Co się z nami stało?_ Andrzej Gelberg

W opracowaniach socjologicznych opisujących dekadę Gierka (1970-80), dominującym obrazem jest „społeczeństwo zatomizowane”.

Wprawdzie w połowie tej dekady mieliśmy bunt robotników Radomia i Ursusa, spowodowany podwyżkami cen na wyroby mięsne, ale został on szybko spacyfikowany i skutecznie wygaszony decyzją o cofnięciu podwyżek. Gdy zaraz potem, w liczących setki tysięcy marszach i wypełnionych po brzegi stadionach, mieszkańcy PRL dawali wyraz swojego poparcia dla tow. Gierka, wydawało się, że wszystko zostało pozamiatane i w sensie mentalnym i społecznym przywrócony został status quo ante.

I chociaż powstał Komitet Obrony Robotników, założony przez wybitnych intelektualistów i ludzi kultury – była ich zaledwie garstka – to możliwości oddziaływania KOR-u na zbiorową świadomość Polaków wydawały się, przynajmniej z perspektywy komunistycznej władzy, bardzo ograniczone.

Cud „Solidarności”

Stało się inaczej. Kropla wydrążyła skałę i spełniły się prorocze słowa wieszcza, że choć „naród jak lawa, z wierzchu zimna, twarda, sucha i plugawa, lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi”. Wybuchł Sierpień i stał się cud Solidarności.

Minęło od tych wydarzeń blisko czterdzieści lat, fenomen „szesnastu miesięcy” opisany został w wielu opasłych książkach, ja chciałbym tylko przypomnieć społeczny klimat tego „ruchomego święta”, nieprzypadkowo nazwanego czasem „karnawału”. A przecież mieliśmy wtedy do czynienia z bardzo wyraźnym podziałem na „My” i „Oni”.

Tylko w sporze o przebudowę Polski nie było języka nienawiści. Oglądając niedawno dokumentalny film „Robotnicy 80” ze strajku w Stoczni Gdańskiej, z niedowierzaniem wręcz, a przecież przed laty widziałem ten film kilkakrotnie, wysłuchałem dialogu Andrzeja Gwiazdy z wicepremierem Mieczysławem Jagielskim, w którym Andrzej, ani na moment nie rezygnując z pryncypialności, w sposób łagodny i uprzejmy perswadował mu o konieczności wypuszczenia z aresztu osoby wspomagające strajkujących.

A kiedy, przy podpisaniu porozumienia kończącego strajk, komunistyczny wicepremier powiedział: „Pokazaliśmy, jak w rozwiazywaniu trudnych spraw powinien Polak z Polakiem rozmawiać” – łza się mogła zakręcić. Trzeba dodać, że przez cały „karnawał” język nienawiści był właściwie nieobecny, nawet po „prowokacji bydgoskiej” i pobiciu przez ZOMO działaczy Solidarności. Przyjęta przez Związek zasada „non violence”, czyli walki bez stosowania przemocy, przeniosła się również w sferę języka, a i komuniści zachowali w tej sferze pewną powściągliwość.

Ziarno nienawiści

Zmienił to dopiero 13 grudnia, kiedy Jaruzelski wypowiedział wojnę Solidarności i wziął zakładników, ale potok nienawiści – pierwsze skrzypce w tych „seansach nienawiści” grał rzecznik rządu, Jerzy Urban – był, o dziwo, jednostronny.

Solidarność zepchnięta do podziemia dalej była wierna „non violence”, a w drugoobiegowych wydawnictwach tylko sporadycznie pojawiały się mocniejsze określenia pod adresem Jaruzelskiego et consortes. Dominowały apele o konieczności podjęcia rozmów ze zdelegalizowaną Solidarnością, co – jak wiemy – doprowadziło w końcu do Okrągłego Stołu.

Gdy w roku 1989 odzyskiwaliśmy niepodległość i powstawała III Rzeczpospolita, nie przypuszczaliśmy, że ziarno nienawiści posiane przez komunistów w stanie wojennym, da swoje plony już w wolnej Polsce. I co gorsza, że zjawisko to coraz bardziej będzie się rozszerzać i pogłębiać, a rów dzielący Polaków stanie się niemalże Rowem Mariańskim.

Kto może zasypać ten rów, kto zacznie przynajmniej nad nim budować kładki? Podjął się tego ostatnio prezydent Andrzej Duda, apelując w dramatycznym wystąpieniu do obu skonfliktowanych stron o wybaczenie w duchu chrześcijańskim i błagając – tak, błagając – o to, żeby nawet przy największej różnicy zdań spierający zachowali wzajemny szacunek. Czy będzie to wołanie na puszczy? – czas pokaże.

Dla porządku trzeba stwierdzić, że w tych „igrzyskach nienawiści” nie ma symetrii i stroną atakującą jest niemal z reguły totalna opozycja. A na razie mamy jakby w tle wspomnianych „igrzysk” czas barbaryzacji, w którym przy braku aktywnego i czynnego potępienia, możliwe są ekscesy na uroczystościach pogrzebowych.

I już na koniec powtórzę pytanie zawarte w tytule tego felietonu: co się z nami stało? Co się stało z Polakami, którzy przecież nie tak dawno stworzyli Solidarność, a jeszcze wielu z nich żyje? Dla tych, którzy zapomnieli przypomnę – to był wspólnotowy ruch, dla którego Polska, sprawiedliwość, prawda, pochylenie się nad krzywdą drugiego człowieka i chęć niesienia pomocy, życzliwość i szacunek dla mającego inne zdanie, to były słowa kluczowe. A przecież nie chodziło tylko o deklaracje, ale o faktyczne zachowania ludzi wyznających takie wartości. I tak właśnie b y ł o w czasie wspomnianych szesnastu miesięcy.

 

Rozumiem potworny pesymizm Rymkiewicza i nie daj Bóg, żeby spełniło się jego proroctwo. Zbliżające się święta Wielkiej Nocy niosą w sobie przesłanie zgody, pojednania i zdolności do przebaczenia. Miejmy nadzieję.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej