Nie spóźniać się na pociągi- Michał Mońko

Rząd planuje dekoncentrację rynku mediów. Późno czy nie za późno na porządkowanie rynku mediów? Dlaczego dekoncentracja teraz, a nie piętnaście lat temu? Ludzie nie wiedzą, co oznacza dekoncentracja. Znowu jak zwykle brakuje informacji. No więc można spodziewać się, że wykorzysta to KOD, a jeśli nie KOD, to Obywatele. I powiedzą, że rząd dokonuje zamachu na wolne słowo.

Pomysł z dekoncentracją nienowy w Europie. Niemcy dokonali głębokiej dekoncentracji i restrukturyzacji mediów zaraz po wojnie, rozliczając się z nazizmem. Szwedzi nigdy nie dopuścili do koncentracji mediów. A tymczasem Polska, wychodząc z totalitarnego systemu, nie rozliczyła się z komunizmem, zamieniła system mediów w nieplewiony ogród.
Telewizyjne żerowisko
Telewizja publiczna pierwszych lat nowej Polski niczym dziwka przechodziła z rąk do rąk, stając się biznesem nielicznych. Powstawały fortuny! Bogacili się dyrektorzy i kierownicy produkcji, bogacili się prezesi telewizji, zwanej bezpodstawnie publiczną. Zajrzyjcie do kieszeni tych, którzy wtedy, na początku nowej Polski, podpisywali produkcję, zamawiali seriale i stałe programy. Zajrzyjcie, a będziecie wiedzieli, co stało się z mediami.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji rozdawała koncesje – ale wedle jakiego klucza? Przecież było wiadomo, kim są i jakie programy będą produkować właściciele telewizji komercyjnej. A teraz krzyk, zgrzytanie zębów.
Ale żeby ten prywatny rynek mógł dobrze funkcjonować, trzeba było zniszczyć telewizję publiczną. Mało kto wie, że faktycznie nie ma u nas telewizji publicznej. Są gmachy telewizji, a produkcja telewizyjna jest wyprowadzona do form zewnętrznych, zaprzyjaźnionych z dyrektorami, z prezesami etc. Po co więc te gmachy na Woronicza? Wystarczy kiosk z napisem „Kasa Telewizji Polskiej”.
Zamiast zreformować – niszczono
Reformatorzy mówią teraz o rynku mediów drukowanych. Doskonale znam ten rynek. To już nie ogród nieplewiony. To bagno niezmeliorowane. W roku 1990 szef gabinetu premiera Mazowieckiego prosił mnie czterokrotnie, bym rozwiązał Solidarność Dziennikarzy Prasy, bo „Mazowiecki chce zlikwidować prasę RSW”. No i zlikwidował, zamiast przekształcić.
Gazety były niszczone tak, jak Hunowie niszczyli wsie i miasteczka. Po likwidacji RSW jedyną wielkonakładową gazetą opiniotwórczą stała się „Gazeta Wyborcza”. Z innych gazet byli eliminowani dziennikarze, którzy dali się rozpoznać, że nie należą do odpowiedniego towarzystwa. Na bruku znaleźli się nawet wybitni reporterzy, graficy, fotoreporterzy. Odbyła się totalna czystka.
I krok po kroku wchodził do prasy zagraniczny biznes. Dziennikarze fachowi byli zastępowani przez niefachowców. Teksty słowne były zastępowane tekstami ikonicznymi. Chłopcy ze słusznych środowisk z dnia na dzień stawali się naczelnymi redaktorami wielkich gazet. Dziewczynki ze słusznych środowisk stawały się legendarnymi dziennikarkami śledczymi. Gazety padały albo szybko stawały się zsypem tekstów, których nikt nie czytał.
Powstały kolorowe tygodniki opinii. Jedne kuszą dziś czytelników brukową głupotą, drugie kuszą sensacją polityczną. Zewsząd leje się ideologia, a nie informacja. Na ideologicznych ściekach robi karierę farbowana prawica i niefarbowani przeciwnicy prawicy. I tak kręci się interes.
Podwaliny pod dzisiejszy system prasy położyła Komisja Likwidacyjna RSW. Rozejrzyjcie się teraz – przypomnijcie sobie, kto był w Komisji Likwidacyjnej? Kto zajmował się w ogóle RSW? Kto sprzedawał, co sprzedawał, komu sprzedawał? Co robiła w tym czasie Najwyższa Izba Kontroli? Nie wiecie, nie widzicie? Chyba macie bielmo na oczach, bo ci, co podejmowali decyzje, wciąż są wysoko.
Władza establishmentu
Dzisiaj jacyś ludzie, specjalnie dobrani niefachowcy, mają naprawić to, co zepsuli fachowcy. Nie naprawią. I o to przecież chodzi, żeby zagubili się, żeby się skompromitowali. Żeby wszystko dalej było ogrodem nieplewionym, żeby było bagnem.
Pojawiają się wielkie idee. Reforma owinięta jest w te idee, jak owijało się śledzie w „Trybunę Ludu”. Zabagniony system mediów potrzebny jest „grupie trzymającej władzę”. Dowiedzieliśmy się o tym w czasie afery Rywina. Tam chodziło o informację, biznes i władzę. Dzisiaj chodzi o to samo.
Media, które funkcjonują na rynku, nie opisują tego, co jest, ale to, co wspomaga władzę i służy do kontrolowania rzeczywistości. Oczywiście, władzą nie jest rząd, ale establishment. Rząd nie ma władzy.
Mało kto zauważa, że Polska żyje w mroku informacyjnym, niekiedy w informacyjnej nocy. Światło informacji zastępuje fikcja, która służy nieuczciwym politykom, propagandystom, sekciarzom, manipulatorom. Nie potrzebują oni prawdziwych stwierdzeń o faktach, by uprawiać swoją politykę, rozpowszechniać swą ideologię, formować opinię publiczną. Prawda blokuje propagandę, niweczy manipulację.
Tu należy zapytać, a co robi Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji? Nic nie robi. Po prostu jest. Sytuacja na rynku mediów, to właśnie rezultat funkcjonowania ćwierć wieku KRRiT. Strach pomyśleć, jakim rezultatem skończy się najnowsza reforma rynku mediów, w którą angażuje się Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oraz Rada Mediów Narodowych!
Tam są dopiero siły sprawcze!
W istocie, kto czeka na informację? Brak informacyjnej osłony reform – o czym pisałem dawniej i dopiero co – mści się na reformach samorządowych, na reformie sądownictwa etc.
Spóźniona kampania informacyjna w sprawie sądownictwa przypomina sytuację, gdy rząd z pakietem projektów reform pod pachą spóźnił się na ostatni pociąg do Sejmu. Następny pociąg już nie nadjedzie. Warszawa nie będzie powiększona, a reforma sądów będzie kadłubkiem reformy zaprojektowanej. A zatem – nie wolno spóźniać się na ostatni pociąg!
Zróżnicowane informacje i idee
Trzeba wiedzieć, że media są nerwem państwa, nerwem narodu. To centralna instytucja sfery publicznej, definiowana jako przestrzeń miedzy rządem, a społeczeństwem. Medialne konglomeraty, przedsiębiorstwa, funkcjonują na rynku jako jednostki gospodarcze i z tego tytułu podlegają regulacjom prawnym, dotyczącym konkurencji i monopolu.
Jednak myli się ten, kto uważa, że stacje telewizyjne i radiowe, a także gazety opiniotwórcze, powinny być pod względem biznesowym traktowane tak samo jak fabryki samochodów czy gwoździ papiaków. Konkurencja na rynku mediów ma skutkować czymś więcej niż tylko niższymi cenami i lepszą jakością.
Konkurencja ma przede wszystkim zapewnić różnorodność produktów, czyli ma umożliwiać prezentowanie różnych poglądów, pośredniczenie w negocjacjach i sporach politycznych.
Postulowany system mediów powinien zatem ułatwiać prywatnym jednostkom i `grupom udział w życiu publicznym, powinien zachęcać grupy do publicznej debaty i kształtowania polityki publicznej. Powinien ukazywać szerokiej publiczności sposób, w jaki funkcjonują organizacje przedstawicielskie, poddając je pod ciągły osąd opinii publicznej.

Istnienie kilku dominujących mediów prywatnych może być tolerowane jedynie pod warunkiem istnienia silnej i niezależnej pozycji nadawcy publicznego, jako dostarczyciela zróżnicowanej informacji, idei i wiedzy.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej