Kiedy warto wchodzić do strefy euro- Longina Grzegórska-Szpyt

Polska była najbliżej przyjęcia europejskiej waluty, pod względem gospodarczym, tuż przed kryzysem w 2007 roku, a politycznym – tuż przed wstąpieniem do Unii. Dziś gotowość akcesji walutowej jest najsłabsza w historii, bo i problemy w eurolandzie są bezprecedensowe.

Gdy 7 i 8 czerwca 2003 r., społeczeństwo polskie w referendum opowiedziało się za przystąpieniem do Unii Europejskiej, niespełna rok później (1 maja 2004 r.)., po zakończeniu procesu ratyfikacyjnego Polska stała się pełnoprawnym członkiem UE. Jednocześnie otworzył się kolejny etap integracji. Etap przygotowań do wprowadzenia euro – wspólnej waluty europejskiej, co zostało zapisane w Traktacie Akcesyjnym (Traktacie Ateńskim). Tym samym Polska wstąpiła na drogę prowadzącą w przyszłości do zastąpienia złotego wspólną walutą europejską.

Państwo polskie zobligowało się „do stworzenia niezbędnych warunków dla wprowadzenia wspólnej waluty”. Natomiast moment wstąpienia Polski do eurolandu nie został to określony w Traktacie Akcesyjnym. Jak wiele innych krajów Unii możemy kształtować scenariusz wprowadzenia euro.

Warto przypomnieć, że koncepcja wprowadzenia wspólnej waluty w Europie zrodziła się już w latach 50. XX wieku, choć eurowaluta pojawiła się na rynku dopiero w 1999 roku. To pokazuje, że wprowadzenie mocnej i stabilnej waluty nie było i nie jest proste. Najlepszym dowodem był światowy kryzys finansowy z 2008 roku oraz późniejszy, zadłużeniowy w strefie euro. Do tej pory nie został on skutecznie rozwiązany. Tym większe jest wyzwanie stoi przed Polską i innymi krajami mającymi zdecydować o zamianie waluty narodowej na euro.

Ekonomiczne za…

Przystępując do Unii Europejskiej, Polska stała się jednocześnie członkiem Unii Gospodarczej i Walutowej (UGW), ale z tzw. derogacją, czyli wyłączeniem obowiązku części prawa unijnego. Koniecznym warunkiem, by znieść derogację i osiągnąć pełne członkostwo w europejskim klubie, jest wypełnienie tzw. nominalnych wymogów konwergencji z Maastricht. Warunki konwergencji opierają się na spełnieniu niezbędnych wymogów gospodarczych dotyczących stabilnego poziomu cen (wskaźnika inflacji), poziomu długookresowej stopy procentowej, budżetowej dyscypliny oraz stabilnego poziomu kursu waluty, możliwego do zrealizowania dzięki włączeniu złotego do mechanizmu ERM II.

Od wejścia do Unii Polska z różnymi skutkami pracowała nad spełnieniem powyższych warunków. Przełomowym momentem był czerwiec 2015r. gdy Rada ECOFIN podjęła decyzję o zdjęciu z Polski procedury nadmiernego deficytu – o rok wcześniej niż było to rekomendowane przez Radę, choć – jak zwraca uwagę Europejski Bank Centralny – z uwagi na utrzymujący się deficyt strukturalny wciąż mogą być wątpliwości co do spełnienia jednego z kryteriów przyjęcia do strefy euro, tj. dyscypliny finansów publicznych. Nie spełniamy również kryterium stabilności kursu walutowego, które wymaga, by złoty został włączony do mechanizmu Europejskiego Systemu Walutowego ERM II. Polska wypełnia natomiast pozostałe kryteria – stabilności cen i niskich długoterminowych stóp procentowych.

Jednym z kluczowych argumentów zwolenników euro jest eliminacja transakcyjnych kosztów związanych z wymianą walut, a także kosztów wiążących się z minimalizowaniem ryzyka kursowego. Ponadto w strefie euro poziom stóp procentowych jest niższy niż w Polsce, przez co niższy też jest koszt kredytu – co jednak również wiąże się z ryzykiem narastania nierównowag w sektorze finansowym i w gospodarce. Pokazały to doświadczenia europejskiego kryzysu zadłużeniowego.

Profesor Grzegorz Kołodko w rozmowie z Rzeczpospolitą (1/2017) podkreślił zalety wyeliminowania ryzyka walutowego w obszarze, w którym obroty rozliczane są w euro, a jest to około 70 proc. eksportu i importu.

– Wielu przedsiębiorców jest zdezorientowanych co do opłacalności rozmaitych interesów, bo nie wie, jakie będą koszty i przychody na ich styku z zagranicą i nie potrafią się ubezpieczyć przed płynącym stąd ryzykiem. Niepewność przenosi się do sfery inwestycji, bo skoro nie wiadomo, co będzie opłacalne w produkcji, to i nie wiadomo, jaka jest opłacalność projektów inwestycyjnych. Nieprzewidywalność kursu może przyczyniać się do słabszej dynamiki inwestycji, a tym samym do niższego wzrostu gospodarczego. W ceny dóbr i usług wliczone są koszty transakcyjne wynikające z wymiany złotych na euro i z powrotem przy okazji handlu i turystyki zagranicznej. Z tego tytułu finalnie płacimy kilkanaście miliardów złotych więcej. To tyle, ile wydajemy z tytułu 2-3 punktów procentowych VAT. Łotyszom czy Słowakom ten koszt jest zaoszczędzony – przekonywał prof. Kołodko.

Wśród korzyści płynących z przyjęcia wspólnej waluty eksperci wymieniają, obok intensyfikacji wymiany handlowej, też argumenty o możliwości zwiększenia poziomu stabilności i wiarygodności makroekonomicznej oraz wzrost zagranicznych inwestycji, który wprowadzeniu wspólnej waluty sprzyja. To dzięki międzynarodowej roli euro kraje posługujące się nią mogą skuteczniej konkurować z USA, Chinami i innymi krajami rozwijającymi się. – Sądzę, że będąc w strefie euro, w następnej dekadzie można by osiągać roczne tempo wzrostu PKB o około 0,5 proc. wyższe. To dużo, bo w ciągu jednego pokolenia dałoby to aż o 25 proc. więcej przyrostu dochodu – dodał na koniec prof. Kołodko.

Dr Jakub Borowski, wykładowca SGH i główny ekonomista Banku Credit Agricole, zwraca uwagę na inny wymiar wspólnej waluty, która staje się dziś osią integracji. To w strefie euro zapadać będą kluczowe decyzje co do dalszego rozwoju Unii, a także unijnego budżetu. Coraz wyraźniej wyłania się dziś w Europie przekonanie, że „przyszła Unia to strefa euro”.

a nawet przeciw

Choć Polska spełnia większość nominalnych kryteriów konwergencji, nie brak opinii, że szybkie wprowadzenie euro nie musi być dobrym rozwiązaniem dla naszej gospodarki. Eksperci z Narodowego Banku Polski w raporcie „Ekonomiczne wyzwania integracji Polski ze strefą euro” opublikowanym w listopadzie 2014 r. zwrócili uwagę na fakt, że kryzys zadłużeniowy ujawnił liczne słabości w strukturze instytucjonalnej strefy euro w obszarach integracji fiskalnej, integracji gospodarczej oraz integracji finansowej. Okazało się, że istniejące mechanizmy są niewystarczająco efektywne, by zapobiec narastaniu nierównowag fiskalnych, makroekonomicznych i tych w systemie finansowym.

W tym kontekście utrata możliwości prowadzenia przez Narodowy Bank Polski niezależnej polityki pieniężnej i kursowej na rzecz Europejskiego Banku Centralnego (EBC) stanowić może duże wyzwanie dla polskiej gospodarki. Ponadto istnieje ryzyko, że EBC ustali poziom stopy procentowej nieadekwatny do sytuacji gospodarczej Polski. Warto dodać, że niedopasowanie polityki pieniężnej strefy euro do pojedynczego państwa może mieć charakter cykliczny bądź strukturalny.

Do opinii publicznej przemawia najbardziej jednak inny argument przeciw euro – ryzyko wzrostu cen związane z przyjęciem wspólnej waluty. Zdaniem Mateusza Szczurka, byłego ministra finansów, to wcale nie jest największe zagrożenie. – Największym zagrożeniem związanym z członkostwem w strefie euro jest niebezpieczeństwo nierównowagi, utraty konkurencyjności, które jest bardzo trudno poprawić bez zmian kursowych. Te makroekonomiczne czynniki są moim zdaniem znacznie ważniejsze i poważniejsze, niż obawy, że cena filiżanki kawy nieco wzrośnie – podkreślił Szczurek w rozmowie w Polskim Radiem, pełniąc jeszcze funkcję ministra. – Ten czynnik ma głównie znaczenie psychologiczne, ale to sprawy makrogospodarcze są znacznie poważniejsze i przekładają się bezpośrednio na zagrożenie bezrobociem czy też niedostosowaniem wspólnej waluty, wspólnych stóp procentowych do naszych realiów, potrzeb – dodał. Na koniec podkreślił, że nie gonią nas terminy i Polska przyjmie euro wtedy, kiedy sama będzie na to gotowa, wtedy, kiedy strefa euro będzie dla nas atrakcyjnym miejscem dla stabilnego rozwoju.

Obecny szef resortu finansów i wicepremier Mateusz Morawiecki na jednej z konferencji NBP przypomniał, że Polska wciąż jest zobligowana do przyjęcia euro. Ocenił jednak, że aktualnie strefa euro nie jest optymalną strefą monetarną.

– Tam jest dużo problemów, zwłaszcza między Północą i Południem, tzw. konwergencja gospodarcza, czy raczej jej brak, powoduje, że problemy raczej narastają ,niż się zmniejszają, więc zobaczymy przez najbliższe kilka lat, jak się ułoży strefa euro – powiedział wicepremier. Dodał przy tym, że lepiej dla Polski byłoby nie wchodzić do strefy euro na tym etapie konwergencji. Jeśli wszystko pójdzie „fantastycznie”, nastąpi to nie wcześniej niż za 5-10 lat – prognozował.

Można oczywiście bagatelizować powyższe obawy, szczególnie gdy wypowiadają je politycy, ale nie można pominąć opinii ekspertów, którzy pokazują, że strefa euro nie do końca radzi sobie z nierównowagami makroekonomicznymi oraz z utratą konkurencyjności niektórych krajów wobec innych. W najnowszym Monitorze Konwergencji z marca 2016 r. opracowanym w Departamencie Polityki Makroekonomicznej resortu finansów, czytamy, że „analiza sytuacji na poziomie europejskim wskazuje, iż trwałe ustabilizowanie sytuacji w strefie euro – stanowiące niezbędny warunek dla ewentualnej akcesji Polski do obszaru wspólnej waluty – stanowi odległą, wciąż niejasną perspektywę. Z tego względu priorytetem polskiej polityki gospodarczej jest obecnie zwiększenie potencjału i konkurencyjności gospodarki”

Takie stanowisko bierze się z doświadczeń krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej, które przystąpiły do strefy euro w poprzednich latach. Kiedy Słowacja (1 stycznia 2009 r.) przyjęła wspólną walutę, do naszej części Europy akurat dotarł globalny kryzys gospodarczy. Posiadanie euro okazało się w takiej sytuacji hamulcem dla rozwoju gospodarki słowackiej. Brak możliwości dostosowania kursu walutowego względem euro spowodował, że konkurencyjność słowackich towarów nie wzrosła. W konsekwencji w 2009 r. PKB na Słowacji obniżył się o 5,4 proc. W tym samym czasie w Polsce, gdzie kurs walutowy silnie się osłabił, powodując wzrost konkurencyjności polskich towarów, PKB wzrósł o 2,6 proc.

Sami Słowacy przekonują jednak, że przyjęcie wspólnej waluty miało swoje pozytywne strony. Wysiłki, aby wypełnić kryteria traktatu z Maastricht, ograniczały polityków w składaniu wyborcom zbyt kosztownych obietnic. Ponadto dawały inwestorom zagranicznym i krajowym swoistą gwarancję przyszłego rozwoju kraju, w którym zainwestowali.

Argumenty polityczne i społeczne

Racje ekonomiczne powinny więc nieco studzić zapał do szybkiego przyjęcia euro. Polityka jednak żyje własnym życiem. Ostatnie wydarzenia w Europie pokazują, jak zmienia się strefa euro i jej otoczenie polityczne. Już wkrótce może się okazać, że jedyną drogą do jej uratowania będzie coraz głębsza integracja. I bez wątpienia będą to decyzje polityczne tak, jak przyjęcie wspólnej waluty przez kolejne państwa członkowskie było i będzie polityczną decyzją. – Czynniki ekonomiczne odgrywają ważną, ale drugorzędną rolę – mówił dwa lata temu Marek Belka, ówczesny prezes NBP, podczas brukselskiej debaty na temat rozszerzenia strefy euro i europejskiego zarządzania gospodarczego. Taka decyzja nie zostanie podjęta przez ekonomistów, ale przez przywódców politycznych, prawdopodobnie w konsekwencji jakichś nieprzewidzianych wydarzeń, jakiegoś kryzysu – dodał prof. Belka.

Byłemu prezesowi NBP wtóruje dr Jakub Borowski. – Gdyby to tylko ekonomiści mogli decydować, sprawa byłaby prosta, bowiem z ekonomicznego punktu widzenia, wejście Polski do strefy euro w momencie, gdy mierzy się ona z niemałymi wciąż problemami finansowymi (kryzys zadłużeniowy), mogłoby przysporzyć naszej gospodarce więcej problemów niż korzyści – tłumaczy ekonomista. –Tymczasem strefa euro to również wielka polityka. Szczególnie teraz, gdy tyle się w Europie dzieje (Brexit, kryzys migracyjny, etc.) i coraz bardziej realne staje się niebezpieczeństwo podziału Unii na dwie lub więcej prędkości. Dlatego z politycznego punktu widzenia, formalne rozpoczęcie procesu wejścia do euro strefy w najbliższym czasie staje się uzasadnione – przekonuje. – Należy przy tym podkreślić, że sam proces w ramach ERM II trwa 2-3 lata, więc obie strony będą miały czas na przygotowanie akcesji – dodaje Borowski.

Rolę politycznego znaczenia decyzji o pogłębieniu integracji podkreślił ekonomista prof. Witold Orłowski – rektor Uczelni Vistula w rozmowie z Polskim Radiem już po „referendum rozwodowym” w Wielkiej Brytanii. Ocenił, że „sytuacja krajów takich jak Polska, które nie mają euro, a zobowiązały się je wprowadzić – bez podania terminu – staje się w tej chwili gorsza. – Wielka Brytania, której nikt nie chciał za bardzo drażnić, była przykładem kraju, który pokazywał, że można być w Unii i jednocześnie nie mieć euro – zaznaczał ekonomista. – W momencie, kiedy Wielka Brytania występuje z UE, kraje bez wspólnej waluty tracą swojego największego adwokata”.

Kryteria konwergencji UWG (prawie) spełnione

1. Stabilne ceny

Stopa inflacji może najwyżej o półtora punktu procentowego przekraczać inflację 3 najstabilniejszych cenowo państw członkowskich.

2. Długotrwała równowaga finansów publicznych

Deficyt publiczny może wynosić najwyżej 3 proc. PKB. Dług publiczny może wynosić najwyżej 60 procent PKB.

3. Stabilne długoterminowe stopy procentowe

Długoterminowe stopy procentowe mogą najwyżej o dwa punkty procentowe przekraczać stopy procentowe tych państw członkowskich, które są najstabilniejsze cenowo.

4. Stabilny kurs walutowy

Zainteresowane państwo musi od co najmniej dwóch lat uczestniczyć w mechanizmie walutowym (ERM II). W tym czasie jego waluta nie może wykazywać silnych wahań względem centralnego parytetu ERM II, a sam parytet nie może być obniżany względem euro.

 

Oprócz tego zainteresowane państwo musi dopilnować, by jego bank centralny miał prawnie zapewnioną niezależność, a statut banku odpowiadał postanowieniom traktatów i był zgodny ze statutem Europejskiego Banku Centralnego i Europejskiego Systemu Banków Centralnych.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej