Odpryski patologii III RP- Jerzy Jachowicz

Na szczęście, niezależnie od długiego i wyczerpującego już serialu związanego z reformą polskiego sądownictwa oraz klinczu na linii prezydent Andrzej Duda – obóz rządowy, normalnie toczą się inne, również ważne sprawy.

Choć i one pośrednio wiążą się z funkcjonowaniem szeroko pojętego polskiego wymiaru sprawiedliwości. Intensywnie i owocnie pracują dwie nadzwyczajne komisje, pokazujące w pełnym świetle patologie III RP. Nie tylko obnażają one skandaliczne patologie, jakie rozwijały się za rządów koalicji PO-PSL, ale potwierdzają, że deprawacja w ostatniej dekadzie zakorzeniła się na trwałe w elitach posiadających często do dziś władzę.

Niedbalstwo czy zaniechanie

Dziś skupię się na pracy nadzwyczajnej sejmowej komisji do zbadania afery Amber Gold działającej od roku. Przed komisją przewinęły się już dwie grupy świadków: przedstawiciele prokuratury i sądownictwa, a także ludzie związani z lokalną władzą. Szczególnie ważni, byli ci pierwsi, bo to oni mogli zdusić piramidę finansową, zarządzaną przez małżeństwo Katarzyny i Marcina P., przebywających obecnie w więzieniu. Ale na przykład prezydent Gdańska wniósł specyficzny koloryt, jakże charakterystyczny dla całej poprzedniej władzy.

Niezależnie od prac komisji przed sądem gdańskim od marca 2016 toczy się proces Katarzyny i Marcina P. Oskarżeni są o to, że w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukali w sumie niemal 19 tys. klientów spółki. Doprowadzili swoich klientów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10. Grożą im kary do 15 lat więzienia.

Niedbalstwo, a być może świadome kroków prawnych wobec właścicieli firmy Amber Gold umożliwiły przepadek kilkuset milionów złotych, które w formie udziałów złożyli oszukani klienci. Wiele wskazuje na to, że różne instytucje na Wybrzeżu roztoczyły parasol ochronny nad interesem małżeństwa P. Wśród tych instytucji była również lokalna administracja.

Prokurator Kijanko

Wśród galerii postaci, które przewinęły się przed obliczem komisji dwie osoby najbardziej wryły mi się w pamięć – prokurator Barbara Kijanko oraz prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Warto przy tej okazji przypomnieć, że afera Amber Gold rozkwitła na Wybrzeżu, gdzie jak powiedział jeden ze świadków, wszyscy wszystkich znają. Prokurator Barbara Kijanko najpierw przez wiele miesięcy, korzystając ze zwolnienia lekarskiego, unikała składania zeznań przed komisją. A kiedy już do niej dotarła, okazało się, że nie ma wiedzy prawniczej i doskwierają jej ogromne luki w pamięci.

Nie tylko ja, bo równie kilku innych kolegów dziennikarzy, pilnie obserwujących kolejne przesłuchania, mieliśmy kłopot z właściwym zdiagnozowaniem zachowania pani prokurator. Czy jest wyrachowaną spryciarą i cyniczną aktorką, która uwodzi media, udając niewinną, zagubioną i bezradną ofiarę mediów? Najprawdopodobniej zagrała na wywołanie współczucia, aby uchronić się od ponoszenia odpowiedzialności za swoją niewytłumaczalną pobłażliwość i zaniechania w postępowaniu prokuratorskim wobec Marcina P. Swoim zachowaniem przed komisją była pośrednio tarczą ochronną dla swoich przełożonych, którzy nie egzekwowali od podwładnej wykonywania podstawowych obowiązków. Jej bierność w tej akurat sprawie, każe doszukiwać się możliwości świadomego prowadzenia postępowania w taki sposób, aby Marcin P. mógł swobodnie rozwijać oszukańczy biznes w poczuciu bezkarności. I że było to możliwe tylko dlatego, że jej przełożeni akceptowali skandaliczną bierność prok. Kijanko. Miejmy świadomość, że hierarchiczna struktura prokuratury umożliwia szybkie wyłapanie tak szokujących nieprawidłowości dzięki kilkustopniowemu mechanizmowi kontroli – nad prokuraturą rejonową – okręgowej, a nad okręgową – apelacyjnej.

Gdy pytano prok. Kijanko o postępowanie dyscyplinarne, jakie toczyło się w jej sprawie, wszystko świetnie pamiętała – fakty, daty, miejsca, osoby i inne szczegóły. Kiedy tylko ktoś z komisji pytał o ważne kwestie związane z postępowaniem przeciwko Marcinowi P., miała gotową odpowiedź: – „Ze względu na upływ czasu i stan zdrowia nie pamiętam dzisiaj żadnych szczegółów dotyczących śledztwa”.

Wtedy, gdy była pod presją oczywistych zaniedbań śledczych czy wręcz nieprawidłowości, jak np. pokazanie Marcinowi P. akt śledztwa przed jego przesłuchaniem, odpowiadała filozoficznie w stylu: – Wszyscy ludzie czasami się mylą. Jestem tylko człowiekiem i popełniłam błędy w śledztwie dotyczącym Amber Gold.

O bulwersującym sposobie prowadzenie śledztwa przez prok. Barbarę Kijanko opowiedział Komisji Katarzyna Tomaszewska-Szyrajew, funkcjonariusz komendy miejskiej w Gdańsku, która prowadziła dochodzenie pod nadzorem prokuratury. Policjantka ta stwierdziła, że Kijanko świadomie celowo lekceważyła jej sugestie i bagatelizowała sprawę Amber Gold. Nie dość, że pani prokurator Kijanko hamowała postępy śledztwa, wstrzymywała policjantkę przed odjęciem jakichkolwiek czynności, to tak naprawdę torpedowała śledztwo. Bagatelizowanie wielkiego przekrętu budziło podejrzenia u policjantki. Wyglądało to tak, jakby prokuratura starała się, aby oszustwo nie wyszło na jaw.

Prezydent Adamowicz

Drugim najbardziej negatywnym bohaterem przesłuchań przed komisją był prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Jedna z najczarniejszych postaci, jakie kiedykolwiek oglądałem. Naprawdę, osobnik bardzo nieprzyjemny. Gdybym musiał krótko go scharakteryzować, mógłbym to zrobić za pomocą trzech słów: arogancki, cyniczny, pyszałek. A wszystko to podniesione do kwadratu, mimo zewnętrznej ogłady i pozorów kultury osobistej, wyższego wykształcenia, sprawnego języka.

Prezydent Gdańska zafundował swoją postawą i komisji, i obserwatorom smutny, a chwilami niesmaczny spektakl. Co druga odpowiedź Pawła Adamowicza raziła niespotykaną arogancją. Kiedy poseł PiS Jarosław Krajewski, zapytał, czy zdarzyło się, że oprócz znanego ciągnięcia na linie samolotu OLT, należącego do właściciela Amber Gold, ciągnął kiedykolwiek samolot innych linii, odpalił: – Czekam na ciągnienie z panem.

Często zamiast wymaganej półzdaniowej odpowiedzi wygłaszał sążniste tyrady, którymi wytykał członkom komisji, że są nieukami, bądź jak błędnie widzą i interpretują różne rzeczy. Bezceremonialnie okazywał swoją wyższość, podkreślając własną wiedzę i jednocześnie ignorancję pytających. Pychę przeplatał z agresją i z lekceważeniem innych. Nie ukrywał, że przesłuchanie traktował wyłącznie jako ukartowany teatr polityczny, którego jedynym celem jest oczernienie go jako prezydenta Gdańska oraz obrzydzenie wizerunku Platformy. Mówiąc po przesłuchaniu: „To jest komisja do spraw produkcji oszczerstw, kłamstw, manipulacji”, wystawił sobie nie pozostający wątpliwości obraz aroganta. Łagodniejsza w ocenie była przewodnicząca Komisji Małgorzata Wasserman.

 

Ale i ona, oszczędna zwykle w słowach, po zakończeniu przesłuchania powiedziała: „Prezydent Gdańska dał żenujące przedstawienie”.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej