Kto był Kramerem w Banku Staropolskim?- Paweł Pietkun

Upadek Banku Staropolskiego zmienił kształt polskiej bankowości. Przyczynił się do zmian w zasadach działania Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i nadzoru nad bankami. Sprawił w końcu, że poszkodowani przez bank i kolejne zarządy instytucji zrzeszyli się w kilkanaście stowarzyszeń liczących wciąż ponad… 40 tys. osób. A w jednym z nich był sam prezes tego banku.

W historii upadku Banku Staropolskiego kryje się wszystko: zuchwałe kradzieże, wrogie przejęcia, wątpliwej jakości fundusze, politycy, służby specjalne, prywatna telewizja – jedna z największych w Polsce – oraz nieudane samobójstwo prezesa banku. Akt oskarżenia przygotowany dziesięć lat temu przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego przeciwko członkom rady nadzorczej i zarządu mówił o celowym narażeniu banku na szkodę w wysokości 560 mln złotych, zaś na liście zarzutów było także „zachwianie systemu finansowego państwa”. Niektórzy z oskarżonych, gdyby zostali skazani wówczas, dzisiaj wychodziliby na wolność. Inni kończyliby wyroki dopiero za 15 lat. Sęk w tym, że nie siedzą. I nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić.

Finansowa piramida

Prokuratorzy specjalizujący się w sprawach gospodarczych przyznają gremialnie, że od samego początku – przełomu PRL i wolnej Rzeczpospolitej – bank był niczym więcej, niż działającą w majestacie prawa piramidą finansową, opartą o znany ekonomistom i bankowcom schemat Ponziego, pierwszego oszusta nowożytności, który odkrył, że można spłacać kredyty zaciągane u jednych klientów wpłatami klientów następnych. Można tak robić przez wiele lat – do czasu, aż kolejni klienci nie dadzą się nabrać. Wtedy piramida rozsypuje się, a bank nie ma pieniędzy, żeby wypłacić obiecane pieniądze. Wówczas 90 proc. klientów traci oszczędności swojego życia, a dobrze wychodzi na tym wyłącznie szczyt piramidy finansowej, czyli zarząd banku i jego organy nadzorcze.

To, że Bank Staropolski działał w oparciu o schemat Ponziego przez tak wiele lat, może zaskakiwać. Ale wyłącznie do momentu, w którym przyjrzymy się nazwiskom ludzi w taki, czy inny sposób z bankiem powiązanych.

Milenijny upadek

W przeddzień ogłoszenia upadłości, które miało miejsce 13 stycznia 2000 r., bank miał lukę w bilansie w wysokości ponad 473 mln zł i wynikała ona z przepływów kapitału między Bankiem Staropolskim a niewielkim bankiem w Charkowie na Ukrainie, którego wypłacalność gwarantował mało znaczący ukraiński Bank Rolny.

Upadłość Banku Staropolskiego pociągnęła za sobą plajty należących do grupy kapitałowej Staropolskiego Domu Maklerskiego, Giełdy Poznańskiej SA oraz fabryki spirytusu Bio-Win.

Piotr Bykowski, prezes Staropolskiego do dzisiaj przekonuje, że ogłoszenie upadłości Banku Staropolskiego było wyreżyserowane przez Zygmunta Solorza-Żaka, który chciał przejąć Invest Bank. Zdaniem popierających Bykowskiego byłych pracowników Banku Staropolskiego (do dzisiaj oskarżonych) przy akceptacji NBP, władzę w Banku Staropolskim 1 października 1999 r. przejął zarząd rekomendowany przez Grupę Polsat i to on doprowadził do upadłości. Czyli, że winę za załamanie się piramidy finansowej ponosi nie kto inny, a Zygmunt Solorz-Żak. Dlaczego?

Na podstawie uchwały zarządu Banku Staropolskiego bank przejął kontrolę kapitałową w Funduszu Kapitałowym Polska-Ukraina oraz w Invest-Banku S.A. Jednak zamiast sporządzenia skonsolidowanego bilansu dla całej grupy kapitałowej (razem ze spółkami, w których BS miał swoje udziały) kontrolowany przez właściciela TV Polsat zarząd banku wystąpił do Komisji Nadzoru Bankowego o przeprowadzenie jednostkowego badania sprawozdania finansowego banku, co znacznie obniżyło jego wartość. Zdaniem Piotra Bykowskiego, byłego szefa banku, a później również rady nadzorczej, upadłość banku nie wynikała z nieprawidłowości w zarządzaniu czy utraty płynności finansowej, lecz w związku z zagarnięciem przez Zygmunta Solorza-Żaka Invest Banku i „doprowadzenia do wyreżyserowanego upadku Banku Staropolskiego”.

Bykowski przez wiele lat przekonywał, ze inspektor Nadzoru Bankowego, badając jedynie sprawozdanie finansowe Banku Staropolskiego, miał ograniczoną możliwość poznania pełnego wpływu transakcji pomiędzy podmiotami powiązanymi na obraz sytuacji finansowej samego banku. Akta głównej sprawy sądowej w sprawie banku miały ponad 100 tomów, choć sam 300-stronicowy akt oskarżenia dotyczył jedynie jedenastu osób (obejmował również zachwianie systemem finansowym państwa).

Zajęte weksle

Sprawa Banku Staropolskiego do dzisiaj spędza sen z oczu 40 tys. klientów banku, którzy nie odzyskali swoich wierzytelności. Współpracujący z nimi zespół prawników i ekspertów nieraz przekazywał Leszkowi Balcerowiczowi, wicepremierowi i ministrowi finansów „Raport w sprawie zobowiązań wekslowych Invest-Banku”. Według stowarzyszeń osób poszkodowanych przez Bank Staropolski, analiza dokumentów z ostatnich miesięcy działalności obu instytucji finansowych pozwoliła na określenie zobowiązań, jakie wzajemnie wobec siebie zaciągnęły podmioty działające w ramach wieloletniego programu inwestycyjnego, realizowanego z udziałem obu banków. Uczestnicy tej transakcji, związani umowami z Konsorcjum Doręczeniowo-Gwarancyjnym Pro-Eksport, wytworzyli również wzajemne zabezpieczenia przed ryzykiem, jakie mogło wyniknąć np. w związku z wycofaniem się któregoś z nich z uczestnictwa w systemie. Zdaniem autorów raportu to wskazane przez Solorza-Żaka władze Invest-Banku doprowadziły „do wycofania się banku z wieloletniego programu inwestycyjnego, a także do zerwania przez bank wszystkich najistotniejszych związków gospodarczych”.

Czy rzeczywiście tłem dla upadku banku były decyzje Zygmunta Solorza-Żaka, jednego z najbogatszych ludzi w Polsce? Zygmunt Krok, bo tak nazywał się na początku polski biznesmen (nazwiska zmieniał razem z kolejnymi żonami – obecne ma po dwóch ostatnich), sprowadzał z Niemiec używane samochody. Na początku lat 90. rozpoczął inwestycje w media. Najpierw kupił „Kuriera Polskiego”, potem inwestował w telewizję Polsat i wykupił udziały w stacjach regionalnych TV Odra oraz kilku sieciach kablowych. Pośrednio był również właścicielem Banku Staropolskiego i Invest-Banku.

Piotr Bykowski, były szef rady nadzorczej Banku Staropolskiego, który próbował w trakcie jednego z procesów popełnić samobójstwo, starał się przejąć Invest-Bank od Solorza-Żaka poprzez stowarzyszenia i zespoły stowarzyszeń osób i instytucji poszkodowanych przez Bank Staropolski oraz Zygmunta Solorza-Żaka. Choć nie mógł bezpośrednio przejąć kontroli nad Invest-Bankiem dzięki stowarzyszeniom, które posiadały weksle gwarantowane przez ten bank, mógł starać się zamienić je na akcje banku. Wówczas większościowe udziały Solorza-Żaka i Grupy Polsat w instytucji finansowej spadłyby do kilku procent, zaś Bykowski wróciłby do polskiej bankowości. Ten plan, ostatni wielki plan Bykowskiego, nie wypalił.

Polityka, biznes i upadki

Który z dwóch tuzów polskiego biznesu przełomu wieków odpowiada za upadek banku? Wyjaśnić miała to „Biała księga” przygotowana przez jedno ze stowarzyszeń (o nazwie Zespół Stowarzyszeń Poszkodowanych przez Zygmunta Solorza-Żaka). Znaleźć w niej można informacje o tym, że winę za bankructwo ponoszą: właściciel Polsatu, Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz podlegli im ludzie. Jaka była rola prezydent Warszawy?

Gronkiewicz-Waltz w czasach upadku banku była szefową Narodowego Banku Polskiego i kontrolowała pracę nadzoru bankowego w Polsce. Nadzoru, który Bank Staropolski raz na zawsze zamknął – choć zrobił to w takim momencie, że swoje zyski z działalności banku zdążył wyprowadzić właśnie szef Grupy Polsat.

Bykowski, persona non grata na finansowych salonach Warszawy, przez wiele lat próbował powrócić do biznesu. Założył Fundusz Pożyczkowy Karbona, powiązany z Fundacją Rozwoju Samorządowych Funduszy Pożyczkowych. Ta mało znana fundacja nie była jednak obca polskim politykom – jej fundatorami są bowiem Waldemar Pawlak (był pierwszym prezesem funduszu) i prezes Polskiego Związku Rzemiosła, Jerzy Bartnik (jednocześnie przewodniczący RN Karbony). Fundusz pożyczkowy miał – jak zapewniał Bykowski – zrewolucjonizować polski rynek pożyczkowy, choć zajmował się głównie szkoleniem osób i wątpliwymi operacjami wekslowymi.

 

Waldemar Pawlak, jeszcze jako prezes funduszu, występował do Międzynarodowej Korporacji Gwarancyjnej (w pierwszej dekadzie lat 2000 – spółki Skarbu Państwa) z żądaniem wykupu weksli Funduszu o łącznej wartości 100 mln złotych. Były to weksle Invest-Banku oraz Banku Staropolskiego.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej