Lit – kluczowy surowiec samochodów elektrycznych- Adam Maksymowicz

Przedstawiony przez Ministerstwo Rozwoju w czerwcu 2016 roku dokument „Surowce dla przemysłu” na szóstym miejscu wśród kluczowych dla Polski surowców wymienia lit.

Zapotrzebowanie na ten pierwiastek stale wzrasta wraz z rozwojem produkcji samochodów elektrycznych.

Kierunek rozwoju motoryzacji

Pierwsze seryjne egzemplarze samochodów elektrycznych firmy Tesla ukazały się w 2003 roku w Stanach Zjednoczonych. Litowo-jonowe akumulatory zapewniają im jazdę na odległość do 400-500 km bez ładowania. Są one już sprzedawane w Polsce. Samochód elektryczny o podobnym zasięgu potrzebuje akumulatorów z zawartością ok. 6-7 kg litu.

Prototyp osobowy pokazała już FSO w Bielsku Białej. Elektryczny pojazd dostawczy z ładownością od 600 kg do 3,5 tony zamierza produkować „Ursus”. Jego prototyp został zaprezentowany w tym roku na wystawie w Hanowerze. Akumulatory będą zapewne przynajmniej dwukrotnie większe od tych w autach osobowych. Jedne i drugie po 2020 roku mają być produkowane w ilościach ponad 1000 egzemplarzy. Jest to rozwojowy kierunek motoryzacji na całym świecie. Niektóre kraje, jak Norwegia, już zapowiedziały, że od 2025 roku na jej terytorium będą mogły poruszać się tylko samochody elektryczne.

Dla polskiej produkcji samochodów osobowych (ok. 1000 sztuk) potrzeba będzie ok. 50 ton i dla samochodów dostawczych 100 ton litu. Producentów tego pierwiastka na świecie nie brakuje. Jednak z powodu dużego zapotrzebowania jego cena stale rośnie.

Dla zapowiadanej produkcji krajowej 1 miliona tych samochodów potrzeba będzie przynajmniej 45 000 ton LCE (węglanu litu). Ten produkt sprzedawany jest na międzynarodowym rynku w cenie ok. 20 tys. USD za tonę. Daje to rząd ok. 1 mld USD. Ponieważ nie mamy własnych złóż litu, będziemy musieli go importować. To może być trudne.

Po 2010 roku na czoło konsumpcji litu wysuwają się Indie – 7 mln ton, potem Chiny – 5 mln ton, Francja, W. Brytania, USA, Japonia i Niemcy potrzebują od 2,0 do 1,0 mln ton. Gdybyśmy chcieli produkować 10 mln samochodów elektrycznych o zasięgu przynajmniej 500 km (z pakietami 100 kWh), potrzebowaliśmy 110-50 tys. ton litu. Oznacza to, że jego produkcja tylko dla pojazdów elektrycznych będzie 4-5 razy większa od obecnej, zaspokajającej wszystkie potrzeby świata.

Nawet jeżeli ceny spadną, to jest wielce wątpliwe, aby obniżyły się one poniżej 10 000 USD za tonę. Prawdopodobnie długoletnie i nieustanne zapotrzebowanie na ten pierwiastek utrzyma jego wysoką cenę. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że zapowiadana era samochodów elektrycznych ma być znacznie dłuższa aniżeli spalinowych. W tej sytuacji lit z importu może być pierwiastkiem krytycznym dla rozwoju motoryzacji przynajmniej w Polsce. Na podany przez Ministerstwo Rozwoju sygnał o potrzebie znalezienia własnych złóż tego pierwiastka jak dotąd nikt nie odpowiedział.

Kto ma się zająć litem?

Od strony formalnej winno się zając tym Ministerstwo Środowiska. Ministerstwo to podjęło się ono koordynowania spraw surowcowych w całym kraju, a więc także Ministerstwo Rozwoju (MR) jest objęte tą koordynacją. Ze strony MŚ jest to już wystarczający w tej sprawie wysiłek. Zresztą, jeśli komuś jest potrzebny surowiec, musi się o niego postarać. Jeżeli nie potrafi, to musi zapewnić sobie dostawy z importu.

Jak wiadomo lit występuję powszechnie w solankach i litonośnych wodach termalnych, skąd jest na całym świecie odzyskiwany. Solanek w Polsce nie brakuje, jest ich kilkanaście. Złóż soli, z których można uzyskać solankę, też nie brakuje. Największe złoża soli zostały udostępnione robotami górniczymi w KGHM Polska Miedź S.A. Pobrane próby w 2008 roku z wód odwodnieniowych kopalni Sieroszowice wykazały zawartość 23,3 mg/l litu. To wody przemysłowe zmieszane ze ściekami, wodami technologicznymi i odwodnieniowymi. Jest wielce prawdopodobne, że solanka z tego złoża zawiera wielokrotnie więcej tego pierwiastka. Są to tylko przypuszczenia, które należałoby potwierdzić badaniami. Niestety, nikt tych badań nie wykonuje i chyba nie chce tego robić.

KGHM nie jest zainteresowany produkcją polskich samochodów elektrycznych, więc podobnie jak MŚ pozostawia temat ten zainteresowanemu MR. Jeżeli to ministerstwo pozostaje bierne, trzeba zdać się na import. Jest to sytuacja paradoksalna. Możemy mieć cenny i drogi metal niezbędny do rozwoju naszej gospodarki, ale ministerialne nieporozumienia uniemożliwiają jakiekolwiek działanie w tej sprawie.

Ile jest litu?

Biorąc pod uwagę wspomnianą zawartość 23,3 mg/l litu w wodzie kopalnianej, to w jednym metrze sześciennym tej wody jest go 1000 razy więcej, czyli 23300 mg, to jest 233 g. Cena czystego litu wynosi ok. 280 USD za kilogram. Byłaby to wartość ok. 90 USD. Tyle odprowadza się do ścieków. Specjalnie sporządzona solanka mogłaby zawierać kilkakrotnie większe stężenie tego pierwiastka. Potrzebne są jednak konkretne badania, a nie tylko domysły. Niestety, nikt na razie tych badań nie chce ani zlecać, ani wykonywać. Jest to tym bardziej interesująca sprawa, że złoża soli udostępnione i eksploatowane przez KGHM liczone są w miliardach ton.

Firma ta ma koncesję na eksploatację złoża soli potasowej w rejonie Zatoki Puckiej o zasobach 0,5 mld ton. Tam też nie wykonano żadnych badań na zawartość litu. Przy pozytywnym wyniku badań i testów mogłoby się okazać, że jesteśmy konkurencją dla czołowych producentów tego pierwiastka na świecie, jak: Australia 13 tys. ton czy Chile 12 900 ton. Wartość tej produkcji wynosi ok. 3,6 mld USD. Jest to suma porównywalna, a może nawet wyższa od produkcji miedzi złota i srebra w KGHM razem wziętych.

Produkcję w tych krajach osiągnięto ze złóż solankowych. Przynajmniej z tych powodów warto się zainteresować występowaniem litu w polskich solankach i złożach soli kamiennej. Na razie nic nie zapowiada żadnych zmian w polskim wymiarze poszukiwania litu. Będąca w trudnej sytuacji miedziowa spółka KGHM zapowiedziała, że nie podejmie żadnych innych działań poza już prowadzonym wydobyciem rud miedzi w kraju i za granicą. Trzeba przekonać jej szefów, że warto przynajmniej wykonać podstawowe badania. Ich koszt nie byłby wiele większy od zagranicznych podróży licznych jej przedstawicieli do Chile, gdzie znajduje się kopalnia Sierra Gorda, przyprawiająca o ból głowy wszystkich odpowiedzialnych za jej opłacalność.

Złota żyła

Rynek samochodów elektrycznych wydaje się być złotą żyłą. Kto teraz do niego przystąpi, ma szansę na dochody liczone przynajmniej na kolejne 100 lat. Ilość sprzedanych aut elektrycznych wzrasta. Sama Europa w marcu 2017 odnotowała ich sprzedaż w ilości 29 tys. samochodów.

Jednocześnie trwają intensywne prace nad unowocześnieniem tej wersji samochodu i stworzeniem nowej generacji – samochodu autonomicznego. Ma być to pojazd całkowicie zautomatyzowany i kierowany przez komputer sprzężony z czujnikami przekazującymi wszystkie możliwe sygnały potrzebne do jego bezpiecznej jazdy.

Pierwsze egzemplarze prototypów tego samochodu bez kierowcy, pedałów i kierownicy wyjechały już na szosy USA i Korei Południowej. Upłynie jednak jeszcze co najmniej dziesięć lat, zanim wejdą one do powszechnego użytku. Dlatego warto walczyć o ten rynek, bo bardzo długo będzie przynosił on dochody.

Będzie to też rynek akumulatorów litowo-jonowych, który będzie się stale powiększał. Dlatego trzeba zaapelować do ministrów rządu RP, aby jak najszybciej podjęli stosowne decyzje.

 

Trzeba przekonać prezesów i dyrektorów KGHM, aby obok miedzi zauważyli też sól i zawarty w niej lit, który może im przynieść równie duże i stabilne dochody.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej