Sąd Najwyższy na tropie

Sąd Najwyższy ogłosił, że prezydent Andrzej Duda nie miał prawa zastosować prawa łaski w stosunku do Mariusza Kamińskiego i trzech innych funkcjonariuszy CBA, którzy w 2006 i 2007 roku nadzorowali operację zebrania dowodów w sprawie drastycznego przypadku korupcji (walizka z pieniędzmi dla Andrzeja Leppera) w Ministerstwie Rolnictwa.

Sąd Najwyższy na tropie Mariusza Kamińskiego- Waldemar Maszenda

Sąd Najwyższy ogłosił, że prezydent Andrzej Duda nie miał prawa zastosować prawa łaski w stosunku do Mariusza Kamińskiego i trzech innych funkcjonariuszy CBA, którzy w 2006 i 2007 roku nadzorowali operację zebrania dowodów w sprawie drastycznego przypadku korupcji (walizka z pieniędzmi dla Andrzeja Leppera) w Ministerstwie Rolnictwa.

Chodziło o rzekome przekroczenie uprawnień podczas operacji CBA w 2006 roku w sprawie łapówki za odrolnienie ziemi, do czego CBA wykorzystało od dawna istniejący w prawie polskim mechanizm zakupu kontrolowanego przyjęcia lub wręczenia korzyści majątkowej, („łapówki kontrolowanej”). Podjęcie działań, o których mowa w art. 19a ust. 1 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji (przepisy dla CBA są podobne) musi poprzedzać uzyskanie nie jakichkolwiek, ale zdecydowanie wiarygodnych informacji o przestępstwie. Dopiero takie informacje, w połączeniu ze zgodą prokuratury i sądu, upoważniają do inicjowania sposobu wykrycia sprawców poprzez wręczenie korzyści majątkowej, by w ten sposób uzyskać dowody przestępstwa dla sądu.

Jak doszło do uchwały Sądu Najwyższego, wydanego w składzie siedmioosobowym? Trzech sędziów Sądu Najwyższego zadało takie pytanie SN, który następnie wydał uchwałę, pisząc w niej o niedopuszczalności indywidualnej abolicji na podstawie art. 139 konstytucji. A w uzasadnieniu, że przez 95 lat obowiązywania polskiej konstytucji prawo łaski było to: „Generalnie rozumiane jako indywidualny akt głowy państwa, który winien mieć zastosowanie tylko wobec osoby prawomocnie skazanej, i że zastosowanie prawa łaski przed datą prawomocności wyroku nie wywołuje skutków procesowych”.

Niestety, Sąd Najwyższy minął się z prawdą, w tym przypadku doktryną prawną, choć trudno uznać, że o niej nie wiedział. Większość prawników akademickich, w tym autorzy najbardziej znanych podręczników, zawsze uważali za jak najbardziej możliwe ułaskawienie (indywidualną abolicję) przez prezydenta na podstawie art. 139 Konstytucji i to na każdym etapie postępowania sądowego i śledztwa. Co prawda niektórzy z nich natychmiast odcięli się od siebie samych i swych własnych poglądów, już przecież dawno wydrukowanych, więc należy domniemywać, że przy prezydencie z innego obozu politycznego znów zmieniliby zdanie ― na poprzednie.

Sad Najwyższy kontra Konstytucja

Jeśli komuś kojarzy się to z książką Władimira Bukowskiego „Pacyfiści kontra pokój”, w zasadzie jest na dobrym tropie. Art. 139 konstytucji jest krótki i jednoznaczny, nie odsyła do innych aktów prawnych: „Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu”. W tym przypadku jedynym ograniczaniem prezydenta jest, jak widać, skazanie przez Trybunał Stanu.

Tekst dobrze jest czytać w takim duchu, w jakim został on napisany. Konstytucja umożliwia stosowanie jej artykułów bezpośrednio, o ile nie odsyłają one do ustaw. Może niektórzy czytelnicy pamiętają, że poprzedni prezes TK, prof. Andrzej Rzepliński, zamierzał stosować Konstytucję bezpośrednio ― w części dotyczącej Trybunału Konstytucyjnego ― aby pominąć przepisy ustawy o TK przyjęte przez Sejm bieżącej kadencji. Okazało się to niemożliwe właśnie z tego powodu, że Konstytucja przy regulacji pracy TK odsyła do ustawy.

W tym przypadku jest inaczej, art. 139 do ustawy nie odsyła, więc jak najbardziej nadaje się do bezpośredniego zastosowania. Należy więc zadać pytanie, jaki cel miała uchwała Sądu Najwyższego? Bo oficjalnie to chyba umożliwić wymiarowi sprawiedliwości osądzenie obywatela Mariusza Kamińskiego. Zauważmy, że przez 10 lat wymiar sprawiedliwości nie tylko tego nie zrobił, ale kompromitował się i to wielokrotnie.

Natomiast prezydent Andrzej Duda chciał oszczędzić wymiarowi sprawiedliwości dalszego kompromitowania się, co niestety nie zostało przez wielu zainteresowanych docenione. A przecież Konstytucja mówi także, że obywatel ma prawo do sądu i to w wymiarze ludzkim, tu i teraz, a nie historycznym lub eschatologicznym. Czy, pomijając kwestie merytoryczne (o czym niżej), nieosądzenie Kamińskiego przez 8 lat (teraz już 10) nie jest wystarczającą kompromitacją wymiaru sprawiedliwości? I co jest ważniejsze, Konstytucja RP czy uchwała SN podważająca dość powszechne rozumienie uprawnień prezydenta?

Wydając uchwałę, SN zaprezentował swoje rozumienie ustawy zasadniczej, ale należy pamiętać, że w polskim systemie prawnym nikt nie ma uprawnień do obowiązującej wykładni konstytucji. Nawet TK, który jedynie bada zgodność aktów normatywnych z ustawą zasadniczą (zgodny – niezgodny). Jego wyroki drukowane są w dzienniku urzędowym, ale tylko sama sentencja, bez uzasadnień, by nie tworzyć precedensu w odniesieniu do obowiązującej wykładni Konstytucji RP w przyszłości. Natomiast Prezydent RP jest przedstawicielem władzy wykonawczej i zgodnie z artykułem 126 Konstytucji RP czuwa nad jej przestrzeganiem. Dodajmy, że w trójpodziale władz żadna z nich nie może wywierać nacisku na pozostałe, o czym SN najwyraźniej zapomniał.

Sąd Najwyższy kontra logika

Sąd Najwyższy w oficjalnym uzasadnieniu napisał, cytat za PAP: „Nikt, żaden organ władzy publicznej, w tym i prezydent RP nie może zastąpić sądów w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości, bo nie pozwala na to Konstytucja”. To zaskakujące zdanie, wskazujące na refleksy myślenia przedlogicznego, ma uzasadnić zdumiewającą tezę SN, z której wynika, że prezydent Andrzej Duda nie miał prawa zastosować indywidualnego prawa łaski wobec Mariusza Kamińskiego, bo ingerowałby w proces wymierzania sprawiedliwości. Przecież zastosowanie przewidzianego w Konstytucji aktu łaski co do swej istoty nie zastępuje wymiaru sprawiedliwości i weń nie ingeruje, ono wyłącza oskarżonego z jego jurysdykcji. To są dwie różne rzeczy, osądzanie (nawet i uniewinnienie) i wyłączenie z osądzania.

Ale SN nadal swoje: „Nie można zatem zgodzić się z tezą, że prawo łaski w formie abolicji indywidualnej nie wkracza w dziedzinę kompetencji organów wymiaru sprawiedliwości”. Sąd Najwyższy raczył zapomnieć, że można być ułaskawionym indywidualnie po prawomocnym skazaniu, na podstawie kodeksu postępowania karnego. Ułaskawienie następuje na wniosek oskarżonego, prokuratora generalnego lub prezydenta, ale decyzja zawsze podejmowana jest przez głowę państwa. Czy należy teraz oczekiwać kolejnej uchwały SN negującej uprawnienia prezydenta do ułaskawienia wynikającej z k.p.k? A przecież takie ułaskawienie to ― gdyby przyjąć sposób myślenia Sądu Najwyższego ― także „wkraczanie w kompetencję organów wymiaru sprawiedliwości”, bo przecież tylko one mogą podsądnego uniewinnić.

Dodajmy tu dla porządku, że uprawnienia Prezydenta RP nie są niczym osobliwym i rzadkim tylko powszechnym w różnych państwach. To tradycja wywodząca się z uprawnień królów, ziemskich pomazańców Bożych do stosowania aktów łaski, czyli wyłączania ich z ludzkiej sprawiedliwości, podobnie jak Bóg może przebaczać nawet największym grzesznikom. Już w starożytności istniało zwyczajowe prawo dla przestępców szukających schronienia (azylu) w świątyniach, później kościołach chrześcijańskich, choć w IV wieku, jak pisze św. Augustyn, bywało ono nadużywane. Obecnie w większości państw świata zachodniego istnieje prawo abolicji indywidualnej podobnie do przewidzianego w Konstytucji RP i możliwe do zastosowania na każdym etapie śledztwa, w wielu przypadkach także przed jego rozpoczęciem.

Sąd Najwyższy kontra sprawiedliwość

Kiedy w lipcu 2007 upadł rząd PiS, a kilka miesięcy później władzę objęła koalicja PO-PSL, Mariusz Kamiński z woli premiera Tuska nadal kierował CBA. Tusk, najwyraźniej nie miał złudzeń co do swoich partyjnych kolegów, więc zatrzymał na czele CBA Kamińskiego, by ich trzymał w ryzach. Nic dziwnego, że „apolitycznemu” wymiarowi sprawiedliwości czasów PO, nie przychodziło wówczas do głowy ścigać Kamińskiego, zwłaszcza że operacja CBA przeciw łapówkarzom z Ministerstwa Rolnictwa w 2006 r. była jak najbardziej legalna. Biuro miało wszelkie zgody prokuratorów i sędziów do podjęcia tzw. operacji specjalnej.

Przez cały rok 2008 Kamiński kieruje CBA, a prokuratura nadal nic do niego nie ma. Wszystko zmieniło się w 2009 roku. 1 października 2009 prasa publikuje informacje o aferze hazardowej, która uderza w czołowych polityków PO, a Tusk, chcąc ją wyciszyć, popada w konflikt z Kamińskim, który jest innego zdania i materiały śledztwa przesyła do prokuratury. Tydzień później, 6 października 2009, Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie przedstawiła Kamińskiemu zarzuty, m.in. przekroczenia uprawnień w 2006 i 2007 roku. 13 października 2009 Donald Tusk usuwa Kamińskiego z CBA i następnie przez kilka lat odwiedza on różne prokuratury, głównie w Rzeszowie, ale w czerwcu 2012 jego sprawa zostaje umorzona z powodu braku znamion przestępstwa. Tylko na pół roku, bo już w grudniu 2012 zostaje wznowiona.

W czasie prac komisji śledczej w sprawie afery hazardowej ujawniono, że decyzje o zarzutach dla Kamińskiego podjęto w gronie prokuratorów: Edward Zalewski, zastępca Prokuratora Generalnego (w latach 80. był członkiem PZPR), Anna Habało (później wydalona z prokuratury i aresztowana w sprawie afery podkarpackiej) oraz Bogusław Olewiński (według akt IPN w czasach PRL był tajnym współpracownikiem SB). Niektórzy inni prokuratorzy skarżyli się na naciski polityczne w sprawie Kamińskiego.

W marcu 2015 Mariusz Kamiński został przez sąd pierwszej instancji uznany za winnego przekroczenia uprawnień i skazany na 3 lata pozbawienia wolności, choć prokuratur Bogusław Olewiński żądał kary 1 roku w zawieszeniu. Skazany został za przekroczenie uprawnień przez skład sędziowski pod przewodnictwem Wojciecha Łączewskiego, który uznał, że informacje CBA o gotowości przyjęcia łapówki za odrolnienie ziemi przez współpracowników Andrzeja Leppera nie były dla niego przekonujące, mimo że prokuratorzy i sędziowie z sądu okręgowego w Warszawie (nawet nie zostali przesłuchani) uważali w 2006 roku zupełnie inaczej. A to oni wydali w 2006 roku zezwolenie na akcję specjalną CBA na podstawie informacji operacyjnych.

Miesiąc po skazaniu Kamińskiego sędzia Łączewski otrzymał nagrodę „Złoty Paragraf”. W uzasadnieniu nagrody przyznawanej przez Prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf napisano, że nagroda jest „za bezkompromisowość, odwagę i brak koniunkturalizmu”. Wyrok na Kamińskiego w pierwszej instancji wydany został po ośmiu latach od popełnienia domniemanego przestępstwa i zsynchronizowany czasowo z trwającą właśnie kampanią prezydencką w 2015 roku. Z wydaniem uzasadnienia wyroku w sprawie M. Kamińskiego sędzia Łączewski czekał do kolejnej kampanii wyborczej ― przed wyborami do parlamentu, mimo że k.p.k przewiduje na jego wydanie dwutygodniowy termin.

Wielu obserwatorów sceny politycznej w Polsce przypuszczało, że tak właśnie będzie i nie pomyliło się. Sędzia Łączewski okazał się przewidywalny do bólu i wydał uzasadnienie wyroku trzy tygodnie przed wyborami parlamentarnymi, a jego treść najpierw trafiła do „Gazety Wyborczej” zanim dotarła do skazanego Mariusza Kamińskiego.

Co więc poprzez swoją uchwałę chciał nam powiedzieć Sąd Najwyższy? Czy dać do zrozumienia, że od podejrzanych interesów elity III RP policja i CBA powinny trzymać się z daleka? Z pewnością SN powiedział nam, że nie widzi żadnego problemu w tym, że obywatel Mariusz Kamiński od chwili popełnienia rzekomego przestępstwa przez 10 lat nie został osądzony i taki stan powinien trwać nadal! I trwałby, gdyby nie ułaskawienie prezydenta Andrzeja Dudy.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej