Karuzela z oszustami – Agniszka Wojciechowska van Heukelom

Proces gangu fałszywych spadkobierców wyłudzającego liczne kamienice w Łodzi nie może ruszyć z miejsca. Sprawa dopiero teraz trafiła na wokandę, choć funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali członków gangu w kwietniu 2013 roku. I to po dwóch latach żmudnego śledztwa.

Na ławie oskarżonych miało pierwotnie zasiąść dziesięć osób. Jedna z nich nie dożyła, dwie inne miały poddać się dobrowolnej karze. Problem dzikiej reprywatyzacji w Łodzi budzi ogromne emocje lokalnej społeczności. Nic dziwnego, że zainteresowanie opinii publicznej procesem jest bardzo duże.

Na pierwszej rozprawie oprócz kilkorga oskarżonych pojawiły się też tłumy dziennikarzy oraz lokatorzy – ofiary oszustów i czyścicieli kamienic. Sprawa jednak nie ruszyła z miejsca. Jeden z głównych oskarżonych Marek S. przysłał sądowi oświadczenie, z którego wynikało, iż jest chory fizycznie i psychicznie, co uniemożliwia mu obecność na sali sądowej.

Prokurator zażądał powołania biegłych w tej sprawie. Niestety oni potrzebują trochę czasu na wydanie opinii. Rozprawa zatem się nie odbyła, kilka kolejnych wyznaczonych wcześniej terminów również spadło z wokandy. Minęło kilka tygodni i znowu klapa.

Biegli wprawdzie przedstawili dwie sprzeczne opinie w sprawie stanu zdrowia tego samego oskarżonego. Co ciekawe, zdanie w sprawie zmieniła też sama prokuratura, która raptem uznała, że dwóch członków gangu nie powinno poddać się dobrowolnej karze, tylko odpowiadać tak jak reszta. Paradoksalnie może to spowodować kolejne komplikacje. W polskim prawie karnym osoba oskarżona może bowiem odmówić składania zeznań albo zataić to, co jest jej wiadome.

Jeśli ci dwaj przestępcy byliby poddani dobrowolnej karze, sąd podczas rozpoczynającego się procesu grupy mógłby ich przesłuchać w charakterze świadków. Wtedy mieliby obowiązek odpowiedzieć na wszelkie pytania. A tak mówić za wiele nie muszą.

Zgromadzona na obu posiedzeniach sądu publiczność i dziennikarze wyrażali w kuluarach obawy, że ta sprawa prawdopodobnie będzie się ciągnęła latami. Małe są szanse, aby w Łodzi winni zostali sprawiedliwie ukarani.

Łaskawcy w togach

Przecież niechlubną rolę w dzikiej reprywatyzacji w tym mieście odegrały właśnie sądy oraz prokuratura, która ignorowała latami sygnały o wyłudzanych nieruchomościach. To sądy przekazywały kamienice, akceptowały testamenty ustne, na które się oszuści powoływali.

I to wbrew wszelkim przesłankom i zdrowemu rozsądkowi.

Gdy młody członek gangu Rafał W. zgłosił się po odbiór kamienicy przy Traugutta 5, którą Żydówka na łożu śmierci miała przekazać rzekomo testamentem ustnym jego babce, lokatorzy natychmiast wszczęli alarm.

Tylko ich czujność i determinacja w ostatniej chwili pozwoliły na ocalenie atrakcyjnego budynku położonego w ścisłym centrum miasta, tuż obok Grand Hotelu. Sprawa nie była łatwa, bowiem oszust dysponował już wtedy wyrokiem sądowym potwierdzającym jego prawa do tej i innych kamienic, uznającym rzekomy ustny testament.

Mieszkańcy pamiętali jednak, że zmarła Żydówka miała manię zbieractwa, a z jej objawami człowiek nikomu niczego nie da. Pani Jacobson zmarła w samotności, jej ciało odnaleziono dopiero po kilku dniach. Nie miał kto jej pochować – zrobiono to na koszt państwa.

Posiadała dwie kamienice, po które zgłosili się działający w gangu oszuści. A miasto omal ich im nie oddało.

Uniki urzędników

Urzędnicy zawalili wiele w tej sprawie. Z dokumentów wynika, że dyrektor Wydziału Spraw do Nieruchomości Urzędu Miasta Łodzi zwlekała miesiącami z udzielaniem odpowiedzi w sprawie tej kamienicy. W tym czasie oszuści dysponowali sporą wiedzą na temat stanu prawnego nieruchomości. Mieli informacje, które mogli zdobyć właśnie w urzędzie.

Na posiedzeniu sądu w sprawie uznania prawa własności kamienicy nie zjawił się przedstawiciel Ministerstwa Skarbu Państwa, choć delegatura tej instytucji znajdowała się wówczas w Łodzi. Jak się okazało powiadomienie o terminie rozprawy wysłano z sądu dzień przed rozprawą do… Warszawy. Nic dziwnego, że nikt nie przyszedł. To niejedyne ciekawe działania łódzkich sądów w sprawie dzikiej reprywatyzacji.

Inną z wyłudzonych wcześniej kamienic (Legionów 68) szef gangu Zbigniewa Ł. odsprzedał kolejnej osobie i to w chwili, gdy siedział w areszcie. Prokuratura wnosiła o zabezpieczenie jej stosownym wpisem w hipotece, jednak z niewiadomych powodów sąd tego nie uczynił.

Nie wyraził też zgody, aby mieszkańcy wpłacali należne czynsze do depozytu sądowego do czasu wyjaśnienia tej bulwersującej odsprzedaży nieruchomości zabezpieczonej jako przedmiot przestępstwa.

Wielka mistyfikacja

Nietrudno zauważyć, że szef gangu cieszy się szczególnym poważaniem „stróży prawa”.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, Krzysztof Kopania chętnie mówi, że w rozpracowanym przez agentów CBŚ gangu fałszywych spadkobierców działali prawnicy, pracownik administracji nieruchomości. Ale jeśli chodzi o samego szefa gangu, konsekwentnie milczy na temat jego profesji. Zazwyczaj ogranicza się do stwierdzenia, że jest nim 55-letni łodzianin.

Tak jakby opinia publiczna nie miała prawa wiedzieć, że zorganizowaną grupą przestępczą kierował urzędnik i polityk, były członek zarządu województwa łódzkiego związany z Samoobroną.

To pokazuje, z jaką delikatnością jest w Łodzi traktowany szef gangu fałszywych spadkobierców.

Nic dziwnego, że z wyłudzania kamienic zrobił rodzinny biznes (na ławie oskarżonych zasiadła też jego córka).

Niewiele należy się spodziewać po procesie gangu fałszywych spadkobierców przed łódzkim sądem. Już dwie pierwsze rozprawy pokazały, że przed nami długa droga.

Przy tej liczbie oskarżonych wystarczy, jeśli za każdym razem któryś z nich zachoruje na tajemniczą chorobę i sprawa będzie się wlokła latami. W procesie, który się z takim trudem właśnie rozpoczyna, nie zostały uwzględnione kamienice wspomniane wyżej. To też może na nim zaważyć. Istotne jest przecież poparcie postawionego oskarżenia dowodami. A jeśli dowody pojawiają się w różnych miejscach, dzielą się między różne sprawy. Może to osłabić siłę argumentu.

 

Niestety, do wyjaśnienia trudnych afer związanych z dziką reprywatyzacją potrzeba nie tylko determinacji, ale i woli wszystkich stron. Niewiele można jednak zrobić, gdy tak jak w Łodzi w wyłudzanie kamienic były zamieszane same sądy i urzędy.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej