Jak Don Kichot z wiatrakami-Paweł Pietkun

Zdaniem Wojciecha Sawickiego, samozwańczego „rzecznika praw kredytobiorcy”, banki – bezwzględnie wszystkie – oszukiwały klientów na oprocentowaniu. Swoje wyliczenia oraz tłumaczenia unijnych dyrektyw dotyczących banków (które to tłumaczenia – jak się okazało – nie były bez znaczenia) Sawicki wysyłał do wszystkich najważniejszych urzędów w Polsce.

Czy był skuteczny? Sawicki twierdzi, że nie – jednak po tych skargach UOKiK zaczął masowo karać banki za łamanie i naginanie prawa. Zdarzało się, że bankowcy musieli płacić niemal 2 mln złotych kar. Kwestia procentowania i wysokości kredytów dla klientów indywidualnych zawsze była newralgiczna dla Polaków i obsługujących ich banków. Dlaczego? Powód jest prosty – większość klientów bankowości, podpisując umowę kredytową np. na 10 000 zł, spodziewa się właśnie tyle dostać i spłacać ów kredyt powiększony o umówione oprocentowanie z rozłożeniem na równe raty. Zwykle jednak nie było mowy o tym, żeby klient dostawał pełną kwotę kredytu czy pożyczki. A jeżeli dostawał całe 10 000 zł, to na umowie znajdowała się wyższa kwota, co wzbudzało bunt (jak się okazało słuszny) oraz niezadowolenie Sawickiego, z kalkulatorem i dziesiątkami przepisów wyliczającego, jakie powinny być rzeczywiste odsetki od kredytów.
Polska straciła niepodległość na rzecz banków
– Po zlikwidowaniu w 2011 r. (w Ustawie o Kredycie Konsumenckim) limitu ograniczającego koszt pożyczek (który w różnych formach i wysokościach obowiązywał nieprzerwanie w ustawach od 1635 r.) i dzięki tej swobodzie, braku nadzoru i obojętności rządu, mamy ponad dwukrotnie droższe kredyty od przeciętnej światowej, a roczne dochody banków to ok. 16 miliardów zł, co jest znaczącą pozycją w ich budżetach – wyjaśniał Sawicki w skargach na banki.
– Wywieziono za granicę przez ostatnie 8 lat 100 mld zł (GUS). To ma charakter grabieży Polaków i Polski i jest hamulcem rozwoju gospodarczego jak i prowadzi do tragedii wielu rodzin (i licznych samobójstw), ludzi którzy dali się nabrać na pułapki kredytowe. I nikogo to nie wzrusza, a w szczególności Kancelarii Premiera.
Rzeczywiście skargi, które trafiały do poprzednich rządów, nie znajdowały zrozumienia. Ani rząd, ani urzędy administracji publicznej powołane do kontrolowania działalności instytucji finansowych, nie traktowały ich poważnie. Nie uważały również, że sytuacja w Polsce powinna zostać naprawiona.
– Dodać tu jeszcze trzeba, że ten limit kosztów, dotyczący kredytów konsumpcyjnych, wynikający z szumnie określanych przez Radę Polityki Pieniężnej stóp procentowych, nic nie znaczy, bo dopłaty poza odsetkowe są przecież nieograniczone – informował samozwańczy „rzecznik kredytobiorców”.
– I jest to paskudna obłuda służąca tylko do tego, żeby się wydawało, że się nad tym panuje. I przykładowo w Credit Agricole koszt opłat dodatkowych (np. prowizji i ubezpieczenia) jest 43 razy większy od limitowanej kwoty odsetek, a w Banku Pocztowym jest oferta z oprocentowaniem 0 proc., a RRSO wynosi 819 proc. i jest to równoważne pożyczce z oprocentowaniem 240 proc. A limit tego oprocentowania wynosi aktualnie 10 proc. (czterokrotność stopy kredytu lombardowego) i zgoda na to, to po prostu cyrk i kompromitacja rządu.
Tych przykładów jest oczywiście dużo więcej, a moje monity pozostają bez echa. Zlekceważył to nawet Sąd Najwyższy, a nie mówię o RPP, NPB, UOKiK, KNF czy ministrze finansów, który przed rokiem podjął próby wprowadzenia ustawy limitującej te koszty kredytu. Przyjęte tu założenia nie spełniają oczekiwań i mają charakter probankowy, ale mimo ostrej krytyki przesłano to 2 czerwca 2015 r. do Sejmu. O poważnym rozwiązaniu problemu, czyli zlikwidowaniu pojęcia dopłat i przyjęciu oprocentowania jako jedynego parametru kredytu – co jest stosowane na całym świecie – nikt nie chce słuchać ani rozmawiać. Polska straciła niepodległość na rzecz banków.
Banki na widelcu UOKiK
Dopiero jedna ze skarg, która za poprzedniego rządu trafiła do Komisji Europejskiej, sprawiła, że zareagowała administracja publiczna, a sytuacja na styku klient-bank zaczęła się zmieniać. Zareagował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który rozpoczął szczegółowe kontrole umów podsuwanych klientom przez żądnych zysków bankowych urzędników. Już w tym roku UOKiK nałożył karę na Getin Noble Bank. Niemałą, bo ponad 1,7 mln złotych. Za kampanię reklamową z 2015 roku, która wprowadzała w błąd. Bank zobowiązał się również do rekompensaty publicznej. Urząd zakwestionował drobny druk w ulotkach i reklamach kredytu w Getin Noble Banku. Zbyt krótki był też czas wyświetlania tekstu w spotach telewizyjnych. Wymagane prawem informacje o kredycie muszą być bowiem przedstawiane konsumentom w sposób umożliwiający ich odczytanie i zrozumienie. W kampaniach reklamowych tego banku tak nie było.
Stopa oprocentowania, całkowita kwota kredytu, rzeczywista roczna stopa oprocentowania (RRSO), czas obowiązywania umowy, całkowita kwota do zapłaty, wysokość rat – te informacje powinny znaleźć się w każdej reklamie kredytu konsumenckiego w sposób umożliwiający ich odczytanie i zrozumienie. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakwestionował sposób, w jaki Getin Noble Bank informował konsumentów o konsolidacyjnym kredycie konsumenckim.
Kampania reklamowa trwała od kwietnia do grudnia 2015 r. Zastrzeżenia urzędu wzbudziły ulotki, a także reklamy telewizyjne i internetowe. Urząd uznał, że wymagane prawem informacje były na tych nośnikach przedstawione zbyt małą czcionką, a czas wyświetlania tekstu w spotach telewizyjnych – zbyt krótki.
– Materiały marketingowe powinny być dostosowane do nośnika, na którym są prezentowane. Wymagane prawem informacje powinny być przedstawione w sposób jednoznaczny, zrozumiały i dobrze widoczny. Na przedsiębiorcy ciąży szczególna odpowiedzialność, by dostosował swój przekaz do możliwości danego medium. Dlatego bank powinien dopilnować, by komunikat zawierający informacje wymagane przez ustawę o kredycie konsumenckim był w reklamie wyświetlany jak najdłużej i był jak najlepiej widoczny. Szczególnie, że siła oddziaływania reklamy na konsumentów jest znaczna – mówił prezes UOKiK, Marek Niechciał.
Ponadto urząd zbadał sposób przedstawienia w materiałach reklamowych tzw. reprezentatywnego przykładu. Zgodnie z prawem, bank musi zaprezentować warunki kredytu, na jakich spodziewa się zawrzeć co najmniej dwie trzecie umów na dany produkt. Ma to ułatwić potencjalnym klientom porównywanie ofert różnych banków na podobne kredyty. Tymczasem, jak wykazało postępowanie UOKiK, Getin Noble Bank przedstawił dwa reprezentatywne przykłady dla kredytu konsolidacyjnego, tj. kredytu z ubezpieczeniem i kredytu bez ubezpieczenia – które zestawił ze sobą. W ocenie urzędu utrudniało to konsumentom porównywanie oferty Getin z ofertami innych banków. A to naruszenie zbiorowych interesów konsumentów.
Rekompensata publiczna
Niezgodne z prawem praktyki zostały już przez banki zaniechane.
W zakresie zarzutu dotyczącego reklamy telewizyjnej bank zobowiązał się do rekompensaty publicznej. Wszyscy klienci, którzy skorzystali z oferty na kredyt konsolidacyjny 5 proc. niższa rata w trakcie trwania telewizyjnej kampanii reklamowej i w ciągu 14 dni od jej zakończenia (kampania trwała od 1 do 28 czerwca 2015 r.) zostali objęci obniżką oprocentowania o 0,5 proc. lub zwrotem odsetek pobranych przez ostatnie 6 miesięcy spłacania kredytu.
Podobnie w pierwszej połowie bieżącego roku UOKiK wszczął postępowania przeciwko Deutsche Bank, Getin Noble Bank i Raiffeisen Bank Polska. Działania urzędu dotyczyły uznania za niedozwolone klauzul zawartych we wzorcach umów, regulaminach i aneksach do umów kredytów i pożyczek hipotecznych wyrażonych w walutach obcych. Chodzi o niejasne zasady ustalania kursów walut.
– Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdza klauzule zawarte we wzorcach aneksów do umów kredytów i pożyczek hipotecznych wyrażonych w walutach obcych. Działania zostały podjęte po sygnałach otrzymanych od konsumentów. Sprawdzamy zasady ustalania kursów w 10 bankach – przekonywał Marek Niechciał. W postępowaniach wątpliwości budziły postanowienia dotyczące sposobu określania wysokości kursów walut obcych obowiązujących w Deutsche Bank, Getin Noble Bank i Raiffeisen Bank Polska. Są one nieprecyzyjne, ustalane dowolnie – np. w oparciu o „kursy średnie międzybankowe” (Raiffeisen Bank Polska), „średni kurs z rynku walutowego (forex)” (Deutsche Bank) czy płatny „serwis Reuters” (Getin Noble Bank, Raiffeisen Bank Polska). Banki odsyłały też konsumentów do tabel, które same sporządzają, jednak nie określają, kiedy i ile razy dziennie będą opracowywane i publikowane. W rezultacie, kredytobiorca nie może sam oszacować kursu, po którym bank przeliczy ratę.
Postępowania przeciwko bankom mogą zakończyć się wydaniem decyzji, w której prezes UOKiK może zakazać dalszego wykorzystywania danego wzorca umowy. Maksymalna kara może wynieść do 10 proc. obrotu banku. Prezes urzędu może też określić środki usunięcia trwających skutków naruszenia.

Bankierzy obiecali poprawę…

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej