Zbawienny lek czy trąd w Pałacu Prezydenckim?- Jerzy Jachowicz

Nie ma obecnie ważniejszej kwestii dla przyszłości Polski na wiele lat jak kształt propozycji ustaw o sądownictwie przygotowywanych przez Kancelarię Prezydenta.

Rozstrzygnie się ona najpewniej w końcu września. Jestem pełen niepokoju o kształt projektów, mających zreformować wymiar sprawiedliwości. Kładę nacisk na słowo „reforma”. W przeciwieństwie do np. „łagodnej reformy” albo „głębokiej nowelizacji”. Czy będą to tylko drobne zmiany już uchwalonych w czerwcu ustaw, które prezydent Andrzej Duda zawetował, czy zasadnicze zmiany, które wywrócą poprzednie ustawy do góry nogami?

Czy znajdą się tam propozycje, które po korektach przyjmie z ulgą i zadowoleniem środowisko związane z PiS, a przede wszystkim ogromna większość polskiego społeczeństwa, czy też będzie to wersja, którą z radością powita samo środowisko sędziowskie i opozycja polityczna?

Uratowanie walca zmian przed wywrotką?

Już w pierwszych uwagach prezydenta, kiedy ogłaszał swoje weto, znajdujemy zapowiedź, w jakim kierunku pójdą jego poprawki. Najwyraźniej jest przeciwnikiem radykalnej wymiany sędziów w Sądzie Najwyższym.

Niezadowolenie prezydenta wzbudziła też kwestia zbyt małego zakresu demokratyzacji przy wyborze sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa. Jeden z ludzi związanych z Kancelarią Prezydenta dodaje iż zdaniem prezydenta obydwie ustawy były niespójne i sprzeczne z Konstytucją. Nie omieszkał zaznaczyć, że zbyt duże uprawnienia miał w ustawach prokurator generalny i minister sprawiedliwości.

Niepokój budzą zapowiedzi doradców prezydenta. Wprawdzie prof. Andrzej Zybertowicz ujawnił, że prezydent popiera zmianę procedur i głęboką wymianę kadr, ale druga część tej opinii pozostaje w sprzeczności z głosem prezydenta, mówiącego o jego niechęci do „radykalnej wymiany sędziów w SN”.

Ten sam doradca doszukuje się pozytywów w zawetowaniu ustaw o reformie sądownictwa. Jego zdaniem, reformy państwa przeprowadzane przez PiS można porównać do walca dobrej zmiany. Do tej pory walec posuwał się po właściwej drodze, dzięki temu, że utrzymywał się w pewnych określonych regułach, w języku prof. Zybertowicza – „koleinach”. Otóż weto prezydenckie było wręcz zbawienne – sugeruje doradca prezydenta Dudy. Prawdopodobnie uchroniło walec dobrej zmiany od wypadnięcia z kolein. Co to znaczy?

Gdyby prezydent podpisał ustawy o KRS i SN w kształcie, w jakim je uchwalił parlament, walec wypadłby poza „koleiny”, co groziłoby katastrofą. Przewróceniem się na bok, a koła, na których się poruszał kręciłyby się w powietrzu. To mógłby być koniec władzy obozu politycznego dobrej zmiany – złowieszczo prognozuje prof. Zybertowicz. Zdesperowana opozycja polityczna z dużym skutkiem podburzała społeczeństwo, co stało się groźne dla państwa. – „Może się okazać, że prezydent przez te weta odebrał wiatr w żaglach inicjatyw, które mogły zdestabilizować państwo” – mówił w mediach prezydencki ekspert.

Rwetes, krzyki i protesty, a także głosy krytyki wobec prezydenta ze strony polityków i części publicystów prawicy zdaniem profesora Zybertowicza świadczą o tym, że społeczeństwo oraz politycy nie tylko opozycyjni, ale i ci z „dobrej zmiany” nie dorośli do współżycia w rzeczywistości pluralizmu. Nie umieją sobie radzić z odmiennymi postawami. Te krytyczne słowa profesora słowa w jakimś stopniu, muszę to z przykrością przyznać, odnoszą się do części prawicowych publicystów, w tym także do mnie.

Również Barbara Fedyszak-Radziejewska łaskawym okiem patrzy na weto prezydenta. Nie tylko usprawiedliwia go, ale pochwala, wskazując jako konieczny krok do „wprowadzenia dyskursu do przestrzeni publicznej oraz demokratycznych reguł gry”. Praktycznie oznacza to, że wszyscy będą mieli wpływ (w wyniku „demokratycznego-dyskursu”) na kształt wersji przygotowanej przez prezydenta.

Skamieliny III RP wiecznie żywe?

Dotychczasowe wątpliwości bledną jednak wobec faktu, że głównym autorem propozycji uznawanych za wersję prezydencką będzie były wiceminister w rządzie PO Michał Królikowski. Przesłankami do tego, jak mogą wyglądać projekty w jego wykonaniu, są jego opinie wypowiedziane już w momencie, kiedy propozycje ustaw przygotowanych przez parlament z pomocą Ministerstwa Sprawiedliwości były znane w kręgach specjalistów. Z opinii wygłoszonych przez Królikowskiego wynika, że będzie on stanowczym obrońcą rewolucji kadrowej w Sądzie Najwyższym, a więc zablokuje jeden z fundamentalnych fragmentów uchwalonej wcześniej ustawy. Twierdzi, że byłaby dla niego zrozumiała opcja zerowa w Sądzie Najwyższym, gdyby pracowali tam sami zdemoralizowani ubecy. Tymczasem większość sędziów Sądu Najwyższego w pełni zasługuje na to, aby tam realizować swoje zawodowe ambicje. Większość z nich to świetni fachowcy. Polskiego wymiaru sprawiedliwości nie stać na to, aby jednego dnia pozbywać się tych ludzi.

Jego zdaniem nieszczęśliwy jest również przepis stwarzający możliwość zatrudnienia w Sądzie Najwyższym dowolnej liczby sędziów delegowanych przez Ministra Sprawiedliwości. Królikowski chce przelać te uprawnienia w ręce prezydenta. Korzyść byłaby podwójna. Uniezależniałaby sędziów od wpływów Ministra Sprawiedliwości oraz byłaby bliższa zgodności z konstytucją. W ten sposób, uzasadniał swój pomysł, prezydent stałby się „kreatorem kadr i zasad funkcjonowania SN”. Jak łatwo przewidzieć w propozycjach Pałacu Prezydenckiego znajdzie się takie właśnie rozwiązanie.

Najbardziej niepokojąca perspektywa wpływu Michała Królikowskiego na kształt ustawy to pozostawienie na stanowisku pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf. Przypomnę, że jej kadencja, zgodnie z konstytucją trwa do roku 2020. To rozwiązanie stoi w oczywistej sprzeczności z tym, co w pierwotnej ustawie zaproponowały Ministerstwo Sprawiedliwości i PiS.

Warto przypomnieć również prywatne uwikłanie Małgorzaty Gersdorf. Jej drugim mężem (bodajże od 2010) jest Bohdan Zdziennicki, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Teoretycznie nie powinno się mieszać spraw prywatnych z oceną funkcji zawodowych. W tym przypadku jednak wystarczy poznać poglądy męża Małgorzaty Gersdorf wypowiedziane na jego blogach bądź wywiadach prasowych, by spostrzec, jak dalece są one przeciwne wszystkiemu, co związane jest z PiS. Trzeba by założyć utopijną zapewne sytuację, że poglądy Bohdana Zdziennickiego nie mają najmniejszego wpływu na Małgorzatę Gersdorf jako na prezesa Sądu Najwyższego, bo rozmawiają w domu wyłącznie o hodowli kwiatów.

Myślę, że nie. Wywodzimy się z tego samego rdzenia politycznego. Sam pan prezydent wielokrotnie mówił w kampanii jako prawnik i osoba, która wie, jak funkcjonuje w Polsce wymiar sprawiedliwości, że Polacy oczekują zmiany.

 

Gdyby tak było, w co dość naiwnie chce wierzyć marszałek Karczewski, to po pierwsze – prezydent Andrzej Duda nie zawetowałby uchwalonych w czerwcu ustaw. Po wtóre – nawet, gdybyśmy uznali, że podejmując tak trudną, nieoczekiwaną decyzję, kierował się uzasadnionymi, racjonalnymi powodami, to prezydencką wersję ustaw, przygotowywałby całkiem inny zespół fachowców.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej