Młode Talenty- Stanisław Srokowski

Kacper Słomka CHŁÓD (c. d)

W poprzednim odcinku Dawid, student z Polski, przyjechał do Anglii, by zarobić trochę na życie. Poznajemy jego usposobienie, sposób myślenia, lęki i fobie, wiemy, że ma problemy w kontaktach z dziewczynami, nigdzie nie czuje się najlepiej, słowem, typ nadwrażliwca. W pracy chciałby pogadać z Rumunką, ale nie zna języka. Dzięki niemu poznajemy Anglię, obyczaje, warunki pracy, styl życia Brytyjczyków, a także przeżycia poszukiwaczy chleba.

***

Wkrótce za wchodzącymi ludźmi wszedł do hali i uderzyło go to, co uderzało go zawsze, ilekroć tu wchodził. Coś, do czego nadal się nie przyzwyczaił. Zimno. Paskudne zimno, odcinające jakby halę i całą fabrykę od świata na zewnątrz. Konserwujące wszystko wewnątrz i tworzące z fabryki jedną wielką lodówkę, a zarazem zmuszające pracowników do grubego ubierania się i niezależnie od tego za każdym razem torturujące ich całą zmianę. Znosił je, ilekroć przychodził do pracy, powtarzając sobie, że pieniądze wymagają poświęceń, a zarazem nie był zdolny na dłuższą metę przyzwyczaić się do niego. To znaczy, przyzwyczajał się, na krótko, ale potem znowu stawało się to trudne do zniesienia. Teraz przyzwyczajał się, idąc jeszcze do małej kanciapki, w której pracownicy zakładali gumowe rękawiczki. Wreszcie wszedł na linię. Wyjął pierwszą skrzynkę sałaty lodowej, którą należało teraz pokroić i oczyścić przed wrzuceniem na jadącą jednostajnym, mechanicznym tempem taśmę. Wbił nóż w pierwszą z brzegu, wyciągnął, rzucając ją na deskę i krótkim szybkim ruchem wyciął z niej kaczan. Rzucił na taśmę. Następna sałata. Mógł tak w minutę wrzucić ich na taśmę dziesięć, a nawet więcej, gdy się pospieszył. Tak mijały minuta za minutą.

Obok jakieś dwie kobiety rozmawiały. Dawid ignorował ich gadanie. Jak zwykle bez słowa robił swoje. Od rozmów miał przerwę. Ciął więc sałatę w spokoju i milczeniu, patrząc tylko, czy nie obserwuje go brygadzista.

Mijały minuty. Chłód powoli zaczynał już wnikać w ciało. By się uwolnić od zimna, spróbował nieco przyśpieszyć ruchy, ale to nic nie dało. Czuł, jak chłód wnika w jego ciało przez podeszwy u stóp, których kalosze wcale nie chroniły przed chłodem, przez dłonie, wciąż dotykające zimnej sałaty, przez zasłonięte zgodnie z wymogami higieny pracy uszy. Przenikał powoli całe ciało i w tym momencie przyszedł brygadzista:

– Pan stanie na boksy.

– Tak jest.

– No to po kask. Szybko.

To było wybawienie. W pewnym sensie. „Boksy” oznaczały pracę przy rzucaniu skrzynek. Była ona bardziej męcząca niż krojenie, ale rozgrzewała, co w tej chwili miało dla Dawida pewne znaczenie. Popędził więc do pomieszczenia, w którym niedawno zakładał rękawiczki i tam szybko założył kask, po czym wrócił na linię wrzucać skrzynki. Jedna skrzynka na jedną, druga na drugą stronę. Gdy już było ich wiele, należało je dopychać. Ludzie z krojenia opróżniali jednak skrzynki w szybkim tempie. Dawid nie miał nawet sekundy przestoju przy wrzucaniu kolejnych skrzynek i odnoszeniu pustych. Było mu z tym jednak dobrze, bo już po chwili zaczęło być mu ciepło. Potem zrobiło się za ciepło, gdy zaczął go oblewać perlisty pot. Kolejne minuty zaczęły powoli przynosić zmęczenie, na które młody mężczyzna starał się nie zwracać uwagi, dopóki nie zaczęło naprawdę mu doskwierać. Wówczas zaczął spoglądać na zegar wiszący na ścianie.

Do przerwy było już niewiele, zaledwie kilka minut. I w tym momencie znów podszedł do niego ten sam brygadzista.

– Po breaku pójdziesz na pakowanie.

– Po breaku?

– Tak po breaku. Wrzucaj dalej.

Dawid zaczął wrzucać dalej. Jedna skrzynka na jedną, druga na drugą stronę. Coraz szybciej i szybciej. Aby do przerwy. W krótką chwilę zarzucił nimi całą linię i wtedy rozległo się anglojęzyczne wołanie:

– Break!

Wszyscy wychodzili na przerwę. Dawid również szybkim krokiem zszedł ze swojego stanowisko i pomaszerował do wyjścia. Zdjąwszy w szatni robocze ubranie, pomaszerował szybkim krokiem schodami na górę. Tam była kantyna. Wszedłszy do kantyny, zobaczył, że przy stoliku siedzi Sebastian. Podszedł do stolika i przywitał się z nim po przyjacielsku. Usiadł, wyjął termos z herbatą i kanapki, spoglądając na pijącego również herbatę Sebastiana.

Sebastian tak jak i Dawid był studentem, jednak z innego uniwersytetu, innego wydziału, w innym mieście. Studiował w Poznaniu filologię germańską. Miał wikińską rudą brodę, krótkie rude włosy i ciepłe brązowe oczy. Wiecznie się uśmiechał, skrywając za uśmiechem swoją nieprzeniknioną naturę. Był jednym z niewielu ludzi w tej fabryce, z którym Dawid lubił rozmawiać, może ze względu na liczne wspólne tematy. Tym razem jednak to Sebastian zagaił rozmowę:

– Gdzie pracowałeś?

– Na boksach.

– I wracasz tam po breaku?

– Nie. Idę na pakowanie. A ty?

– No ja byłem na pakowaniu i tam wracam. Spotkamy się – Sebastian uśmiechnął się z lekka. – Na pakowaniu zimniej – dodał z troską.

– Idzie wytrzymać.

– Niby idzie. Robisz jedną linkę?

– No. Ale zapierdziela.

– Sałata?

– A co. Pamiętasz jak gadaliśmy o czipowaniu?

– No. I co?

– Zachęciłeś mnie do przeczytania Apokalipsy. Powiem ci, że spodobała mi się. Czyta się jak fantasy.

– Ale tu nie chodzi o fantastykę. Ważne jest odczytanie symboli.

– Człowieku. Tolkien też używał symboliki w swoich dziełach. Dla mnie Tolkien i św. Jan to podobnego gatunku literatura. Oczywiście jeśli mówimy o Apokalipsie.

– Rozumie co masz na myśli, ale jeśli tak podchodzisz do Biblii...

– Mówiłem ci już o moim agnostycyzmie.

– Racja. Ja cię nie zamierzam nawracać. Po prostu lubię sobie porozmawiać z kimś inteligentnym o literaturze.

– Uważasz więc mnie za inteligentnego człowieka?

– Myślę że mam takie prawo.

– No cóż. Niewielu ludzi ma podobne mniemanie o mnie.

– Niesłusznie.

– Słuchaj, właściwie po co przyjechałeś do Anglii?

– Zarobić pieniądze, a ty?

– Powiedzmy, że szukać szczęścia.

– Ach, zapomniałem. To cel wszystkich ludzi, prawda?

– Owszem – odparł, udając, że nie zauważa ironii.

– To ci się nie uda – odparł rzeczowo Dawid.

– Czemu tak myślisz?

– Z bardzo prostej przyczyny. Prawdziwe szczęście tu na ziemi jest nieosiągalne. Poza tym jesteś za mądry. Wiedza przynosi ból. Trzeba umieć rozgraniczyć, czy dążysz do szczęścia czy do wiedzy, bo tego nie da się pogodzić. Nawet jeśli dążysz do szczęścia, już teraz wiesz zbyt wiele. Poznanie jest związane z cierpieniem. Chyba wiesz o tym.

– Gadki Schopenhauera?

– Niekoniecznie.

– Nienawidzę nihilistów.

– Cóż za paradoks. Ty jesteś agnostykiem nienawidzącym nihilistów. Ja chrześcijaninem zgadzającym się z wieloma ich tezami.

– Ile do końca przerwy?

– Jakieś osiem minut. Idę na fajkę. Idziesz?

– Nie tym razem.

– Rzadko palisz.

– Staram się, nie palić. Idź bo się spóźnisz.

– Racja.

Dawid dopiwszy jednym haustem herbatę, biegiem zszedł do palarni. W milczeniu wypalił papierosa, a potem skierował się do szatni. Przy lustrze zobaczył, że Sebastian chowa swoją brodę w maseczce.

– Podziwiam – rzekł.

– Co?

– Że zamiast zgolić brodę, wolisz się męczyć w tym cholerstwie.

– Przyzwyczajenie.

Dawid westchnął, kręcąc głową i poszedł zakładać kalosze. Już po chwili był gotów ponownie wejść do hali.

Hala znów powitała go chłodem, ale Dawid zareagował już z większą obojętnością. Założywszy gumowe rękawiczki poszedł do drugiej hali, gdzie znajdował się dział pakowania. Natychmiast podszedł do kierowniczki (wiedział, że jest Rosjanką) i spytał po rosyjsku:

– Gdzie?

– Idź na jedenastkę.

– Tak jest.

Po tej wymianie zdań natychmiast poszedł na jedenastą linię. Rozejrzawszy się wokół, prędko pomaszerował po paletę i błyskawicznie przepchnął ją na stanowisko. Tymczasem na linii znalazła się już pierwsza skrzynka do odebrania. Dawid szybkim ruchem położył ją na palecie. Linia na razie szła powoli, miał więc chwilę, by spojrzeć kto ładuje woreczki do skrzynek. Osobą, która to robiła, była młoda Rumunka. Przynajmniej Dawid uważał ją za Rumunkę i wszystko, począwszy od jej smagłej cery i ciemnych włosów, skończywszy na charakterystycznym akcencie i wyjątkowej małomówności, zdawało się na to wskazywać. Dawid kojarzył skądś tę dziewczynę, ale teraz nie miał czasu pomyśleć, skąd. Jechała kolejna skrzynka. Dawid odebrał ją i znów popatrzył na urodziwą Rumunkę. Odwzajemniła jego spojrzenie i przez chwilę zdawało się Dawidowi, że się uśmiechnęła, ale to i tak nie miało znaczenia. Nie umieli bowiem ze sobą rozmawiać. Nieznajomość języka była barierą i Dawid dobrze o tym wiedział, już wcześniej bowiem kilka razy pracował razem z tą dziewczyną, a raz nawet jechał z nią, ale nawet nie znał jej imienia. W tym czasie linia przyśpieszyła.

Teraz Dawid przerzucał już skrzynki jedna za drugą i nie miał czasu na patrzenie gdziekolwiek. Nawet nie poczuł z tego powodu rozczarowania. Był skupiony na pracy. Wkrótce jakieś pół palety było pełne, a tymczasem podeszła do niego kierowniczka, każąc mu obsługiwać również linię obok, gdyż kolega z ósemki szedł na przerwę. Dawid przyjął tę decyzję bez szemrania, jednak w głębi duszy był zdenerwowany. Dwie linie oznaczały bieganie i szarpaninę.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej