Pot i łzy posła Mieszkowskiego

W gronie swoich fanów, pokornie słuchających dziennikarzy, ubezpieczony za plecami banerem z Dziadów, ociekający potem, dyrektor Teatru Polskiego Krzysztof Mieszkowski zorganizował 4 lipca konferencję prasową, na której wylewał swoje żale.

W gronie swoich fanów, pokornie słuchających dziennikarzy, ubezpieczony za plecami banerem z Dziadów, ociekający potem, dyrektor Teatru Polskiego Krzysztof Mieszkowski zorganizował 4 lipca konferencję prasową, na której wylewał swoje żale.

W foyer teatru odbyło się starannie wyreżyserowane przedstawienie. Najpierw w tle pojawiła się na ekranie postać odpowiedzialnego za kulturę wicemarszałka Tadeusza Samborskiego i jego piosenka. Po chwili na scenę wkroczył sam bohater i jego dramturżka Marzena Sadocha. Po pół godzinnym utyskiwaniu na złe władze i cały świat nie doceniający geniusza, na scenę wkroczyli artyści. Jeden z kamienną twarzą odczytał List protestacyjny, a kilkoro pozostałych, ściśniętych pod szatnianą ladą, uzupełniało wywód swojego guru. Szczególnie często zabierała głos aktorka podkreślająca swoją 30-letnią pracę.

Niewygodne pytania

Nikt z obecnych nie próbował nawet rzucić cień na wywód dyrektora. Komitywa artystów i dziennikarzy trwała w najlepsze, ale zepsuł ją niżej podpisany, zadając kilka niewygodnych, jak się okazało pytań. Nie było to w smak zgromadzonemu towarzystwu, bo wraz z dyrektorem zarzucili mnie impertynenckimi pytaniami i zarzutami.

Cóż ja się tam nasłuchałem? Po pierwsze jestem źle poinformowany. Jestem „rozfrazowany” z ich pracą. Nie rozumiem wartości artystycznych. Podważam oczywiste fakty. Powinienem wyliczenia pana dyrektora wziąć sobie do domu, powiesić nad łóżkiem, nauczyć się ich i dopiero przyjść jeszcze raz na konferencję prasową. Nie powinienem uderzać w kulturę, tylko jej bronić. Nie mam prawa czegokolwiek dyrektorowi zarzucać. Nie rozumiem sensu ich pracy. A w ogóle to łamię prawo, bo kiedyś stałem przed teatrem z facetem, który potem palił kukłę żyda.

Improwizacja nie wypaliła

Nie byłem ani nie chciałem być w centrum uwagi tej żenującej konferencji, tego teatru absurdu. Jak na człowieka mieniącego się najlepszym dyrektorem, najlepszego teatru w kraju, przedstawienie było kompletną klapą. Brakowało tylko łez do ociekającego potem dyrektora. Widać, że jednak te Dziady, którymi tak się szczycił mają słabe punkty. Improwizacja okazała się słabym punktem kierownictwa teatru. Zamiast odpowiadać na proste pytania, zostałem przez dyrektora i jego sforę zaatakowany ad personam. Pani z 30 letnim stażem kpiła sobie ze mnie czy modły przed teatrem przyniosły jakiś skutek. Wprost żądano ode mnie odpowiedzi na pytania nie mające żadnego związku z moimi, na co oczywiście nie dałem się wciągnąć.

Milionowe zadłużenie

A pytałem tylko o to, dlaczego ta, tak chwalona przez niego scena, przynosi ponad 1,2 mln długu. Dlaczego nie jest realizowany fundusz socjalny, dlaczego brak w kasie zapomogowo-pożyczkowej pieniędzy na realizację zobowiązań? Dlaczego zalega się z wypłatą nadgodzin i honorariów?

Szczególnie mocno poirytowało dyrektora moje pytanie o wynajęcie ekskluzywnych lokali  i wożenie taksówkami pewnego reżysera. Usłyszałem, że nie będzie się z tego w żaden sposób tłumaczył, bo gotów jest pana Lupę na plecach nosić.

Od pracowników słyszałem, że od 10 i więcej lat nie przeprowadzano żadnych remontów. To potwierdził dyrektor a pani Sadocha pytała retorycznie czy wiem jak wyglądają ich pokoje gościnne i czy ktokolwiek byłby w stanie w nich zamieszkać? Podejrzewam, że zamiast wydawać pieniądze na apartamenty w Sky Towerze, taniej byłoby jednak te pokoje wyremontować.

Dyrektor potwierdził też, że zawsze z opóźnieniem płaci honoraria. Nie widzę tu powodu do dumy. Wyraziłem zdanie, że współczuję artystom takiego gospodarza.

Mieszkowski próbował swoją nieudolność i arogancję przykryć cyframi, próbując szokować ilością przedstawień, widzów, nagród, wyjazdów zagranicznych.

Bez przerwy wyrażał pretensje do władz, że niekompetentna, że brak dialogu, że niektórzy jak pan Samborski tylko zatrudniają swoją rodzinę.

Aktorzy zaś grozili, że bez niego teatr się zawali, że na dachu będą plażować, by go bronić.

Konkurs na dyrektora

A teraz trochę chronologii. W maju władze sejmikowe ogłosiły konkurs na dyrektora Teatru Polskiego. Jeden z warunków to wyższe wykształcenie. Takowego dyrektor nie posiada. Nie zgłosił zatem swojej kandydatury. Jego kadencja upływa 31 sierpnia br. Trzeba jeszcze przypomnieć jeden fakt. Już w zeszłym roku Zarząd Województwa chciał zdymisjonować dyrektora. I chodziło właśnie o te długi, o nieracjonalne dysponowanie publicznymi środkami. Oczywiście znaleźli się obrońcy. W międzyczasie dyrektor został posłem i teraz dopiero poczuł się bezkarny.

Sprowadzenie aktorów porno do grania w sztuce ”Śmierć i dziewczyna”, wywołało wiele kontrowersji i wzbudziło niesmak nawet w liberalnych środowiskach. Dzisiaj Mieszkowski mówi, że dzięki tej sztuce jest postrzegany jako obrońca wolnego słowa. Mało tego twierdzi, że ta bluźniercza inscenizacja to sztuka religijna.

Zostawmy jednak te rozważania na temat sztuki, a popatrzmy co dalej dzieje się na scenie. Do konkursu w końcu czerwca przystępuje trzech kandydatów, a czwarty w ostatniej chwili się wycofał. Faworytem dyrektora Mieszkowskiego była menedżerka kultury Izabela Duchnowska. Wszyscy jednak odpadli, jak podał Zarząd, z przyczyn formalnych. Podobno ma być ogłoszony kolejny konkurs, chociaż Zarząd ma też inne prawne rozwiązania.

Jednak Mieszkowski i związana z nim grupa artystów już wie, że urzędnicy nie wybiorą po ich myśli.

Protest Rady Artystycznej

W Liście Protestacyjnym rozdanym na konferencji prasowej, podpisanym przez Radę Artystyczną Teatru Polskiego, jak się dowiedziałem w jej skład wchodzi wymieniona już wcześniej pani Sadocha, pan Piotr Rudzki – kierownik artystyczny oraz siedmioro aktorów, czytamy, m.in. że zespół jest oburzony zignorowaniem jego poparcia dla jednego z kandydatów. Rada przedstawiła trzy swoje postulaty: powołanie na dyr. Izabelę Duchnowską, danie gwarancji zatrudnienia dla dyr. artystycznego Krzysztofa Mieszkowskiego oraz zwiększenia środków na utrzymanie teatru.

Tu warto się zatrzymać i powiedzieć jeszcze jedną ważną rzecz b. wielu aktorów zatrudnionych w tym teatrze jest niewykorzystanych. Grają tylko ci, którzy są z dyrektorem.

NSZZ „Solidarność” w Teatrze Polskim

W teatrze około połowa zatrudnionych pracowników należy do NSZZ „Solidarność”. Działająca tam organizacja zakładowa w ostatnich dniach zaprotestowała wobec działań mających charakter mobbingu. Jak piszą związkowcy w liście do Marszałka Województwa: „przed pierwszym posiedzeniem Komisji konkursowej na dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu, odbywa się nagabywanie, naciski na część pracowników naszego teatru, do złożenia podpisu pod Listem otwartym popierającym kandydaturę Izabeli Duchnowskiej”.

Związkowcy zwrócili się też do Państwowej Inspekcji Pracy o kontrolę funduszu socjalnego, na który nie wpłynął ustawowy odpis.

Jak widać, w teatrze, chociaż sezon ogórkowy się zaczął, przedstawienie trwa nadal. Tylko, że wbrew temu co mówi, główny reżyser, jest to przedstawienie jednego aktora. Bardzo wycieńczonego sezonem, bladego i spoconego.

Janusz Wolniak

foto jw

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej