Głodówka- Andrzej Gelberg

Wykorzystanie w motcie fragmentu satyryczno-groteskowej piosenki Jacka Kleyffa „Dziad Kaczorowski” – nie jest przypadkowe. Otóż tzw. rezydenci prowadzący już od pewnego czasu w Warszawie głodówkę rotacyjną, domagający się w ten sposób istotnej podwyżki uposażeń, a przy okazji – żeby ktoś nie pomyślał, że walczą tylko o swoje – postulujący, rzecz jasna pro publico bono, zwiększenie w ciągu trzech najbliższych lat wysokości przekazywanych z budżetu państwa środków na służbę zdrowia do 6,8 proc. PKB, wykorzystują w swojej walce oręż bardzo poważny, czasami wręcz śmiertelny. Tylko czynią to w sposób groteskowy.

Głodówka protestacyjna ma wywrzeć presję na władzy, chociaż nie tylko na niej. Jest to presja moralna, tym skuteczniejsza, im adresat wykazuję większą wrażliwość i empatię. Chociaż czasami wystarczą okoliczności polityczne i chłodna kalkulacja, żeby władze ustępowały pod taką presją, czego dobrym przykładem była trudna i długotrwała droga wybijania się Indii na niepodległość, kiedy przyjęta przez Hindusów taktyka walki non violence uzupełniona była głodówkami promotora tej taktyki, a zarazem ich przywódcy i guru – Mahatmy Gandhiego.

Jak już wspomniałem, presja głodówki nie musi być wywierana wyłącznie na władzę. Gdy Indie wybiły już się na niepodległość, rozpętała się tam wojna domowa o podłożu religijnym. I wtedy Mahatma Gandhi rozpoczął głodówkę, informując, że jej nie przerwie, dopóki nie ustaną bratobójcze walki. I – co wydaje się niewiarygodne – walki te ustały. Ale cóż – Mahatma cieszył się ogromnym mirem, miłością i szacunkiem, co nie uchroniło go, niestety, przed zamachowcem.

Zupełnie inną postawę przyjął rząd brytyjski za czasów Margaret Thatcher. Gdy uwięzieni z wieloletnimi wyrokami bojownicy IRA, nazywani przez władze nie bez racji „terrorystami”, zażądali przyznania im statutu więźniów politycznych i poparli je rotacyjną głodówką, „Żelaznej Damie” nawet nie drgnęła brew. Pierwszy – po 66 dniach głodówki – zmarł Bobby Sands, już w czasie uwięzienia wybrany do Izby Gmin. Tu konieczne są dwa wyjaśnienia. W Wielkiej Brytanii, z powodu szacunku dla integralności osoby ludzkiej, nie jest stosowane przymusowe dokarmianie. I rzecz druga – rotacyjność wspomnianej głodówki polegała na tym, że co kilkanaście dni przystępowali do niej kolejni skazani spod znaku IRA, co skutkowało kolejnymi zgonami i rozciągało w czasie „sztafetę śmierci” (w sumie z powodu głodówki zmarło 10 osób).

Głodówki w epoce Gierka

Jak mogły wyglądać głodówki w komunistycznej Polsce, w tzw. czasach stalinowskich, czy później gomułkowskich? Jeżeli były, to mogły mieć tylko miejsce w zakładach karnych, w których na wrażliwość i empatię władz trudno było liczyć. Tam zadomowiła się doktryna enkawudowska, że strajk głodowy w więzieniu jest niczym innym jak buntem, który należy bezwzględnie zdławić.

Ale w końcówce epoki Gierka było już inaczej – Polska otworzyła się na Zachód, ludzie o poglądach antykomunistycznych zaczęli się coraz odważniej wypowiadać, a nawet organizować. Gdy po wydarzeniach w Ursusie i Radomiu wielu robotników trafiło do więzienia z wysokimi wyrokami, grupa intelektualistów (już po powstaniu KORu) zorganizowała strajk głodowy, korzystając z gościny proboszcza kościoła Świętego Marcina (24-31 maja 1977 r.). Kolejna głodówka (3-10 października 1977 r.) miała miejsce w kościele Świętego Krzyża i tuż przed powstaniem Solidarności – w kościele w Podkowie Leśnej (7-17 maja 1980 r.) Ta ostatnia – z postulatem wypuszczenia z aresztu działaczy opozycji antykomunistycznej – odniosła pełny sukces. Represyjność władzy wyraźnie słabła.

Stan wojenny z „rurą” w tle

Po zachłyśnięciu się wolnością i szesnastu miesiącach solidarnościowego karnawału, nazywanego również „ruchomym świętem”, przyszło twarde przebudzenie 13 grudnia 1981 r. Za działalność na rzecz zdelegalizowanej Solidarności kilka tysięcy działaczy trafiło po wyrokach do więzienia. I tam podjęli walkę o przyznanie im statusu więźniów politycznych. Warto w tym miejscu jako ciekawostkę dodać, że w II Rzeczpospolitej więźniowie polityczni i kryminalni mieli odrębny status i komuniści działający według dyrektyw Moskwy na szkodę państwa polskiego, korzystali z dobrodziejstw statusu „politycznych” (w ciągu dnia otwarte cele, dłuższe spacery, własne ubranie, możliwość zakupu żywności, łatwy dostęp do prasy i książek, dłuższe widzenia itp.).

Ekipa Jaruzelskiego nie chciała ustąpić, działacze Solidarności, zaczynając strajk głodowy, również. Okazało się, że w sprawie uszanowania nietykalności osoby ludzkiej polskie władze mają odmienne zdanie od władz Jej Królewskiej Mości. Oznaczało to, że protestującym polskie władze nie pozwolą umrzeć śmiercią głodową, ale oznaczało to również przymusowe – po kilku dniach niejedzenia – dokarmianie. I tu koniecznie trzeba w miarę dokładnie opisać ów proceder dokarmiania. Kojarzyć się on może jedynie z gwałtem, którym w istocie był. Dwóch osiłków ze służby więziennej sadzało osłabionego głodówką delikwenta, mocno przytrzymywało, a pielęgniarka pakowała mu do przewodu pokarmowego rurę, która na drugim końcu miała lejek. I do tego lejka wlewano wysokokaloryczną, ale chyba celowo odrażającą breję. Ponieważ zdarzały się przypadki uszkodzenia przewodu pokarmowego przez wpychaną do niego rurę, co kończyło się szpitalem, głodującemu przed przymusowym poczęstunkiem dawano wybór: albo „rura”, albo samodzielne wypicie z kubka wspomnianej brei. A to najczęściej kończyło się „wyprawą do Rygi” i powrotem do wariantu z „rurą”.

Nie jest łatwo sobie wyobrazić, jaka musiała to być tortura. Ci którzy ją przeżyli, niechętnie wspominają „rurę”, odrażającą breję, i nade wszystko – przemoc.

W III RP

W wolnej Polsce głodówki zdarzały się sporadycznie, a jeżeli już do nich dochodziło, przemijały niezauważone. Nie miały szczęścia do mediów. Przypomnę: organizujący głodówkę chcą wstrząsnąć sumieniami, odwołują się do serca i rozumu. Dosyć często spotykają się z brakiem jakiegokolwiek rezonansu albo jest on bardzo słaby.

Gdy poprzednia ekipa rządowa wycofała z ostatnich dwóch klas przedmaturalnych nauczanie historii, prof. Andrzej Nowak napisał poruszający apel o cofnięcie tej decyzji uniemożliwiającej młodym Polakom zrozumienie współczesnej rzeczywistości, ale także zadającej cios naszej narodowej tożsamości. Gdy tysiące nauczycieli historii nie zareagowało na ten apel, grupka byłych działaczy Solidarności i NZS, zdecydowała się zorganizować dwie głodówki – jedną w Krakowie (19-29 marca 2012) i drugą w Warszawie (30 marca-10 kwietnia). Obrońcy historii w szkołach nie spotkali się z zainteresowaniem mediów.

Znacznie więcej szczęścia mieli rezydenci, o których – jeszcze zanim rozpoczęli protestacyjną głodówkę – media zrobiły niejeden materiał telewizyjny i wypełniły niejedną stronę gazet. Co więcej, głodujący otrzymali natychmiast wsparcie ze strony totalnej opozycji, zarówno medialne, jak i merytoryczne. Młodzi lekarze bez stałego zatrudnienia w istocie zarabiają niewiele i postulat zwiększenia ich przychodów jest całkowicie zrozumiały. Inaczej ma się sprawa ze zwiększeniem wydatków budżetowych na służbę zdrowia do 6,8 proc. PKB, w dodatku do roku 2021, bo tu już widać długą rękę politycznych wyjadaczy, którzy chcą obecny rząd wywrócić. Młodzi głodujący, którzy jak mantrę powtarzają postulat o owych 6,8 proc. PKB zrealizowany w terminie ekspresowym, nie rozumieją, że jest on z księżyca. Że są manipulowani, a tym, którzy suflują im ów nierealny w tej postaci pomysł, nie chodzi o żadną służbę zdrowia, tylko o tworzenie kolejnej płaszczyzny konfliktu politycznego. Ministerstwo Obrony Narodowej pragnie, żeby w ciągu…13 lat zwiększyć środki przeznaczane na nasze bezpieczeństwo z 2 do 2,5 proc PKB! A oni chcą w ciągu 3 lat zwiększyć z 4,2 do 6,8 proc. PKB.

Wiadomo, że lekarze nie muszą się znać na ekonomii, ale bezspornie znają się na medycynie. Gdy ludzie spoza środowiska medycznego, opisywani wcześniej, rozpoczynali strajk głodowy, zazwyczaj mieli słabe pojęcie o czekających ich zagrożeniach zdrowotnych. Mój znajomy, który wziął udział w głodówce w więzieniu hrubieszowskim, opowiadał po wyjściu na wolność, że przez pierwsze cztery dni na okrągło mierzył sobie puls, nie wiedząc, czy za chwilę nie stanie się z nim coś złego. Lekarze-rezydenci takich obaw mieć nie mogą, więc trochę kabaretowo brzmią ich deklaracje, że będą głodowali: jedni – 5 dni, drudzy – 6 dni. Przecież to nie są wczasy odchudzające.

 

Również z powodów historyczno-estetycznych warto byłoby zarzucić określenie: głodówka rotacyjna. Chociażby ze względu na pamięć zmarłych w wyniku głodówki rotacyjnej Irlandczyków.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej