Dlaczego nie szukamy przyczyn?

Środowiska konserwatywne oraz związane ze społeczna nauką Kościoła sporo część czasu i energii poświęcają na krytykę pojawiających się od czasu do czasu wykwitów lewicowej ideologii. Narzekania na osłabianie rodzin oraz indoktrynowanie społeczeństwa lewicowymi pomysłami można znaleźć w niemal każdej gazecie i na każdym portalu związanym z tymi środowiskami. Nie mam zamiaru tego krytykować, a wręcz przeciwnie. Narzekanie na to, na co należy narzekać i krytyka tego, co zasługuje na krytykę to zachowanie zrozumiałe. Nie należę do tych, którzy w kółko powtarzają „ach, my Polacy ciągle tyle narzekamy” i wolą trzymać zamknięte oczy na to co się dzieje. Uważam jednak, że poza krytyką trzeba czegoś jeszcze. Trzeba poszukać przyczyn.  

Przyczyną nie jest to, że pojawiła się grupa ludzi, którzy usiłują wmówić, że płeć człowieka zależy od jego aktualnego samopoczucia czy też, że normalna, zwykła rodzina to siedlisko przemocy i seksizmu. Ludzie głosili mądre i mniej mądre tezy od zawsze. Warto się zastanowić, dlaczego takie idee znajdują zwolenników.

Jeśli ktoś krytykuje osłabienie więzi rodzinnych niech zauważy, że ono następuje równolegle ze zwiększeniem ingerencji państwa w życie człowieka. Kiedyś rodzina oraz Kościół zajmowały się pomocą dla osób biednych i słabych. Osoby, które pomagały robiły to z dobroci serca. To pomaganie tworzyło zaufanie i więzi społeczne.

Dzisiaj oczywiście też są ludzie, którzy to robią. Ale w obszarze tej działalności coraz bardziej widoczne jest państwo. Rząd i politycy „wypierają” rodzinę i Kościół, dlatego coraz więcej osób zdaje się uważać, że ich dobrodziejem jest właśnie państwo. Nie powinno być zaskoczeniem, że część ludzi nie ceni już tak rodziny, skoro w sytuacjach trudnych pomaga nie rodzina, ale państwo. Rodzina pomóc by chciała, ale nie bardzo ma z czego. Rząd bowiem musi jakoś swoją działalność dobroczynną sfinansować więc nakłada podatki. Te podatki muszą zapłacić rodziny…

Jeśli ktoś narzeka, że ludzie są coraz mniej odpowiedzialni i chętnie schodzą na łatwiznę niech zwróci uwagę na to, kto dziś zarządza bezpieczeństwem. Państwo wymusiło obowiązek ubezpieczania się, odkładania na emeryturę oraz dba o zdrowie obywateli. W sytuacji, w której człowiek sam musi zastanowić się czy powinien się ubezpieczyć czy nie, czy oraz jak ma odkładać na starość oraz gdy wie, że będzie się leczył za własne pieniądze to staje się coraz bardziej odpowiedzialny. Nic dziwnego, że nie myślimy o naszej przyszłości. Po co mielibyśmy o niej myśleć, skoro rząd robi to za nas?

Jeśli nie podobają się komuś najnowsze pomysły edukacyjne rządu, niech zastanowi się, kto jest właścicielem szkół. Szkoły i praktycznie cały sektor edukacji należy do państwa. Jeśli prywatna szkoła, taka z której rodzice mogą dziecko wypisać chciałaby na siłę forsować to, co proponuje ministerstwo, to każdy komu by się to nie podobało zrezygnowałby z usług takiej szkoły. Obecnie pozostaje protestować i liczyć, że rząd może się ugnie. Możliwe jest, i  dopóki szkoły są w rękach rządu zawsze będzie możliwe, wpajanie dzieciom ideologii.

Zdecydowanie nadmierna ingerencja państwa w życie ludzi tworzy środowisko niezwykle korzystne dla tych zjawisk, które określamy jako niekorzystne. Jest jak dobrze użyźniony grunt pod hodowlę lewicowych ideologii. Zbyt wielu działaczy lewicy wspiera państwo opiekuńcze, aby twierdzić, że obie sprawy nie mają ze sobą związku. Może oprócz tłumaczenia, dlaczego warto odrzucać lewicowe koncepcje należy także działać na rzecz wycofania się państwa z wielu dziedzin życia?

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej