SMUTNY PRZYPADEK KOROZJI LEGENDY

FRASYNIUK – SMUTNY PRZYPADEK KOROZJI LEGENDY- Jerzy Jachowicz Obecność Władysława Frasyniuka podczas ostatniej czerwcowej kontrmanifestacji na Krakowskim Przedmieściu, mającej na celu rozbicie miesięcznicy smoleńskiej, nadaje nową jakość walki z PiS.

FRASYNIUK – SMUTNY PRZYPADEK KOROZJI LEGENDY- Jerzy Jachowicz

Obecność Władysława Frasyniuka podczas ostatniej czerwcowej kontrmanifestacji na Krakowskim Przedmieściu, mającej na celu rozbicie miesięcznicy smoleńskiej, nadaje nową jakość walki z PiS.

Do tej pory żaden ze znanych działaczy podziemnej Solidarności z lat 80, mający za sobą legendarną kartę walki z komunizmem, nie wystąpił z taką agresją przeciwko obecnej władzy. Zaangażowanie się Frasyniuka w brutalną formę protestu, jaką stanowi fizyczny opór, sprawia, że staje się on zachętą dla wielu innych dawnych działaczy Solidarności, by dołączyć do agresywnej i krzykliwej gromady rozbijackich polityków ulicznych.

Władysław Frasyniuk w ciągu jednego dnia, głównie dzięki lewackim stacjom telewizyjnym i radiowym, które nadały rozgłos jego udziałowi w „zadymie” na Krakowskim Przedmieściu, stał się medialną gwiazdą. Protest, mający charakter walki z „despotyzmem” Jarosława Kaczyńskiego, sprawił, że nagle zaczęła o nim mówić cała Polska.

Nikogo nie zaskoczył

Dla wielu być może jego aktywność na Krakowskim Przedmieściu, była niespodzianką. Jednak ci, którzy od lat obserwują działalność polityczną dawnego lidera dolnośląskiej opozycji z okresu stanu wojennego, jego dzisiejsza postawa nie jest zaskoczeniem. Frasyniuk był jednym z uczestników umów okrągłostołowych i od tamtego czasu pozostał wierny zapadłym wtedy ustaleniom. Wielokrotnie podkreślał swoje uznanie dla generała Wojciecha Jaruzelskiego jako człowieka, który w pokojowy sposób potrafił przekazać władzę w ręce Solidarności. Jego zachwyt nad Jaruzelskim posunął się tak daleko, że proponował stawianie pomników generałowi.

Od początku swojej drogi politycznej w wolnej Polsce – czyli od przełomu lat 80. i 90. związany był z lewicą – m.in. przez Unię Wolności oraz Partię Demokratyczną, której dawni solidarnościowcy zawarli mariaż z dawnymi postkomunistami. Już oficjalnie.

W połowie lat 90. zaprzestał aktywnej działalności politycznej, uaktywnij się jednak po zdobyciu władzy przez PiS jako zdecydowany jej przeciwnik. Blisko pół roku temu bronił Józefa Piniora, twierdząc że jest człowiekiem niewinnym, że stał się ofiarą brudnej manipulacji prokuratury. Jego obrona oparta była nie tyle na znajomości materiału dowodowego w sprawie i jego ewentualnej słabości, lecz na założeniu, że PiS mści się na swoich przeciwnikach, a za takiego uważany mógł być Pinior, jako europoseł z list Platformy Obywatelskiej.

Niczym nie uzasadniona agresja

Nigdy jednak wcześniej nie formułował tak ostrych słów jak po ostatnich wydarzeniach w Warszawie. Najpierw można było obejrzeć wraz z milionami widzów, jak opierającego się Frasyniuka policjanci próbują podnieść z ziemi, a następnie na własnych na rękach wynoszą go na bok. Następnego dnia policja podała komunikat, że po wylegitymowaniu dawnego opozycjonisty puściła go wolno. Zapowiedziała też, że być może zdecyduje się na postawienie mu zarzutu za „napaść” na funkcjonariusza.

Z kolei kilka dni później Frasyniuk oznajmił, że bierze pod uwagę możliwość oskarżenia policji o bezprawne działania wobec niego i innych osób blokujących przejście Marszowi Pamięci, czyli grupie osób, uczestniczących w uczczeniu żałoby po ofiarach smoleńskich.

Jeszcze na Krakowskim Przedmieściu Frasyniuk wykrzykiwał pod adresem Jarosława Kaczyńskiego: „Jarek, szczujesz ludzi na ludzi. Nie darujemy ci tego! Plujesz w twarz swojemu bratu”.

Niezależnie od motywacji politycznych, które przywiodły Frasyniuka na Krakowskie Przedmieście 10 czerwca, dodatkowym motywem była jego bliska znajomość z obecnym liderem stowarzyszenia „Obywatele RP” Pawłem Kasprzakiem. Ten nowy watażka poznany z fizjonomii dzięki awanturom, jakie od ponad trzech miesięcy urządza pod Pałacem Prezydenckim, ma za sobą przeszłość opozycyjną w czasach PRL. Demonstracje pod jego przywództwem są ciągiem prowokacji, jakie organizuje w każdą kolejną miesięcznicę. Jest człowiekiem związanym z Władysławem Frasyniukiem, co najmniej od końca lat 80.

Zagadką jest to, że po ćwierćwieczu nieobecności politycznej uaktywnił się nagle ponad rok temu. Podobną rolę jak dziś próbował odgrywać przed ostatnim Świętem Niepodległości, w listopadzie 2016 r. Wtedy również jego expose jako przywódcy kilkunastoosobowej grupki było na wskroś konfrontacyjne. Już wówczas, tak jak dziś, przemawiając przez tubę czy mikrofon, usiłował sprowokować drugą stronę do agresji. Sam starał się przybrać postawę człowieka spokojnego, domagającego się jedynie zrealizowania jego praw. Robił to jednak z pełną premedytacją w taki sposób, aby stać się ofiarą agresji przeciwników, których, zanim zrobią pierwszy krok, ubiera w mundury faszystów.

Przypomnę jego przemówienie przed Świętem Niepodległości: – „Prosimy policjantów, którzy będą pełnili służbę podczas naszych demonstracji, o przyjęcie wyrazów ubolewania. Wiemy, że to na was w pierwszej kolejności spadnie agresja bandyckich grup narodowców. Próbowaliśmy temu zapobiec. Wystawiono bandytom i nas, i was.”

Jeszcze bardziej cyniczne były słowa, które zawarł w odezwie do organizatorów Marszu Niepodległości: – „Najpierw więc do was, bandyci, niosący w pochodach faszystowskie znaki i napis «śmierć wrogom Ojczyzny». Podłe i tchórzliwe z was bydlęta. Jesteście nie tylko głupi i wstrętni, ale przede wszystkim tchórzliwi.”

Agenci wpływu?

Przywódca obywateli RP jest na tyle przebiegły, by wiedzieć, że takich zwrotów nie może używać dziś na Krakowskim Przedmieściu. Posługuje się więc nieco innym językiem, ale tak jak i wcześniej – dąży do zwarcia przez prowokację. Takiego właśnie użył języka w najnowszej odezwie przed 10 czerwca: – „My sprzed oczu prezesa Kaczyńskiego, członków jego marionetkowego rządu i tłumu oczadziałych smoleńskich wyznawców, nie zamierzamy zniknąć. Dawno temu zapowiedzieliśmy odmowę posłuszeństwa bandyckiemu prawu oraz Państwu, które je ustanawia”.

Nie przesądzam, ani nie oskarżam Pawła Kasprzaka, że jest agentem wpływu tajnych służb rosyjskich. Choć sposób jego działania i fakt, że nagle po latach milczenia reaktywował działalność polityczną, może nasuwać różne podejrzenia. Czy to nie przypadek, że akurat po dojściu PiS do władzy nagle na powierzchnię wychodzą takie postaci jak blisko dwa lata temu Mateusz Kijowski, a dziś nowy lider „demokracji” Paweł Kasprzak? Obecna opozycja drwiła sobie z sugestii, jaką w czasie ostatniej miesięcznicy wysunął Jarosław Kaczyński mówiąc, że być może napięcia i awantury, jakie właśnie się toczą, mają swoją przyczynę w aktywności rosyjskich agentów wpływu. Niektórzy politycy opozycji, próbując wykazać absurdalność takich podejrzeń, kpili sobie, że to pewnie Władysława Frasyniuka miał na myśli.

W obecnej sytuacji, kiedy pośród krajów środkowej Europy Polska staje się głównym państwem, będącym w bliskich relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, Rosjanie ze zdwojoną energią będą dążyli do wzniecania napięć w kraju, zarówno w polityce zagranicznej, jak i w sprawach wewnętrznych. Jest też jasne, że nigdy nie będą tego robili w sposób jawny. Zawsze się znajdą użyteczni idioci, którzy nie zdają sobie nawet sprawy, jaką rolę spełniają. Nie braknie też takich, dla których wszystkim jest mamona.

Na miejsce Mateusza Kijowskiego i jego zdychającego KOD trzeba było szybko powołać nowy twór – Obywateli RP pod przywództwem Pawła Kasprzaka. Tylko czemu z taka werwą i oddaniem wspiera obydwu Władysław Frasyniuk? 

(Facebook.com, Fot: Viedo-Kod)
 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej