Komu potrzebna jest matura

Matura to egzamin zupełnie zbędny, niepotrzebny i do tego kosztowny. W dzisiejszych czasach to już nie jest żaden próg dojrzałości ani kompetencji, kiedy wiedzę można zdobyć samodzielnie. Przez ostatnie dwa dziesięciolecia ta formuła całkowicie się przeżyła. To już nie to, o czym  można przeczytać we wspomnieniach przedwojennych abiturientów. To nie to, co działo się w PRL-u, a nawet na początku lat 90-tych. Odkąd zaczęto eksperymentować z procentami i testami, stała się ona karykaturą dawnego egzaminu dojrzałości. Szczególnie jaskrawym wynaturzeniem jest jej forma w humanistyce. Tu już nie liczy się nawet elementarna wiedza, tylko cwaniactwo i spryt zdających. Nikt już nic nie musi czytać. Wystarczy poznać streszczenie i umieć dopasować się do oczekiwań egzaminacyjnych, a tego nawet jeśli nie nauczą w szkole, to można samodzielnie się tego dowiedzieć. Ta cała procedura maturalna jest coraz bardziej absurdalna. Im bardziej egzamin łatwiejszy, tym egzaminatorzy mają być bardziej surowi. Oczywiście nie czynią oni tego sami z siebie, tylko zmuszają ich do tego urzędnicy oświatowi tworzący przepisy. Za posiadanie telefonu komórkowego, nawet wyłączonego, który np. wypadnie z kieszeni, wylatuje się od razu z egzaminu. Z prostego egzaminu uczyniono cały rytuał, w którym roi się od szczegółowych przepisów. Drukowanie tysięcy ton papieru, tygodnie czekania na wyniki, wyłączenie ze szkół do sprawdzania prac tysięcy nauczycieli i dezorganizacja pracy pozostałych klas. Naprawdę trzeba bardzo się starać, by ten egzamin oblać. Ministerstwo Edukacji pracuje nad nową formułą tzw. prezentacji maturalnej, która jest najjaskrawszym przykładem wynaturzenia egzaminu. Ciarki mnie przechodzą na myśl, że znowu będę musiał wysłuchać kliku albo kilkunastu takich samych wypowiedzi o miłości, nienawiści czy wojnie w literaturze. A jak już ktoś przyjdzie referować temat o języku reklamy, to nie wiadomo czy zapaść się pod stół ze wstydu czy gorzko zapłakać. Ten egzamin jest już niereformowalny. Po prostu trzeba go znieść. Szkoły średnie powinny decydować samodzielnie, według jasnych kryteriów, komu dać świadectwo ukończenia, a uczelnie wyższe przyjmować wszystkich chętnych i weryfikować podczas pierwszych egzaminów. Mogą też w przypadku specyficznych studiów, np. artystycznych przeprowadzać wstępną selekcję. Należy też przywrócić prawo do bezpłatnego studiowania drugiego kierunku. Nie mogę zrozumieć dlaczego wprowadzono to ograniczenie, kiedy inwestycja w wykształcenie wielokierunkowe to wymóg cywilizacyjny. Nie jesteśmy społeczeństwem bogatym, to zapora dla wielu młodych ludzi. Jeszcze pewien przykład. Pewna młoda dziewczyna postanowiła zrezygnować ze zdawania matury w tym roku, bo w próbnych testach nie potrafiła się wstrzelić się w wymagania egzaminacyjne. Zna doskonale nie tylko wszystkie lektury, ale kocha literaturę, ale jej sposób pisania odstaje od schematu. W tym roku nie będzie  miała możliwości studiowania.  Oczywiście takich osób, idealistycznie pojmujących rzeczywistość tak wiele nie ma, ale trzeba i im dać szanse. Tylko czy musi to być matura? Janusz Wolniak

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej