Opozycja bez opozycji 6: Pociąg z Krakowa, a może Leningradu, czyli wielkie kłopoty z techniką operacyjną

Opozycja bez opozycji 6: Pociąg z Krakowa, a może Leningradu, czyli wielkie kłopoty z techniką operacyjną
Rzeczywiście pisałem dla KW PZPR, ale robiłem to wyłącznie dla pieniędzy  Robert Moczulski
Gdy zrobiliśmy spotkanie ukrytej formacji „romb” pan Moczulski znów przyprowadził ze sobą Andrzeja Szomańskiego. W trakcie spotkania Szomański nic nie mówił. W pewnym momencie oglądając się za siebie poszedł do toalety. Wtedy Janusz Krzyżewski wyciągnął mnie na korytarz i dyskretnie zaproponował, abyśmy za nim poszli. W ubikacji Andrzej Szomański przewijał taśmę na maleńkim magnetofonie. Nigdy wcześniej nie widziałem podobnego magnetofonu. To było cudo techniki… (…) Był to jeden z nielicznych przypadków złapania szpicla SB „na gorącym uczynku”. Andrzej Czuma

Czasem wydaje mi się, że sądy nie powinny mieć korytarzy, tylko jednoosobowe windy, wszystkich transportujące bezpośrednio na sale sądowe - po przejściu policyjnej bramki chroniącej standardowo procesy skruszonych gangsterów trafiam prosto w pobliże Marii Moczulskiej barwnie opisującej działania KPN-SB w Platformie Obywatelskiej. Ludzie Moczulskiego to prawdziwa antypisowska gwardia… Moczulska mówi głośno chcąc wciągnąć w rozmowę Andrzeja Czumę i Emila Morgiewicza. Bezskutecznie. Z klimatu opowieści sowizdrzalskich z eleganckiego świata emerytowanych salowych i laborantek z podwarszawskich miejscowości wyzwala nas pracownik sądu zapraszając wszystkich na salę.
Obrona czyszczącego się Roberta Moczulskiego: Pociąg z Krakowa się spóźnia, może moglibyśmy później zacząć..
Pani Sędzia: Świadek jest już na sali, o co chodzi?
Czyszczący się Robert Moczulski: Tam są ważni obserwatorzy..
(Cichy głos z sali: ..z ramienia ONZ. To Putin i Obama.)
Pani Sędzia: Na sali może być jednocześnie 20 osób, ilu gości się pan spodziewa?
Czyszczący się Robert Moczulski: Czterech albo dwóch… (W trakcie rozprawy przybyła jedna osoba prawdopodobnie dlatego, że na zewnątrz jest zimno, a sala była ogrzewana. przyp. TS)
Pani Sędzia: Mogą wejść na salę w trakcie rozprawy… 
Andrzej Czuma to świadek w sprawie lustracyjnej Roberta Moczulskiego. Ma prawie sto lat i pracuje jako doradca Ministra Sprawiedliwości. Zeznawał już w sprawie Moczulskiego i pamięta, że odczytano mu donos agenta SB TW „Lecha”, który informował bezpiekę o zmianie jego adresu w czasach, kiedy jeszcze nie znał osobiście Roberta Moczulskiego. On sam miał się nigdy nie godzić się na jakiekolwiek rozmowy z SB, a stawianie się na przesłuchania miał uzależniać od odpowiednio wypełnionego wezwania i wcześniejszego zawiadamiania o tym możliwie najszerszego kręgu znajomych. „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa” była szczegółowym poradnikiem na ten temat powszechnie znanym w opozycji z powodu jego wyjątkowej dostępności – była wydana prawdopodobnie w ilości kilkudziesięciu tysięcy sztuk. „Leszka” Moczulskiego poznał z inicjatywy Mariana Barańskiego, kolegi ze studiów, chyba w kawiarni „Świtezianka” (nazwa trafnie charakteryzuje kawiarnię dobrze wyekwipowaną przez SB – przyp. TS).
Prokurator IPN: Kiedy rozpoczęła się wasza wspólna działalność opozycyjna?
Świadek: Wyjątkowo szanowałem „Leszka” za jego książkę „Wojna polska”. Niestety nie znałem jego publicystyki i nie śledziłem jego działalności. Byliśmy umówieni z kolegami z „ruchu” (Chodzi o proces organizacji „ruch”, z którą Robert Moczulski nie miał nic wspólnego przyp. TS) , że będziemy nadal działać konspiracyjnie jak i otwarcie – Moczulski bardzo chciał w tym uczestniczyć. Ucieszyliśmy się, że ktoś tak piszący może przystąpić do tej działalności. Działo się to wszystko tuż po aresztowaniu Emila Morgiewicza za memoriał o stanie więziennictwa w PRL.
Prokurator IPN: Czy Robert Moczulski uczestniczył w wydawaniu czasopisma „U progu” ?
Świadek: Jesienią 76’ mieliśmy powielacz przemycony przez Tatry i przygowywaliśmy się do rozwinięcia działalności wydawniczej, w której pewną rolę odegrał Robert Moczulski.
Prokurator IPN: Czy Robert Moczulski miał kontakty ze środowiskiem Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald” ?
Świadek: Na przełomie kwietnia i maja 1977 „Leszek” wręczył mi teczkę z materiałami przygotowywanymi do publikacji w czasopiśmie „Droga” z prośbą o recenzję, co z chęcią uczyniłem. Pod koniec zauważyłem tekst zadziwiający, bo znany mi jako „manifest ideowy Zjednoczenia Patriotycznego Grunwald”, który Moczulski drukował jako swój. Bohdan Poręba, Andrzej Ochalski czy Ryszard Filipski – żywiłem głęboką odrazę do tego środowiska mając świadomość kim są ci ludzie (chodzi zapewne o działalność nieformalnej grupy w MSW PRL określanej mianem „partyzantów”, która parę lat później utworzyła, formalnie,  ZP „Grunwald”. Robert Moczulski mógł się z nimi spotkać w późnych latach 40’, gdy pracował zawodowo jako agitator Polskiej Partii Robotniczej lub ich rozpracowywać, albo jedno i drugie – przyp. TS). Dlatego zainteresowałem się tekstami Moczulskiego w „Stolicy” i znalazłem tam artykuł pt. „Cena Niepodległości” z maja lub czerwca 75’, którego głównym wątkiem było podkreślenie, że gwarantem niepodległości Polski jest Związek Radziecki, a gwarantem przyjaźni Związku Radzieckiego w Polsce jest PZPR. Zdumiała mnie zdolność Moczulskiego do pisania rzeczy przeciwstawnych, ta elastyczność. Artykuł był podpisany L.M. ( Robert Moczulski używa imienia „Leszek”, stąd takie inicjały przyp. TS). „Leszek” nie przyznawał się do autorstwa – postanowiłem to sprawdzić. Osoby z redakcji „Stolicy” upewniły mnie, że w redakcji jako L.M. artykuły podpisuje wyłącznie Robert Moczulski. Stylistyka była zupełnie identyczna, jak w artykułach o charakterze niepodległościowym „Leszka”. Postanowiłem zerwać współpracę z Robertem Moczulskim.
Prokurator IPN: Czy Robert Moczulski wspominał Panu o zatrzymaniu i doprowadzeniu na przesłuchanie w SB?
Świadek: Raz – miała to być długa rozmowa. Ja między 76’ a 80’ byłem zatrzymywany ponad 50 razy, ale, dzięki doświadczeniu więzienno-śledczym z lat 1970-1974, wiedziałem jak się zachować. Ucinałem rozmowy. Dialog z SB nie miał sensu. Nieustannie podkreślaliśmy, że nie należy prowadzić żadnych rozmów z SB, a stawiać się jedynie wtedy, gdy wezwanie na przesłuchanie było prawidłowo wypełnione.
Prokurator IPN: Gdzie pana zatrzymywano?
Świadek: Wszędzie. Jedynym miejscem, gdzie mnie nie zatrzymano był kościół. Nigdy nie traktowaliśmy zatrzymań jako okazji do wymiany poglądów. Sam nie mam najmniejszej wątpliwości, że „Leszek” Moczulski znał doskonale treść broszurki „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa” – sam nie znam nikogo, komu treść tej broszurki nie byłaby znana.
Prokurator IPN: Czy Robert Moczulski wspominał panu o innych swoich kontaktach z SB?
Świadek: Nie.
Prokurator IPN: Czy w czasie spotkań z panem Moczulskim był pan obserwowany przez SB?
Świadek: Zarówno pan Moczulski, jak i ja byliśmy sygnatariuszami Deklaracji Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela – nie kryliśmy się.
Prokurator IPN: Czy nabrał pan podejrzeń, że Robert Moczulski jest TW Służby Bezpieczeństwa?
Świadek: Wojtek Ziembiński podobno widział pana Moczulskiego wychodzącego z Pałacu Mostowskich (siedziba warszawskiego SB – przyp. TS), ale on lubił koloryzować…
Prokurator IPN: Czy mógłby Pan przybliżyć okoliczności końca współpracy z Robertem Moczulskim?
Świadek: Z powodu zdolności „Leszka” Moczulskiego do pisania równocześnie tekstów o zupełnie przeciwstawnych tezach postanowiłem zakończyć współpracę z nim.
Prokurator IPN: Czy w czasie zjazdu w Zalesiu twierdzono, że pan Moczulski to informator SB?
Świadek: Może i tak szemrano po kątach.. Decyzja zjazdu była taka: nie chcemy współpracować z „Leszkiem” Moczulskim. Wiedzieliśmy, że on ma zamiar redagować nowe pismo poza ruchem niepodległościowym.
Prokurator IPN: Andrzej Szomański (chodzi o agenta SB TW „Historyk” Andrzeja Szomańskiego później aktywnego w siatce KPN-SB przyp. TS)  ..
Świadek: ..wprowadził go do naszego środowiska Robert Moczulski. Wkrótce miałem wyraźne przekonanie, że jest on współpracownikiem SB. Gdy zrobiliśmy spotkanie ukrytej formacji „romb” pan Moczulski znów przyprowadził ze sobą Andrzeja Szomańskiego. W trakcie spotkania Szomański nic nie mówił. W pewnym momencie oglądając się za siebie poszedł do toalety. Wtedy Janusz Krzyżewski wyciągnął mnie na korytarz i dyskretnie zaproponował, abyśmy za nim poszli. W ubikacji Andrzej Szomański przewijał taśmę na maleńkim magnetofonie. Nigdy wcześniej nie widziałem podobnego magnetofonu. To było cudo techniki – miałem wielką ochotę mu go odebrać, gdy Janusz Krzyżewski rozdeptywał kasetę (brak profesjonalizmu, kaseta rozdeptana może niestety działać przyp. TS), ale się opanowałem. Natychmiast złożyłem wniosek o rozwiązanie „rombu” niepodległościowego. To był koniec.
Prokurator IPN: Jakie były stosunki między Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela i KOR/KSS-KOR w czasie, w którym współpracował pan z Robertem Moczulskim?
Świadek: Starałem się, aby były poprawne – koncepcja KOR trafiła na podatny grunt zachęcając do aktywności inne środowiska od naszego. My formułowaliśmy koncepcje wolnych wyborów, a środowiska korowskie nie formułowały takiej propozycji.
Prokurator IPN: Jaki był stosunek Roberta Moczulskiego do KOR?
Świadek: „Leszek” deklarował dążenie do Niepodległości, nie do socjalizmu…
Prokurator IPN: Jakie były stosunki Roberta Moczulskiego z generałem Romanem Abrahamem?
Świadek: Nie znałem generała Abrahama, a w czasie rozwiniętego Ruchu Obrony on już nie żył.
Prokurator IPN: Czy po zakończeniu zjazdu w Zalesiu utrzymywał pan stosunki z panem Moczulskim?
Świadek: Nie. Rok później powstała Konfederacja Polski Niepodległej.
Prokurator IPN: A wcześniej, w jakich miejscach spotykaliście się?
Świadek: Często bywałem w mieszkaniu Moczulskich na Jaracza…
Obrona czyszczącego się Roberta Moczulskiego: Czy poinformował Pan pana Roberta Moczulskiego o agenturalnej działalności Andrzeja Szomańskiego?
Świadek: O fakcie zdemaskowania agenta SB Andrzeja Szomańskiego poinformowałem wszystkich znajomych. Był to jeden z nielicznych przypadków złapania szpicla SB „na gorącym uczynku”.
Obrona czyszczącego się Roberta Moczulskiego: Jakim pseudonimem posługiwał się w redakcji „Stolicy” Robert Moczulski?
Świadek: Nie wiem. L.M. to były inicjały, jakich używał.
Obrona czyszczącego się Roberta Moczulskiego: Jaką wiedzę miało SB na temat Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela?
Świadek: Nie wiem. Nie pracowałem w SB.
Pani Sędzia: Czy pamięta Pan okoliczności poznania pana z Robertem Moczulskim przez Emila Morgiewicza?
Świadek: Nie pamiętam.
Pani Sędzia: Czy Emil Morgiewicz szukał pracy u Roberta Moczulskiego?
Świadek: Nie pamiętam, ale „Leszek” Moczulski miał spore możliwości załatwiania pracy jako kierownik działu w tygodniku „Stolica”.
Pani Sędzia: Czy zna pan tekst Roberta Moczulskiego „Memoriał” ?
Świadek: Nie. Znałem „Program 44”.
Pani Sędzia: A tekst „Egzegeza do Programu 44” ?
Świadek: Nie słyszałem. „Program 44” umieściliśmy w czasopiśmie „U progu”.
Pani Sędzia: Czy spotkał się pan z opinią środowiska na temat „Memoriału” ?
Świadek: Nie.
Pani Sędzia: Czy spotkania Roberta Moczulskiego z funkcjonariuszami SB miały pańską akceptację?
Świadek: Nie. Żadnych debat z funkcjonariuszami policji politycznej nie wolno było prowadzić!
Pani Sędzia: Czy forma spotkań z funkcjonariuszami SB w kawiarni była nie do przyjęcia?
Świadek: Oczywiście. Celem policji politycznej było tępienie takich jak my. Poglądy funkcjonariuszy nie interesowały nas. Wiedzieliśmy doskonale, o co im chodzi. W moim śledztwie funkcjonariusze proponowali pozaprawne rozwiązania; zgodę na pracę naukową, talon na samochód, talon na meblościankę. Ale, podkreślam – byłem w tym czasie więziony. Mój ojciec siedział na UB.
Pani Sędzia: Czy nikt pana nie ostrzegał przed Robertem Moczulskim?
Świadek: Nikt, poza Wojciechem Ziembińskim.
Pani Sędzia: Czy nie miał pan informacji, że Robert Moczulski pisze przemówienia sekretarzowi KC PZPR Józefowi Kępie?
Świadek: Miałem, ale byłem ostrożny. Ludzie lubią mówić żle o innych. Słyszałem to chyba od Jacka Kuronia, ale on miał inne cele. Potrafiłem patrzeć: gdy okazało się, że Paweł Mikłasz  (agent SB TW Jan Lewandowski TW Stanisław Wysocki, ale tempo poznawania się na nim przez Andrzeja Czumę trudno uznać za sukces przyp. TS) jest agentem – zerwaliśmy wszelkie kontakty. Pierwszy poznałem się na tym człowieku.
Pani Sędzia: Czy spotkał się pan z tym, że Tajny Współpracownik SB działał na dwie strony – taki wątek pojawia się uporczywie w tej sprawie?
Świadek: Nie miałem szczęścia poznać takiej osoby, ale słyszałem o kapitanie Adamie Hodyszu, który nas przestrzegał przed atakami SB. W Ruchu Obrony także był milicjant, który dawał nam instrukcje, jak postępować…
Pani Sędzia: Czy spotkał się pan z nazwiskiem „Ryszard Żywiecki” (chodzi o agenta SB TW „Marcin”, TW „Hermes” Ryszarda Zielińskiego aktywnego w siatce KPN-SB przyp. TS)?
Świadek: Nie wiem, czy to nie był pseudonim, ale nie kojarzę osoby..
Pani Sędzia: Czy spotkał się pan z nazwiskiem Ryszard Zieliński?
Świadek: Nie potrafię powiedzieć, kto to był.
Pani Sędzia: Jak oceniał pan współpracę z Robertem Moczulskim?
Świadek: na początku myślałem, że byłoby dobrze, aby „Leszek” Moczulski mógł pracować na rzecz Niepodległości Polski. Ale jego związki ze środowiskiem przeżartym przez wpływy SB i niepokojące sygnały, których nie mogliśmy lekceważyć uniemożliwiły to – znając jego wielki talent publicystyczny, odkryłem coś jeszcze – jego wielki talent do kłamstwa. Byliśmy skuteczni przez to, że nie prowadziliśmy gier. „Leszek” Moczulski nigdy nam nie mówił, że był nagabywany lub podsłuchiwany przez SB. Bajdurzenia, że przez kontakty z SB czegoś się dowiemy kategorycznie odrzucaliśmy. W 77’ i 78’ zauważyłem, ze na spotkaniach z Moczulskim byłem wolny od „ogonów” – obserwacja znikała, gdy byliśmy razem. Podzieliłem się tym z kolegami z „ruchu”, to samo zrobił Wojciech Ziembiński, o czym sam mi mówił. W styczniu 78” usunęliśmy „Leszka” Moczulskiego z „ruchu”, bo staraliśmy się eliminować wszystkie „wtyczki” SB – to nie była postawa polityczna w walce o przywództwo, tylko ostrożność. Wcześniej prosiliśmy „Leszka”, aby tak pisał, aby nas nie rozbijać. Po sprawie Szomańskiego (chodzi o agenta SB TW „Historyk” aktywnego w siatce KPN-SB przyp. TS) usunęliśmy Moczulskiego. Cieszyliśmy się, że ludzie którzy przybyli do nas z fatalnym bagażem z PZPR otrzymali szansę, aby się zrehabilitować. „Leszek” Moczulski jednak ma wielki talent do patrzenia w oczy i mówienia nieprawdy. Jego artykuły w „Stolicy”, bieżące zachowania, książka „Lustracja” gdzie w czterech zdaniach jest pięć kłamstw, czy puste deklaracje. Przykładem może być deklaracja „Leszka” Moczulskiego o 180 osobach mających kolportować „U Progu”, gdy faktycznie okazało się, że były to trzy osoby. Nie zaskoczyła mnie obecność „Leszka” Moczulskiego na liście konfidentów sporządzonej przez Ministra Antoniego Macierewicza…
Pani Sędzia: Powiedział Pan, „Nie zaskoczyła mnie obecność „Leszka” Moczulskiego na liście Macierewicza”..
Świadek: Na wiosnę 92’ odwiedziłem Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego, którzy mieli pełen dostęp do zasobów archiwalnych i zacierali, jako członkowie KOR ręce, gdy w RO powstawały pęknięcia. Antek wspominał, że także Lech Wałęsa ma ciężki okres w swoim życiu.
Obrona czyszczącego się Roberta Moczulskiego: Czy kiedykolwiek publicznie oskarżał pan Roberta Moczulskiego w Zalesiu?
Świadek: Sformułowałem niechęć do współpracy z nim.
Obrona czyszczącego się Roberta Moczulskiego: Czy oskarżał pan Roberta Moczulskiego o defraudacje?
Świadek: Nie. Zrobił to ktoś inny.
(Przerwa)
( Pani sędzia ujawnia dokumenty )
Czyszczący się Robert Moczulski: Chcemy odświeżyć!
Pani Sędzia: Znacie treść dokumentów, ale proszę…
Świadek: Marian Barański spotkał nas z „Leszkiem” Moczulskim, którego zapoznałem (westchnienie) z kilkudziesięcioma osobami z mojego środowiska. Problem pieniędzy z Ruchu Obrony w Szczecinie, które zostały przyjęte, ale nieprzekazanie dalej do kasy ruchu przez Roberta Moczulskiego… Nie wiem, dlaczego „Leszek” Moczulski zaprzeczał, ze jest redaktorem artykułu z 76’ z tygodnika „Stolica” sygnowanego L.M.
( Pani sędzia ujawnia dokumenty )
Pani Sędzia do świadka: Spotkał się pan już z tymi dokumentami?
Świadek: Tak, otrzymałem ich kopie jako osoba o statusie pokrzywdzonego z Instytutu Pamięci Narodowej.
( Pani sędzia odczytuje dokumenty ): Od momentu powstania kolegium „Opinii” było kilkuosobowe, ale ujawniono tylko Ziembińskiego, Janusza, Morgiewicza.. Zdarzało się, że „Leszek” Moczulski nie konsultował wydawanych tekstów. W czasie wizyty prezydenta Cartera Moczulski chciał być „redaktorem naczelnym” „Opinii” (nieźle, jak na kogoś bez żadnego doświadczenia konspiracyjnego, bez doświadczenia więzienno-opozycyjnego, czy chociaż udziału w Powstaniu Warszawskim, ale za to ze sporym stażem w PPR, „Trybunie Ludu” i reżimowej prasie przyp. TS), aby pokazać się na spotkaniu z prezydentem Carterem. Czuma atakował Moczulskiego za oszustwa, zmiany artykułów, defraudacje 500 $ przeznaczonych dla Ruchu. Wojciechowski i Ziembiński potwierdzali te zarzuty, a Kazimierz Janusz chciał zrezygnować, aby nie być z Moczulskim w jednej grupie. Większość uznała wyjaśnienia Moczulskiego jako mętne i nieprzekonywujące. To zdanie większości. Morgiewicz: Moczulski niedotrzymał kluczowej obietnicy dla dobrych stosunków z KOR. Rybicki: Moczulski to krętacz. Staniewicz: rozmawiałem z Moczulskim przez wiele godzin, ale jego ambicja wzięła górę nad wszystkim. Kobieta nn: „Leszek” Moczulski jest agentem, defraudantem i oszustem. Pisze dla Komitetu Wojewódzkiego PZPR! Robert Moczulski: Rzeczywiście pisałem dla KW PZPR, ale robiłem to wyłącznie dla pieniędzy! Aby rozładować spór powołano komisję w składzie: Marian Bogacz, Marek Skuza, Wiśniewski, Andrzej Mazur i Sroka (TW „Warszawski” Marian Bogacz, TW „Wacław” Andrzej Mazur to 40% komisji, los TW „Lecha” nie mógł być im obojętny przyp. TS)
Świadek: To donos agenta SB TW „Warszawskiego”. On dodał te 500$ do moich zarzutów. Może słyszał wiele głosów i dołączył je do mojej wypowiedzi. Z żadną kobietą z Gdańska nie miałem kontaktów. Gdyby było prawdą, co ona mówiła, to ja bym to po prostu powiedział. Nie zarzucałem Robertowi Moczulskiemu współpracy z SB, bo o niej wtedy nic nie wiedziałem, ale takie zarzuty ze strony innych osób mogły się pojawić.
Obrona czyszczącego się Roberta Moczulskiego cytuje tekst meldunku TW: Robert Moczulski otrzymywał gażę 3.500 PLN + 1.000 PLN diet, z których nie był rozliczany, 200$ wsunęła do swojej torebki  jego żona, 500$ od generałowej Stachniewicz-Abraham nie zostało rozliczone. Także gruba koperta z pieniędzmi z Krakowa była wręczana w mieszkaniu Moczulskiego. Andrzej Czuma i pozostali członkowie komisji
Świadek: Nie pamiętam, abym uczestniczył w obradach takiej komisji. Być może donosiciel pomylił mnie z Wojciechem Ziembińskim. Andrzej Mazur (TW „Wacław” przyp TS) był jednym z najbardziej perfidnych donosicieli. Karol Głogowski i Andrzej Mazur twierdzili, że Polska nie jest suwerenna, ale jest niepodległa. Obawialiśmy się precyzyjnej akcji rozłamowej…
(Cichy głos z sali: Ta komisja była taka, że musiała go oczyścić..)
( Pani sędzia ujawnia dokumenty ) Oficer SB Marian Kijowski raportuje: TW „Lech” na kontakcie w III Wydziale (walka z opozycją przyp. TS) zwrócił się do mnie, że zgłosił się do niego Andrzej Czuma.
Świadek: Jestem nieomal pewny, że przed datą aresztowania Emila Morgiewicza „Leszek” Moczulski rozmawiał z Barańskim o mnie. Była to więc znajomość jednostronna.
( Świadek opuszcza salę z częścią publiczności, Robert Moczulski czeka na ten moment… )
Czyszczący się Robert Moczulski: Będzie oświadczenie! Nie byłem autorem artykułu „Cena Niepodległości”. On był podpisany „L”, a to był podpis Leszka Wysznackiego. Andrzej Szomański nie był donosicielem – można to stwierdzić na podstawie teczki pracy TW „Lech”, że ten opis jest wytworem chorej fantazji. Mnie nikt nie stawiał zarzutów – dlatego domagałem się ich postawienia. Świadczy o tym mój list poufny znajdujący się w teczce „Oszust”. Nie otrzymywałem żadnych pieniędzy – utrzymywałem się z pensji żony ( Maria Moczulska pracowała jako laborantka w szpitalu w Mińsku Mazowieckim. Zdaniem Roberta Moczulskiego była sponsorem jego samego z jachtem i samochodem, jego psa, wychowanicy Elżbiety, Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, a później Krzysztofa Króla. Moczulski pisze o tym w swojej książczynie pt. „Lustracja”. Chętnym do pracy w szpitalu w Mińsku Mazowieckim na lukratywnych stanowiskach salowych i laborantek udostępnię kontakt z dyrekcją przyp. TS ), „Opinię” robiłem sam – nie było żadnego kolegium redakcyjnego.  Paweł Mikłasz (TW „Jan Lewandowski” przyp. TS) przywiózł mi kolejny numer „Opinii” już bez moich artykułów. (Skoro nie było kolegium i jedynym autorem był Moczulski, to kolejny numer „Opinii” stanowiły zapewne czyste kartki papieru przyp. TS)
( Pani sędzia ujawnia dokumenty ) IPN nie wydawał Robertowi Moczulskiemu żadnych akt. (Robert Moczulski nie ma statusu pokrzywdzonego przyp. TS)
Pani Sędzia do czyszczącego się: skąd ma pan płytę TW „Lech”?
Czyszczący się Robert Moczulski: E, od portalu historycznego, internetowego „Polonus”, dostałem to kilka tygodni temu… ( „Polonus” to nieistniejący od 2013 roku oficjalny portal KPN-SB, nie mający NIC wspólnego z Polonią przyp. TS)
Pani Sędzia do czyszczącego się: czy ma Pan wiedzę skąd wzięły się te dokumenty?
Czyszczący się Robert Moczulski: To akta jawne – zostały niedawno przekazane „Polonusowi”. Jestem pewien, że Barański i Czuma też je mieli.. 
Pani Sędzia: Oddalam wniosek lustrowanego – sporządzenie dowodu w tym zakresie jest nieprzydatne. Wyciąg z wystąpieniem lustrowanego zostanie przesłany do IPN.
Obrazek poprocesowy: Po zeznaniach świadka Andrzeja Czumy czyszczący się przed warszawskim sądem okręgowym TW „Lech” Robert Moczulski stracił głowę i zaatakował autora relacji teczką-aktówką wyzywając go głośno od agentów CIA. Czyszczący się nie przewidział, że teczka odbita od ręki może go trafić w zęby. Aparat słuchowy i okulary pozostały na twarzy „Bercika” Moczulskiego. Honor pozostał na sali sądowej.

Następny termin rozprawy lustracyjnej TW „Lecha” Roberta Moczulskiego 9.1.2015 godzina 10.00 w Sali 218 Sądu Okręgowego w Warszawie. WSTĘP WOLNY

Wcześniej pisałem o tym procesie:

„Jaki był najpiękniejszy dzień w życiu Krzysztofa Króla? Milicja była głupia - spotkaliśmy się w celi zbiorczej na Rakowieckiej. Krzysztof padł mi w ramiona i załkał: nareszcie. TO się stało. Nareszcie siedzę. Dziękuje ci! To najpiękniejszy dzień w moim życiu.”  Robert Moczulski o inicjacji swojego asystenta i męża córki jego żony
Opozycja bez opozycji 5: Najpiękniejszy dzień życia
http://www.ubezpieczenie.biz.pl/2014/11/19/opozycja-bez-opozycji-5-najpiekniejszy-dzien-zycia-wedlug-tw-%E2%80%9Elecha%E2%80%9D/


Praktyka to nieujawnianie informatorów. Nie wolno było kompromitować pana Moczulskiego jego kontaktami z SB. Nie było wolno go dekonspirować, gdy współpracowałem z nim. Gdyby sprawa była zarchiwizowana, to mógłbym ujawnić informatora. Sprawa musiała być czynna i była prowadzona przez naczelnika, płk. Maja. W SOR „Oszust” nie pozyskiwałem kontaktów obywatelskich. Grzegorz Owczarek, oficer prowadzący agenta SB TW „Lecha” Roberta Moczulskiego
Opozycja bez opozycji 4: Służba Bezpieczeństwa też demonstruje
http://www.ubezpieczenie.biz.pl/2014/11/07/opozycja-bez-opozycji-4-sluzba-bezpieczenstwa-demonstruje/



Po którymś z donosów TW Lecha Roberta Moczulskiego jest rozporządzenie wykonawcze SB: uruchomić agenturę w celu zdyskwalifikowania Mariana Barańskiego. Najboleśniejsza była agentura wśród księży, którzy na rozkaz SB pomawiali mnie o agenturalność…
Czy ludzie, którzy czekają w kolejce do lekarza są tak cenni, aby ich podsłuchiwać?  (w tamtych czasach nie było mikrofonów kierunkowych przyp. TS)  Marian Barański
Opozycja bez opozycji 3: Moczulski czyli służba, nie drużba
http://www.ubezpieczenie.biz.pl/2014/10/29/opozycja-bez-opozycji-3-robert-moczulski-czyli-sluzba-nie-druzba/


O poziomie świadka zaproponowanego przez TW Lecha Roberta Moczulskiego pani Hanny Macheckiej najlepiej świadczy zdanie:  „Chyba chciał, abym go przedstawiła państwu Moczulskim. Jaki byłby sens przedstawiania go osobie znajomej?”.
Nazwa „Opinia” nic jej nie mówi. Niewykluczone, ze dostawała od Moczulskiego „Nowe Drogi” ( pismo BP PZPR ). Nie nakłaniano jej do podpisania zobowiązania do współpracy. Polservice sama odmówiła, bo wyjechała w 1980 roku do USA. Potem była radną,  przez co miała dowiedzieć się, że została zarejestrowana jako TW. Prawo lustracyjne bardzo skomplikowało jej życie… ( westchnienie ).
Opozycja bez opozycji 2 czyli goście Sarumana
http://www.ubezpieczenie.biz.pl/2014/10/14/opozycja-bez-opozycji-2-czyli-goscie-sarumana/


” W Komendzie Stołecznej MO była wystawa skonfiskowanych wydawnictw i sprzętu poligraficznego jakieś kilka miesięcy po przejęciu informatora Lecha przez naczelnika Maja. „To zasługa pana Lecha” powiedział do mnie pan pułkownik Maj. To znaczy, że Moczulski przyczynił się do ujawnienia sprzętu i wydawnictw.” Oficer prowadzący agenta SB TW „Lecha”
Opozycja bez opozycji – Proces lustracyjny TW Lecha Roberta Moczulskiego – zeznania (trzeciego) oficera prowadzącego
http://www.ubezpieczenie.biz.pl/2014/09/12/proces-lustracyjny-tw-lecha-roberta-moczulskiego-zeznania-trzeciego-oficera-prowadzacego/



Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej