Krycie Amber Gold- Jerzy Jachowicz

Obraz, jaki wyłania się z ostatnich przesłuchań przed sejmową komisją do zbadania afery Amber Gold wskazuje na to, że mamy do czynienia z czymś, co w świecie kryminalistyki nazywa się potocznie „ośmiornicą”.

Tezę tę w pełni usprawiedliwiają zarówno przesłuchania Michała Tuska, syna byłego premiera Donalda Tuska jak i głównego bohatera afery Marcina P. Czy rzeczywiście Marcina P. można będzie uznać za głównego bohatera, być może rozstrzygnie się to dopiero za jakiś czas. W tej kwestii trzeba być raczej ostrożnym. Nie bez powodu część członków komisji, ale i obserwatorów, nazywa Marcina P. jedynie „słupem”, za którym stoją prawdziwi mocodawcy Amber Gold.

Wyprowadzenie majątku firmy

Określenie „ośmiornica” wynika z istnienia kilku odgałęzień środowisk, które prawdopodobnie decydowały o powstaniu firmy Amber Gold bądź przynajmniej inspirowały i wspomagały jej powstanie. Bardzo możliwe, że także finansowo. Wspierały następnie powstanie OLT Express, a także rozwój obydwu biznesów. Ich formalnym właścicielem był Marcin P.

Co równie ważne, uczestniczyły aktywnie w stworzeniu odpowiednich warunków do powolnego zamierania firm Marcina P. Szczególnie ważna jest trzecia faza istnienia Amber Gold, a więc „zamierania”. Właśnie wtedy „ośmiornica” miała idealne warunki do ukrycia przed oczami państwa zgromadzonego w sposób przestępczy majątku tak, aby pozostał on nadal do dyspozycji w rękach ludzi, których nie można inaczej zdefiniować, bez względu na to, kim oficjalnie są, jak zwykłych przestępców.

Skąd pochodziły pieniądze na rozruch firmy

Źródła powstania firmy Amber Gold oraz pieniędzy na jej uruchomienie są nadal nieznane. Dziś osłania je Marcin P., który odmówił odpowiedzi na pytanie zadane wprost przez kilku członków komisji: – Skąd pan miał pieniądze na rozruch firmy?

Wiadomo, że w grę nie wchodzi kilkadziesiąt tysięcy złotych czy nawet kilkaset, ale kwota nie mniejsza niż milion złotych. Nie ujawniając pochodzenia takiej gotówki, Marcin P. chroni prawdopodobnie najistotniejsze jądro całej sprawy. Być może nie tyle ochrania, co nie wydaje ze strachu. Zdaje sobie bowiem sprawę z realnych zagrożeń, jakie ciągle czyhają ze strony tych, którzy wyznaczyli mu rolę właściciela Amber Gold. Właściwie istnieją tylko dwie możliwości. Albo pieniądze dała mu mafia, albo służby specjalne. Jednakże musimy pamiętać, że obydwie te „formacje” w przypadku przestępstw gospodarczych, najczęściej przenikają się nawzajem, tworząc zintegrowaną całość z przewagą jednej bądź drugiej. Obydwie – i mafia i służby – dążą do powiększania swoich finansów. Jedynym celem mafii jest zdobywanie fortun na wszelkie możliwe sposoby. Dla osiągnięcia celu są gotowe stosować przemoc i zbrodnię.

Z kolei służby, przy wszystkich swoich formalnych ograniczeniach i celach oraz wymogach respektowania prawa, również potajemnymi sposobami starają się zdobywać pieniądze na swoje niejawne, zgodne z ich statusem, działania, czyli tzw. działania operacyjne. Każda tajna służba otrzymuje od państwa pieniądze na specjalny fundusz operacyjny. Służby lubią mieć własne pieniądze na operacje specjalne, toteż powiększają fundusz operacyjny, robiąc to poza oficjalnymi strukturami państwa, sięgając do sposobów dalekich od legalności. Można wręcz z dużym prawdopodobieństwem założyć, że ową czarodziejską różdżką, która w magiczny sposób powołała do życia Amber Gold, były służby specjalne z domieszką środowiska mafijnego, współpracującego ze służbami i im podporządkowanego.

Te światy współpracują zarazem ze sobą, tak jak środowisko polityków ze środowiskiem biznesmenów.

Przenikające się środowiska

W Polsce ten świat jest bogatszy, ponieważ od początku lat dziewięćdziesiątych tworzy jedną całość niewidoczną dla oczu zwykłych obserwatorów. Trudno wykrywalną nawet dla organów ścigania. Ze zrozumiałych powodów. Łączą je bowiem więzy nieformalne. Stąd niekiedy odkrywamy wspólne zdjęcia polityków i biznesmenów przebywających na trybunach dla VIP-ów, gangsterów i polityków podczas oficjalnych przyjęć w czasie ważnych uroczystości państwowych.

To tylko jedna z odnóg ośmiornicy. Inną stanowił wymiar sprawiedliwości i organa ścigania. Wreszcie kolejną był świat polityki, który mógł mieć tutaj decydującą rolę.

Komisja dotychczas przesłuchiwała świadków, o których można powiedzieć, że stanowili oni część parasola ochronnego nad firmą Marcina P. Pytania, czy ochrona wynikała z nieudolności, z bagatelizowania, czy też była elementem świadomego działania ze strony prokuratury i sądu, muszą pozostać na razie bez odpowiedzi.

Przesłuchanie Michała Tuska, syna premiera, jednoznacznie jednak wskazuje, że taki parasol ochronny roztaczali politycy. W tym najprawdopodobniej także sam premier, o czym świadczy notatka ABW, którą opublikował ostatni tygodnik „wSieci”. Potwierdzają to pośrednio słowa o Amber Gold, wypowiedziane przez Michała Tuska przed komisją: „Wiedzieliśmy z ojcem, że jest to lipa”. O tym, że firma z punktu widzenia nie jest w porządku, dla ówczesnego premiera nie ulegało wątpliwości. Tyle tylko, iż sam wystawił cenzurkę ograniczonego charakteru tej nielegalności, mówiąc: „Z tego komisji śledczej nie będzie”. Inaczej mówiąc, stwierdził, że Amber Gold nosi w sobie jakieś elementy naruszenia prawa i kryją się za tym niejasne powiązania, ale nie na tyle kryminogenne, wyjaśniał premier swojemu synowi, że trzeba będzie w przyszłości do ich wyjaśnienia powoływać komisję śledczą.

O tym, że prawdziwą rolą Michała Tuska w Amber Gold było stwarzanie właśnie owego parasola ochronnego określiła przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann, obnażając zarazem niespójność zeznań Michała Tuska: „Znalazł się pan tutaj przed komisją właśnie dlatego, że nie potrafił pan przez osiem godzin wyjaśnić, co pan robił dla tej firmy. W dokumentach nie ma śladu pana działalności”.

Polityczna ochrona

To chyba najmocniejsze wytłumaczenie, po co był potrzebny Michał Tusk firmie OLT Express. Dano mu stanowisko specjalisty od spraw PR, o których nie miał zielonego pojęcia, ale też nikt nie wymagał od niego, żeby budował pozytywny wizerunek firmy w mediach. Brał pieniądze za sam fakt podpisania umowy z firmą o współpracy, właśnie po to, żeby odpowiednie urzędy, które mogłyby stanowić zagrożenie, prokuratura, ABW, Urząd Skarbowy, omijały firmę. A to dlatego, że w Gdańsku wszyscy się znali i wszyscy o wszystkim wiedzieli.

Jeśli mowa o politykach to przecież taką ochronę stanowił także dla OLT Express, a więc pośrednio i Amber Gold, Minister Infrastruktury Sławomir Nowak. A i zdjęcie Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska, ciągnącego wraz z innymi notablami linę z samolotem OLT Express musiał robić wrażenie na każdym. I być przestrogą, żeby ostrożnie traktować firmę, z którą związany jest tak mocno sam pan prezydent. Żeby już zamknąć do końca sprawę „ośmiornicy”, trzeba dodać, że jest to zwykle struktura ograniczona terytorialnie. Tak więc np. kiedyś mówiło się o „ośmiornicy” łódzkiej czy szczecińskiej, tak teraz kiedy używam nazwy „ośmiornica” to z pełną świadomością ograniczam ją do Wybrzeża. Politycy gdańscy pełniący wysokie funkcje państwowe w Warszawie, tacy właśnie jak Donald Tusk, szef jego kancelarii Tomasz Arabski, minister Sławomir Nowak tylko wzmacniali swoją pozycją polityczną gdańską strukturę.

Byłoby sporym złudzeniem, gdybyśmy założyli, że Michał Tusk i Marcin P. przed komisją mówili tylko prawdę. Obaj korzystali z możliwości wymigania się od odpowiedzi. Ułatwione zadanie pod tym względem miał Marcin P., który bardzo często zasłaniał się klauzulą zapewniającą mu bezkarność jako oskarżonemu w procesie toczącym się przed sądem.

 

Formułka ta brzmiała prosto i zwalniała go z odpowiadania na kłopotliwe pytania: „Nie mogę odpowiedzieć ze względu na dobro śledztwa”.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej