawie bohaterem jest ksiądz. Skandaliczny jest plakat, na którym widać dwie zbliżone dłonie, a na jednej z nich różaniec. A wracając do pana Gutka. W radiowej Trójce komentując otwierający festiwal film powiedział:   -Dziwię się kontrowersjom wokół tego filmu, bo kino zrobiło już 10 kroków do przodu.  A ja dziwię się szefowi festiwalu, że takie głupstwa pali. Choćby i sto kroków to kino zrobiło, to nie wmówi mi, że teraz mam zmieniać poglądy i wierzyć tym, którzy głoszą nowe teorie. W Polsce przeszkodą, by te wynurzenia piewców nowej wiary wzięły górę, jest Kościół katolicki. Stąd tak zmasowane ataki na biskupów, na księży i katolików. Oczy przecieram, gdzie ja żyję? Czy jestem jakąś mniejszością, skansenem, który ma wstydzić się swojej wiary? Mam udawać, że nic złego się nie dzieje, kiedy publicznie deprawuje się naród, a przede wszystkim młode pokolenia. Nic z tych rzeczy. Panie Gutek, myślę że jeszcze nie raz Pan się zdziwisz. Wierzę w mądrość Polaków, że nie dadzą się takim jak Pan omamić i zwariować.  Ale by przywrócić właściwą miarę sprawy dodam, że ten festiwal i jego ideologia już tak otwarcie, na wstępie zaprezentowana przez jego szefa, nie jest żadnym wyjątkiem. Nie tylko partia POstępu chce związków partnerskich. W mediach publicznych, a celuje w tym, tzw. telewizja śniadaniowa (wrażliwym odradzam, bo można stracić apetyt), za każdym razem gdy ten kanał trafię, bohaterem jest albo homoseksualista, albo lesbijki. To nie przypadek. To zdecydowana akcja przeobrażenia naszego społeczeństwa. Aż was zwykłych zjadaczy chleba, wcale nie w aniołów, a w oświeconą masę przerobi.

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej