I nadszedł Sierpień 80 – kilka refleksji i osobistych uwag

Ogromne wojska, bitne generały, Policje - tajne, widne i dwu-płciowe - Przeciwko komuż tak się pojednały? - Przeciwko kilku myślom... co nienowe! Cyprian Kamil Norwid

W okresie PRL-u konspiracja kojarzyła się powszechnie z II wojną światową, z okupacją niemiecką. W filmach i książkach kreowano rzeczywistość, w której bohaterami mieli być agent Klos z moskiewskim rodowodem w popularnym serialu „Stawka większa niż życie” czy zagubiony AK-wiec z „Polskich dróg”. Trudno było wówczas całkowicie wymazać rolę Armii Krajowej, ale pomniejszano jej rolę w każdym możliwym calu. Po 30-latach wzorce zaczerpnięte z filmów przeszły do codziennego życia, dla tych którzy postanowili podjąć ryzyko konfrontacji i robić to, co było zakazane. Różnica była taka, że tym razem nie był to obcy okupant, ale Polacy, którzy z nadania moskiewskiego rządzili Polską. Za pisanie, drukowanie i kolportowanie nieprawomyślnych tekstów nie szło się już pod mur, ale można było trafić do więzienia czy być poddanym rozmaitym szykanom. Raport Marka Muszyńskiego podaje, że tylko na Dolnym Śląsku, represjom poddane było 3309 osób i nie są to na pełne dane.

W czasach tzw. Polski Ludowej istniała wszechobecna cenzura. Pokolenia Polaków nie miały dostępu do prawdy o najnowszej historii Polski. Władza pilnowała, aby na światło dzienne nie wyszła prawda o Katyniu, o Powstaniu Warszawskim o fałszerstwach wyborczych, o morderstwach stalinowskich, o kulisach zrywów narodowych – Poznańskim Czerwcu 1956, Studenckim Marcu 1968, Krwawym Grudniu 1970, Ścieżkach Zdrowia w Radomiu i Ursusie 1976 i wielu, wielu innych faktach historycznych. W czasie swoich rządów komuniści oszukiwali naród.

Aż nadszedł Sierpień 1980. Ale jeszcze i przed nim, zwłaszcza w II połowie lat siedemdziesiątych, próbowano przełamywać monopol władzy na informację. Takie samizdaty krążyły zwłaszcza w środowisku akademickim. Dość powszechnie, mimo zagłuszania, wiedzę o białych plamach historii i o tym co dzieje się na świecie, można było czerpać z audycji Radia „Wolna Europa” czy też z „Głosu Ameryki”.

Kiedy wybuchła Rewolucja Solidarności na murach pojawiły się m.in., hasła – Telewizja kłamie, DTV łże, jak łgał, Cenzura – tego spadku po zaborcach nie chcemy. Partia straciła monopol na informację. Był to potężny cios w machinę ówczesnej propagandy. Oficjalne media robiły co mogły, by bronić socjalizmu jak niepodległości. W latach 80-tych ukazywały się niezliczone bezdebitowe broszury i książki odsłaniające nasze korzenie i prawdę o najnowszej historii Polski, czyniąc działania władz pracą syzyfową.

Wprowadzenie stanu wojennego nie powstrzymało aspiracji wolnościowych Polaków. Władzy nie udało się zdusić płomienia wolności ani marzeń do tego żeby „Polska była Polską”. Chociaż do więzień trafiło wielu przywódców związkowych, drukarzy i kolporterów, nie złamało to tych, którzy pozostali na wolności. Oprócz ulotek, rozmaitych biuletynów i czasopism, dalej drukowano książki. Do kraju płynęła też pomoc z zagranicy. Przemycano matryce, maszyny drukarskie i zakazane książki. Wydawano wszystko. Była literatura piękna, książki historyczne, polityczne i ekonomiczne. W książkach uczono jak konspirować, jak drukować. Powstawały słowniki podstawowych pojęć demokratycznych, ekonomicznych.

Chociaż jakość wielu publikacji była słaba, a mówiąc wprost niektóre książki w ogóle były nieczytelne, to popyt na niezależne słowo był niewyczerpany. Moje osobiste doświadczenia wiążą się z kolportażem tych wydawnictw. Co ciekawe oskarżenie jakie wobec mnie wysunięto w czasie procesu, nie wiązało się z książkami, o których nawet prokurator nie wspomniał, tylko z prasą solidarnościową. Władza bardziej od literatury i historii bała się tekstów odsłaniających kulisy jej rządów.

Czy dzisiaj w dobie mediów internetowych potrzebne są jeszcze książki? Czy wiedza historyczna młodych pokoleń Polaków jest wystarczająca? Czy istnieją dalej niezależne wydawnictwa mające misję odkrywania białych plam?

Na te wszystkie pytania ja odpowiadam tak.

Internet nigdy nie zastąpi książki, tak jak dzisiaj do łask wróciła płyta winylowa.

Wiedza historyczna młodego pokolenia jest niestety niewystarczająca, a wynika to choćby z decyzji Ministerstwa Edukacji Narodowej ograniczającej nauczanie historii.

Istnieją na szczęście dalej wydawnictwa, dla których ważniejsze od zysku są idee i niesienie misji pokazywania prawdy, stawiania niepolitycznych pytań. Posłużę się tylko jednym przykładem, którym jest Wydawnictwo Adama Borowskiego Volumen i książka Żołnierze wyklęci: antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 roku, przedstawiająca sylwetki, tych ludzi, których komunistyczna władza chciała na zawsze usunąć z naszej pamięci.

I jeszcze jedna uwaga. Tytuły i autorzy wielu drukowanych wówczas książek dalej są mało znani. Ograniczanie nauczania dotknęło i język polski. Młodzież nie zna wielu autorów, bo ich książki rzadko są wznawiane.

 Czas by na nowo zbudować hierarchię właściwych wartości w kanonie literatury współczesnej. Oto od paru lat apelowali wybitni polscy naukowcy, pisarze, jednak na te głosy władza jest głucha. Pora obudzić się i zacząć przekazywać najmłodszym odpowiednie wzorce, bo inaczej wychowamy pokolenia nieobeznane ze swoją najnowszą historią i literaturą.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej