Kto chce spirali zadłużenia?- Paweł Pietkun

Bankowy Tytuł Egzekucyjny był narzędziem prawnym niespotykanym gdzie indziej w świecie – tylko nad Wisłą. I tutejsze banki potrafiły z niego korzystać. Zdarzało się (i wciąż zdarza), że klienci, którym przy kredycie powinęła się noga, spłacali dług kilkukrotnie.

Batalia o likwidację BTW trwała długie lata, ale firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne, które zakładali pracownicy banków i same instytucje bankowe, wciąż kierują rynkiem długów wartym bajońskie pieniądze.

Wierzytelności

Jak informuje Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych, u schyłku marca tego roku wartość nominalna wierzytelności obsługiwanych przez ankietowane przez KPF firmy osiągnęła poziom 101,5 mld zł, a to oznacza trzyprocentowy wzrost względem ostatniego kwartału minionego roku. W ujęciu bezwzględnym wartość obsługiwanych w I kwartale wierzytelności była o 2,9 mld zł wyższa niż w poprzednim okresie.

Większość tych długów to pożyczki i kredyty zaciągnięte w bankach przez firmy i klientów indywidualnych. Duża część tych wierzytelności nie powinna w ogóle istnieć. Choćby dlatego, że wiele tych długów zostało dawno spłaconych.

Uważna lektura ofert bankowych z ostatnich dwóch dekad daje odpowiedź, dlaczego bankom zależy na uzależnieniu klientów od kredytów i zadłużenia. To nie tylko kwestia przytrzymania klienta i jego pieniędzy, ale również proponowania mu kolejnych kredytów, dzięki którym miałby spłacić te poprzednie…

Jeden z siedmiu grzechów głównych: chciwość

Przez wiele lat bankierzy reprezentujący obcy kapitał na polskim rynku bankowym prowadzili w sejmowych korytarzach batalię na rzecz wprowadzenia niespotykanego w krajach rozwiniętych rozwiązania prawnego dającego bankom możliwość ściągania długów swoich klientów w dowolnym momencie i niemal w dowolnej wysokości – bez sądu i wyroku sądowego. W gronie lobbystów rozmawiających w kuluarach o Bankowym Tytule Egzekucyjnym był m.in. Jan Krzysztof Bielecki, wówczas były już premier, szef Kongresu Liberalno-Demokratycznego a w niedalekiej przyszłości prezes jednego z największych banków w Polsce (Pekao SA.). Bankierzy, którzy często pojawiali się na korytarzach sejmowych, rozmawiali z posłami SLD i PSL. Premier Włodzimierz Cimoszewicz nieraz zapowiadał „unowocześnienie” bankowości w Polsce. Miało ono polegać m.in. właśnie na uzbrojeniu banków we wspomniane narzędzie.

Bankowy Tytuł Egzekucyjny był specjalnym, pozasądowym tytułem egzekucyjnym stwierdzającym istnienie wymagalnej wierzytelności banku wobec osoby, która bezpośrednio dokonała z nim czynności bankowej lub która była dłużnikiem banku z tytułu zabezpieczenia wierzytelności banku wynikającej z czynności bankowej i złożyła pisemne oświadczenie o poddaniu się egzekucji oraz gdy roszczenie objęte tytułem wynikało bezpośrednio z tej czynności bankowej lub jej zabezpieczenia.

BTE mógł być także podstawą egzekucji przeciwko osobie trzeciej, gdy osoba ta przejęła dług wynikający z podpisania umowy o kredyt. Mógł on zostać wystawiony na podstawie ksiąg banków lub innych dokumentów związanych z dokonywaniem czynności bankowych. Bank po spełnieniu określonych wymogów mógł wystąpić do sądu o nadanie tytułowi egzekucyjnemu klauzuli wykonalności. Po nadaniu przez sąd tej klauzuli BTE stawał się tytułem wykonawczym i był podstawą wszczęcia egzekucji sądowej przez komornika. Dlaczego było to niebezpieczne? Otóż jeżeli klient spóźnił się na przykład ze spłatą ostatniej raty, uzbrojony w BTE bank ściągał z niego kredyt razem z oprocentowaniem – niezależnie od tego, ile wcześniejszych rat było spłaconych. Zdarzało się, że klienci spłacali swoje kredyty po dwa razy. Procesy sądowe o zwrot nadpłaconego kredytu od banku, które zaczynały się dekadę temu, wciąż toczą się przed sądami – przynajmniej większość z nich.

Bankom zdarzało się nadużywać tego narzędzia – dlatego po kilku latach batalii przed sądami w 2015 roku Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepisy o BTE są w całości niezgodne z Konstytucją. Zaś od ubiegłego roku przestały obowiązywać w ogóle. W konsekwencji wyroku TK i przyjętej ustawy (BTE został ostatecznie zlikwidowany przez Sejm) posługiwanie się aktualnie dawnymi bankowymi tytułami egzekucyjnymi w toczących się nadal postępowaniach cywilnych jest traktowane jedynie jako posłużenie się dowodem wystawionym przez tylko jedną ze stron procesu i nie tworzy szczególnych skutków procesowych, z jakimi dotąd wiązało się posługiwanie się bankowymi tytułami egzekucyjnymi.

Dług nasz powszedni

To nie jedyne narzędzie, którym banksterzy w Polsce napędzali spiralę zadłużenia klientów. Kolejne, do zbudowania którego była potrzebna doskonała znajomość przepisów księgowych i podatkowych, to fundusze sekurytyzacyjne umożliwiające bankom handlowanie długami swoich klientów oraz ukrywanie w bankowej księgowości podwójnych zysków ze sprzedaży jednego produktu. Niektóre z banków zakładały firmy windykacyjne, które kupowały fundusze od banków-założycieli, generując sztuczny, choć wysoki obrót, co nie pozostawało bez znaczenia dla inwestorów giełdowych kupujących akcje banków.

Fundusz sekurytyzacyjny to szczególny typ funduszu inwestycyjnego zamkniętego, który poprzez emisję certyfikatów inwestycyjnych gromadzi środki na nabycie wierzytelności (w tym wierzytelności finansowanych ze środków publicznych). Taki fundusz jest dla banku narzędziem finansowym pozwalającym na sprzedaż złego (czyli trudnego do ściągnięcia) kredytu na rynku finansowym, co powoduje prosty efekt pozbycia się niewygodnych pasywów na rzecz przychodów ze sprzedaży instrumentu finansowego. Praktycznie nigdy sprzedaż długu do funduszu (który najczęściej kupuje firma windykacyjna) nie powoduje, że bank przestaje starać się o zwrot kredytu – wprost przeciwnie. Bank dochodzi przed sądem zwrotu kredytu, który niezależnie od banku ściągają również windykatorzy. Finał takiej operacji może być korzystny wyłącznie dla instytucji finansowych, choć często działały one na granicy prawa.

Dlaczego? Polskie prawo mówi, że spłacać trzeba kwotę uzgodnioną w umowie i w terminie przewidzianym umową. Sama umowa o pożyczkę czy kredyt nakłada obowiązki nie tylko na kredytobiorcę, ale także na kredytodawcę – ten ostatni musi zadbać, by w razie opóźnień w spłacie, wezwać na czas kredytobiorcę do zapłaty, a jeśli to nie pomoże, w odpowiednim czasie wykonać czynności przewidziane prawem, by swoją wierzytelność odzyskać, tj. skierować sprawę do sądu. Dzisiaj banki wolą „wyhodować” większy dług powiększany z roku na rok o odsetki karne i inne opłaty ukryte, a następnie zamiast dochodzić swojej wierzytelności w sądzie, sekurytyzować ją (w uproszczeniu – sprzedać) do funduszu powołanego przez firmę windykacyjną. Zdarza się, że dług klienta jest multiplikowany kilkakrotnie i dochodzi go kilka funduszy. Banki i fundusze uzyskują w ten sposób odpisy podatkowe i efektownie wyglądające sumy w bilansach, a pozyskane ze sprzedaży pieniądze przeznaczają – w przypadku tych pierwszych – na kolejne akcje kredytowe.

Działanie ze schematu

Schemat działania współpracujących z bankami windykatorów jest zawsze taki sam – składają pozew do sądu, zazwyczaj do e-Sądu w Lublinie (Elektroniczne Postępowanie Upominawcze), podając – nawet celowo – stary nieaktualny adres pozwanego lub wpisując aktualny adres z błędem (np. zamieniając numer domu z numerem mieszkania). Powoduje to, że e-Sąd wysyła korespondencję „na Berdyczów”, a pozwany nie ma świadomości, że toczy się wobec niego postępowanie, zatem nie może się sprzeciwić, nie ma możliwości obrony. Łamane jest w tym wypadku konstytucyjne prawo obywatela do uczciwego procesu. W konsekwencji pozwu złożonego z błędnym adresem pozwanego, e-Sąd wydaje nakaz zapłaty, który wobec niezgłoszenia sprzeciwu (bo przecież zainteresowany nie został powiadomiony o toczącym się procesie) uprawomocni się po 30 dniach i sprawa trafia do komornika. Ten, w przeciwieństwie do e-Sądu skutecznie szuka dłużnika i zajmuje mu wynagrodzenie za pracę, rachunki bankowe, a często także ruchomości i nieruchomości.

Według szacunków prawników zajmujących się nieuczciwymi działaniami banków i windykatorów (m.in. Fundacji Angeli Iustitia) ponad 80 proc. dochodzonych przez firmy windykacyjne roszczeń jest przedawnionych, zawyżonych, a niejednokrotnie nawet spłaconych w terminie pierwotnemu wierzycielowi.

 

W rynku długów wartym dzisiaj 101,5 mld złotych świetnie odnajdują się bankowcy. W końcu to jedyna możliwość sprzedania kredytu dwa, trzy a nawet cztery razy – najpierw klientowi, a potem windykatorom.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej