Między gumowym młotem a skorodowanym kowadłem- Andrzej Gelberg

Czy Polska jest bezpieczna i co to dzisiaj znaczy? Czy musimy się obawiać zagrożeń z historycznie tradycyjnych kierunków: ze strony Rosji i – co obecnie wydaje się absurdalne – ze strony Niemiec? Wszak jesteśmy częścią zintegrowanej Europy i członkiem najsilniejszego na świecie paktu wojskowego, jakim jest NATO, do którego wszak należy także Republika Federalna. Czy zatem możemy porzucić wszelkie lęki i z optymizmem patrzeć w przyszłość? To zależy…

Marszałek Piłsudski pełniący kluczową rolę w II RP, sformułował w tej sprawie następującą dyrektywę: Polska powinna utrzymywać możliwie jak najlepsze relacje z Niemcami i Rosją, dodając – lepsze niż wymienione kraje między sobą. Ta dyrektywa była sensowna i logiczna, ale rozsypała się jak domek z kart, kiedy III Rzesza i Związek Sowiecki – państwa, które zionęły do siebie nienawiścią i były jak ogień i woda – ku zaskoczeniu wszystkich porozumiały się w pakcie Ribbentrop-Mołotow, co skutkowało IV rozbiorem Polski. Ktoś powie, że to stare dzieje, dziś nie do powtórzenia – i zapewne można byłoby się z tym zgodzić. Jednak przywołanie dyrektywy Marszałka odbyło się nie bez kozery. Dzisiaj stosunki naszego kraju z Federacją Rosyjską są od lat kiepskie, a z Republiką Federalną coraz bardziej szorstkie, natomiast oba te kraje między sobą dogadują się wyśmienicie.

Niemiecko-rosyjska metafizyka

Pierwszych Niemców, jako specjalistów różnych dziedzin, ściągnął do Rosji car Piotr I. Zostawali na dworze cara doradcami i wysokimi urzędnikami od spraw reformy państwa, podatków, polityki pieniężnej, ale także przyjeżdżali fachowcy od budowy okrętów, dróg i mostów itp. Wielu Niemców zaczęło robić karierę w armii cara. Ten trend utrzymywał się przez cały XVIII wiek – zwieńczony objęciem w Piotrogradzie tronu przez Katarzynę Wielką, co by nie było Prusaczkę. Przez cały wiek XIX stosunki rosyjsko-pruskie, a po zjednoczeniu Niemiec, rosyjsko-niemieckie, były poprawne i dopiero I wojna światowa ustawiła te kraje po obu stronach barykady. Rosja tę wojnę przegrała z kretesem, pod Tannenbergiem otrzymała potężne lanie(jednym z dowodzących rosyjską armią był Niemiec – gen. P. Rennenkampf), potem w wyniku rewolucji wycofała się z wojny. Rozlane w tej bitwie morze krwi, głównie rosyjskiej, nie przeszkodziło parę lat później w dogadaniu się w Rapallo przedstawicieli Republiki Weimarskiej (następczyni Cesarstwa Niemieckiego) i Związku Sowieckiego (będącego sukcesorem carskiej Rosji), w sprawie podpisania tajnej klauzuli dotyczącej układu wojskowego. Traktat wersalski nakładał na Niemcy istotne ograniczenia w zakresie wojskowości – Związek Sowiecki wyciągnął rękę wyrażając zgodę na podjęcie na jego terenie produkcji zakazanego sprzętu, a także udostępnił dla Wermachtu poligony nad Wołgą i Kamą.

Skutki drugiej wojny światowej, w porównaniu z pierwszą, były dla obu krajów znacznie bardziej dotkliwe. Niemców zginęło blisko 6 mln, w tym żołnierzy ok. 4 mln, na froncie wschodnim ok. 3 mln. Straty Związku Sowieckiego – 10 mln żołnierzy, 10 mln cywilów. Wydawało się, że po takiej hekatombie, nawiązania normalnych stosunków pomiędzy obu krajami będzie arcytrudne. Że będzie wymagało to bardzo długiego czasu. Stało się inaczej.

Zachodnie Niemcy przeszły denazyfikację, stały się krajem demokratycznym, podkreślającym przy każdej okazji swój pacyfizm, temat barbarzyńskiej okupacji z setkami tysięcy gwałtów na kobietach poszedł w zapomnienie. Związek Sowiecki zaś, acz temat Wojny Ojczyźnianej jest ciągle na piedestale, jako głównego wroga traktował przez całe lata Stany Zjednoczone, swojego sojusznika w II wojnie światowej. Patrząc na te paradoksy, trzeba jednak stwierdzić, że dobrze się stało, iż między tak krwawo walczącymi krajami doszło do normalizacji stosunków, chociaż dziwić trochę może brak pomysłu, żeby towarzyszyła temu ścieżka pojednania. Być może nie była konieczna – wystarczyła metafizyczna wzajemna fascynacja Niemców i Rosjan.

Polskie dylematy

Nie grozi nam dzisiaj, jak sądzę – odpukując w niemalowane drewno – wojna z którymkolwiek z naszych sąsiadów, chociaż dobrze, że rozbudowujemy i unowocześniamy naszą armię. Ponieważ nie możemy mieć istotnego wpływu na szczególne relacje rosyjsko-niemieckie, musimy przyjąć ten fakt do wiadomości. Źle się stało dla Polski, że doszło do brexitu, bo to oznacza wzrost dominacji Republiki Federalnej w Unii Europejskiej. Co więcej, jeśli powstanie Unia Europejska „dwóch prędkości”, lub w wersji krańcowej, dojdzie do jej rozpadu, to w każdym z tych wariantów pozycja Berlina będzie tylko rosła. Czy powinniśmy się tego obawiać, choć rzecz jasna nie wkroczenia do Polski Bundeswehry? Moim zdaniem – tak.

Jeśli wcześniej Niemcy nie oglądając się na protesty kilku krajów zbudowały wraz z Rosją Nord Steam I, to gdy staną się silniejsze, mogą ulec pokusie, że im wszystko wolno. Czy zatem jesteśmy bezradni? Niekoniecznie. Przeciwdziałaniem przed omnipotencją gospodarczą Niemiec jest skoncentrowanie się na unowocześnieniu własnej. Niezbędne jest – co na szczęście się dzieje – zerwanie z postawą klientystyczną wobec krajów dzisiaj od nas zamożniejszych i z ideologią „ciepłej wody w kranie”.

 

Niezbędne jest także prowadzenie aktywnej polityki zagranicznej, skoncentrowanej głównie na projektach gospodarczych i poszukiwaniu partnerów do ich realizacji.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej