Czerwona plama na Podlasiu- Michał Mońko

Podlasie Środkowe, Piękny Wschód: Czyże, Hajnówka, Bielsk Podlaski, Orla, Narewka, Dubicze Cerkiewne. Tu mieszkają prawosławni, którzy w znaczącej części uznają się za Białorusinów. Od dwu, trzech dni, nawet z Białegostoku, idą drogami i drożynami na Świętą Górę Grabarkę na uroczystości Przemienienia Pańskiego.

W czterech gminach Białorusini stanowią od 65 do 85 proc. mieszkańców. W dwunastu gminach co najmniej 20 proc. mieszkańców to Białorusini. Trzy ośrodki miejskie – Bielsk Podlaski, Hajnówka i Białystok – to centra kulturalne, polityczne i ideologiczne Białorusinów. Narodową tożsamość i religijną odrębność Białorusinów otacza opieką Cerkiew Prawosławna.

Białorusini wobec historii

Wschód bielski to ziemia pogranicza kulturowego, religijnego, językowego, ale i politycznego. Tu, jak na każdym pograniczu, trzeba spokoju, cierpliwości i dobroci. Bo tu w ostatnich dwustu latach działy się prześladowania religijne, gwałty, tysiące ludzi trafiało na Syberię. Ostatnie zsyłki skończyły się na początku lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku.

Zabór Podlasia przez sowiecką Rosję, dokonany 17 września 1939 roku, oznaczał rozstrzeliwania i wywózki na Syberię polskich urzędników, nauczycieli, policjantów, ziemian. Na ich miejsce, ze swoim językiem i obyczajami, przychodzili Białorusini. Ze szkół wyprowadzono język polski i wprowadzono rosyjski i białoruski. Urzędy, komisariaty milicji, zakłady pracy objęli Białorusini.

Gdy w czterdziestym czwartym po raz drugi weszła na Podlasie czerwona armia, zabór sowiecki skończył się jedynie formalnie. Władza na Podlasiu wciąż należała do działaczy Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. Trwały walki podziemia antykomunistycznego z władzą ludową, reprezentowaną głównie przez Białorusinów. UB rozstrzeliwało pod chałupami i w lesie, partyzanci brali odwet na UB, na konfidentach i, nierzadko, na ludności białoruskiej.

Pamiętam te czasy z dzieciństwa. Kiedy UB przychodziło po wujka Wacława, prezesa PSL w Ełku, mówili po białorusku. Na procesach moich wujków i kuzynów oskarżał łamaną polszczyzną Białorusin, a krzyczał trochę po polsku i trochę po białorusku sędzia. Funkcjonariusze UB, którzy przesłuchiwali leżącego ojca, byli Białorusinami albo Rosjanami. Kiedy odwiedzałem wujka w więzieniu w Ełku, strażnicy mówili po białorusku.

Ten sam czas zupełnie inaczej pamiętają Białorusini. „Białorusinom zagraża dzisiaj IPN” – powiada białostocki dziennikarz. I dlatego Białorusini piszą swoją historię Podlasia, niezależną od badań IPN. Ta historia, pisana w gazetach i robiona w telewizji, wspierana przez białoruskich polityków i stowarzyszenia związane z Cerkwią, przekłada się na stosunek Białorusinów do prawicy niepodległościowej na Podlasiu.

No i zdarza się, że Prawo i Sprawiedliwość zdobywa w Hajnówce mniej niż 5-proc., a lewica 93 proc. W wyborach prezydenckich w 1990 roku Orla z nieodległymi Czyżami zasłynęła tym, że Lech Wałęsa uzyskał tam najgorszy wynik wyborczy w kraju. Wynik lepszy od Wałęsy uzyskał w 2006 roku Kononowicz, kandydat na prezydenta Białegostoku, którego program streszczał się w wypowiedzi: „I żeby nie było niczego”.

Lewica komunistyczna, skompromitowana w polskich wsiach Podlasia, wciąż jest atrakcyjna w szesnastu białoruskich gminach Podlasia Środkowego. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o lewicowe poglądy i postkomunistyczne preferencje wyborcze, ale o postawę społeczności białoruskiej wobec historii Polski i wobec symboli Rzeczypospolitej.

Skoro historia pogranicza jest trudna i bolesna dla Białorusinów i dla Polaków, to czemu nie zostawić jej historykom? Niech badają i piszą w naukowych tytułach. Czemu ta historia, zaczynająca się niekiedy od strzelania do unitów w Drelowie i od wywózek tysięcy unitów i katolików na Sybir, służy nie historykom, ale propagandystom?

Lewicowy elektorat

W sierpniowy dzień przemierzam krainę, która w dawnych wiekach była zamieszkała zgodnie przez Polaków, Rusinów, Litwinów, Żydów, Tatarów. Dawniej, przed wojną, rok kalendarzowy był tu rokiem świętym, bo na Podlasiu święto następowało po święcie. Mieli tu swoje święta katolicy, po katolikach świętowali prawosławni, unici, mahometanie, protestanci, żydzi i znowu katolicy, prawosławni i tak dalej.

Z sennego Brańska zmierzam do wsi Falki i Filipy w gminie Wyszki, a ze wsi Wyszki, o niezwykłej historii, jadę prosto, choć krętymi drogami, do wsi gminnej Czyże, zapowiedzianej tablicą z nazwą polską i białoruską. W środku wsi wspaniała Cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Bogurodzicy. W okolicznych wsiach trzy cerkwie i kaplice. Wokół krajobraz jak z obrazka: Osówka, Rakowicze, Leszczyny, Kamień, Szostakowo.

Ludzie tu otwarci, nawet serdeczni, byle nie pytać ich o jakieś kwestie polityczne. „Panie, my od polityki daleko, od polityki Hajnówka”. Zapraszają mnie do domów, częstują kawą, a na drogę dają torebkę świeżych jajek. Odmówić? Nie uchodzi. Jest dobrze. A skoro jest dobrze, to czemu tu i ówdzie bywa źle?

Na wsi ludzie poukładali się, zgodnie żyją Białorusini z Polakami. Ale w Hajnówce odczucie jest takie, że Białorusini, a konkretnie władze białoruskie, dyskryminują Polaków. Lewicowa Hajnówka jest dziś deską ratunku dla bankrutującej lewicy w Warszawie.

Właśnie chwycił się tej deski lider partii Razem, Adrian Zandberg. Chodzi po Hajnówce. Nie jest w swojej koszulce z Marksem na piersi. Widzę Zandberga na miejskim targu. Jest w Liceum im. Taraszkiewicza. I w cerkwi. Spotyka się księdzem prawosławnym. Mówi o zbrodniach Rajsa. Jest w restauracji. Mówi o partii Razem.

Hajnówka często gości dziennikarzy Telewizji Biełsat. Pytam, jaką rolę pełni Telewizja Biełsat? Czy jest potrzebna? Jest obrońcą – ale kogo? Jest krzewicielką – ale czego? Romaszewską przyjęła premier Szydło. Biełsat TV jest potrzebna. Bo? Kiedy nastają wybory do Sejmu i na Prezydenta, tam, gdzie na Podlasiu oglądają Biełsat, ludzie głosują inaczej niż na Podlasiu, gdzie nie oglądają Biełsatu.

Biełsat ma pobudzić demokrację na Białorusi. Mój ty Boże, wybacz pomysły Romaszewskiej-Guzy, szefowej TV Biełsat. Ona nie wie, co czyni. Ale czy wie, co czyni premier Szydło, obiecując pieniądze na TV Biełsat? W tej sytuacji, czemu nie finansować TV Litwa albo TV Korea Północna?

Mieszkańcy wsi Czyże, Orla, Dubicze Cerkiewne, podobnie jak mieszkańcy innych białoruskich wsi, w wyborach do Sejmu i do Senatu głosują na SLD, w wyborach na Prezydenta głosują na PO.

Miejscowości: Orla – Hajnówka – Dubicze Cerkiewne – Czyże zachowuje się tak, jakby nie leżały na Podlasiu, ale gdzieś bardziej na Wschodzie. Na lewicę głosuje tu ponad 90 procent. „To czerwona plama na białym Podlasiu” – mówią działacze prawicy. „Teraz głosują na SLD, poprzednio na PZPR, wcześniej na PPR, a niegdyś głosowali na KP Zachodniej Białorusi”.

Białoruska dominacja

Czas białoruskiej dominacji na Podlasiu trwał po wojnie ćwierć wieku. Skończył się nagle – o dziwo! – gdy w 1971 roku Edward Gierek „przetrzepał” podlaskie komitety partii, łącznie z KW w Białymstoku.

W lutym 1971 roku Edward Redliński opisał w tygodniku „Kultura” białoruskie rządy na Podlasiu. Miesiąc później, na spotkaniu Edwarda Gierka z dziennikarzami, reportaż Redlińskiego został ostro skrytykowany przez Stefana Olszowskiego, członka Biura Politycznego, dziś mieszkańca Eastport na Long Island w USA. Olszowski powiedział: „Reportaż Redlińskiego zawiera ostrą, choć zakamuflowaną krytykę Komitetu Wojewódzkiego w Białymstoku”.

Po tej wypowiedzi Olszowskiego sprawa białoruskich rządów na Podlasiu nie ucichła. Na rekonesans po Podlasiu wybrał się Zdzisław Kurowski, członek Sekretariatu KC, były przewodniczący Zarządu Głównego ZMW. Kurowski z funkcjonariuszami KC trafili na posiedzenia komitetów partyjnych w Białymstoku, w Hajnówce i w Bielsku Podlaskim.

Jakież zdziwienie pojawiło się na twarzy Kurowskiego, gdy na posiedzeniu KW w Białymstoku niczego nie rozumiał, bo językiem posiedzenia był białoruski! Kurowski poprosił wówczas I sekretarza KW, Łaszewicza, żeby rozmowy odbywały się po polsku. Łaszewicz odparł: „Tu Białoruś, tu się mówi po białorusku”. Na boku Kurowski dowiedział się, że Białoruś okupowana jest przez Polskę!

Redliński opisał, jak to na okupowanej przez Polskę ziemi stanowiska w mediach, w szkołach, w urzędach, w milicji, w SB, w więziennictwie otrzymywali ludzie niekompetentni, jeśli tylko byli narodowości białoruskiej. No i został wyrzucony z „Kultury”, ale odtąd posiedzenia KW i KM na Podlasiu odbywały się już po polsku. W styczniu 1972 Kurowski zastąpił Arkadiusza Łaszewicza, I sekretarza KW, dawniej działacza Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi.

Dzisiaj na Podlasiu akcentowane są głównie kwestie wyznaniowe i narodowe. Cerkiew i stowarzyszenia związane z Cerkwią są głównym kanałem rozpowszechniania ważnych dla Białorusinów treści. Przed laty sfilmowałem niszczenie cmentarzy unickich, wykopywanie krzyży i niszczenie polskich napisów na krzyżach unickich i prawosławnych. W roku 1995 zrobiłem z tego dokumentację filmową (kilka kaset Beta S). Przedstawiłem tę dokumentację ówczesnemu rzecznikowi Episkopatu.

Proporcje wyznaniowe w Hajnówce – dwa skromnie kościoły i pięć cerkwi, w tym majestatyczny sobór Świętej Trójcy z dwiema galeriami dla 5 tys. wiernych – nie odzwierciedlają olbrzymiej przewagi żywiołu białoruskiego, wspartego przez telewizję Biełsat, przez białoruskie stacje radiowe, przez białoruski Internet i przez białoruskie gazety i aktywną działalność ludzi związanych z Cerkwią.

Przed laty Hajnówka słynęła z kultowego baru „U Wołodzi”. W barze witały gości twarze Lenina, Łukaszenki i Putina. Zewsząd słychać było rewolucyjne nuty i widać było rewolucyjną czerwień. Nie ma dziś baru, no i ludziom smutno.

Tu, w Kraju Biełsatu, 17 września 1939 i 17 lipca 1944, czyli wejście pierwsze i drugie sowieckich okupantów, to święta. W te dni władze białoruskie składają kwiaty pod pomnikami armii czerwonej! Patron, ulubieniec Białorusinów, to Włodzimierz Cimoszewicz, dawniej działacz SLD, premier, marszałek Sejmu, a dzisiaj siedzi w leśniczówce w Puszczy Białowieskiej.

Do głośnej dziś Białowieży prowadzi tylko jedna szosa z Hajnówki. Po dawnym pałacu carskim, spalonym w czasie wojny, niewiele zostało. Jest wygodny, ale drogi hotel z kiepską restauracją i kawiarnią. Czasy carskie pamięta Cerkiew Świętego Mikołaja. Akurat wokół cerkwi odbywa się procesja.

Wyjeżdżam z Białowieży w kierunku Dubicz Cerkiewnych i Kleszczeli. Mam jeszcze zamiar odwiedzić Grabarkę i Drohiczyn. W cichych Dubiczach wzrok przyciąga piękna Cerkiew Opieki Matki Bożej.

Gdy rozmawiam z ludźmi w Dubiczach Cerkiewnych albo w Kleszczelach, czuję gościnność, nawet serdeczną gościnność. Jest otwartość. No, może nie na tyle otwartość, żeby gadać o polityce. Czemu głosują tak, a nie inaczej? Bo tak zawsze głosowali. Bo takie mają namowy, takie wskazania swoich autorytetów moralnych i religijnych.

Tymczasem pielgrzymi z Dubicz i Kleszczeli w drodze na Świętą Górę Grabarkę prezentują na szosie wesołość, śpiewy, dobroć. To wspaniałe barwy Podlasia – religijne, a nie polityczne. W tym roku z Monastyru Opieki Matki Bożej w Moskwie zostały sprowadzone na Grabarkę relikwie Świętej Matrony Moskiewskiej. Wielki to honor dla Świętej Grabarki.

 

Z gwarnej, pełnej pielgrzymów Góry Tysięcy Krzyży jadę do Mielnika, a stamtąd do Niemirowa. Tu wsiadam na prom i płynę przez Bug do Gnojna. Płynę na tę stronę Podlasia, która dzień 17 lipca 1944 roku uznaje jednoznacznie za drugi najazd Armii Czerwonej, a nie za drugie wyzwolenie Podlasia.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej