Elżbieta Czechowska

Materiały

Kobiety często chorują inaczej niż mężczyźni

Największe badania dotyczące objawów chorobowych pewnych schorzeń i ich profilaktyki, prowadzane są zazwyczaj na populacji męskiej. Okazuje się jednak, że te same choroby u kobiet dają inne objawy. Fakt ten wykazali włoscy naukowcy wskazując na pięć obszarów, w których występują znaczne różnice dotyczące zachorowalności zależnie od płci. Tyczy to: choroby nowotworowej, chorób układu krążenia, zaburzenia czynności wątroby, osteoporozy oraz różnic przy zastosowaniu leczenia farmakologicznego. Jedną z przyczyn tych różnic jest gospodarka hormonalna kobiet, która m.in. wpływa na ostrość przebiegu choroby, czas jej wykrycia, czy działanie leków. Autorzy badania akcentują, że nieznajomość objawów choroby u kobiet często prowadzi do tego, że nie otrzymują one na czas pomocy lekarskiej i odpowiedniego leczenia. Może to być wyjaśnieniem większej śmiertelności wśród  kobiet m.in. w przypadku zawału serca. Elżbieta Czechowska      

Rewolucja w ochronie zdrowia

  Na przełomie czerwca i lipca rusza Zintegrowany Informator Pacjenta (ZIP). Taki termin obiecuje prezes NFZ Agnieszka Pachciarz. ZIP to kolejny po e-WUŚ system jaki powstaje w ramach projektu cyfryzacji ochrony zdrowia.    Dla pacjenta Dzięki tej aplikacji, każdy pacjent poprzez Internet, będzie miał wgląd w swoją historię medyczną począwszy od roku 2004. Czyli: przebyte choroby, wizyty u lekarza pierwszego kontaktu i specjalistów, z jakich świadczeń medycznych korzystał i jaki wynosił ich koszt. Baza danych zawierać będzie również  dane o  zrealizowanych receptach, przyjmowanych lekach, ich cenach i poziomie refundacji. Systemem Zintegrowany Informator Pacjenta będą objęte wyłącznie placówki lecznicze posiadające kontrakt z NFZ. Aby uzyskać dostęp do ZIP, ubezpieczony winien zgłosić się do danego oddziału NFZ po login i zabezpieczyć go sobie tylko znanym hasłem. Serwer ma przechowywać takie dane pacjenta jak imię, nazwisko, adres i pesel. Dane te nie będą widoczne po zalogowaniu się. Dla NFZ i lekarza System ZIP ma  ułatwić wykrywanie oszustw medycznych. Pobieranie podwójnych płatności za usługę medyczną / pacjent i NFZ/, wypisywanie recept podstawionym pacjentom,  wykonanie wielokrotnie tego samego zabiegu u  tego samego pacjenta /np. wycięcie wyrostka robaczkowego/ i im podobne przypadki uchybień,  spotyka się w całym kraju. ZIP ma również wspomóc pracę lekarzy, którym  dostęp do całości historii choroby pacjenta ułatwi dalsze diagnozowanie. Ważne jest to tym bardziej, że dotychczas gro lekarzy prowadziło własną ścieżkę diagnozy i leczenia pacjenta, bez uwzględnienia schorzeń towarzyszących. Zintegrowany Informator Pacjenta będzie miał cztery zakładki  Najcenniejszą dla pacjenta jest zakładka pierwsza.  Każdy kto zachoruje bądź będzie wymagać specjalistycznej porady, uzyska tam  informację jak znaleźć interesującą go przychodnię czy specjalistę z danej dziedziny, który szpital ma dyżur, która apteka jest czynna. Dowie się również w niej jakimi  programami profilaktycznymi może być objęty, na jakich warunkach oraz wszystko o leczeniu za granicą. Inna zakładka zawiera informacje o przysługujących  uprawnieniach z tytułu ubezpieczenia. Pacjent na portalu będzie mógł ocenić jakość udzielanych mu usług medycznych w poradni czy po zakończeniu hospitalizacji. Wątpliwości Wdrożenie Zintegrowanego Informatora Pacjenta do funkcjonowania ochrony zdrowia nie jest pozbawione  pewnych obaw beneficjentów, do których jest on kierowany. Pacjenci spekulują, iż system będzie wyławiał osoby, które generują  najwyższe koszty leczenia, lekarze obawiają się podwójnej kontroli/pacjent + NFZ/ oraz kwestionowania przez pacjenta procedur leczenia i recept. Natomiast osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie ochrony zdrowia, pomimo zapewnień NFZ o bezpieczeństwie danych osobowych, niepokoją się zagrożeniem dostępu do danych ubezpieczonych osób postronnych, a  mianowicie firm ubezpieczeniowych. Twórcy systemu twierdzą, że ZIP to prawdziwa rewolucja w ochronie zdrowia. Czy spełni swoją rolę i będzie pomocnym w publicznej służbie zdrowia, dowiemy się dopiero gdy ruszy pełną parą. Elżbieta Czechowska  

Po raz kolejny paragraf decyduje o prawie do życia

Szczęście lub pech. Taką zdaje się zasadę przyjęło Ministerstwo Zdrowia w kwalifikacji  dzieci urodzonych przedwcześnie, tzw. wcześniaków, do programu profilaktyki zakażenia wirusem RS. Sezon trwa RS – wirus oddechowy,  atakujący najczęściej dzieci do 2 rż. Szczyt zachorowań przypada na późną jesień i wczesną wiosnę. W szczególnym niebezpieczeństwie znajdują się wcześniaki, które rodzą się z niewykształconym w pełni układem oddechowym i niedojrzałym układem odpornościowym. W grupie tej ryzyko zachorowania jest 10 krotnie wyższe niż u dzieci urodzonym o czasie. Przebieg choroby jest tak ciężki, że może zagrażać życiu wcześniaka. Dziecko wymaga hospitalizacji i pobytu na oddziale intensywnej terapii. Leczenie trwa nawet kilka tygodni i zdarzają się kilkakrotne powroty do szpitala w ciągu pierwszego roku. Rok rocznie w Polsce wirus RS atakuje 70 % wcześniaków z czego umiera ok. 3 % - to około 350 dzieci. Nie byłoby tego stanu rzeczy gdyby Ministerstwo Zdrowia zmieniło zasady refundowania chroniącego przed wirusem leku. Kryteria kwalifikacji Z 26 tys. urodzonych przedwcześnie dzieci, tylko 600 z nich podanych zostaje terapii przeciwdziałającej skutkom ataku  wirusa. Kryteria ,wg których wybiera się do niej dzieci, są mało powiedzieć  złe. Są skandaliczne i bezduszne. Zasadniczym miernikiem jest tzw. kryterium czasowe, czyli data urodzenia dziecka. Przykładowo: wcześniak urodzony 30 kwietnia, który posiada ewidentne wskazania medyczne /rozwój poważnego uszkodzenia układu oddechowego/ nie kwalifikuje się  do podania leku, zaś wcześniak, z takim samymi powikłaniami, urodzony dzień później, tj. 1 maja,  wg urzędniczych przepisów spełnia wymogi kryterium. Jeszcze większym absurdem jest to, gdy profilaktyką objęte zostanie  dziecko urodzone tegoż 1 maja będące lepiej rozwinięte i z wyższą wagę niż to z 30 kwietnia. Immunizacja bierna – to metoda uodpornienia na działanie wirusa, poprzez całosezonowe podawanie gotowych przeciwciał.  Nie poddanie uodpornieniu wszystkich wcześniaków jest jawną dyskryminacją nowego członka społeczeństwa, oraz skazanie go na kalectwo oddechowe, bądź nawet śmierć. Immunizacja bierna jest dostępna i finansowana ze środków publicznych w większości krajów Unii Europejskiej. Polska jak zwykle jest w dalekim ogonie a działania zwane PROFILAKTYKĄ, nadal są terminem niezrozumiały dla organów  ministerstwa zdrowia. Jak wynika z danych resortu zdrowia, w latach 2004-2012 wydatki na leczenie szpitalne noworodków urodzonych przedwcześnie, wzrosły o 140 %. Wystarczy tylko logicznie pomyśleć i bez ekonomicznych wyliczeń dojść do wniosku, że profilaktyka to  tańsza droga do lepszego zdrowia nie tylko maluchów ale całego społeczeństwa. Ma się poprawić Ministerstwo Zdrowia przyznaje rację zbulwersowanym neonatologom, którzy domagają się zmiany kryteriów z czasowego na medyczny i obiecuje zmianę przepisów na jesień. Termin dość odległy jak na podjęcie decyzji o zmianie niehumanitarnych sztywnych paragrafów decydujących o ludzkim życiu. Elżbieta Czechowska  

Zawieruszone zarodki

 Dziennik Gazeta Prawna podaje: „ W Poznaniu złożono właśnie doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na spowodowaniu uszkodzenia ciała dziecka poczętego lub rozstroju zdrowia zagrażającego jego życiu w związku z możliwością uszkodzenia lub zniszczenia zarodków pochodzących z zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego metodą in vitro. To pierwsza sprawa tego typu w Polsce. Nowy dyrektor sieci ośrodków okulistycznych, który objął stanowisko w tym roku, przeprowadził wyrywkowy przegląd wydatków. Trafił na fakturę za ciekły azot. W jednym z ośrodków pracownicy odkryli pojemnik służący do przechowywania zarodków. Nie byli w stanie ocenić, czy znajdował się w nim materiał genetyczny, stwierdzili jedynie, że nie było tam ciekłego azotu umożliwiającego utrzymanie odpowiedniej temperatury. Z firmowego śledztwa wynika, że ostatnio odnaleziona faktura na azot pochodzi z 2008 r., ale aż do teraz opłacana była dzierżawa aparatury potrzebnej do przechowywania zarodków. Podczas dochodzenia odkryto również korespondencję, którą klinika prowadziła z rodzicami - właścicielami zarodków. Piotr Magdziarz, który był prezesem spółki do 2010 r., przyznał w rozmowie z "DGP", że po zakończeniu w 2005 r. leczenia niepłodności nadal przechowywano około stu zarodków. - Już wtedy prawnicy zwracali uwagę na brak ustawodawstwa w tym zakresie - tłumaczy Magdziarz. I dodaje, że mimo powiadomienia rodziców po embriony zgłosiło się niewiele osób. - Liczyliśmy, że pojawi się w końcu jakieś prawo regulujące tę kwestię - dodaje. Twierdzi też, że poinformował nowych szefów kliniki o tej sytuacji. Ci jednak przekonują, że przejmując firmę w 2010 r., nie mieli świadomości, że przejęli embriony. „ Popierajmy więc zapłodnienie in vitro i głosujmy za refundacją metody. Embrion ludzki to tylko produkt, który można przekładać z półki na półkę a jeśli się zepsuje, wyrzucić  po prostu do kosza. Rodzice, decydujący się na spłodzenie potomstwa taką metodę, to często osoby zdeterminowane, które tak bardzo pragną własnego dziecka, że są w stanie zrobić dla niego wszystko. Nawet przed narodzeniem osierocić. Pragnienie rodzicielstwa? Czy zaspokojenie egoizmu?                                                                                                                                                                      

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej