Dobry rok-Paweł Sasiela

Remisem ze Słowenią na Stadionie Miejskim we Wrocławiu piłkarska reprezentacja Polski zakończyła swoje występy w 2016 roku. Nazwanie ostatnich dwunastu miesięcy pasmem ciągłych sukcesów kadry Adama Nawałki byłoby lekkim nadużyciem, jednak tak dobrego roku polski futbol nie przeżywał od wielu, wielu lat.

Pokolenie nie pamiętające osiągnięcia zespołu dowodzonego przez Antoniego Piechniczka na mistrzostwach świata w Hiszpanii w 1982 roku, wreszcie doczekało momentu, gdy respekt przed polską drużyną narodową czuły nawet największe europejskie, a co za tym idzie światowe potęgi. Sam fakt, że w czternastu tegorocznych meczach reprezentacja w regulaminowym czasie gry przegrała jedynie towarzyskie starcie z Holandią na finiszu przygotowań do mistrzostw Europy, mówi sam za siebie.

Podczas Euro tylko późniejsi tryumfatorzy – Portugalczycy, znaleźli sposób na zespół dowodzony przez trenera Nawałkę. Dopiero w serii rzutów karnych, co też ma swoją wymowę. Nad Sekwaną biało-czerwoni wreszcie stanowili monolit. Drużyna grała dobrze pod względem taktycznym, bez słabego punktu. Nikt nie odstawał od pozostałych. Poszczególne spotkania miały swoich bohaterów. Zachwyt nad Bartoszem Kapustką po inauguracyjnym starciu z Irlandią Północną, Michałem Pazdanem po meczu z Niemcami czy Jakubem Błaszczykowskim, którego gol przesądził o wygranej z Ukrainą, wskazywał, że doczekaliśmy się drużyny graczy z charakterem, potrafiących wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności, gdy wymagała tego sytuacja.

Inaczej niż „zwykle”

Pierwszy raz od lat szaleństwo na punkcie naszych piłkarzy nie zakończyło się wraz z pierwszymi spotkaniami turnieju. Po zakończeniu występu Polaków na mistrzowskiej imprezie kibice nie poczuli wstydu, tylko wielką dumę z postawy biało-czerwonych. Nie było pretensji do piłkarzy czy sztabu szkoleniowego. Pod wodzą obecnego selekcjonera prawdziwym liderem kadry stał się Robert Lewandowski, co było kluczowe by biało-czerwoni zaczęli odnosić sukcesy. W samym 2016 roku napastnik Bayernu zdobył w koszulce z orłem białym na piersi osiem bramek. Jedną na Euro i siedem w eliminacjach mistrzostw świata.

Początek kwalifikacji do czempionatu globu mógł wprowadzić lekki niepokój. Mimo dwubramkowego prowadzenia Polacy pozwolili niżej notowanym Kazachom doprowadzić do remisu. Później była huśtawka nastrojów i horror w wygranych pojedynkach z Danią i Armenią. Wspaniałe zwycięstwo w Święto Niepodległości w Bukareszcie z Rumunią, losowaną do naszej grupy z pierwszego koszyka, pozwoliło polskim kibicom ze spokojem i uśmiechem na twarzy oczekiwać przyszłorocznych meczów eliminacyjnych.

Na finiszu jesieni biało-czerwoni wspięli się na szczyt eliminacyjnej grupy i w przyszłym roku postarają się z niego nie spaść. Łatwo nie będzie. 26 marca zmierzymy się z wiceliderami grupy z Czarnogóry w wyjazdowym starciu, a tam gra się ciężko, nie tylko ze względu na umiejętności piłkarskie przeciwnika. 10 czerwca na Stadionie Narodowym podejmiemy Rumunów, a później wcale nie będzie z górki. 1 września zagramy w Danii, trzy dni później w Warszawie z Kazachstanem. Na zakończenie eliminacji 5 października czeka nas mecz w Armenii, a 8 października domowe starcie z Czarnogórą.

Sukces na wyciągnięcie ręki

Rok 2016 był wyjątkowy nie tylko ze względu na wyniki reprezentacji. Transfery Grzegorza Krychowiaka, Kamila Glika, Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego, Jakuba Błaszczykowskiego czy Bartosza Kapustki sprawiły, że minionego lata za polskich piłkarzy zapłacono ponad 100 mln euro.

Niewątpliwie wpływ na wartość naszych graczy miało udane Euro, ale i marka poszczególnych kadrowiczów notujących dobre występy w czołowych europejskich klubach. Ta wartość może zresztą jeszcze wzrosnąć.

Najważniejsi gracze w układance Adama Nawałki znajdują się obecnie w najlepszym dla piłkarza wieku. Robert Lewandowski, Kamil Grosicki i Kamil Glik to piłkarze urodzeni w 1988 roku. Michał Pazdan i Artur Jędrzejczyk są rok starsi. W roku 1990 urodzili się Wojciech Szczęsny i Grzegorz Krychowiak. Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński są cztery lata młodsi. Nie wspominając o urodzonym w 1996 roku Bartoszu Kapustce. Z kluczowych graczy tylko Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek są po trzydziestce.

To pokolenie piłkarzy, z doświadczeniami zdobytymi we Francji, zaprawione w bojach na najwyższym poziomie i z poczuciem, że sukces jest naprawdę w ich zasięgu, w 2018 roku będzie w najlepszym momencie, by powalczyć o najwyższe cele. Tym bardziej, że obok dobrego występu na Euro, piłkarze znad Wisły przełamali w tym roku także inną barierę psychologiczną. Polski klub po dwudziestu latach marazmu wreszcie znalazł się w elitarnej Lidze Mistrzów. Tam czekali już inni nasi piłkarze: Grzegorz Krychowiak z paryskiego PSG, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński z SSC Napoli, Robert Lewandowski z Bayernu, Kamil Glik z AS Monaco czy Maciej Rybus z Olympique Lyon.

 

Przynajmniej teoretyczne szanse na pokazanie się w europejskiej elicie mają też choćby Bartosz Kapustka i Marcin Wasilewski z Leicester City FC. Jest dobrze!

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej