Miasto, którym rządzi „miasto”- Agnieszka Wojciechowska van Heukelom

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz po raz kolejny nie stawiła się przed Komisją Weryfikacyjną ds. Reprywatyzacji. Arogancja władzy została ukarana, bo komisja nałożyła na nią karę grzywny (łącznie 12 tysięcy).

Kilka dni temu na poczet spłaty komornik zajął prywatne konta prezydent.

Hanna Gronkiewicz-Waltz wciąż powtarza, iż nie pojawia się przed Komisją, bo „jest ona niekonstytucyjna”. Problem w tym, że prezydent Warszawy nie jest organem uprawnionym do orzekania o zgodności ustaw z Konstytucją.

Co więcej Hanna Gronkiewicz-Waltz wykazuje skrajną niekonsekwencję w tej sprawie. Nie reaguje na wezwania Komisji, a jednocześnie wysyła na jej posiedzenia reprezentujących ją urzędników. Czy można być bardziej niekonsekwentnym?

Rzekoma niekonstytucyjność Komisji Weryfikacyjnej ds. Reprywatyzacji to nie jedyny powód niestawiania się prezydent Warszawy na przesłuchania.

Kto za tym stoi

Hanna Gronkiewicz-Waltz twierdzi, że jest to sprawa polityczna. Tym razem wcale się nie myli. Prezydent Warszawy (podobnie jak prezydent Łodzi Hanna Zdanowska) nie zawiesiły przecież swojej działalności partyjnej po wygranych wyborach. Nadal zarządzają strukturami Platformy Obywatelskiej w swoim regionie. A prezydent miasta jest jednoosobowym organem wykonawczym i ponosi odpowiedzialność za to, co się w nim dzieje.

Po wyborach te aktywne działaczki dobierały kadry urzędu spośród swoich towarzyszy partyjnych. Problem dzikiej reprywatyzacji w Warszawie i Łodzi jest nierozwiązany i nasilał się w ostatnich latach od lat. A oszuści wyłudzili w każdym z tych miast co najmniej po kilkaset kamienic – przy całkowitej bezczynności czy też przyzwoleniu miejskich urzędników.

Opinia publiczna jest zatem upoważniona do uznawania, iż to nie kto inny jak Platforma Obywatelska ponosi odpowiedzialność za nierozwiązanie problemu dzikiej reprywatyzacji w Polsce.

Lata zaniedbań

Podlegli prezydentom Warszawy czy Łodzi urzędnicy nagminnie zaniedbują swoje obowiązki i nie informują pisemnie lokatorów kamienic o ich przekazaniu potencjalnym spadkobiercom wraz z lokatorami zasiedlanymi wcześniej często przez miasto. Mieszkańcy dowiadują się o takich zmianach zazwyczaj z kartek niedbale wrzuconych do skrzynek czy na wycieraczki, na których nowy właściciel wskazuje numer konta do wpłat coraz bardziej zawyżonych czynszów. Gdy lokatorzy zgłaszają się do urzędników z problemem są ignorowani. Miasto nie poczuwa się do zorganizowania dla nich np. innych mieszkań, choć wraz z przejęciem budynku wcześniejsze prawo do lokalu komunalnego przecież nie wygasło.

Handel ludźmi

Handel ludźmi jest zabroniony, tymczasem w momencie przekazania kamienicy z lokatorami to właśnie lokatorzy stają się zakładnikami sytuacji. Czują się sprzedani, zdani na łaskę nowego właściciela lub jego pełnomocników.

Przykład Łodzi pokazuje, iż pełnomocnictwa tych ostatnich w ogóle nie są sprawdzane przez miejskich urzędników. Dzięki temu pożytki z zarządzania licznymi kamienicami czerpią latami zwykli oszuści.

Były prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki chętnie powtarzał, iż jest największym kamienicznikiem w Polsce. W przeciwieństwie do Warszawy Łódź nie była zburzona w czasie wojny, ale z „miasta czterech kultur” wyjechali ich przedstawiciele (Żydzi, Rosjanie, Niemcy, Polacy). Pozostały po nich liczne nieruchomości, które po dzień dzisiejszy stanowią łatwy łup dla zorganizowanych grup przestępczych.

Wykradanie nieruchomości na ogromną skalę jest możliwe m.in. dlatego, że urzędnicy nie sporządzili do tej pory rzetelnego rejestru nieruchomości, jakie się znajdują na terenie miasta. Miasto ma pojęcie jedynie o tych kamienicach, które stanowią własność czy współwłasność gminy albo są przez nią zarządzane w zastępstwie właściciela, na zasadzie prowadzenia cudzych spraw bez zlecenia. Ale oprócz tego w Łodzi znajdują się tysiące innych nieruchomości pozostawionych od czasu wojny często w rękach zwykłych hochsztaplerów, którzy latami na nich zarabiają, okradając w ten sposób skarb państwa czy gminę.

Z niewiadomych powodów urzędnicy w Łodzi nie dążyli do prawidłowego ustalenia praw własności ani tym bardziej do zasiedzenia kamienic. Ogłoszenia o poszukiwaniu potencjalnych spadkobierców właścicieli pojawiały się głównie na tablicy informacyjnej w jednym z urzędowych korytarzy. Nie były znane opinii publicznej, ale przecież wiedzieli o nich pracownicy prezydent miasta.

To nie przypadek, iż na czele pojmanego w Łodzi „Gangu Fałszywych Spadkobierców” stał członek zarządu województwa łódzkiego – urzędnik i polityk Zbigniew Ł. A wśród członków zorganizowanej grupy przestępczej zlokalizowano pracowników miejskiej administracji nieruchomościami.

Oszuści górą

Nie ma wątpliwości, że wyłudzanie nieruchomości na ogromną skalę przez zorganizowane grupy przestępcze czy pojedynczych oszustów nie byłoby możliwe, gdyby nie przyzwolenie, zaniedbanie czy też współdziałanie miejskich urzędników.

A ich pracę nadzoruje właśnie prezydent miasta wybrany w wyborach powszechnych. Pełniąca taką funkcję osoba powinna rozumieć swoją służebną rolę wobec mieszkańców.

Jednak przykład Warszawy i Łodzi pokazuje, iż dla zarządzających tymi miastami aktywistek Platformy Obywatelskiej większą wartość ma lokalny układ zamknięty niż dobro obywateli.

Walka z bezprawiem

Nie ma wątpliwości, iż powołanie Komisji Weryfikacyjnej ds. Reprywatyzacji nie rozwiąże wszystkich problemów z nią związanych. Komisja zajmuje się przecież wyłącznie Warszawą. Tymczasem problem dzikiej reprywatyzacji dotyczy i innych miast. Przejęcia nieruchomości w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Krakowie dokonują ci sami oszuści. Dlatego dobrym pomysłem byłoby tworzenie na bieżąco rejestru takich nieuczciwych grup.

Warto pomyśleć też, przy tej okazji, o wykazie prokuratorów i sędziów, którzy na przestrzeni lat uporczywie ignorowali problem dzikiej reprywatyzacji umożliwiając tym samym jej rozkwit w polskich miastach.

Rzetelna inwentaryzacja nieruchomości miejskich pozwoliłaby natomiast na rozwiązanie problemu grabieży skarbu państwa i gmin z dochodów, które oszuści samowolnie zarządzający kamienicami zagarniają masowo do kieszeni.

 

Bez takich działań uporanie się z gigantycznym problemem dzikiej reprywatyzacji w Polsce nie będzie w ogóle możliwe.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej