Arogancja władzy- Jerzy Jachowicz

– Nie będę zeznawać przed żadną komisją. Ta komisja jest niekonstytucyjna. Mało, to jest bolszewicka komisja i dlatego nie mam zamiaru się przed nią stawić – mówi Hanna Gronkiewicz-Waltz, o swoim stosunku do komisji weryfikacyjnej, która będzie badać zgodność z prawem decyzji dotyczących reprywatyzacji nieruchomości w Warszawie.

Nie widzę drugiej tak negatywnej postaci w polskiej polityce, jaką jest Hanna Gronkiewicz-Waltz. Przynajmniej w ostatniej dekadzie. Innego polityka, który dokonałby tak olbrzymich szkód. Zarówno materialnych, szacowanych na setki milionów złotych, jak i w sferze życia społecznego. A nawet spustoszeń.

Widzę prezydent Warszawy, jak na demonstracjach KOD wbiega żwawo na trybunę, żeby powiedzieć, jak walczy o przestrzeganie w państwie praworządności, niszczonej przez PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Zaś wszystkie swoje siły, cała wiedzę i umiejętności oddaje na rzecz budowy demokratycznego, sprawiedliwego państwa.

Jakże ten obraz nieprzejednanego polityka, zagorzałego zwolennika prawa kontrastuje z postawą człowieka, który głoszone przez siebie hasła winien poświadczyć swoim postępowaniem. Skąd ta rozbieżność? I to u profesor prawa.

Rzeczywiście to sprzeczność. Ale pozorna. Bo dla osobowości Hanny Gronkiewicz to jest pełna harmonia. Komisja dopóty będzie konstytucyjna, dopóki nie będzie godziła w interes prezydent Warszawy. Wszystko jedno jaki – polityczny, materialny. Najłatwiej zawsze zasłonić się interesem politycznym.

Prawdą zresztą jest to, że od początku wybuchu afery reprywatyzacyjnej nikt nie stawiał Hannie Gronkiewicz-Waltz zarzutów o charakterze korupcyjnym, przestępczym. Przez cały rok, począwszy od lata 2016, większość komentatorów a także polityków innych niż PO ugrupowań twierdzi do dziś, że prezydent Warszawy kierująca ratuszem od ośmiu lat ponosi jedynie odpowiedzialność polityczną. Ten właśnie motyw polityczny obecna prezydent Warszawy wykorzystuje w nadmiarze. Od początku mówiła, że sprawa reprywatyzacji, którą rozpętały media, to sprawa Jarosława Kaczyńskiego, który używa tego jako politycznego pistoletu wymierzonego w nią. A przecież to nie Kaczyński i nie PiS zaczął publicznie ujawniać aferę, lecz „Gazeta Wyborcza”, której nie można podejrzewać o sympatie wobec PiS. Zarazem warto podkreślić, iż największą batalię przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz rozpoczął radny Warszawy, Jan Śpiewak, socjolog, prezes stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Zarzuty, jakie pojawiły się z jego strony, wyprzedzały tzw. aferę reprywatyzacyjną o trzy lata. Jak wiadomo, Gazeta Wyborcza nie jest medium sprzyjającym PiS-owi. Zarzut HGW o politycznym polowaniu na nią przez Jarosława Kaczyńskiego nie ma żadnych rzeczywistych podstaw. Odpowiedzialność HGW polega na tym, twierdzili wszyscy, że nie miała ona właściwego nadzoru nad działalnością swoich urzędników. Nie tłumaczy jej, że to nie ona badała dokumenty przygotowywane do zawierania umów reprywatyzacyjnych. Ona je podpisywała i w takim właśnie znaczeniu ponosi odpowiedzialność polityczną. Ciąży również nad nią to, że informacje mówiące o tym, że pewne grupy prawników, biznesmenów, deweloperów zajmują się stałym procederem przejmowania w Warszawie nieruchomości i czerpią z tego ogromne zyski. Wprawdzie nie funkcjonowało jeszcze w stosunku do tych grupy określenie mafia, ale same te interesy kryły w sobie nie tylko dużo wątpliwości, ale budziły podejrzenia i takie sygnały do Ratusza dochodziły. Hanna Gronkiewicz-Waltz albo to ignorowała, albo świadomie wstrzymywała się od jakichkolwiek interwencji, choć jako gospodarz miasta miała taki obowiązek. Na wielorakie sygnały była ślepa. Ze względu na olbrzymie przekręty, jakie zaczęły być ujawniane, zaczęto domagać się od HGW podania się do dymisji. W ruch pusczono mechanizmy partyjnej solidarności. Szefostwo Platformy stanęło murem za HGW. W jej obronie sięgnięto do wypróbowanych już argumentów mówiących, że jest to akcja polityczna wymierzona w całą partię, a wygodnym do tego obiektem stała się HGW i sprawa reprywatyzacji. Kiedy wreszcie już oficjalnie pojawił się epitet „mafia reprywatyzacyjna” i to nie wypowiedziany przez polityków PiS, lecz przez Marka Belkę, byłego premiera Polski, na powrót zaczął skwierczeć ogień dymisji pod stopami prezydent Warszawy. Aby ratować sytuację i nie dopuścić do przedwczesnych wyborów w Warszawie, PO zdecydowała się zwolnić dwóch zastępców Hanny Gronkiewicz-Waltz oraz całkowicie rozwiązać w Ratuszu wydział, zajmujący się sprawami reprywatyzacji. Drugim krokiem zmierzającym do uspokojenia wzburzonej w dużej części opinii publicznej była zapowiedź przeprowadzenia audytu w sprawach reprywatyzacji. Okazał się to jedynie doraźny ruch „marketingowy”. Minął rok i okazało się, że audytu nie będzie.

Z każdym upływającym miesiącem sytuacja Hanny Gronkiewicz-Waltz stawała się coraz trudniejsza, ponieważ okazało się, że razem z mężem jest również jednym z beneficjentów reprywatyzacji w Warszawie. Kilkakrotnie pisał o tym tygodnik „W Sieci”, przedstawiając kompromitujące jej męża sposoby, dzięki którym uzyskali ogromne mieszkanie w Warszawie w jednym z najbardziej atrakcyjnych miejsc Śródmieścia, słynny dom na ulicy Noakowskiego 16. Mogło ono zostać zdobyte z naruszeniem prawa – sugerował tygodnik.

Teraz, kiedy powstała komisją weryfikacyjna, odmowa zeznań HGW przypomina postawę, jaką w 2003 r. zaprezentował ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski wezwany do złożenia zeznań przed nadzwyczajną sejmową komisją ds. Rywina. Kwaśniewski odpowiedział wówczas, że nie będzie zeznawał przed komisją śledczą i dodał: „mogę się stawić, zaśpiewać i zatańczyć, tylko po co” – wyrażając tym samym całkowite lekceważenie tamtej komisji.

Groźba takich zachowań jak wtedy Kwaśniewskiego, a dziś HGW polega na tym, że na takie gesty pozwalają sobie czołowi politycy. Stawiają się ponad prawem. Okazują lekceważenie własnego państwa. Jest to sygnał, że nie wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Nie na darmo mówi się – przykład idzie z góry. Takie zachowanie to nic innego jak demoralizowanie społeczeństwa.

HGW świetnie wie, że jej postawa nie pociągnie za sobą żadnych poważnych konsekwencji. Komisja może co najwyżej ukarać HGW grzywną. Jeśli rzeczywiście komisja na to się zdecyduje, można być pewnym, że HGW będzie rozgłaszać, że z powodów politycznych jest nękana przez PiS. Komisja ma także uprawnienia do tego, aby siłą – przy pomocy policji – doprowadzić oporną na przesłuchanie. HGW tylko marzy o takim scenariuszu. Zdjęcia, kiedy prowadzona jest przez funkcjonariuszy w eskorcie na salę obrad komisji obiegłyby błyskawicznie cały świat. – To dowód prześladowań przez faszystowsko-terrorystyczny rząd PiS – brzmiałyby alarmistyczne podpisy pod zdjęciami. HGW zdaje sobie sprawę z tego, że nikt nie odważy się na taki krok, więc może komisji śmiać się w nos.

 

To prawda. Ale prawdą jest też to, czego być może HGW nie bierze pod uwagę – że jej zachowanie widzą miliony Polaków.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej