BOŻE NARODZENIE, CZYLI SACRUM I PROFANUM W EUROPIE- Michał Mońko

Udekorowana świątecznie Avenue des Champs-Élysées (aleja Pól Elizejskich), zwana też les Champs Élysées (Pola Elizejskie), główna aleja Paryża między placem Zgody i placem Charlesa de Gaulle’a. Ale nie chodzi tu bynajmniej o święto Bożego Narodzenia, bo przecież Francja, zwana niegdyś najstarszą Córą Kościoła, dziś jest najstarszą Córą Niewiernych.

Francja należy do twardego jądra Europy, a Boże Narodzenie w krajach twardego jądra Europy jest zróżnicowane tak, jak zróżnicowana jest Europa. Francja jest laicka, nie licząc żywej religijności francuskich muzułmanów. Belgia zadziwia pustymi kościołami. Włosi świętują Boże Narodzenie, ale tradycyjnej Wigilii nie uznają. Dania jest agresywnie antykatolicka, Duńczycy spędzają Wigilię przy piwie i pieczonej wieprzowinie.

A kościoły, począwszy od Rzymu, a skończywszy na Kopenhadze, wszędzie są puste albo pustawe. Na wzgórzach Piemontu odwiedzam cudowne miasteczko Barbaresco, sławne z winnic i z wina noszącego nazwę miasta. W miejscowym barze jest tłoczno i wesoło przy winie.

Zdesakralizowany kościół św. Donata w Barbaresco został przekształcony na siedzibę Enoteca Regionale del Barbaresco. Ale opodal kościoła, a jakże, jest choinka i nawet przepiękna szopka. No, cóż – niech nas nie mylą pozory: Barbaresco, miasteczko znane w Europie, ma swoje sacrum i swoje profanum.

Włoska wigilia

Włosi ze środkowych i północnych regionów (Umbria, Toskania, Piemont, Lombardia) traktują Wigilię jak każdy inny dzień. Ale choinka – czemu nie? Niektórzy, szczególnie poza dużymi miastami, już na kilka dni przed Bożym Narodzeniem ustawiają choinkę. W wielu domach jest też szopka, zbudowana przez rodzinę.

Tradycja budowania szopek pochodzi właśnie z Włoch, z miejscowości Greccio w Lacjum. Tam w 1223 z inicjatywy św. Franciszka z Asyżu powstała pierwsza żywa szopka, która zapoczątkowała budowę szopek na całym świecie. Znane są trzy działające we Włoszech ośrodki sztuki szopkarskiej: w Lecce w Apulii, na Sycylii i w Neapolu przy ulicy San GregorioArmeno.

Włoska kolacja wigilijna jest dość wystawna, ale bez specjalnych potraw. Po kolacji małomiasteczkowe rodziny wyruszają do kościoła na pasterkę. W niektórych miastach Włoch wigilijny wieczór spędzany jest na placach, w kawiarniach i restauracjach. O dziewiętnastej na placu św. Piotra w Watykanie odsłaniana jest tradycyjna szopka. Zwyczaj ten wprowadził w 1982 r. papież św. Jan Paweł II.

Święta Bożego Narodzenia zaczynają się we Włoszech w południe dwudziestego piątego grudnia. Rodzinny obiad zazwyczaj trwa do wieczora. Na północy Włoch na świątecznym stole pojawia się zupa z porów z ziemniakami i jajkami przepiórczymi. A także wielka sztuka pieczonego mięsa wieprzowego albo sztuka jagnięciny, rzadziej kogut z pieczonymi ziemniakami albo faszerowane mięsem, warzywami i serem tortellini.

Na deser podaje się ciasto panettone z bakaliami, posypane cukrem pudrem. Ciasto sprzedawane jest w kolorowych, zdobionych pudłach, zawsze w oryginalnych kształtach. To również prezent, jaki Włosi wręczają, odwiedzając w święta rodziny i znajomych. W czasie obiadu albo zaraz po obiedzie otwiera się prezenty.

Laicka Francja

Wigilia celebrowana w Polsce i w polskich kościołach, zadziwia i jest czymś zupełnie wyjątkowym w Europie. Francuzi się nie modlą, nie obchodzą świat Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Modlą się i świętują muzułmanie. Modlą się i świętują Żydzi, zapalając chanukowe świece przez osiem nocy, począwszy od 25 dnia miesiąca Kislew. Modlą się Polacy.

Kościół polski w Paryżu jest zjawiskiem niezwykłym. Gdy wokół jest zwyczajny ruch w sklepach i przesiadywanie w kawiarniach, w polskich kościołach ludzie śpiewają kolędy. Bywam w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny przy rue Saint-Honoré. Msze święte w niedziele i święta są odprawiane często: o 8.00, 9.30, 11.00, 14.00, 16.00 i 19.30. Zawsze albo prawie zawsze wierni wypełniają kościół po brzegi.

W metrze, kiedy starsza kobieta słyszy polski język, pyta mego syna, czy chodzi do kościoła. I po chwili podsumowuje rozmowę: „No, tak. Wy tam na wschodzie jeszcze chodzicie do kościoła. Ale teraz, gdy weszliście do Europy, to chyba przestaniecie wierzyć w gusła? Zauważam: „My, Polacy, jesteśmy w Europie ponad tysiąca lat, licząc od chrztu Mieszka”. Francuzka uśmiecha się dobrotliwie, kiwa głową, potakuje.

Jestem zdziwiony, kiedy w XV dzielnicy Paryża przy place du Cardinal-Amette, odnajduję otwarty kościół Saint-Léon, a w tym kościele piękną szopkę.

Sąsiedzi Francuzów, Belgowie, traktują Boże Narodzenie jako święto laickie z choinką w tle. Nie uznają Wigilii, nie mają pasterki. Nieliczni potrafią zaśpiewać „Cichą noc”. Dziwią się Polakom. Bo w pieśniach religijnych Polacy są potęgą i uchodzą w Brukseli za naród… rozśpiewany! A że są bardziej religijni od Belgów, uchodzą też za naród zacofany, a nawet za naród fanatyków religijnych.

Wstydliwą plamą na obrazie Polaków w Brukseli są tzw. bezdomni: alkoholicy, narkomani. Pochodzą z wielkich miast, przeważnie z Warszawy. Nie chcą wracać do kraju. Ich domem jest Dworzec Południowy. Zdarza się, że biorą pieniądze na bilet do kraju i nie jadą do kraju, tylko idą do sklepu po wódkę.

Kiedy bywam w Brukseli, chodzę do polskiego kościoła świętej Elżbiety w dzielnicy Schaerbeek. Niedawno zmarł ks. Stanisław Dziura, lubiany duszpasterz tego kościoła. Gmina Schaerbeek jest położona na północ od centrum Brukseli. Główne punkty gminy to ratusz, historyczny budynek dworca. W gminie znajdują się stacje kolejowe Bruxelles Nord i Schaarbeek.

Większość Polaków, którzy chodzą do kościoła w Schaerbeek, pochodzi z Podlasia. Ksiądz Dziura mówił o nich, że to „lud bardzo wierny, tradycyjny, kultywujący polskie tradycje świąt religijnych, narodowych i patriotycznych”.

I znowu dziwię się, że na brukselskim rynku stoi nie tylko choinka, ale także poważnych rozmiarów szopka! A ileż to przeczytałem doniesień, że Bruksela pozwoli celebrować święto środowisk LGTB, ale nigdy nie pozwoli postawić na rynku choinki albo szopki. Ale to nie ma być sacrum, ale profanum. Choinka i szopka w Brukseli mają pełnić rolę elementów kultury popularnej.

Duńczycy odrzucają krzyż

Duńczycy są deklaratywnie chrześcijanami i deklaratywnie obchodzą święta Bożego Narodzenia. To dla nich, można rzec, święta laickie. Wigilia duńska jest początkiem czasu bez pracy. Wykorzystują ten czas, by spotkać się z przyjaciółmi i krewnymi. Wielu spędza Wigilie w tawernie albo w kawiarni przy piwie albo winie.

W dzień Wigilii obiad jest skromny. Niektórzy biorą udział w mszy świątecznej, niekoniecznie, dlatego że są wierzący, ale po to, by posłuchać muzyki organowej i tradycyjnych kolęd. Przeciętny Belg zna tylko jedną kolędę, którą zna twarde jądro Europy. To Stille Nacht (Cicha Noc).

Kolacja wigilijna jest dość wcześnie. Na stole pojawia się pieczona wieprzowina albo kaczka faszerowana z jabłkami i suszonymi śliwkami, do tego ziemniaki, czerwona kapusta, buraczki i żurawinowa konfitura. Często podawana jest pieczona gęś albo wieprzowina.

Na deser podaje się ryż gotowany w mleku z cukrem, cynamonem i odrobiną masła. Do tego domowe piwo. Może też być ryż z gorącym wiśniowym sosem. Do takiej kolacji pasuje porto albo madera. W czasie kolacji, a właściwie po kolacji, wręcza się prezenty. Potem przychodzi pora na częstowanie się owocami, ciastkami, słodyczami i kawą. Zamiast rodzinnego śpiewania kolęd, Duńczycy piją alkohole.

Pierwszy dzień Bożego Narodzenia to u Belgów obiad w restauracji, bo kto tutaj w domu gotuje? Niektórzy Belgowie spędzają ten dzień w rodzinnym gronie, a wizyty przyjaciół lub krewnych zaczynają się dopiero od południa drugiego dnia świat, a właściwie od drugiego dnia wolnego od pracy.

Katolicy w Danii nie mają łatwo. Choćby dlatego, że Duńczycy odrzucają krzyż, a nierzadko profanują symbole chrześcijaństwa. W szkole w Sønderborg na krzyżu powieszono lalki, maskę świńskiego łba i duńskie monety. Zaś w parku na metalowym krzyżu umieszczono obraz kobiety w ciąży. Protesty katolików nic nie dały. Władze miejskie i szkolne usprawiedliwiały profanację krzyża… tolerancją dla wolnego wyrażania się.

Przyznanie się do bycia katolikiem jest w Kopenhadze źle widziane. Polskie dzieci, jeśli deklarują się jako katolicy, traktowane są jako dzieci z ciemnogrodu. Duńscy uczniowie mogą palić papierosy, mogą pić alkohol i uprawiać seks, ale to katolików uznaje się za „cofniętych w rozwoju”.

Znajomy lekarz z Podlasia był wielokrotnie proszony przez rodziny chorych o wykonanie eutanazji. „Przychodzą i mówią, że chcą uśpić ojca albo dziadka – opowiada lekarz. – Zwykle proszą o więcej morfiny, bo u nich tak się robi. Nie dokonałem eutanazji, co jest tutaj oznaką zacofania i ciemniactwa”.

W szkołach, nawet w szóstej klasie podstawówki, dzieci otrzymują prezerwatywy. Zarówno duńska szkoła, jak i duński dom, dążą do tego, żeby dziecko jak najwcześniej zerwało z rodziną. Jeśli polska rodzina przychodzi przynajmniej raz w tygodniu do kościoła albo w domu ma na ścianie wizerunek Matki Bożej albo krzyż, to władze duńskie uważają, że „dzieci w takiej rodzinie wychowywane są w atmosferze fanatycznego katolicyzmu”.

 

Polacy w Kopenhadze uczestniczą w mszach świętych głównie w kościele św. Anny przy ulicy Hansa Bogbindersa, boczna od Amagerbrogade, i w kościele św. Antoniego przy Frederikssundsvej. Na spotkaniu z prymasem Belgii, André Josephem Leonardem w kościele Notre Dame de la Chapelle, Polacy usłyszeli: „Podziwiam Was, Polaków, że jesteście w kościele, że wszyscy śpiewacie, wszyscy się modlicie”.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej