Młode Talenty- Stanisław Srokowski

Dominika Olicka

KIM JEST?

Poznałem ją tego lata w Mrągowie, w czasie festiwalu kultury kresowej. Wystąpiła z interesującą poezją na wieczorze autorskim. Poprosiłem o teksty do naszej gazety. Zgdziła sie chętnie. I oto plon naszej znajomości. Jest młoda, skromna, przed nią otwierają się drzwi do świata literackiego. Urodziła się 10 kwietnia 1996 r. w Wilnie. W 2015 r. otrzymała świadectwo ukończenia gimnazjum im. Ferdynanda Ruszczyca w Rudominie. Obecnie studiuje indologię na Uniwersytecie Wileńskim. Debiutowała w 2013 r. w konkursie poetyckim w ramach XIII Światowych Dni Poezji UNESCO, po czym dołączyła do Nowej Awangardy Wileńskiej przy Republikańskim Stowarzyszeniu Literatów Polskich. W 2014 r. została laureatką XXXI Międzynarodowego Konkursu Literackiej Twórczości Dzieci i Młodzieży im. Wandy Chotomskiej (Słupsk). Jej twórczość została również zamieszczona w antologiach poetyckich „Susitikimai – Сустрэчи – Spotkania” (Wilno, 2013), „W zakolu Wilii” (Wilno, 2016) oraz „Świat idzie inną drogą” (Słupsk, 2016). Interesuje się kulturą Azji, pasjonuje się rękodziełem, lubi rysować. Przez życie idzie, kierując się dwiema myślami: „Wierszy się nie pisze, wiersze się piszą” i „Nie pokładaj dużych oczekiwań, a nigdy nie będziesz zawiedziony”.

POEZJA TO DAR BOŻY

(Z Dominiką Olicką rozmawia Stanisław Srokowski)

 

Jak został przyjęty Twój debiut poetycki przez najbliższą rodzinę, kolegów, przyjaciół?

Debiut został przyjęty bardzo ciepło. Członkowie rodziny jeden po drugim prosili o egzemplarze pierwszej antologii, w której ukazały się moje wiersze. Na szczęście egzemplarzy wystarczyło dla wszystkich i nikt nie został skrzywdzony. Kilka z nich (3-5 egzemplarzy) znalazło się też w bibliotece gimnazjum, do którego wówczas uczęszczałam. W szkole na mój debiut bardziej reagowali nauczyciele, gratulowali mi i życzyli dalszych sukcesów.

 

Którzy poeci są Ci bliscy i dlaczego?

Na ogół lubię poezję, więc w każdym poecie zawsze udaje mi się znaleźć coś czarującego.

Jeżeli jednak próbowałabym wyłonić kogoś szczególnego, to byliby: Wisława Szymborska, Salomea Neris, Aleksander Puszkin, Adam Mickiewicz, Marina Cwietajewa i Izabela Zubko, z którą koresponduję od grudnia 2016 r.

Czym jest dla Ciebie poezja?

Poezja jest czymś poza światem materialnym. Darem Bożym, a może szeptem przedwcześnie zamilkłych dusz. Nie wiem. W pisaniu jest coś uniwersalnego, a zarazem bardzo subiektywnego. Poezja – to coś, co przychodzi, odchodzi i znowu wraca samo przez się. Poezja – to słowa, których serce już nie jest w stanie utrzymać.

 

Jakbyś opisała poezję litewską?

Poezja litewska zazwyczaj jest bardzo ciepła, przepełniona subtelną miłością do Ojczyzny i mocnymi więziami z przyrodą. Memu sercu są bliscy Salomea Neris, Witautas Maczernis, Maironis. Salomea Neris (lit. Salomėja Neris) przypomina Wisławę Szymborską. To poetki o bardzo kruchej i mocnej duszy jednocześnie, wyłapujące z otaczającego świata to, co najsubtelniejsze. Witautas Maczernis (lit. Vytautas Mačernis) zmarł w bardzo młodym wieku, mając zaledwie 23 lata (a więc teraz jestem prawie jego rówieśniczką) od przypadkowego odłamka pocisku artyleryjskiego. Mimo młodego wieku świetnie władał słowem, subtelnie nim operując i tworząc charakterystyczną lekkość i mglistość poezji, świetnie pasującą do opisywania wspomnień z dzieciństwa (,,Wizje”; 1938-1942). Maironis jest uważany tu na Litwie za poetę patriotycznego i w tym jest sporo prawdy. Dużo pisze o miłości do Ojczyzny, a miłość w utworach Maironisa jest nadzwyczaj szczera i czysta. Pisze też o przemijaniu życia.

Mickiewicz jest wieszczem obu narodów. Podziwiam jego miłość i dążenie do przyjaźni narodów, co też zgadza się z moim światopoglądem – „Do przyjaciół Moskali” jest moim ulubionym utworem Adama Mickiewicza.

 

Czego nowego z Twojej poezji możemy się wkrótce spodziewać?

Szykuję wiersze do swojego pierwszego tomiku. Okazuje się, że to spory kłopot. Co innego przyszykować wiersze do drukowania, co innego myśleć o tytule, okładce i ewentualnych ilustracjach. Jednak warto. Z niecierpliwością czekam na spełnienie marzenia z dzieciństwia – wydania własnej książki.

WIERSZE

(Nie)skończona symfonia

 

Napięta struna wyobraźni pękła i rozdwojona

Zamarła w trwodze i zachwycie:

A więc... Wszechświat jest nieskończony?

Czas zastygł bezradną plamą wosku w chłodnym niebycie.

 

Dziecinne rozumu kaprysy

Uparcie nadają nieskończonej materii

Ograniczone rysy.

Niezwyciężona ludzka łobuzeria.!

 

Za cud przyrody uważa się człowiek narcystyczny

I tak przyrównuje Wszechświat do siebie,

Jak własne możliwości analogicznie,

Wciskając w ramy te potęgi obie.

 

Niepodwładny mustang, czarniejszy od nocy

Po preriach wyobraźni nadal galopuje.

Nikt go nie widział, lecz ofartuszeni w biel prorocy

Od wieków o tym widmie desperacko dyskutują.

 

W oczekiwaniu na nieoczekiwanego gościa

 

Finezyjność sanskrytu

Otula eterycznymi falami

Filozofii bytu i niebytu.

A Muza nagabuje pomysłami.

 

Głucha noc nasycona

Gęstym kobaltem i magią Morfeusza

Zastyga mumią nieznanego faraona.

A Muza szepce do obydwu uszu.

 

Moje skupienie jak dziką ptaszynę

Płoszy jaskrawa jak nocna Aurora

Przez Muzę rzucona izolująca peleryna.

Zawsze przychodzi nie w porę.

 

A może jednak...?

 

Jesienna herbata

 

Szary świat

Tchnie zewsząd smutkiem i wilgocią.

I tak powtarza się już od kilkudziesięciu lat.

Miasteczko grzęźnie w błocie,

Czarne drzewa, szare chmury.

Wieje wiatr jesienny,

A krople deszczu padają z góry

Na domek niewielki kamienny.

Po szybach spływają,

Za którymi wiszą szare firanki

Co czarne wzory na sobie mają.

Za nimi stół, a na nim filiżanka.

Przy stole sylwetka wdowy starej,

Co dłońmi naczynie objęła,

Smutnymi oczyma wpatruje się w kłęby pary

I przypominać dobre czasy poczęła.

Oto w kłębach pary,

Pojawia się męża wizerunek

Niczym pod działaniem czarów.

Jedno wspomnienie, drugie i nie ma już ratunku-

Chwile dawne unoszą się z pamięci głębi

Jedna po drugiej, jak para z herbaty,

Jak stado gołębi,

Puszczone na weselu przed laty.

I oto z szarych oczu łzy się potoczyły

Na czarnej sukni kołnierz.

Pociski nad nim się nie zżaliły,

Chociaż był to dzielny żołnierz.

Dzieci sieroty już swe dzieci mają,

Powyjeżdżali za granicę.

Wdowę tylko czasami zwiedzają,

Wracając na rodzinną ulicę.

Dawno to tak było, że nie pamiętają już jak ojca kochali,

Nie mogą jego twarzy nawet przypomnieć,

Bowiem byli wtedy jeszcze bardzo mali.

Lecz ona nie może go zapomnieć.

I tak drżącymi rękoma trzymając filiżankę herbatę pije,

A słone jak wdowy życie łzy do napoju wpadają.

Lecz nagle obumarłe serce wdowy szybciej bije:

Kłęby pary stopniowo znikają

I już dno filiżanki widnieje,

Ale wciąż ciepłe jest samo naczynie

I wdowy dłonie jeszcze grzeje.

Jej mąż wcale nie zginął,

Pamięć o nim będzie żyć wiecznie, umarło tylko jego ciało!

Wcale jak ta herbata: nie ma już jej,

Lecz filiżanka ciepło napoju zachowała,

Dłonie i serce starej wdowy ogrzała.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej