Środki społecznego zamętu –Michał Mońko

Znieprawienie to przypadłość współczesnego dziennikarstwa, ale i dzisiejszej polityki. Synonimy słowa „znieprawienie” to: zepsucie, bezwstydność, zeszmacenie. Każdy z wymienionych synonimów oznacza wyprzedaż podstawowych norm moralnych i zawodowych, które zwykle umożliwiają bycie dziennikarzem albo politykiem.

Rozgłos, forsa i strach

Na pytanie, jakie są przyczyny znieprawienia ludzi zaufania publicznego, odpowiedź jest prosta: żądza rozgłosu i pogoń za pieniędzmi. Jedni łżą, wysługując się władzy, liżąc buty tych, którzy płacą, zapraszają do żłobu. Inni, dobrze karmieni, oblepiani medalami i zaszczytami, szarpią za mankiety spodni konkurentów politycznych.

Strach też jest przyczyną moralnego upadku. Dziennikarze boją się zmiany, bo mogą stracić stałą pracę redakcyjną. Wydawcy i nadawcy boją się zmiany, bo mogą stracić reklamy od państwowych spółek, a ich żony mogą stracić pracę w spółkach pachnących naftą i pieniędzmi.

Zoszczenko, pisarz rosyjski, mówił, że przestraszony dziennikarz to utrata kwalifikacji. To się sprawdza. Zawód dziennikarski jest w upadku, a przyczyną jest strach. Ze strachu dziennikarze nasłuchują, co mają pisać i mówić, żeby zyskać przychylność biznesu, polityków, władzy. Nowej władzy. Coraz częściej dziennikarze nie tyle nasłuchują, co najzwyczajniej podsłuchują.

Licencja na manipulacje

Przypadłość znieprawienia czy utraty wstydu nie obejmuje wyłącznie polskich dziennikarzy, ale także dziennikarzy „twardego jądra Europy”. „Nierzadko legitymacja prasowa jest licencją na oszukiwanie, na manipulację, a nie na odkrywanie prawdy” – stwierdziła prof. Onora O’Neil z Cambrodge University.

Afera podsłuchowa „News of the World”, bliźniaczo podobna do afery podsłuchowej tygodnika „Wprost”, skończyła się zeszłego roku skazaniem przez brytyjski sąd Andy Coulsona, redaktora naczelnego niedzielnego wydania tabloidu „The Sun”, a równocześnie spin doctora, pracującego dla Davida Camerona.

Coulson poszedł do więzienia na dwa lata za udział w zmowie, mającej na celu – stwierdził sąd – „podsłuchiwanie polityków i ludzi należących do establishmentu”. U nas, w Polsce, afera podsłuchowa, jak i inne afery, została zamieciona pod gruby dywan rządowy.

W sprawie podsłuchiwania głos zabrał Carl Bernstein, jeden z dziennikarzy, którzy przed laty ujawnili aferę Watergate. Bernstein powiedział, że dzisiejsze media zawłaszczyli ludzie cyniczni i zepsuci, dążący do rozgłosu i pieniędzy.

Bernstein zwrócił też uwagę na kulturę odbioru mediów. „Zmienił się cel odbioru mediów – powiada Bernstein w wywiadzie dla pisma Guardian. - Kiedyś ten odbiór służył poszerzaniu horyzontów wiedzy i zaspokajaniu głodu informacji. Dzisiaj służy umocnieniu przekonań, uprzedzeń i wiary w to, w co i tak ludzie wierzą. To problem bardziej kulturowy niż dziennikarski”.

Niektórzy dziennikarze i teoretycy mediów, przykładowo: John Langer i Joseph W. Carey, twierdzą, że kultura dziennikarska, jaką znamy z tabloidów, przekazuje zabawę i kontrowersje z udziałem celebry, co ma zastępować i zastępuje newsy o rzeczywistości. U nas, w Polsce, opery mydlane, tasiemcowo głupie seriale zastąpiły reportaż telewizyjny i dobrą informację.

Arogancja i ignorancja

Schlebianie władzy i pospolitym gustom, wyzbycie się rzetelności warsztatowej na rzecz hałaśliwej, jarmarcznej popularności, pasuje jak najbardziej do sytuacji, jaką obserwujemy w mediach nowej Polski. Na polskim rynku zabawie i sensacji służy szereg brukowców: „Super Expres”, „Fakt” i ukazujący się od niedawna, tygodnik ABC. Najdziwniejsze jest to, że w tych szmatławcach ukazują się rozmowy z politykami, z ludźmi nauki i kultury.

Tolerowane jest chamstwo i ignorancja dziennikarska. W zabawowym programie dla idiotów, prowadzonym przez Agatę Młynarską w telewizji publicznej, występują znane twarze polityków, aktorów, naukowców. Program Młynarskiej świadczy o tym, że media coraz bardziej zatracają to, co było ich misją – zatracają prawdę i objaśnianie świata.

Nasi rządzą, oni panują

Godzi się przypomnieć, że po osiemdziesiątym dziewiątym środowiska niepodległościowe miały media drukowane i elektroniczne. Po kilku latach, bo już w dziewięćdziesiątym trzecim, niemal wszystkie media wzięli komuniści i liberałowie. No i dziś słychać lament, złorzeczenie: czemu ach czemu prawica nie ma mediów? No, właśnie, jak to się stało, że media głównego nurtu znalazły się w rękach lewactwa?

Zawsze jest tak samo, czyli prawica miewa władzę, a lewica i liberałowie mają władzę nawet wówczas, gdy nie mają swego rządu. Kiedy nadchodzi zmiana władzy, gdy w Sejmie, w Belwederze i w rządzie prawica zastępuje, pożal się Boże, liberałów i czerwonych, to rzeczywiście coś się zmienia na rynku mediów? Nic się nie zmienia. Nic a nic.

Zmieniają się w mediach pozory, ubarwienie, hasła, a zatem zmieniają się niektóre słowa, słowa, słowa, słowa. A ludzie w mediach publicznych nie zmienią się. To znaczy… zmieniają się, żeby się nie zmienić. Przyczajają się, żeby przeczekać. Ich czerwień blednie, czerwona piana wysycha.

Gdy czerwoni albo różowi wracają do władzy nad mediami i nad informacją publiczną, czystki w radiu i w telewizji dosięgają nawet sprzątaczek.

Znamienny jest przypadek rzecznika prasowego w Ministerstwie Rolnictwa, powołanego 27 marca 1999 roku przez ministra z SKL/AWS, a zwolnionego 19 października 2001 roku siedem minut po wejściu do gabinetu ministra z bloku PSL/SLD.

Byłem zdejmowany ze stanowiska kilka razy – zawsze przez czerwonych, upozowanych na różowych. Zostałem zdjęty ze stanowiska kierownika Redakcji Informacji Polskiego Radia trzy minuty po wejściu do gmachu PR funkcjonariusza Partii Regionów, obsadzonego na stanowisku dyrektora IAR PR.

Ta sytuacja to wynik haniebnej zdrady tzw. elit solidarnościowych, ludzi, którzy w 1989 przykleili się do obcasów stoczniowców i górników.

Żerowanie na głupocie

Media dzisiejsze, szczególnie zaś telewizje, kierują swe krzykliwe i wulgarne przekazy do tłumu, a nie do publiczności. Nadawcy i wydawcy wszelkimi sposobami maksymalizują oglądalność, słuchalność i sprzedaż nakładów brukowców.

„W pogoni za najzwyczajniejszym zyskiem, dziennikarze zatracają odpowiedzialność wobec publiczności, wobec źródeł informacji, wobec państwa; zatracają w końcu szacunek do swego zawodu” – twierdzi Denis McQuail, twórca teorii komunikowania politycznego.

Bernstein zwraca uwagę na technologię prawdy, kłamstwa i moralności. Powiada, że news, bez wyjaśniającego kontekstu, zamiast przekazywać prawdę i wiedzę, dokonuje w głowach odbiorców zamęt.

 „Newsy powinny występować w pewnym kontekście, bo przecież najważniejszą rzeczą, jaką robią dziennikarze, jest selekcjonowanie tego, co rzeczywiście należy do newsów - powiada Bernstein. - Porażką dziennikarstwa jest właśnie nie utrzymanie standardów tego, co jest newsem”.

W końcu Carl Bernstein częściowo rozgrzesza dziennikarzy, twierdząc, że dziennikarze oszukują, manipulują, bo jest społeczne zapotrzebowanie na głupotę i skandale. W powietrzu wisi głód tekstów brukowych.

Ludzie oczekują sensacji, kłótni, seksu, afer. No i media zaspokajają te oczekiwania. „I to działa”. W ten sposób w skali masowej powstaje mentalność zdolna rozumieć tylko filmy typu „Niewolnica Isaura”.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej