Political correctness- Andrzej Gelberg

Polityka, zwłaszcza skuteczna polityka mająca prowadzić do realizacji tzw. słusznych celów, jakże często używa metod łamiących moralny kod aksjologiczny. I z tego powodu słowa – „polityka” i utworzone przymiotniki „polityczna”, „polityczny” – zawierają w sobie pejoratywny akcent. Żeby odciążyć politykę od takich skojarzeń, na amerykańskich kampusach uniwersyteckich, gdzie wśród kadry wykładowców, gdzie co najmniej od kilku dekad dominują poglądy lewicowe (dzisiaj określilibyśmy je jako liberalno-lewackie), narodziło się pojęcie „politycznej poprawności”.

Widmo krąży po świecie. Widmo politycznej poprawności.

Polityka, zwłaszcza skuteczna polityka mająca prowadzić do realizacji tzw. słusznych celów, jakże często używa metod łamiących moralny kod aksjologiczny. I z tego powodu słowa – „polityka” i utworzone przymiotniki „polityczna”, „polityczny” – zawierają w sobie pejoratywny akcent. Żeby odciążyć politykę od takich skojarzeń, na amerykańskich kampusach uniwersyteckich, gdzie wśród kadry wykładowców, gdzie co najmniej od kilku dekad dominują poglądy lewicowe (dzisiaj określilibyśmy je jako liberalno-lewackie), narodziło się pojęcie „politycznej poprawności”.

Szybko się jednak okazało, że ów zabieg semantyczny, mający na pierwszy rzut oka pozytywne przesłanie eliminowania z polityki za pomocą łagodnej perswazji zachowań niemoralnych, a z retoryki politycznej, języka agresji i nienawiści, zaowocował, o zgrozo, jego zaprzeczeniem. „Polityczna poprawność” stała się dla jej doboszy i wyznawców narzędziem do terroryzowania inaczej myślących czy choćby wątpiących w jej ozdrowieńczą dla świata siłę. Koniecznie też trzeba zauważyć, że porażająca skuteczność działania wspomnianych doboszy byłaby niemożliwa bez dodatkowego, wprowadzonego z rozmachem, lecz jakby mimochodem, zabiegu na języku, bynajmniej nie przypisanego tylko do świata polityki.

Zapaść semantyczna

W pamiętnej powieści Orwella „Rok 1984” przedstawiony jest kraj o nazwie Oceania, funkcjonujący w systemie totalitarnym. Wszyscy żyją w nieustannym strachu przed Wielkim Bratem – panem życia i śmierci, którego nikt nigdy nie widział. Ludzie są stale inwigilowani przez urządzenia, których nie było jeszcze za życia autora, ale które – dzięki jego profetycznej intuicji – są wszechobecne w Oceanii. Żeby nikt się nie buntował, nie wystarczy tylko terror – niezbędne jest również odebranie mieszkańcom Oceanii podstawowego środka komunikacji, jakim jest język, którym się posługują na co dzień. A tym zajmuje się Ministerstwo Prawdy, które zwalczając „myślozbrodnię”, na wszelkie sposoby manipuluje przy języku. Podstawową praktyką jest oderwanie słów od ich tradycyjnych znaczeń, a czasami wręcz odwrócenie pojęć, gdzie „dobro” nazywa się „złem”, a „zło” „dobrem”. Przy takim mętliku pojęciowym, a trzeba pamiętać, że przestrzegania dyrektyw Ministerstwa Prawdy pilnowały służby Wielkiego Brata, ludzie tracili możliwość porozumiewania się, tkanka społeczna ulegała anihilacji, a mieszkańcy Oceanii stawali się mierzwą.

Przeczytałem „Rok 1984” (wydany przez paryską „Kulturę”) w latach siedemdziesiątych, w końcówce epoki Gierka. Wizja przedstawiona przez Orwella była przerażająca i potraktowałem ją jako ostrzeżenie, ale przecież – w ramach „realnego socjalizmu” – dostrzec można było pewne elementy systemu totalitarnego, chociaż w wersji „light”. Dotyczyły one między innymi manipulacji nad językiem, o czym Zbigniew Herbert w „Potędze smaku” napisał: „Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana, łańcuchy tautologii, parę pojęć jak cepy, dialektyka oprawców, żadnej dystynkcji w rozumowaniu, składnia pozbawiona urody koniunktiwu”.

Dzisiaj, gdy od ponad ćwierć wieku cieszymy się w Polsce niepodległością, demokracją i wolnością, gdy system totalitarny został wyrugowany z Europy i zagrożenia wynikające z tego systemu mamy już poza sobą, wydaje się, że przypominanie książki Orwella jest pozbawione sensu. Otóż nie. Mamy bowiem obecnie do czynienia z formą pełzającego totalitaryzmu, w wersji, niech będzie, „super light”, wyrażającego się atakiem na język, pod sztandarem „politycznej poprawności”.

Polska pęknięta

Operacje w zakresie semantyki prowadzone są z rozmachem i dezynwolturą, żeby nie powiedzieć, bezczelnością. Tylko pod obstrzałem „politycznie poprawnych” możliwe było wyrugowanie z dokumentów Unii Europejskiej odwołania się do tradycji chrześcijańskiej na naszym kontynencie, co było oczywistym zafałszowaniem historii. Ustawianie ciągu: patriotyzm, nacjonalizm, szowinizm, faszyzm – to również efekt aktywności „poprawnych”. Atak na rodzinę, na tożsamość narodową, genealogiczną, płciową. Zabiegi o redefinicję pamięci historycznej, gdzie zrównanie faszyzmu i komunizmu uznawane jest za skandal, a jakoś nie budzi oburzenia wśród „poprawnych” fakt używania terminu „polskie obozy zagłady”. Wymieniać można długo.

Jarosław Marek Rymkiewicz przed kilku laty stwierdził z ubolewaniem w jednym z wywiadów, że w sensie społecznym i narodowym Polska jest dzisiaj pęknięta. I że tego się nie da szybko i łatwo skleić. Ta diagnoza wydawała mi się zbyt pesymistyczna. Niestety – do czasu. Po wielu rozmowach z ludźmi, których znałem i szanowałem od lat, świetnie wykształconymi, inteligentnymi, oczytanymi – udzielił mi się pesymizm Rymkiewicza. I nie chodziło o to, że w różnych sprawach dzieliła nas różnica poglądów, co jest normalne, tylko, że moje argumenty, czasami bardzo logiczne i poparte wiedzą, odbijały się od nich jak od ściany. Nie próbowali polemizować, a gdy rozmowa dotyczyła aktualnej sytuacji politycznej w Polsce, powtarzali jak mantra: faszyzm nie przejdzie!

Ćwierć wieku temu

Trzy lata po odzyskaniu niepodległości, kiedy nad Wisłą prawie nikt nie słyszał o „political correctness”, wybrałem się w podróż do naszych zachodnich sąsiadów – na zaproszenie rządu Republiki Federalnej. Po wylądowaniu we Frankfurcie przywitała mnie młoda kobieta, która oświadczyła, że przez najbliższy tydzień będzie moją cicerone, a jak będzie trzeba – tłumaczką. Mówiła świetnie po polsku, gdyż zanim wraz z rodzicami wyjechała na stałe do Niemiec, ukończyła w Rybniku szkołę podstawową. Już następnego dnia doszło do pierwszego nieporozumienia. Mieliśmy lecieć do Monachium i na lotnisku wziąłem, obok swojej, również jej torbę. Zareagowała gwałtownie. – Dlaczego pan mnie obraża? – powiedziała zirytowana. Zbaraniałem i w pierwszej chwili zabrakło mi języka w gębie. – W czym panią uraziłem – spytałem po chwili. – Odniósł się pan do mnie z lekceważeniem. – Co takiego uczyniłem? – zacząłem się jąkać. – Uznał pan, że nie jestem w stanie nieść własnej torby. Na nic zdały się moje wyjaśnienia, że przeciwnie, że rodzice dbający o moją kindersztubę wbijali mi do głowy, żeby wobec niewiast zachowywać się w sposób szarmancki. – To zwyczajny seksizm – zawyrokowała moja towarzyszka podróży – absolutnie niepoprawny. – Politycznie? – zapytałem, próbując drobną scysję obrócić w żart. – Oczywiście, jak najbardziej – usłyszałem w odpowiedzi.

Po raz drugi doszło do zgrzytu kilka dni później – tym razem w Hamburgu, gdzie wraz z mężem mieszkała moja cicerone. Spotkaliśmy się późnym wieczorem w kawiarni hotelowej, gdzie się zatrzymałem, mieliśmy omówić plan moich spotkań na następny dzień. Spóźniła się ponad kwadrans wyjaśniając, że miała kłopoty z zaparkowaniem samochodu i wreszcie znalazła wolne miejsce spory kawałek od hotelu. Gdy skończyliśmy rozmawiać, zrobiło się już bardzo późno, więc zaproponowałem, że odprowadzę ją do samochodu. – Późnym wieczorem może tu być niebezpiecznie, Hamburg to miasto portowe, widziałem sporo pijanych marynarzy, chwiejących się na nogach Murzynów. – Pan mnie znowu poniża – tym razem moja przewodniczka była bliska płaczu, ale szybko się opanowała i zamaszyście otworzyła torebkę. – Mam gaz pieprzowy, a tak na marginesie, to nie mówi się Murzyn, tylko czarnoskóry – wstała, zostawiła trzy marki za swoją kawę i szybko wyszła.

Taka była moja pierwsza lekcja z „political correctness”.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej