Każdy chciał być polskim Ponzim – Paweł Pietkun

Charles Ponzi, Amerykanin i oszust był twórcą pierwszej piramidy finansowej w nowoczesnej gospodarce. To właśnie jego imieniem takie piramidy określane są w podręcznikach bankowości i ekonomii.

Schemat Ponziego to podstawowy instrument, po który sięgali pionierzy polskiej bankowości – dzisiaj już wiadomo, że byli zwykłymi złodziejami. Bezspornie z charyzmą i pewnym czarem, co pozwalało im kraść jeszcze więcej. Jeden z nich siedzi dzisiaj w amerykańskim więzieniu, drugiego zabił oszukany klient.

Piramida zawsze skazana jest na upadek

Mechanizm działania piramidy finansowej polega na pozyskiwaniu jak największej liczby uczestników, którzy na tę piramidę wpłacają pieniądze. Aby zebrać jak największy kapitał kusi się ich zyskami, które po określonym z góry terminie mają być wypłacone. Każdy pozyskany klient spłaca tego, który „inwestował” wcześniej, więc początki piramidy zawsze wydają się obiecujące, co przyciąga kolejnych naiwnych.

Matematyczny model takiego schematu pokazuje, że już na etapie piątego – szóstego poziomu (przy założeniu, że każdy jej członek zachęci przynajmniej sześciu kolejnych) pokazuje, że piramida jest skazana na upadek. Dlaczego? Na dziesiątym poziomie w takiej piramidzie musiałoby brać udział przynajmniej 60 mln ludzi. A ich liczba wzrastałaby wykładniczo, żeby biznes mógł się kręcić dalej. Faktycznie zaś zysk – i to często niewyobrażalny – ma zagwarantowany jedynie twórca i może pięć kolejnych osób. Później trzeba taką piramidę zlikwidować, zostawiając za sobą tysiące naiwniaków, którzy z niewiedzy, chciwości lub z obu tych powodów, oddali twórcy piramidy oszczędności swojego życia.

Pierwszy, komercyjny, bezlitosny

Polacy po upadku komunizmu nie mieli pojęcia ani o nowoczesnej gospodarce, ani tym bardziej nie wiedzieli, jak działa schemat Ponziego. To pozwoliło na rozkwit piramid finansowych w Polsce początku lat 90. Piramid dumnie noszących w nazwach słowa „bank” i „bezpieczeństwo”.

Do dzisiaj na Lubelszczyźnie pamięta się o pierwszym w tym regionie, choć drugim w Polsce, banku zupełnie prywatnym, budowanym od zera, a więc bez PRL-owskiej historii, która towarzyszyła budowanym na bazie gigantycznej Powszechnej Kasy Oszczędności bankom stanowiącym dzisiaj filar polskiej bankowości. Ten bank miał przynieść swoim klientom krociowe zyski na lokatach i zabezpieczyć ich najpierw przed galopującą inflacją, potem przed tzw. Planem Balcerowicza.

Zakładał go David Bogatin, przedstawiający się w Polsce jako amerykański biznesmen rosyjskiego pochodzenia. Z chęcią odwoływał się do swojej biografii, mówiąc o pełnej dramatyzmu emigracji z ZSRR w połowie lat 70. XX wieku. W Polsce pojawił się na rok przed Okrągłym Stołem i na Lubelszczyźnie założył firmę zajmującą się mydłem i powidłem, przede wszystkim zaś eksportem mrożonych warzyw i owoców oraz szyciem ubrań.

Tylko dwóch lat potrzebował, aby przygotować się do otwarcia pierwszego w regionie prywatnego banku, w najlepszym okresie zatrudniającego ponad 200 pracowników. Pierwszy Komercyjny Bank w Lublinie, czyli PKBL był z perspektywy przeciętnego zjadacza chleba prawdziwym bankiem z bogatego zachodu. Marmurowe korytarze i podświetlany chodnik przed centralą banku miały dowodzić, że proponowane przez instytucję wysokie odsetki od lokat, podobnie jak nietanie, ale od ręki dostępne kredyty (oczywiście pod wysokie zabezpieczenie) mają gwarancje doświadczenia i wiedzy założyciela i właściciela.

Tylko w ciągu pierwszego roku pracujący dla Bogatina bankierzy (z czasem okazało się, że w dużej części byli to ludzie powiązani z rosyjską i polską bezpieką) zebrali na lokatach ponad 800 mld zł. (80 mln po denominacji). Pieniądze te miały być przeznaczone na kredyty, ale… kredyty dla związanych z Bogatinem i jego ludźmi klientów. I z założenia były sposobem na wyprowadzenie pieniędzy.

Co więcej, okazało się, że opinia fachowca od bankowości, jaką budował sobie w Polsce Bogatin była zwykłą bajką. Amerykańska prokuratura poszukiwała go w Stanach Zjednoczonych za przestępstwa podatkowe, fałszowanie dokumentów oraz fraudy finansowe. Jego pojawienie się w Polsce było zaś ucieczką przed stanowym więzieniem. Kiedy media ujawniły te informacje, klienci – co naturalne – próbowali wycofać swoje lokaty, jednak na to było już za późno. Kto zaufał Bogatinowi, stracił. Hochsztapler natomiast został przekazany amerykańskim władzom – na mocy pierwszej w wolnej Polsce prośby o ekstradycję.

(nie)Bezpieczna Kasa Oszczędności

Kiedy Bogatin oszukiwał mieszkańców i pierwszych przedsiębiorców Lubelszczyzny, piramidę finansową według klasycznego wzoru budował Lech Grobelny, w czasach PRL warszawski cinkciarz. W obietnicach szedł jeszcze dalej niż Rosjanin, bo w zbudowanej pod ochronnym parasolem państwa Bezpiecznej Kasie Oszczędności oferował oprocentowanie oszczędności na poziomie nawet… 300 proc. rocznie.

Grobelny znał się na finansach i oszustwach, tak jak znali się cinkciarze w czasach komunizmu. Być może spodziewał się ochrony ze strony byłych esbeków, wiadomo bowiem było, że cinkciarze chętnie i z konieczności współpracowali z esbecją. Grobelny szybko stał się gwiazdą mediów – pokazywały go telewizyjne Wiadomości, często jako eksperta w zakresie finansów i bankowości, zapraszały programy dla młodzieży, w których obiecywał co lepszym uczniom liceów przyszłą pracę w swojej Bezpiecznej Kasie Oszczędności. Zakładał, że jego biznes będzie się kręcił przez wiele lat, bo z wpłaconych przez ludzi lokat, których łączna wartość osiągnęła 8 mld złotych, część wydawał na kupowanie dolarów. Nie ukrywał, że chciał aby sieć jego kantorów, którą stworzył niezależnie od BKO, miała siłę wpływania na wartość rynkową dolara.

Jednak w 1990 roku rząd wprowadził pełną wymienialność złotówki i sztywny kurs amerykańskiej waluty, co praktycznie wyeliminowało z rynku spekulantów. Doprowadziło to również do załamania się piramidy zbudowanej pod marką Bezpieczna Kasa Oszczędności i utraty oszczędności przez ponad 10 tys. klientów. Grobelny ratował się ucieczką do Niemiec, skąd go przywieziono w kajdanach. Z 28 mld złotych klienci odzyskali jedynie czwartą część wpłaconych kwot. I choć poszkodowani domagali się ukarania twórcy piramidy, prokuratura postawiła Grobelnemu jedynie zarzut zagarnięcia 8 mld złotych z kasy spółki Dorchem zarządzającej siecią kantorów. Po pięciu latach śledztwa zarzuty przeciwko niemu umorzono (z braku dowodów), a jego samego wypuszczono na wolność.

 

Na początku kwietnia 2007 roku na warszawskim Targówku policja znalazła ciało Lecha Grobelnego z raną kłutą klatki piersiowej. Ciało leżało na zapleczu sklepu od pięciu dni. Były cinkciarz został zabity przez jednego z oszukanych klientów.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej