Znak miłości

Boli nas aktualna decyzja francuskiego sądu nakazująca usunięcie krzyża z pomnika Jana Pawła II w Ploërmel. Siedem lat temu biskupi polscy, prezydent, władze Warszawy i wierni zgodzili się na usunięcie drewnianego krzyża postawionego przed Pałacem Prezydenckim po tragedii smoleńskiej. Napisałem wtedy (5.08.2010) nigdzie niepublikowany tekst z dodanym po tygodniu (12.08.2010) post scriptum. Nie ocalimy Europy, nie broniąc krzyża. Jest tylko jedna prawdziwa wartość europejska. To miłość. Jej symbolem jest krzyż.

Przytaczam tamten tekst:


3 sierpnia 2010 stałem w tym niewielkim zgromadzeniu, oddzielonym podwójnym kordonem służb porządkowych, od niemal samotnego, bo otoczonego garsteczką osób krzyża. Przyszedłem, by zaprotestować przeciw jego wymuszonej przeprowadzce, ubranej w małoduszne pozory legalności. Ten Znak stał u zarania naszej wielkiej, europejskiej cywilizacji i, jak pisał Norwid, „stał się nam bramą”. Wprowadził nas do współczesnego dobrobytu, do nowoczesności.
Czytam, w „Rzeczpospolitej”: Igor Janke pisze, że „zwyciężyła siła tłumu”, Paweł Lisicki straszy nas zapateryzmem, nawet Ewa Stankiewicz uważa, że „krzyż powinien zostać zastąpiony czymś trwałym. Może tablicą wmurowaną w chodnik.” Czytam tytuły w „Gazecie Wyborczej”, że wszyscy przegrali. I coś się we mnie gotuje.


Dlaczego krzyż, przytomnie postawiony przed Pałacem Prezydenckim, po narodowej katastrofie, nie może być tam na zawsze? Komu przeszkadza? Czy tamuje ruch, czy zasłania architekturę?
W słusznej decyzji kapłanów i harcerzy o nieusuwaniu krzyża dostrzegam nie słabość, ale siłę naszego Państwa i nas Polaków.
W odstąpieniu od złych planów, w uszanowaniu modlących się i żałobników palących lampki, w pozostawieniu krzyża tam, gdzie ze względu na tragizm i wielkość polskich losów powinien stać i przed 10 kwietnia, proszę, zobaczmy nasze wspólne zwycięstwo. Wierzących i niewierzących.
My, Polacy, my, Europejczycy, także my ateiści, my wszyscy wzięliśmy się z tego Znaku i ze sprzeciwu wobec tych, co chcieli go zniszczyć, zawłaszczyć lub zamknąć. Pozwólmy temu starożytnemu znakowi kaźni i  hańby, który nasi wielcy przodkowie cudownie przemienili w symbol bezinteresownej, odkupieńczej ofiary, zwyciężać w centrum Polski, przed Pałacem, a także w naszych sercach. Ku chwale Ojczyzny.

PS
Dziś (12.08.2010) umieszczono na Pałacu Prezydenckim oznaczoną krzyżem tablicę upamiętniającą ofiary 10 kwietnia i ludzi łączących się po tej tragedii w bólu  i trosce o Polskę. Dziś też Episkopat jednoznacznie wezwał do przeniesienia krzyża sprzed Pałacu do świątyni. Wmurowanie tablicy to gest we właściwym kierunku. Oświadczenie Episkopatu to błąd. Niezależnie od argumentacji, od działań bądź zaniechań władzy i od postaw społecznych – kiedy hierarchowie Kościoła opowiadają się za usunięciem krzyża z centralnej przestrzeni miasta, mijają się ze swym powołaniem. To tylko przyspieszy proces złej, prymitywnej sekularyzacji. Zgubnej dla Kościoła i groźnej dla kraju.
Żałuję, że w tym nakręcanym sporze nie wybrzmiał mocny, wspólny głos ludzi wiary, polityków i światłej inteligencji w obronie symbolu przekraczającego wymiar religijny. To krzyż kształtował nasz narodowy byt, naszą europejską wrażliwość, naszą otwartość na innych i na świat. Jest Znakiem miłości silniejszej niż śmierć.

Jesteśmy zobowiązani okazywać Mu cześć w miejscach publicznych.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej