Tabletki

Komisja Europejska podjęła decyzję*, że w Polsce tak zwana „tabletka dzień po” będzie dostępna bez recepty. I ogłoszeniu tej decyzji towarzyszył tradycyjny już zamęt polegający na przekręcaniu znaczeń i mieszaniu pojęć. Spróbuję, na tyle na ile potrafię, trochę to poukładać. Jako że jestem publicystą stronniczym chciałbym obrać w tej sprawie stanowisko a bez uporządkowania informacji tego się nie da zrobić.  

Pierwszą głupotą jest nazywanie takiej tabletki antykoncepcją. Antykoncepcja to środek, który zapobiega poczęciu - takie jakby działanie prewencyjne. Ale te tabletki tak nie działają. One w samym zapłodnieniu wcale nie przeszkadzają; przeszkadzają zaś w przeżyciu powstałego dziecka. Trzeba te sprawy odróżniać! Owszem, istnieją takie środki, które uniemożliwiają zapłodnienie blokując naturalne kobiece cykle, ale to nie są „tabletki dzień po”.

Różnica jest zasadnicza, bo nie dopuszczając do zapłodnienia nie robi się nikomu krzywdy i dlatego powinno to być legalne niezależnie od tego, co ja czy ktoś inny na temat antykoncepcji sobie myśli. Zaś „tabletka dzień po” doprowadza do śmierci człowieka, więc użycie jej po to, aby zabić powinno być karane. Również niezależnie od tego, co ja czy ktoś inny myśli sobie o zabijaniu. Causa finta.

Jest jednak drugie pytanie: czy taki środek powinien być sprzedawany bez recepty, albo (o co nikt nie pyta) w ogóle dopuszczony do legalnego obrotu? Samo kupno takiego środka nie oznacza jeszcze zabicia dziecka o czym większość przeciwników unijnej decyzji zdała się zapomnieć. Dlatego popieranie zniesienia recepty na ten środek nie musi być aprobatą dla mordowania dziecka. Ja dla przykładu uważam, że noże też powinny być dostępne bez recepty (czyli pozwolenia), ale nie jestem zwolennikiem dźgania ludzi nożem.

Tyle tylko, że nożem można robić różne rzeczy, zaś tabletka na zabicie dziecka ma jasno określony cel. Czy jej kupno nie powinno być uznane za wyraźny zamiar dokonania morderstwa? Cóż… istnieją substancje, które mogą uśmiercić osobę dorosłą. Czy handel nimi także powinien być zakazany bądź regulowany receptami? Moim zdaniem nie. „Tabletkę dzień po” uważam (w tym kontekście) za coś porównywalnego do  np.: konhydryny. Karane powinno być, według mnie, uśmiercenie kogoś a nie kupienie środków do uśmiercenia.

 

*O ile mi wiadomo Waszyngton nie decyduje o tym, co ma być wydawane w aptekach w Ohio czy Wyoming. To tylko taka uwaga na marginesie, jakby ktoś się jeszcze upierał, że Polska jest państwem suwerennym.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej