Zbyszek - Andrzej Gelberg

Słowa te padły na uroczystości odsłonięcia tablicy poświęconej Zbigniewowi Romaszewskiemu, połączonej z nadaniem jego imienia jednemu z rond w Siedlcach. Stało się to na kilka dni przed trzecią rocznicą śmierci Zbyszka.

Słowa te padły na uroczystości odsłonięcia tablicy poświęconej Zbigniewowi Romaszewskiemu, połączonej z nadaniem jego imienia jednemu z rond w Siedlcach. Stało się to na kilka dni przed trzecią rocznicą śmierci Zbyszka.

Jest takie powiedzenie, w zasadzie słuszne, że nie ma ludzi niezastąpionych. Są jednak wyjątki, kiedy czyjeś odejście pozostawia pustkę, której inni nie są w stanie wypełnić. Dzieje się tak, gdy mamy do czynienia z człowiekiem wybitnym – depozytariuszem takich cech jak honor, męstwo, odwaga, prawość czy empatia na problemy drugiego człowieka. Cechy te dobrze opisują Zbigniewa Romaszewskiego – i tak jest zazwyczaj wspominany.

Mnie jednak – a znaliśmy się szmat czasu – dręczy, zwłaszcza po jego śmierci, pytanie: na czym polegał fenomen Zbyszka? Ludzi o podobnych, wymienionych przymiotach, nigdy nie jest zbyt wielu, ale udało mi się kilku takich spotkać. Zbyszek był jednak wyjątkowy, był prawdziwym fenomenem. Ta jego wyjątkowość sprowadzała się do dwóch prostych rzeczy: był człowiekiem niezależnym i prawdziwie wolnym.

Egzamin u Sacharowa

Gdy raczkująca pod koniec lat sześćdziesiątych polska opozycja, bardziej wtedy „kawiarniana” niż polityczna, spoglądała z zazdrością na sowieckich dysydentów i ukazujące się tam „samizdaty”, zastanawiając się, jak złapać kontakt z tymi odważnymi ludźmi – Zbyszek po prostu wsiadł do pociągu i po licznych perypetiach dotarł do miasta Gorki. Było to miejsce zesłania Andrieja Sacharowa, wybitnego fizyka i twórcy sowieckiej bomby wodorowej, który zorientowawszy się, do czego prowadzi polityka Kremla – zdecydował się na stanowczy protest.

Zaczęły się szykany, zwolniono go z pracy, a gdy otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla – zesłano do miasta Gorki. Gdy Zbyszek zadzwonił do drzwi mieszkania Sacharowa i przedstawił się, że jest fizykiem z Warszawy – profesor nie bardzo chciał go wpuścić, podejrzewając kolejną prowokację GRU. – Musiałem zdać egzamin z fizyki atomowej – Zbyszek opowiedział mi ze śmiechem tę historię – a pytania do łatwych nie należały. I dopiero wtedy pan profesor uznał, że nie jestem z tajnych służb – zaprosił do kuchni, poczęstował herbatą i tak zaczęła się nasza znajomość, która przetrwała aż do śmierci profesora.

Tandem Romaszewskich

Zbyszek był członkiem KOR-u, ale nie przepadał za wielogodzinnymi dyskusjami prowadzonymi najczęściej w mieszkaniu prof. Lipińskiego. On wolał działanie i konkret – i dokonał wyboru najtrudniejszego i najbardziej niebezpiecznego. Wraz z żoną Zofią zorganizowali Biuro Interwencyjne KOR-u, którego zadaniem była organizacja pomocy dla represjonowanych robotników Radomia i Ursusa, a także gromadzenie dokumentacji (na specjalnych fiszkach) opisującej wspomniane szykany. W efekcie mieli permanentne naloty i rewizje esbecji, zazwyczaj bezskuteczne, gdyż wspomniana dokumentacja znajdowała się gdzie indziej. I tu ujawnił się niezwykły talent Zbyszka i Zosi – zjednywania innych i zarażania entuzjazmem do wspólnego działania. Bo żeby zbierać taką dokumentację, odpowiednio ją ewidencjonować, a następnie bezpiecznie przechowywać, potrzeba było wielu ludzi. I Romaszewscy potrafili takich ludzi znaleźć. Czy Zbyszek, będąc członkiem KOR-u, był od Komitetu niezależny? W pewnym sensie tak, bo w dużym stopniu był niezależny w tym, co robił. Cały czas szanując bezspornie pozostałych członków Komitetu, wyznając ten sam kod aksjologiczny i zachowując pryncypialną lojalność. Jednak taka niezależność nie zawsze się wszystkim podobała.

Podobnie było później, gdy Zbyszek został szefem Komisji Praworządności NSZZ „Solidarność”(1980-81), ale także po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy z własnej wyłącznie inicjatywy zakładał podziemne Radio Solidarność, którego pierwszą spikerką została Zosia. Ta jego niezależność skutkowała także po jego aresztowaniu, gdy strukturami Radia „S” pokierowali już inni ludzie, działający również w sposób niezależny od władz podziemnej Solidarności.

Wyjście z solidarnościowej smuty

Lata 1986-87 to był czas solidarnościowej smuty – podziemie słabło, coraz więcej ludzi pogodziło się z porażką i zaprzestało śnić o Sentymentalnej Pannie S. I wtedy Zbyszek powołuje kolejną Komisję Interwencji i Praworządności, ale przede wszystkim, tchnięty profetyczną intuicją, zaczyna organizować na Zachodzie zbiórkę pieniędzy. Był to strzał w dziesiątkę, bo kiedy w roku 1988 Sentymentalna Panna S – jak śpiewał Jacek Kaczmarski – powróciła znów na scenę, choć z początku nie chciał nikt w to wierzyć, to pieniądze zgromadzone przez Zbyszka były istotnym czynnikiem decydującym, że strajki w Nowej Hucie, Stalowej Woli czy w Gdańsku mogły w ogóle zaistnieć.

Sam byłem świadkiem, jak po przegranym majowym (1988) strajku w Stoczni Gdańskiej ustawiła się kolejka przed stolikiem, do którego podchodzili robotnicy z „paskiem” wypłaty z poprzedniego miesiąca i na tej podstawie otrzymywali ekwiwalent za każdy dzień uczestnictwa w strajku. To były pieniądze zorganizowane przez Zbyszka, a do anegdoty przejść powinien mało znany fakt, że kilkadziesiąt tysięcy dolarów przemyciła emisariuszka, znana amerykańska piosenkarka Joan Baes.

Senator

Był Zbyszek senatorem przez sześć kadencji, w latach 2007-2011 nawet wicemarszałkiem. Podchodząc do wszystkiego, co robił w sposób poważny i odpowiedzialny – zostawił po sobie dobra pamięć wnikliwego i kompetentnego legislatora.

Ale mnie najbardziej utkwiło w pamięci zachowanie Zbyszka w trakcie jednego z głosowań w lutym 2010 r. Chodziło o sprawę dotyczącą pozbawienia immunitetu jednego z senatorów z PO. Władze PiS, którego Zbyszek był senatorem, zarządziły dyscyplinę głosowania za odebraniem immunitetu. Zbyszek był innego zdania i nie poddał się presji, za co został usunięty z klubu PiS. Co prawda po paru miesiącach uznano to za „pomyłkę” i przywrócono go, ale fakt niezależnej postawy Romaszewskiego wart jest odnotowania.

Radio Solidarność – raz jeszcze

Późną jesienią 2013 roku zaprosiłem do studia reaktywowanego Radia Solidarność (w wersji internetowej) Macieja Bednarkiewicza i Zbyszka Romaszewskiego. Znaliśmy się jak łyse konie, rozmowa szła gładko i w pewnym momencie jakiś diabeł podsunął mi pytanie, którego absolutnie wcześniej nie planowałem. – Czy nie macie poczucia winy, że Polska jest dzisiaj taka, jaka jest?

Zapadła cisza, zrobiło mi się głupio, więc żeby wybrnąć, szybko powiedziałem, zgodnie zresztą z prawdą, że ja mam takie poczucie. I proszą sobie wyobrazić, że moi rozmówcy zgodzili się ze mną.

foto - sejm.gov.pl

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej