ZUZANNA SOWIŃSKA Mieszka w Nysie i chodzi do I LO im. Jana III Sobieskiego Carolinum. Lubi grać w gry komputerowe, interesuje się geografią, językami obcymi oraz pisaniem. Zajmuje się tym już 7 lat.

Zuzanna Sowińska, Przemawiają do mnie filozoficzne klimaty (Z autorką rozmawia Stanisław Srokowski)

Jakie były początki Twojej fascynacji literaturą?

Pierwszą serią, jaką przeczytałam, był „Harry Potter”. To się zdarzyło w trzeciej klasie podstawówki. Wtedy wszyscy mówili tylko o „Harrym”, więc jakoś wpadłam w ten wir. Zakochałam się w książce, a potem automatycznie zaczęłam czytać inne dzieła dostępne w bibliotece miejskiej. Czytałam praktycznie wszystko po kolei, sprawiało mi to ogromną przyjemność. Ogólnie rzecz biorąc, pierwsze książki, które pochłaniałam, krążyły wokół tematyki fantastycznej. Po prostu podobało mi się, jak autor kreuje zupełnie inny świat, do którego chętnie się potem wraca.

Kiedy zaczęłaś pisać opowiadania? Jak to się stało?

Zaczęłam pisać w piątej klasie podstawówki. Nie były to wzniosłe początki, po prostu pisałam historyjki z postaciami z kreskówek. Szybko to polubiłam i codziennie zapisywałam kilka stron w zeszycie. Potem progresywnie zaczęłam odrywać się od „gotowych” postaci i wymyślałam własne. Razem z przyjaciółką siedziałyśmy na ławce przy boisku szkolnym i pisałyśmy – ona trochę od tego odeszła, ja zostałam do dziś!

Jak reaguje Twoje środowisko na to co piszesz?

Entuzjastycznie, szczerze mówiąc. Moja rodzina była zachwycona, że rośnie im mała pisarka. Czasem mam wrażenie, że ludzie mogą nie zrozumieć, co chciałam przekazać, ale ostatecznie reakcje mnie niesłychanie cieszą. Mam w swoim otoczeniu naprawdę świetnych ludzi, którzy są chętni udzielać wsparcia i rad. Od rodziców, przez przyjaciółkę aż po moją panią od polskiego – oni ną najbliższymi odbiorcami tego, co tworzę. Może kiedyś to grono się poszerzy, ale na razie ich opinie są dla mnie najważniejsze.

Jakich masz ulubionych pisarzy? I dlaczego tych?

Oczywiście muszę zacząć od J.K. Rowling. Do jej historii z chęcią się wraca i za każdym razem odnajduje się coś nowego i fascynującego. To właściwie dzięki niej zaczęłam czytać książki, więc po prostu musiałam o niej wspomnieć. Jest dla mnie ważną postacią. Idąc ścieżką fantastyki, lubię Ursulę K. Le Guin, autorkę „Ziemiomorza”. Stworzyła coś naprawdę pięknego oraz niezapomnianego, ponieważ nie była to zwykła opowieść o czarodzieju. Skłoniła mnie do głębszych przemyśleń, chcę kiedyś pisać tak samo poruszające i głębokie historie. Stosunkowo niedawno odkryłam twórczość Hermanna Hesse, on również mnie bardzo inspiruje. Podoba mi się jego styl oraz to, jak porusza filozoficzne problemy. Nakłania do prawdziwego rozumienia, co się czyta, zadaje pytania i snuje przemyślenia. Przemawiają do mnie filozoficzne klimaty, bo lubię dużo myśleć o takich rzeczach. To dość ciekawe. Właśnie chyba nieco filozoficzne klimaty łączą tych trzech pisarzy.

Co w pisarstwie najbardziej Cię pociąga? Czy już debiutowałaś?

Kocham usiąść wieczorem przy biurku i zacząć pisać o czymkolwiek, to relaksujące. Pierwsze wersje zawsze piszę piórem, więc to szczególnie mnie uspokaja. Pisarstwo jest bardzo elastyczne, można mówić o wszystkim, w dowolnej formie oraz w dowolnym stylu. Manipulowanie słowami, przedstawianie rzeczywistości lub fikcyjnych światów. Wydawałoby się to niezbyt ciekawe, ale po jakimś czasie właściwie każdy element i czynnik wpływający na twórczość, staje się fascynujący. Bardzo dużo myślę, więc pisanie to najlepszy sposób na wyrażenie moich zmartwień czy radości. Może to dziwnie zabrzmi, ale ja właściwie rozmawiam z moimi zeszytami! Piszę już dość długo, ale nie miałam żadnego oficjalnego debiutu. Moim celem od początku było pisanie dla ludzi z bliskiego otoczenia, ale ostatnio próbuję poszerzać horyzonty.

Moja miejscowość. Tutaj pozostanie cząstka mnie.

 

Każdy człowiek ma miejsce na świecie, które wybrał jako to Jedyne. Miejsce nasycone czarem i pięknem, przywołujące falę wspomnień i przeżyć, przestrzeń, której najchętniej by nie opuszczał lub często do niej wracał. Trudno czasem dokładnie określić powody, dla których tak przywiązujemy szczególną wagę do konkretnego punktu na mapie. Dlaczego więc młoda dziewczyna wybrała miasto, jedno z wielu podobnych?

Stąpam po tych ziemiach od urodzenia, czyli siedemnaście lat. Rodzice często zabierali mnie na spacery po okolicy, prowadzili przez znane im miejsca. Wtedy niepewnie szłam między nimi, bojąc się samochodów i ludzi. Każda ulica wyglądała tak samo. Bloki wyglądały na wysokie, przytłaczały moją małą postać. Widziałam to jako labirynt z wysokiego żywopłotu. A o świecie poza miastem kompletnie nie myślałam, było to dla mnie abstrakcją. Drogi poza Nysą? Niemożliwe!

Nadszedł dzień, w którym oswoiłam tę miejscowość. Pamiętam przez mgłę. Nastąpiło to z pierwszą wizytą na szczycie Wieży Ziębickiej. Przeżyłam podróż w czasie do zupełnie innego świata. W środku ciemność i dużo schodów, na górze widok, którego długo nie zapomnę. Kamienice miałam jak na dłoni, samochody nagle stały się małe jak mrówki. Zginął we mnie strach i przytłoczenie. Przerosłam miasto.

Zaczęłam zwracać uwagę na szczegóły, wcześniej ignorowane i bagatelizowane. Mój wzrok lądował na tabliczce z rokiem 1223, który uznałam za początek miejsca drogiego mojemu sercu. Zdobione kamienice nabrały znaczenia, dziwił mnie każdy element dekoracji. Piękna Studnia na początku ulicy Wrocławskiej zachwyciła swoją misternością i kunsztem. Codziennie przechodziłam obok arcydzieła barokowego kowalstwa i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy! Forty ukryte w parkach oraz przy poligonach poruszyły mnie tłem historycznym. Każda nowość w infrastrukturze przynosiła radość i pewność, że jak tak dalej pójdzie, to miasto zyska na urodzie.

Wraz z dorastaniem przyszło częstsze myślenie o przyszłości i możliwym wyjeździe w pogoni za marzeniami. Snucie planów o nauce, przedmiotach zdawanych na poziomie rozszerzonym, studiach oraz wyśnionej pracy. Wychodziłam i wciąż wychodzę daleko poza granice Nysy. Pomysłów wiele, a miejsc do ich realizacji jeszcze więcej. To szalenie oczywiste, że młodzież puszcza wodze fantazji. Jednak w głębi duszy urosła świadomość, że będę musiała opuścić ojczyznę, w której szczęśliwie się wychowałam. Jaką cenę należy zapłacić za spełnienie marzeń? Czy rzeczywiście można zostać w jednym mieście i w nim rozwinąć skrzydła?

Czy będzie to wtedy strach przed resztą świata? Zadawałam sobie te pytania bez końca. Szczerze mówiąc, nie ma ostatecznej, prawidłowej odpowiedzi. Życie pisze różne historie.

Pogrążona w desperacji chodziłam na długie spacery i dokładnie starałam się zapamiętać wszystko po kolei. Układ ulic, ważne miejsca, zabytki, sklepy, bloki oraz najważniejsze w całej Nysie – nasze mieszkanie na Królowej Jadwigi i widok z jego balkonu. Przestałam polegać na zdjęciach, bo one nie są w stanie oddać estetyki Domu Wagi Miejskiej, tych czerwonych drzwi, za którymi czeka niezliczona ilość książek.

W letni wieczór na balkonie można dużo zaobserwować. Dzieci wciąż hasające po podwórku, grupy znajomych śmiejących się na całego, pojedyncze osoby zmierzające wolniej lub szybciej w swoim kierunku.

W jeden z takich wieczorów stałam sama i z wysokości czwartego piętra oglądałam jak płynie życie mieszkańców. Słońce chyliło się ku zachodowi, malując niebo na złoto, wciąż pozostawiając sporo błękitu. Chmury płonęły, opowiadały swoje dziwne historie z pomocą kształtów. Jedne rozmazane, zupełnie jakby ktoś przeczesał je grzebieniem. Inne potężne, kłębiaste. Takich widoków się nie zapomina, niebo to najwspanialszy artysta. Właśnie ta sielska sceneria uświadomiła mi jak bardzo to miasto jest wyjątkowe w moich oczach. Bloki na tle nieba i rozmowy przechodniów.

Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego miejsca na przeżycie młodości oraz rozpoczęcie przygód z moim wiernym przyjacielem, wiecznym piórem. W spokojnym mieście z ciekawą historią i świetnymi ludźmi. W miejscu, na którego fundamentach zbudowałam swoją osobę. Nawet, gdy wyjadę daleko stąd, żeby podbić świat, jednej rzeczy będę pewna – nie ma bardziej zniewalającego nieba niż to, które rozpościera się nad Nysą.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej