Warszawa da się lubić – reminiscencje po demonstracji

Z tego co przeczytałem po przyjeździe z Warszawy wynika, że przekaz dotyczący demonstracji związkowych był w miarę obiektywny. Znalazłem felietony, w których dziwiono się, że wbrew zapowiedziom prorządowych mediów nie było żadnych zamieszek, palenia opon, a nawet stolica jakoś poradziła sobie z najazdem tysięcy autokarów. Oczywiście znaleźli się malkontenci nie potrafiący dostrzec, że ten protest, jak pisałem w poprzednim tekście, to kolejna runda starcia z rządem zorganizowana w sposób cywilizowany. Solidarność i inne związki idą drogą bez przemocy. Zło dobrem zwyciężaj to nie tylko hasło, ale prawdziwy drogowskaz. Nie w smak to wielu, którzy woleliby, aby związkowcy obrali drogę czynnej konfrontacji. A przecież jest jeszcze bardzo wiele możliwości organizowania protestów, które mogą być bardzo dotkliwe dla rządu. Czy nastąpi ich eskalacja, czas pokaże. Dzisiaj rząd w żaden sposób nie chce przyznać się, że jego decyzje były złe i dlatego do konstruktywnych rozmów, a właściwie żadnych, w najbliższym czasie nie dojdzie. Kto zresztą miałby być stroną takiego dialogu? Minister pracy na pewno nie, bo oszukał ordynarnie, obiecując rozmowy przed uchwaleniem zmian w kodeksie pracy i tego zdania nie dotrzymał. I w oczach związkowców stracił całkowicie wiarygodność. Chyba, że premier dokona w  najbliższym czasie rekonstrukcji rządu i powoła nowego ministra. Ale to wariant mało prawdopodobny. Sam zaś premier Tusk został na tyle ośmieszony, że trudno sobie wyobrazić, że do stołu zasiądą partnerzy nie mający w ogóle do siebie zaufania, a do tego noszący w sobie rozmaite urazy. Pomnik jaki podczas demonstracji wystawiono szefowi rządu to majstersztyk. Lenin w peruwiańskiej mycce i piłce do haratania w gałę, umacnia obiegową opinię o premierze, co to łasy jest na pijarowskie sztuczki a skory bardziej do zabawy niż do pracy. Patrzcie, kto nami rządzi? Czy taki człowiek zasługuje na to, by go poważnie traktować? Ta stylizacja Tuskowego oblicza nie zatrze się już w opinii publicznej. Taki wizerunek będzie towarzyszył temu politykowi do końca. Przypominam sobie jak w czasach AWS-u trwała nagonka na Mariana Krzaklewskiego. Temu empatycznemu człowiekowi przyprawiono gębę duce, powielając zdjęcia z wysokim podbródkiem. Zmasowana kampania nienawiści zrobiła swoje. Dziś w stosunku do premiera Tuska nie trzeba prowadzić żadnej pijarowskiej kampanii, on sam się wykańcza. Najgorzej, że każdy jego kolejny dzień rządów to krzywda dla Polski i Polaków. Na zakończenie marszu przewodniczy „Solidarności” Piotr Duda zapowiedział akcję zbierania podpisów za rozwiązaniem parlamentu. Jestem przekonany, że do nowych wyborów dojdzie najpóźniej jesienią przyszłego roku. Akcja związkowców będzie tylko przypieczętowaniem nieuchronnej decyzji. Mandat do rządzenia państwem już się kończy. Mam nadzieję, że opozycja, w szczególności PiS, też przyczyni się do skrócenia żywota obecnej ekipy. I jeszcze na koniec jedna reminiscencja z warszawskiej batalii. W marszu, oprócz trzech wiodących związków, uczestniczyło wiele różnych organizacji, a wśród nich reprezentanci Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów. Kiedy musieliśmy powrócić do autokaru, stojącego 7 km od nas, podjechał samochód policyjny a w nim dwóch młodych policjantów postanowiło nam pomóc. Pojechali po autobus eskortując go do nas, a ponadto pilotowali nas do rogatek Warszawy. Tak się złożyło, że w naszym pojeździe byli młodzi, niedoświadczeni kierowcy i pomoc Policji była bardzo ważna. Ta interwencja stróżów prawa wywołała wielką radość i podróżujący zobowiązali mnie bym podziękował tym warszawskim policjantom, co niniejszym czynię, zresztą bez żadnego przymusu, bo sam byłem pod wrażeniem. Jako weteran takich demonstracji dodam jeszcze, że tym razem w ogóle nie rzucali się w oczy policjanci, którzy byli zmobilizowani na wypadek jakichś zdarzeń. To był też bardzo pozytywny akcent tej akcji. Jakież musiało być zaskoczenie tych, którzy oczekiwali jakiejś zadymy w Warszawie. Pamiętam demonstracje gdzie wzdłuż maszerujących związkowców ustawiono szeregi uzbrojonych po zęby policjantów. Okazuje się, że takie działania w ogóle nie są potrzebne. Co zaś do prowokowania, to pozostał mi jeden obraz, kiedy do dziennikarzy stacji telewizyjnych relacjonujących na żywo przekaz z pl. Zamkowego podchodzili oburzeni ludzie, żądając  prawdy. To też sygnał jak maintreamowe media tracą wiarygodność w oczach przeciętnego odbiorcy. Ludzie widzieli jak dużo ich tam się zgromadziło, a słyszałem że w niektórych mediach mówiono o kilkudziesięciu tysiącach zgromadzonych, kiedy było ich grubo ponad 100 tysięcy. I na koniec jeszcze jedna refleksja. Reakcja mieszkańców Warszawy. Poza kilkoma objawami ostentacyjnej obojętności, nie spotkałem się z wyrazami agresji, w żadnej formie, co często miało miejsce na poprzednich demonstracjach. To kolejny argument za tezą o nieuchronności upadku tego rządu i tej formacji politycznej, która tak nieudolnie nami rządzi. Oby ta transformacja polityczna dokonała się jak najprędzej.  

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej