Proszę nie przeszkadzać, my tu kopalnie zamykamy!- Magdalena Rydzewska

O likwidacji kopalń mówi się od kilku miesięcy, chociaż przed wyborami ówczesna kandydatka PiS na premiera Beata Szydło zapowiadała, że „żadna kopalnia nie zostanie zamknięta”.

Nazwy kopalń, przekazanych bądź rozważanych do przekazania do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK) w celu likwidacji były już w Polsce wielokrotnie wymieniane, jednak nie w każdym przypadku zapadły dotąd wiążące decyzje.
Rząd planuje przekazać pieniądze na wsparcie dla pracowników, którzy wskutek zamykania kopalń stracili lub stracą pracę. Ze środków tych finansowane będą w szczególności ich odprawy, renty wyrównawcze i świadczenia socjalne. Środki będą też przeznaczone na zabezpieczenie szybów górniczych oraz likwidację infrastruktury kopalń, naprawę szkód w środowisku spowodowanych pracą kopalń i rekultywację terenów po zakończeniu procesu zamknięcia. Część zatwierdzonej pomocy przeznaczona zostanie na pokrycie strat produkcyjnych do pełnego wyłączenia kopalń z eksploatacji.
Brak długoterminowej strategii
Funkcjonowanie górnictwa węgla kamiennego w Polsce charakteryzuje doraźność i brak długoterminowej strategii. W okresach regresu zarzuca się inwestycje i likwiduje zakłady górnicze tylko po to, by w okresach koniunktury intensywnie powracać do zaniechanych planów rozwojowych oraz rozważać kosztowne projekty ponownego udostępniania złóż w byłych kopalniach.
Doskonale ilustruje to fakt, że w okresie względnej prosperity w pierwszej dekadzie XXI wieku rozważano ponowne udostępnienie zasobów zlikwidowanych zakładów górniczych (np. „Jan Kanty”), budowę nowych kopalń na perspektywicznych złożach Górnośląskiego Zagłębia Węglowego („Wisła I”, „Wisła II”, „Zator”). Po wystąpieniu recesji w przemyśle węglowym koncepcje te porzucono – zdecydowano przy tym o likwidacji kolejnych kopalń („Makoszowy”, „Pokój”, „Rudyłtowy”, „Krupiński”, „Śląsk”, „Sośnica”) – oraz drastycznie ograniczono inwestycje w udostępnienie nowych pól lub przygotowanie frontów eksploatacyjnych w funkcjonujących spółkach górniczych; zrezygnowano też z inwestycji w park maszynowy i w zmiany w systemie organizacyjnym. Dla gospodarki może oznaczać to konieczność zwiększenia importu węgla.
Niszcząca
restrukturyzacja
Można wysunąć tezę, iż tak zwana restrukturyzacja górnictwa węgla kamiennego w Polsce po roku 1989 była celową likwidacją potencjału wydobywczego rentownego ekonomicznie polskiego górnictwa. Rzeczywistym bowiem, a ukrywanym celem było wyeliminowanie Polski jako wielkiego eksportera węgla kamiennego z rynków światowych w interesie głównych konkurentów polskiego węgla. W rezultacie tej niszczącej restrukturyzacji Polska z wielkiego eksportera światowego węgla kamiennego na poziomie ponad 30 mln ton w 1990 roku stała się ostatecznie, od 2008 roku, jej importerem netto na poziomie 10 mln ton. Prawda o tej restrukturyzacji do tej pory jest bezwzględnie ukrywana przed polską opinią publiczną, a jej realizatorzy w osobach polityków, menedżerów i naukowców, funkcjonują publicznie jako postacie wielce kompetentne i zasłużone dla polskiej polityki, gospodarki i nauki.
Z istniejących dwóch polskich zagłębi węglowych, dolnośląskiego i górnośląskiego, w Dolnośląskim Zagłębiu Węglowym w rejonie Wałbrzycha, gdzie było czynnych 5 kopalń, zlikwidowano całkowicie 4 kopalnie poczynając od października 1991 roku, a budowaną nową kopalnię antracytu zamknięto w 1996 roku. Nie stworzono tam alternatywnych miejsc pracy, przekształcając ten region w zagłębie biedy i bezrobocia sięgającego powyżej 30 proc.
W regionie tym doszło do budowy tzw. „biedaszybów” przez zdesperowanych byłych górników, w postaci wykopywania głębokich jam i wydobywania z nich ręcznie węgla, z wypadkami śmiertelnego zasypywania w nich ludzi. Zagłębie Górnośląskie, gdzie były 64 kopalnie, podlegało procesom ograniczania wydobycia i likwidacji kopalń po rok 2003.
Regulowanie cen
W 1990 roku uruchomiono proces spiralnego zadłużania kopalń, aż po stan katastrofy finansowej całego górnictwa od połowy lat 90. Polityka sterowania cenami zbytu węgla poniżej kosztów ich wydobycia doprowadziła do sytuacji, gdy obiektywnie wysoce rentowny ekonomicznie podsektor węgla kamiennego stał się nierentowny finansowo stale powiększając wielkie zadłużenia. Mechanizm sterowania przez kolejne rządy cenami węgla poniżej kosztów jego wydobycia utrzymano bowiem po 1990 roku. Po zniesieniu cen administracyjnych wprowadzono ceny kontrolowane przez podległe Ministerstwu Finansów Izby Skarbowe. Następnie zaś ceny zbytu węgla dla potrzeb zawodowej energetyki były określane przez faktyczny dyktat monopolistyczny państwowego sektora energetycznego, a faktycznie ustalone przez Ministerstwo Gospodarki. Energetyka przechwytywała poprzez tak narzucane ceny akumulację ekonomiczną z górnictwa, a poprzez relatywnie niższe ceny energii z akumulacji tej dyskretnie dotowano też odbiorców polskiej energii.
Wszystko to działo się w sytuacji polityki Narodowego Banku Polskiego podwyższenia wartości złotego w stosunku do walut krajów rdzenia, czyli aprecjacji złotego, w ramach której w latach 1990 – 1997 złoty zyskał 180 proc. na swej wartości w stosunku do dolara. I w takiej relacji spadła opłacalność eksportu węgla. Z szacunków ekspertów Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej wynikało, że gdyby nie restrykcyjna polityka finansowa kolejnych rządów, branża ta byłaby rentowna i generowała nie wielkie straty, lecz wielkie zyski.
Zasypywanie kopalń
Pod oficjalnymi hasłami likwidacji „trwale” nierentownych kopalń prowadzono faktyczną likwidację istniejącego fizycznego dostępu do złóż węgla. Celowe użycie absurdalnego ekonomicznie określenia „trwale” nierentowna kopalnia, choć co najwyżej złoże mogło być nierentowne ekonomicznie w przewidywalnej przyszłości, legitymizowało fizyczne niszczenie istniejącej już infrastruktury eksploatacji złoża. Prowadziło to do rabunkowej w istocie metody likwidacji kopalń mogących nadal prowadzić eksploatację i bezpowrotnej straty milionów do zainwestowanego już do wydobycia węgla w zamykanych, a ściślej, likwidowanych fizycznie i technicznie kopalniach oraz poszczególnych oddziałach wydobywczych.
Istotą tego „ograniczania wydobycia” było bowiem fizyczne likwidowanie dostępu do złóż poprzez fizyczno-techniczną likwidację kopalń, zamulanie i zasypywanie już udostępnionych złóż, chodników i wyrobisk, aż po zasypywanie i wysadzanie materiałami wybuchowymi szybów wydobywczych. Była to celowa polityka trwałej likwidacji mocy wydobywczych polskiego górnictwa poprzez fizyczną likwidację zainwestowanej infrastruktury wydobycia.
Wszystko to działo się w sytuacji, gdy można przy tym było przeprowadzić okresowe ograniczenie wydobycia w zupełnie inny sposób umożliwiający ponowną eksploatację w sytuacji polepszenia koniunktury. W konsekwencji polskie górnictwo nie było w stanie zwiększyć wydobycia i eksportu węgla od jesieni 2003 roku, gdy ceny światowe skokowo wzrosły o sto kilkadziesiąt procent, tracąc bezpowrotnie olbrzymie możliwości akumulacji ekonomicznej idące w setki milionów dolarów rocznie. Dodajmy, że ceny frachtu dla głównych konkurentów polskiego węgla wzrosły aż kilkakrotnie, co dawało polskiemu węglowi niespotykaną wcześniej rentę transportową w całej Europie. Ten skok cen światowych ma przy tym względnie trwały charakter, gdyż jest wynikiem rozwoju przemysłowego Chin i Indii, którym popyt wewnętrzny na węgiel przekroczył znacznie możliwości krajowe wydobycia węgla, skokowo zwiększając import.
Stałe koszty – problemem
Problemy branży górniczej wynikają w dużej mierze z faktu, że krajowa gospodarka tworzy wysokie koszty pracy oraz szereg kosztów stałych wynikających głównie z uwarunkowań strukturalnych. W polskich kopalniach koszty te sięgają 80 proc. kosztów operacyjnych, co sprawia, że nie mogą być elastyczne w kwestii dostosowywania się do zmiennych warunków rynkowych – kopalnie próbują radzić sobie z problemem kosztów eksploatując pokłady najłatwiej dostępne, o prostej tektonice, zalegające możliwie płytko, o grubej i średniej miąższości, poziome lub lekko nachylone.
Działania te realizowane są często wbrew racjonalnej gospodarki złożem. Obniżenie jednostkowych kosztów operacyjnych w sytuacjach dekoniunktury bez redukcji kosztów pracy jest nieosiągalne.
Warto rozważyć przeformułowanie działalności Spółki Restrukturyzacji Kopalń pod kątem możliwości kierowania do niej również kopalń, które wymagają tylko wstrzymania produkcji. Zakłady te, po restrukturyzacji, w okresach powrotu koniunktury mogłyby stanowić dla przedsiębiorców – również prywatnych – interesujące aktywa do zainwestowania. Pozytywną ilustrację zagadnienia stanowi przykład de facto „uśpionej” KWK Dębieńsko, której aktywa stanowią dziś atrakcyjny projekt australijskiej spółki Praire Mining Ltd., ale znajdują się też w orbicie zainteresowania kontrolowanej przez Skarb Państwa Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
Nie zamykać pochopnie kopalń
O tym, dlaczego nie warto pochopnie zamykać kopalń, najlepiej świadczy kilka przypadków z Polski. Najbardziej negatywnym z nich jest chyba sprawa KWK Morcinek. Decyzję o jej budowie podjęto w latach 70. XX wieku. Usytuowana była w Kaczycach, w pobliżu granicy polsko-czechosłowackiej. Po jej drugiej stronie działały już wtedy dwie kopalnie eksploatujące to samo złoże. Obawiano się, że z czasem mogą one zacząć wydobywać węgiel z jego polskiej części. Budowa rozpoczęła się w roku 1978 i trwała do początków przemian ustrojowych w Polsce. W jej toku odkryto znacznie bogatsze pokłady niż się spodziewano. Z braku środków oraz wobec „trwałej nierentowności” wywołanej panującymi w początku lat 90. XX wieku niskimi cenami surowca, kopalnia została zamknięta i zasypana, mimo protestów ekspertów.
Twierdzili oni, że trwałe zamykanie kopalni gospodarujących na dużych złożach nie ma sensu ekonomicznego i należy po prostu czasowo zaniechać wydobycia zarazem poddając je konserwacji. Jak się później okazało, złoża należące do kopalni Morcinek zyskały na atrakcyjności.

Nie powinno podejmować się tak pochopnych i radykalnych działań – chodzi bowiem o sektor strategiczny dla całej polskiej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego kraju.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej