Za Amber Gold stały służby. I bankierzy- Paweł Pietkun

Nawet jeżeli na pierwszy rzut oka afera Amber Gold wydaje się niczym więcej niż skrupulatnie zaplanowaną piramidą finansową z finałową kradzieżą dokonaną na 19 tysiącach Polaków, sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Brali w niej udział politycy PO, bankowcy i nadzór finansowy. Jak duży? To mają wykazać śledztwa prowadzone niezależnie przez prokuraturę i sejmową komisję śledczą.

Dzisiaj już wiadomo, że tak subtelnie skrojonej afery finansowej, która sięgnęła także spółek Skarbu Państwa oraz rodzin najważniejszych w państwie osób, nie byłby w stanie zaplanować i przeprowadzić Marcin Plichta, oszust finansowy, który, zabierając się za budowę Amber Gold, miał już za sobą kilka prawomocnych wyroków sądowych, między innymi za oszustwa finansowe.

Niewiele brakowało, a Plichta, mając u swego boku syna Donalda Tuska, ówczesnego premiera, przejąłby przynoszące straty Polskie Linie Lotnicze, czyli narodowego przewoźnika lotniczego. Zanim do tego doszło, subtelnie budowane oszustwo posypało się jak domek z kart.

Amber Gold, spółka założona przez Plichtę była, a przynajmniej podawała się za taki, pierwszym domem składowym w Polsce zajmującym się składowaniem metali szlachetnych. Inwestowała w złoto i inne kruszce, a także oferowała klientom kontrowersyjne lokaty w złoto, srebro i platynę, podpisując z nimi tzw. „umowy składu”. Logo firmy przedstawiało karawakę tzw. krzyż morowy z XVI wieku, chroniący przed zarazą.

Złoto tylko w bankowym sejfie

Lokaty cieszyły się wyjątkowym wzięciem – nic dziwnego, skoro w skali roku oferowano klientom do 18 proc. zysku. To wielokrotnie więcej, niż proponowały banki czy fundusze inwestycyjne stabilnego wzrostu. Założyciel spółki własną twarzą firmował plakaty, na których osobiście gwarantował bezpieczeństwo lokat. To miał być „zysk pewny”, bo firma nie inwestowała na giełdzie, tylko kupowała złoto, które z czasem – to trend praktycznie niezmienny, odkąd pierwsze statki wprawy Kolumba wróciły z Nowego Świata – zyskuje na wartości.

Zgodnie z polskim prawem dom składowy powinien współpracować z bankiem, w którego skarbcu przechowuje wszystkie certyfikowane metale szlachetne i klejnoty. To właśnie ów bank jest gwarantem, że dom składowy ma w swoim posiadaniu tyle złota, ile deklaruje na rynku. I tu pojawia się rola nadwiślańskich bankierów, którzy potwierdzali, że spółka Marcina Plichty ma kilkaset kilogramów złota, choć naprawdę miała w skarbcu niewiele ponad 50 kg, co okazało się tuż po upadku piramidy finansowej.

Szybko przyznały to instytucje nadzoru finansowego, w tym Komitet Stabilności Finansowej, który w opublikowanym w 2013 roku raporcie zauważa, że wyłudzenie pieniędzy przez Amber Gold od 19 tys. osób było możliwe m.in. dzięki zaniechaniom ze strony instytucji publicznych, wskazując przede wszystkim na Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ABW , CBŚ oraz część banków współpracujących z Amber Gold. Komitet oszczędził wyłącznie Komisję Nadzoru Finansowego, która próbowała interweniować w 2009 roku, wpisując Amber Gold na listę ostrzeżeń publicznych i informując prokuraturę w Gdańsku o możliwości oszustwa finansowego na wielką skalę.

KNF nas szkaluje

KNF próbowała złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez trzy lata – za każdym razem prokuratorzy umarzali postępowania. Po kolejnym doniesieniu spółka… pozwała KNF, najpierw wzywając Komisję do upublicznienia zastrzeżeń.

„Amber Gold zwraca się do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) o upublicznienie zastrzeżeń, kierowanych przez KNF w stosunku do działalności spółki, oraz o wskazanie przepisów prawnych stanowiących podstawę funkcjonowania publikowanej przez KNF listy ostrzeżeń publicznych” – pisał zarząd Amber Gold.

Z powodów, które dzisiaj wyjaśnia Komisja Śledcza, Marcin Plichta był pewien, że prokuratorzy będą mu szli na rękę. Czy miała na to wpływ umowa o pracę, którą dostał Michał Tusk, syn ówczesnego premiera i szefa Platformy Obywatelskiej? Sam zainteresowany twierdzi, że nie. Nieprzesłuchany jeszcze Donald Tusk zapewnia media, że „jest dumny ze swojego syna”.

Pozew przeciwko KNF trafił do sądu w 2010 roku. Zarząd Amber Gold skarżył się na bezczynność nadzoru finansowego, który nie odpowiedział, jakie zarzuty ma wobec spółki.

„(…) KNF nie ustosunkowała się do powyższych żądań, w związku z tym w dniu 16 kwietnia 2010 r. spółka Amber Gold złożyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie skargę na bezczynność KNF – pisał zarząd w komunikatach prasowych.

I dalej: „W trakcie postępowania sądowego jednoznacznie stwierdzono, że brak jest jakichkolwiek podstaw prawnych czy nawet zasad prowadzenia listy ostrzeżeń publicznych, w tym dopisywania i wykreślania podmiotów. Konsekwencją tego może być jedynie stwierdzenie, że działania KNF związane z przedmiotową listą mają charakter arbitralny i nie podlegają de facto żadnej kontroli administracyjnej. Zarówno Amber Gold Sp. z o.o. jak i opinia publiczna nigdy nie otrzymały od KNF informacji określających konkretne zastrzeżenia względem spółki. Bez wątpienia można wysunąć wniosek, że okres 3 lat jest wystarczający, aby przygotować i wskazać zastrzeżenia, natomiast ich brak ewidentnie wskazuje na niedookreślony charakter przesłanek, w oparciu o które działa Komisja. Co więcej, podkreślić należy, że czynności sprawdzające przeprowadzone przez prokuraturę nie wykazały nieprawidłowości.

Ponadto na uwagę zasługuje fakt, że przedmiotem czynności sprawdzających były między innymi transakcje zakupu i sprzedaży fizycznego złota, srebra i platyny, co potwierdza, że lokaty założone przez klientów Amber Gold są w pełni bezpieczne i mają pokrycie w kruszcu, określonym w umowach lokat, przechowywanym w formie fizycznych sztabek złota, srebra i platyny w skarbcach: własnym i zewnętrznych wynajmowanych przez spółkę. Komisja swoimi celowymi działaniami w istotny sposób wpływa na dobre imię, wiarygodność i renomę firmy Amber Gold, podważając podstawy jej działalności i przyczyniając się do powstania negatywnych komentarzy medialnych”.

Polityczna nagonka

Dalej Marcin Plichta twierdził, że zamach na jego firmę ma charakter polityczny. Zaś „działanie KNF (…) utrudnia realizację pozostałych projektów spółki, w tym prowadzenia bezprecedensowych i innowacyjnych przedsięwzięć biznesowych, takich jak efektywne wejście na rynek i bardzo dynamiczny wzrost linii lotniczych OLT Express. Należące do Amber Gold linie OLT Express od pierwszych dni skutecznie i z sukcesem konkurują z dużo większymi podmiotami na rynku, w tym również z państwową spółką LOT”.

W 2014 roku przeciwko Plichcie (17 zarzutów) i jego żonie (12 zarzutów) toczyło się postępowanie karne, cywilny pozew zbiorowy złożony przez poszkodowanych inwestorów, którzy złożyli także kolejny pozew zbiorowy przeciwko Skarbowi Państwa. Założyciel Amber Gold jest podejrzany w sumie o popełnienie 24 przestępstw, jego żonie postawiono 17 zarzutów.

Rachunki, gwarancje, kredyty...

Przed sądem będą odpowiadać także bankierzy m. in. z BGŻ (dzisiaj to bank BGŻ BNP Paribas), którzy nie tyko prowadzili rachunki dla Amber Gold, ale także gwarantowali, że spółka posiada złoto i platynę w deklarowanych publicznie ilościach. Po zamknięciu firmy prokuratora zabezpieczyła 57 kg złota należącego do spółki. Kilkukrotnie mniej, niż powinno go być.

Być może – w związku z personalnymi koneksjami rodziny Tusków z założycielem Amber Gold – nie bez znaczenia było, że bank BGŻ w czwartej części należał do Skarbu Państwa. Powstał w 1975 roku w wyniku połączenia Centralnego Związku Spółdzielni Oszczędnościowo-Pożyczkowych i państwowego Banku Rolnego. W 1994 roku został przekształcony w spółkę akcyjną i rozpoczął współpracę z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, zajmując się kredytowaniem działalności rolniczej. Do listopada 2004 dominującym właścicielem banku był Skarb Państwa, którego udział w akcjonariacie wynosił ponad 69 proc. Pozostałe akcje należały do sektora bankowości spółdzielczej, w tym do Banku Polskiej Spółdzielczości w Warszawie, Gospodarczego Banku Wielkopolski w Poznaniu i Mazowieckiego Banku Regionalnego w Warszawie.

W grudniu 2004 dokonano zmian w księdze akcyjnej poprzez wpisanie nowych akcjonariuszy, tj. Rabobanku International Holding B.V. (13,76 proc.) oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (15,00 proc.).

W styczniu 2005 udział Rabobanku w akcjonariacie zwiększył się do 35,30 proc. w wyniku dokonanego zakupu akcji należących dotąd do banków zrzeszających.

Na początku 2008 r. Rabobank nabył wszystkie akcje należące do Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, a 4 kwietnia 2008 r. przejął kontrolę nad BGŻ, uzyskując ponad 50 proc. głosów na walnym zgromadzeniu. Od dnia debiutu giełdowego Skarb Państwa miał 25,17 proc. akcji banku. Akcjonariusze banku, czyli banki zachodnie, starały się o możliwość prowadzenia prywatyzacji (czyli de facto sprzedaży) Polskich Linii Lotniczych LOT. Twórca Amber Gold zapowiadał wówczas, że będzie zainteresowany nabyciem narodowego przewoźnika. Również z pomocą kredytów – między innymi z kasy BGŻ.

 

Bezczelność i tupet twórcy Amber Gold warte są odnotowania.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej