O puchar i sławę

W sobotę, 2 maja, o godzinie 16.00 na Stadionie Narodowym w Warszawie czeka nas wielki finał Pucharu Polski, w którym zmierzą się aktualny mistrz i lider tabeli T-Mobile Ekstraklasy z wicemistrzem Polski i wiceliderem najwyższej klasy rozgrywkowej. Legia Warszawa zagra z Lechem Poznań!

Ten pojedynek elektryzuje niemal całą piłkarską Polskę. Na trybunach zasiądzie około 50 tysięcy widzów, a kolejne miliony przed telewizorami. Szykuje się wielkie futbolowe święto. Tym bardziej, że dziś nie sposób wskazać faworyta. Finał Pucharu Polski będzie też znakomitym wstępem do rywalizacji o najcenniejszą zdobycz, jaką jest krajowe mistrzostwo. Obie drużyny wciąż mają szansę na zgarnięcie dubletu!

Będzie szybki rewanż

Co ciekawe, dokładnie tydzień po starciu na Stadionie Narodowym, obie drużyny ponownie spotkają się w Warszawie. Tym razem powalczą o ligowe punkty i o pozycję lidera T-Mobile Ekstraklasy. Po podziale punktów przed rundą finałową, Lech traci do Legii zaledwie jedno „oczko”, a ma z nią lepszy bilans bezpośrednich starć w lidze. Ten pojedynek może zaważyć, która drużyna sięgnie po najwyższy laur. Będzie to też błyskawiczny rewanż za pucharowy finał, w którym zwycięzca może być tylko jeden. Podobnie będzie w lidze, choć tam, po spotkaniu dwóch czołowych ekip, do zakończenia rozgrywek pozostanie jeszcze sześć kolejek, a niewykluczone, że do walki włączą się i inne zespoły.

Nie ma faworyta

W rywalizacji poznańsko-warszawskiej praktycznie nie da się wskazać faworyta. Z jednej strony za znajdujących się w bardziej komfortowej sytuacji, zarówno przed finałem krajowego pucharu, jak i finiszem ligi, uznać można legionistów. Dwukrotnie zagrają bowiem w Warszawie, więc za sobą będą mieć publiczność. Podopieczni Macieja Skorży na obcych boiskach tracą dużo ze swej wartości. Wiosną na wyjeździe poznaniacy wygrali tylko z będącymi w wyraźnym dołku piłkarzami GKS-u Bełchatów oraz w ostatniej kolejce z Podbeskidziem Bielsko-Biała.

Z drugiej strony za Lechem przemawia bilans bezpośrednich spotkań w bieżącym sezonie. Jesienią w Warszawie padł remis 2:2. Goście prowadzili już dwoma bramkami, jednak dali wydrzeć sobie trzy punkty w końcówce spotkania. Wiosną poznaniacy nie popełnili już tego samego błędu. Choć prowadząc 2:0 dali strzelić sobie bramkę kontaktową, to jednak dowieźli prowadzenie do końca. Lech miał za sobą jednak atut własnego boiska, którego w Warszawie mieć nie będzie.

Rekordziści

Poznaniacy 2 maja powalczą o szósty tryumf w „pucharze tysiąca drużyn”. Legia po Puchar Polski sięgała już szesnastokrotnie i jest pod tym względem rekordzistką. W latach 2011-2013, warszawianie zdobywali krajowy puchar trzy razy z rzędu, w 2011 roku ogrywając po rzutach karnych poznaniaków. Lech ostatni raz to trofeum zgarnął w 2009 roku, ogrywając w finale chorzowski Ruch. Wcześniej po puchar sięgał w latach 1982, 1984, 1988 oraz w roku 2004, w którym podobnie jak w roku 1988, wygrał z Legią. Warszawianie Lecha w finale Pucharu Polski także pokonywali dwukrotnie. We wspomnianym 2011 roku oraz w 1980, rozbijając niebiesko-białych 5:0.

Najlepszą drużyną pod względem liczby zdobytych pucharów z rzędu pozostaje Górnik Zabrze, który w latach 1968-1972 wygrywał rozgrywki pięciokrotnie. Łącznie zabrzanie mają na koncie sześć tryumfów i pod tym względem ustępują jedynie Legii, a wyprzedzają Lecha. W zeszłym sezonie po raz pierwszy w swojej historii ze zwycięstwa w Pucharze Polski cieszyli się piłkarze Zawiszy Bydgoszcz, pokonując po rzutach karnych Zagłębie Lubin.

Przebyli długą drogę

Tegoroczni finaliści, w drodze do decydującego meczu, przebyli podobną drogę. Legia najpierw rozbiła legnicką Miedź oraz ograła po dogrywce Pogoń Szczecin. Na starcie wiosny, w ćwierćfinałowej rywalizacji określanej przez wielu przedwczesnym finałem, podopieczni Henninga Berga, zmierzyli się ze Śląskiem Wrocław, wiceliderem ekstraklasy po jesieni. O awansie Legii zadecydowały dopiero lepiej wykonywane przez legionistów rzuty karne, w rewanżowym spotkaniu w Warszawie. W półfinale warszawianie nie pozostawili natomiast złudzeń, odnośnie tego kto jest lepszy, Podbeskidziu Bielsko-Biała.

Lech rywalizację w Pucharze Polski rozpoczął od zwycięstwa z Wisłą Kraków na własnym boisku. Następnie, także grając u siebie, potrzebował dogrywki, by wyeliminować Jagiellonię Białystok. Mimo, iż po siedmiu minutach prowadził dwoma bramkami! Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:2. W ćwierćfinale lechici, bez większych problemów, rozprawili się z drugoligowym Zniczem Pruszków. Sporo kłopotów w półfinałowej rywalizacji sprawili natomiast niebiesko-białym inni drugoligowcy, Błękitni Stargard Szczeciński. Poznaniacy ulegli w pierwszym wyjazdowy pojedynku 1:3, a w drugim po dziewiętnastu minutach przegrywali już 0:1. Losy spotkania pomogła im odwrócić czerwona kartka dla obrońcy Błękitnych, Łukasza Kosakiewicza, którą ujrzał w 28. minucie spotkania. Mimo to, kwestię awansu lechici zdołali przypieczętować dopiero w dogrywce.

Spotkanie na Stadionie Narodowym powinno być nie mniej ekscytujące niż rywalizacja Lecha z rewelacyjnymi Błękitnymi, czy pojedynki Legii z wrocławskim Śląskiem. Wszak walka toczy się o ważne trofeum, wielki prestiż, pieniądze i przepustkę do europejskich pucharów, bez względu na rezultaty na ligowym finiszu. Ten będzie z kolei jak w filmach Hitchcocka. Zacznie się wielkiego rewanżu za Puchar Polski…

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej