Prezydencki niewypał z doradcą- Jerzy Jachowicz

Nie wiadomo, od kogo zaczęła się afera wokół prezydenta Andrzeja Dudy, ale widać, że może on mieć poważny kłopot. Łączy się z nim nazwisko prof. Michała Królikowskiego, którego przez ostatnie dwa miesiące opinia publiczna brała za doradcę prezydenta przy tworzeniu ustaw dotyczących reformy sądownictwa.

Sprawa z pewnością daleka jest od kompromitacji Pałacu, ale niewątpliwie stanowi poważny kryzys. Opozycja podniosła krzyk, że jest to próba wywarcia nacisku na prezydenta, aby w ostatniej chwili nadał taki kształt ustawom o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, aby spełniała ona wymogi, jakie stawia jej Prawo i Sprawiedliwość.

Uchować się przed zarzutami?

W momencie, gdy za kilka godzin ma nastąpić finał prac prezydenta nad dwoma ustawami reformującymi wymiar sprawiedliwości, pojawia się sprawa, którą można odczytywać na dwa sposoby. Albo mamy do czynienia z nieuczciwością głównego bohatera, prof. Michała Królikowskiego, który podjął się współpracy przy nowelizacji ustaw o KRS i SN, albo jest to uderzenie w prezydenta Andrzeja Dudę, będące swoistym rewanżem za jego weto wobec ustaw wcześniej uchwalonych już w parlamencie.

Być może, jak twierdzi opozycja, jest to próba wywarcia nacisku na prezydenta. Pogrożenia mu palcem, że jeśli nie będzie grał razem z PiS-em, zawsze znajdą się na niego „haki”, które przekreślą jego szanse na drugą kadencję. Niezależnie od tych interpretacji okazało się, że wprowadzenie prof. Michała Królikowskiego do gry związanej z pisaniem na nowo ustaw zakończyło się bolesną klęską Pałacu. Jest raczej pewne, że całkowicie niezawinioną przez Andrzeja Dudę.

Nie wiadomo też, czy to z inicjatywy Kancelarii Prezydenta prof. Michał Królikowski przez kilka ostatniech tygodni, przed publicznym ogłoszeniem ustaw, występował niemal jako oficjalny recenzent ustaw zawetowanych przez prezydenta na początku trzeciej dekady lipca. Udzielając się w mediach na lewo i na prawo, krytykował tamte ustawy i udzielał licznych pouczeń i rad. Czy prof. Królikowski występował w mediach, aby uwypuklić swoją rolę w tworzeniu nowych ustaw, czy chciał zapewnić sobie nietykalność na wypadek ewentualnych zarzutów w sprawie uwikłania się w niejasne związki z przestępcami wyłudzającymi VAT? Inaczej mówiąc, być może swoją aktywnością w mediach chciał przygotować sobie linię obrony wobec moralnie sytuacji po publicznym ujawnieniu szczegółów prokuratorskiego śledztwa.

Istnieją przesłanki, że chciał przygotować sobie mocną tarczę – prezydenta Andrzeja Dudę.

Śledztwo rozpoczęło się latem 2015 roku

Kiedy drażliwe fakty zostały ujawnione, prof. Michał Królikowski w sposób bezceremonialny wykorzystał swoją obecną pozycję przy prezydencie. Powiedział wprost: „Stałem się mimowolną ofiarą. Ten atak na mnie jest w gruncie rzeczy nagonką na pana prezydenta Andrzeja Dudę”.

Jednocześnie zaczął przewidywać jakieś dramatyczne możliwości zemsty prokuratury za to, że włączył się do współpracy przy opracowaniu ustaw. Oznajmił, że przygotował żonę i dzieci na to, że sam może być zatrzymany. Uprzedził też swoich współpracowników z prywatnej kancelarii adwokackiej o możliwości wtargnięcia funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego i zarekwirowania akt klientów. Te straszne zagrożenia, dawał znać w domyśle, pojawiły się w momencie, gdy zaczął pracować nad ustawami. Tylko przez fakt związania się z Pałacem Prezydenckim znalazł się w „na celowniku prokuratury”.

Te wyjaśnienia nie budziły pełnego zaufania. Nie będący przecież sympatykiem PiS prof. Andrzej Rzepliński stwierdził, że zasłanianie się przez Królikowskiego prezydentem Andrzejem Dudą, a ściślej tym, co robi dla prezydenta, to nic innego jak budowanie sobie zasieków obrony. Rzepliński trafnie zauważa, że w momencie podejmowania współpracy z Kancelarią Prezydenta Królikowski powinien poinformować Andrzeja Dudę o kłopotach związanych z działaniami prokuratury. Winien po prostu powiedzieć, że wprawdzie jako adwokat bronił gangsterów, ale jest całkowicie niewinny i ma absolutnie czyste ręce.

Prokurator krajowy Bogdan Święczkowski sprostował pojawiające się informacje, jakoby uderzenie w prof. Królikowskiego nastąpiło w momencie, gdy rozpoczął on współpracę z Kancelarią Prezydenta. Podczas konferencji prasowej Święczkowski poinformował, że śledztwo, w którym pojawia się prof. Królikowski, rozpoczęło się latem 2015 roku. Nieuprawnione są więc jego stwierdzenia. Kalendarium faktów wykazuje, że śledztwo zaczęło się w 2015 roku, a 8 lutego 2017 roku została zatrzymana grupa ludzi zamieszanych w aferę VAT-owską. Było to wiele miesięcy przed tym, zanim ktokolwiek mógł przewidzieć weto prezydenta w sprawie ustaw o KRS i SN.

Wersja prof. Michała Królikowskiego „nie trzyma się kupy”. Na konto kancelarii Królikowskiego przelano 1 milion złotych. Po jakimś czasie inni adwokaci, na których konta przelewano podobne sumy, zostali zatrzymani. Dopiero wtedy występujący w roli adwokata Królikowski poinformował CBŚ o swoim przelewie. 17 lipca 2017 mecenas Królikowski odmówił ujawnienia tych informacji, uniemożliwiając prokuratorowi zabezpieczenie tych środków, podczas, gdy inni zatrzymani adwokaci bez zastanowienia ujawnili konta, na które trafiły pieniądze z mafii VAT-owskiej. W toku śledztwa ustalono też, że przelewy na konto mecenasa Królikowskiego trafiały także w lutym, marcu i kwietniu tego roku. Chodzi o 150 tys. dolarów i kilkaset tysięcy złotych. Wszystko w ramach tzw. depozytu adwokackiego, który jest nieznany w polskim systemie prawnym. Jak twierdzi prokuratura, możliwe, że część tych pieniędzy prof. Królikowski wykorzystał na cele prywatne.

Mecenas Królikowski nie chciał wskazać prokuraturze numeru tego konta, powołując się na tajemnicę adwokacką. Tymczasem Trybunał Konstytucyjny w 2017 roku wydał wyrok, wedle którego tajemnica adwokacka nie może być wykorzystywana do „ukrywania środków pochodzących z przestępstwa”. Jak jest naprawdę, raczej się nie dowiemy. Niemniej jednak zrobiło się nieprzyjemnie.

Intryga czy zaniedbanie służb?

Przedstawiciele Kancelarii Prezydenta doszukują się jednak raczej świadomego działania prokuratury podległej Ministrowi Sprawiedliwości w ujawnieniu przecieku na temat prof. Królikowskiego. Ich zdaniem chodzi o podważenia pełnej wiarygodności Pałacu Prezydenckiego przy tworzenia ustaw. Impulsem do dania tego przecieku i postawienia prezydenta Andrzeja Dudy w niezręcznej sytuacji, ma wynikać z kolei z powodu rozbieżności kształtu ustaw między oczekiwaniami PiS a wersją przygotowaną przez prezydenta.

Stali doradcy prezydenta, Barbara Fedyszak-Radziejowska i prof. Andrzej Zybertowicz uważają, że obowiązkiem służb – kontrwywiadu lub CBŚ – było poinformowanie prezydenta o uwikłaniu prof. Michała Królikowskiego. Służby winny to zrobić nawet gdyby prof. Królikowski występował w tym śledztwie jako świadek i bez żadnych zarzutów. Gdyby prezydent miał takie informacje, mógłby w pełni świadomie zdecydować, czy zaprasza prof. Królikowskiego do współpracy.

 

O wiele cięższego kalibru działa wytacza opozycja. Bartosz Arłukowicz, Adam Szłapka z Nowoczesnej, a także europoseł Krzysztof Hetman z PSL uważają, że sprawa Królikowskiego jest intrygą przeciwko Andrzejowi Dudzie zorganizowaną przez ministra Ziobrę z przyzwoleniem kierownictwa PiS.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej