Historia nie bez powodu jest nauczycielką życia. Jej wnikliwe studiowanie pozwala nam zrozumieć mechanizmy rządzące dziejami ludzkości. Ponadto daje możliwość rozpoznawania znaków z przeszłości, które mogą wiele mówić nam na temat tego, co może przynieść przyszłość. Jeśli chodzi o obecną Polskę – właśnie takie znaki już widać.    

Od 1939 roku nieustannie kolejne pokolenia muszą zmagać się w walce o normalną, suwerenną Polskę. Te drogę symbolicznie rozpoczyna zbrodnia katyńska a potem niezliczone ofiary II wojny na czele z hekatombą Warszawy. Potem niewiele lepiej - niszczycielska sowiecka okupacja, rabunek na wielką skalę, walki z podziemiem niepodległościowym. Następnie strzały w Trójmieście, krótki oddech karnawału Solidarności i noc stanu wojennego. I wreszcie III RP, choć wolna, to strasznie kulawa, nękana komunistyczną przeszłością, z którą nie może zerwać. Cały czas to nie jest ten dom, w którym Polacy mogliby poczuć się jak u siebie.

 

Czemu o tym piszę ? Bo jak dla mnie, właśnie ten okres zaczyna się kończyć. Zaczęło się znów w lasach koło Katynia. Tragedia Smoleńska – swoista ofiara krwi patriotycznych elit, kaźń którą zgotowali im następcy tamtych czekistów z 1940 roku (bo chyba nikt nie ma już wątpliwości, że to nie był żaden "wypadek" ?). Klamra, która spina cały ten okres i która obudziła, i budzi coraz więcej Polaków. Żołnierze wyklęci – mieli być zapomniani, odmawiano im nawet godnego pogrzebu. Dzięki pracom ekshumacyjnym za chwilę tacy ludzie jak rotmistrz Witold Pilecki, gen August Emil Fieldorf "Nil" czy mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" nie będą tylko bohaterską legendą, ale będą mieli swoje groby, kryjące ich doczesne szczątki, które szybko staną się narodowymi sanktuariami. Mamy już błogosławionych Jana Pawła II i ks Jerzego Popiełuszkę – za chwilę ten pierwszy będzie już świętym. I nad tym wszystkim unosi się coraz niespokojniejszy duch czasów, z wstrząsającym potwornie zadłużonymi zachodnimi demokracjami kryzysem.

 

Coś się zaczyna. Niewypowiedziane do końca, ale jednak. Historia daje swoje znaki. Nie oznacza to jednak, że mamy czekać z założonymi rękami na zasadzie "wszystko samo wyjdzie". Nic z tych rzeczy. W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość nie tylko z powodu sprzyjającej koniunktury, ale dlatego że potrafiła ją wykorzystać. Znaki to coś metafizycznego, dar niebios które właściwie odczytane są źródłem siły – pomocnej, by Polska znów była Polską. Nie zmarnujmy ich.

 

Marcin Żółkiewski

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej