Tadeusz "Mandat" Lis

Tadeusza Lisa zna większość Poznaniaków. Gra on bowiem od 15 lat na poznańskich ulicach bluesa czy przeboje z lat siedemdziesiątych, ubarwiając szarość poznańskich ulic. Tymczasem przechadzający się wśród kamieniczek melomani ze smutkiem i zdziwieniem dowiedzieli się, że  Lis otrzymał 9 sierpnia o 20.40 mandat od władz Straży Miejskiej z zarzutem hałasowania swoją muzyką w rejonie Starego Rynku.

Gitarzysta jest barwną postacią  miasta znaną nie tylko z umiejętności grania (kocha zwierzęta i posiada umiejętności przyklejania metalowych przedmiotów do skóry). Przez te kilkanaście ostatnich lat pobytu w Poznaniu  zapraszany  był on do czynnego uczestnictwa  w różnych imprezach  kulturalnych, jak np.: „Wigilia pod Rondem”, święta w „Barce”, koncerty  muzyki Czesława Niemena, Krzysztofa Klenczona, Elvisa Presleya  czy jego imiennika Tadeusza Nalepy.  
Wiele miast zarówno w Polsce, jak i Europie popiera  tego typu artystyczne działania w miejscach publicznych i nie stawia w wykonywaniu ich przeszkód, promując je w ten sposób. Sporo przecież obecnie znanych muzyków zaczynało swoją działalność kulturalną poprzez prezentację swego repertuaru na ulicy. Tu można wspomnieć choćby o początkach muzycznej przygody Zbigniewa Hołdysa, Macieja Maleńczuka, Roberta Janowskiego, Gienia Loska.  Obecnie  na ulicach  warszawskiej Starówki  gra były perkusista Niebiesko- Czarnych Tadeusz Głuchowski, a także członek Czerwonych Gitar Dominik Kuta.

Tadeusz Lis otrzymał przecież od funkcjonariuszy dość pokaźny mandat opiewający na sumę 200 zł, a strażnicy ciszy i spokoju chcieli mu wlepić nawet początkowo mandat  500-złotowy. Gitarzysta z trudem się wybronił, oświadczając,  że przecież skromnie zarabia, żyje z tego, co mu wrzucą przechodzący obok niego  ludzie.  A są to w zasadzie drobne monety, a nie jakieś wysokie sumy.  Więc po dłuższych po pertraktacjach z muzykiem w drodze łaski strażnicy jego hałasowania i zagrożenie dla ciszy wokół Rynku wycenili jednak o ponad połowę mniej.

Jednak Tadeusz Lis po kilkunastodniowej przerwie w graniu na Starym Rynku (po otrzymaniu mandatu) powrócił i  muzykuje  w tym samym miejscu, w którym  muzykował  przedtem. A że nie stać go na wydatek rzędu 200 zł, musi  w ten sposób  (jak mówi) zarobić, by móc uiścić kwotę   podaną na  wiszącym nad nim  jak miecz Damoklesa…  dokumencie nałożonego mandatu.

Jednak całe to zawirowanie skończyło się w poznańskim Sądzie Rejonowym. Sędzia Stanisław Banach uznał, że występ Tadeusza Lisa nie był zakłóceniem spokoju i rozsądnie zasadził anulowanie mandatu w wysokości 200 zł, a Tadeusz Lis postanowił zaopatrzyć się w pseudonim "Mandat".

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej