Mąż swojej żony- Andrzej Gelberg

Ta zaskakująca deklaracja późniejszej Pierwszej Damy została potraktowana jako osobliwy żart. Bo cóż też mogło – nawet czysto teoretycznie – grozić ze strony Jarosława Kaczyńskiego nauczycielce niemieckiego w jednym z krakowskich liceów? Nikt wtedy nie przypuszczał, że ta szczególna „afirmacja odwagi” mogła jednak kryć w sobie drugie dno.

Konstytucja III RP nie wyznacza zadań dla Pierwszych Dam – ich rola i aktywność wynika z tradycji, zresztą ogólnoświatowej. Towarzyszą mężom w spotkaniach międzypaństwowych zarówno w kraju jak i za granicą, natomiast na co dzień zajmują się wspieraniem działalności charytatywnej, przede wszystkim na rzecz potrzebujących pomocy dzieci. Od polityki stronią, nie tylko dlatego, że najczęściej nie rozumieją (lub nie chcą rozumieć) jej skomplikowanych uwarunkowań, ale dlatego iż uważają, że jest to domena ich mężów, wspomaganych przez grono kompetentnych doradców i współpracowników.

Zdarzają się jednak wyjątki

Oto kilka pierwszych z brzegu przykładów kobiet, które na polu politycznym wykazały niezwykła aktywność.

Królowa Egiptu, Kleopatra, która nie była wprawdzie żoną Cezara (chociaż dała mu syna Cezariona), próbowała poprzez związek z pierwszą osobą w Rzymie osiągnąć dla własnego panowania korzystne cele polityczne. Nie zawahała się przyczynić do zabójstwa dwóch swoich kolejnych mężów (królów Egiptu), ale na przeszkodzie w realizacji jej planów stanęło kolejne zabójstwo – tym razem samego Juliusz Cezara. Kleopatra nie opuściła jednak rąk i – kiedy po jakimś czasie pojawiła się nowa szansa – postawiła na Antoniusza, któremu – jak zapisał Plutarch z Choronei – stale dawała nową i pochlebną przyjemność i wychowała go sobie niczym dziecko. Zmanipulowany przez piękną królową „pantoflarz” był skądinąd dzielnym żołnierzem i dowódcą, ale kiedy po przegranej z Oktawianem morskiej bitwie pod Akcjum popełnił samobójstwo, królowa próbowała wykorzystać raz jeszcze swoje wdzięki ze zwycięzcą, a gdy to się nie powiodło, poszła w ślady Antoniusza.

Przenieśmy się teraz do średniowiecznej Francji, gdzie trwała wyniszczająca kraj Wojna Stuletnia, a na tronie w Paryżu zasiadał Karol VI z dynastii Walezjuszów. Ożeniony z Izabellą Bawarską, był człowiekiem niespełna rozumu i jedyna rzecz, która mu wychodziła, to płodzenie dzieci – przyszło ich na świat dokładnie tuzin. Kraj nękany był ciągle przez Anglików, dochodziło do wewnętrznych frond i podziałów i królowa Izabella Bawarska, cały czas aktywna politycznie, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, doprowadzając do podpisania z Anglikami w roku 1420 traktatu w Troyes, udzielając w nim królewskiej sukcesji Henrykowi V, królowi Anglii (a także jego potomkom). Dwa lata po podpisaniu traktatu umiera Karol VI i to, że Francuzi nie stali się poddanymi króla angielskiego, zawdzięczają pojawieniu się innej „politycznej kobiety” – Joanny d’ Arc.

Sto lat później pojawiła się na terenach I Rzeczpospolitej inna wybitna kobieta, która została żoną króla Zygmunta Starego – Bona, Maria Sforza. Nie znała ani słowa po polsku, ale szybko opanowała język, a jeszcze szybciej zaczęła poszerzać, dzisiaj tak byśmy to nazwali, swoje „oddziaływania polityczne”. Była niezwykle inteligentną i sprytną animatorką różnego rodzaju dworskich intryg, dzięki którym zwiększała grono swoich zwolenników, a przeciwników spychała do narożnika. W ten sposób poszerzała zakres swojej politycznej władzy, na co Zygmunt Stary raczej przymykał oko. Interesowała ją polityka zagraniczna i wewnętrzna. Stała się inspiratorką wielu rozwiązań gospodarczych i infrastrukturalnych (drogi, kanały nawadniające), o czym mało kto wie – w zbiorowej pamięci pozostała „włoszczyzna”. A przecież współrządziła krajem przez 38 lat i bezspornie stała się polską patriotką. Praktycznie przegnana z Krakowa, gdy już od ćwierć wieku na tronie zasiadał jej syn Zygmunt August (ostatni z dynastii Jagiellonów), wyjeżdżała rozżalona. Do swojego rodzinnego księstwa Bari, co emocjonalnie traktowała jak banicję. I tam rok później została otruta.

Tym razem trafimy do Rosji, za panowania Mikołaja II Romanowa. Ostatni car był człowiekiem pozbawionym charyzmy, twardości i charakteru – zbyt łatwo ulegał presji swojego najbliższego otoczenia. Ożeniony z Alicją Heską (po przejściu na prawosławie Aleksandrą Fiodorowną), nie potrafił oprzeć się podszeptom żony. A ta, jak najdalsza od polityki, suflowała carowi całkiem „polityczne rady” niejakiego Rasputina, który – zdaniem carycy – jako jedyny na świecie potrafił leczyć ich chorego na hemofilię syna i naturalnego następcę tronu. Przed takim szantażem słabego charakteru car był bezradny – i spełniał wszystkie życzenia szalonego mnicha.

I ostatni już przykład – Stany Zjednoczone, prezydentura Billa Clintona. To, że jego żona Hilary ma nieokiełznane ambicje polityczne, wiadome było od samego początku pierwszej kadencji. Prezydent Clinton nie ukrywał zresztą, że w bardzo wielu politycznych sprawach radzi się Pierwszej Damy. Jak owe rady wpłynęły na ostateczne decyzje prezydenta – tego nie wiemy. Dynastię Clintonów w Białym Domu przerwał Donald Trump, a dorobek dwóch kadencji polityka, który nie sprawi nam kłopotu semantycznego (gdyby ostatnie wybory wygrała Hilary, to jak należałoby nazywać Pierwszą Damę płci męskiej?) został już przez analityków uznany za jeden z najsłabszych w XX stuleciu.

Bez stawiania kropki nad „i”

Już od pierwszych tygodni prezydentury Andrzeja Dudy zaczęły docierać z Krakowskiego Przedmieścia, na początku słabe, a potem coraz silniejsze sygnały, że Pierwsza Dama zachowuje się w pałacu inaczej niż jej poprzedniczki. Interesuje się nie tylko pracą obsługi pałacu, ale również pracującym tam pionem politycznym reprezentowanym przez sekretarzy i podsekretarzy stanu, a także grono politycznych doradców.

Gdy okazało się, że decyzja prezydenta o podwójnym zawetowaniu ustaw dotyczących sądownictwa zaskoczyła wszystkich pałacowych pracowników merytorycznych, jasne się stało, że konsultował ją z kimś innym. W swoim przemówieniu zakończonym informacją o zawetowaniu dwóch ustaw, Andrzej Duda powiedział, że konsultował się wcześniej z profesorami, pracownikami akademickim, filozofami, ludźmi kultury, co dobrze opisuje jego najbliższą rodzinę.

 

No i że ostatecznie utwierdziła go w decyzji argumentacja Zofii Romaszewskiej, której to argumentacji nie przytoczę – z uwagi na mój niezmiennie ogromny szacunek dla jej odwagi, charakteru i drogi życiowej, gdy przez kilkadziesiąt lat, stojąc u boku św. pamięci Zbyszka, walczyła o lepszą Polskę.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej