Między marzeniem a spełnieniem- Andrzej Gelberg

Eugeniusz Kwiatkowski: Pozostaje dzisiaj we władaniu naszem mały skrawek wybrzeża, reprezentujący już tylko około 3 proc. naszej granicy państwowej, ale wielkość „jakościowa” tej granicy morskiej tylko od nas samych zależy, od sumy pracy, wiedzy i wytrwałości…

23 września 1922 roku Sejm przyjął ustawę o budowie w miejscu małej rybackiej wioski Gdynia dużego portu morskiego i kilkudziesięciotysięcznego miasta. Wielu posłów wyrażało przed głosowaniem daleko idący sceptycyzm, nie widząc szans na realizację projektu inż. Tadeusza Wendy. Pojawiły się głosy, że to tromtadracja, narodowa megalomania podszyta kompleksami, że to musi zakończyć się kompromitacją.

Początki tej inwestycji zdawały się potwierdzać wyrażane obawy – prace związane z budowaniem nadbrzeży i basenów portowych, a także infrastruktury drogowej i miejskiej ślimaczyły się. Jednak wszystko się zmieniło, gdy w czerwcu 1926 roku ministrem przemysłu i handlu został Eugeniusz Kwiatkowski. I stał się cud, coś co wydawało się marzeniem fantasty, zostało, w niewyobrażalnie krótkim, jak na taki projekt, czasie zrealizowane.

W roku 1938 port gdyński odnotował największe przeładunki w basenie Morza Bałtyckiego, pozostawiając w tyle Gdańsk, Królewiec, Leningrad, Helsinki, Rygę, Kłajpedę, Rostock, Goeteborg.

Jednotorowa magistrala

Trzeba w tym miejscu podkreślić, że budowa Gdyni wraz z portem była konieczna, gdyż władze zdominowanego przez Niemców Wolnego Miasta Gdańsk robiły wszystko, żeby utrudnić Rzeczpospolitej możliwość swobodnego i na miarę potrzeb korzystania z portu. A własny port o odpowiednio dużej przepustowości potrzebny był nam jak powietrze do odbioru frachtów z zagranicy, ale najbardziej do eksportu śląskiego węgla. I tu znowu pojawiły się schody, gdyż Niemcy, z którymi toczyliśmy wojnę celną, na każdym kroku rzucały nam kłody pod nogi. Nie było wyjścia, trzeba było zbudować magistralę kolejową (nazwaną „węglówką”, łączącą Górny Śląsk z Gdynią. To była jak na owe czasy wielka inwestycja, a trudności potęgował fakt, że trzeba było wcześniej ujednolicić w całym kraju szerokość istniejących już torów (w „kongresówce”, czyli byłym zaborze rosyjskim, tory były szersze). „Węglówka” z jednym tylko torem (co kilkadziesiąt kilometrów były tzw. mijanki) została zbudowana w rekordowym czasie, ale nie ma co się dziwić – patronował jej Eugeniusz Kwiatkowski.

Centralny Okręg Przemysłowy

W październiku 1937 roku Eugeniusz Kwiatkowski został wicepremierem i ministrem skarbu w rządzie Mariana Zyndrama-Kościałkowskiego. Teraz ten wizjoner pragnący „pchnąć” Polskę w stronę kraju mającego nowoczesną i innowacyjną gospodarkę, ma w ręku instrumenty, których wcześniej nie posiadał. Na początku roku 1937 przedstawił Sejmowi niezwykły plan: zbudowania na terenie dzisiejszych województw – świętokrzyskiego, małopolskiego, lubelskiego i podkarpackiego (60 tys. km kwadratowych, 6 mln ludności) – 51 nowoczesnych zakładów, głównie przemysłu zbrojeniowego, maszynowego i ciężkiego. Pomysł zakrawał na szaleństwo z wielu powodów, z których dwa były kluczowe. Po pierwsze harmonogram zdawał się nierealny – wspomnianych 51 fabryk miało osiągnąć zaledwie po czterech latach pełną zdolność produkcyjną. I po drugie – lokalna siła robocza, gdzie było zresztą ogromne bezrobocie, nie miała doświadczenia i wystarczających umiejętności, żeby podjąć pracę w zakładach zbrojeniowych, wymagających od szlifierza, tokarza, frezera, trasera najwyższych kwalifikacji. Wielu posłów w dyskusji poprzedzającej głosowanie w sprawie COP-u, wyrażało takie obawy. Niektórzy próbowali szydzić, że jest to projekt szaleńca, że wszystko zakończy się klapą. A jednak nie mieli racji. Z zakładów, które jeszcze przed wojną rozpoczęły produkcję (Huta Stalowa Wola, Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu, Wytwórnia Silników w Rzeszowie, Zakłady Zbrojeniowe w Starachowicach i inne), wyjeżdżały wyroby najwyższej jakości.

Życzenia dla Polski

Początek roku jest okazją do składania życzeń. Przypomniane wielkie dokonania Eugeniusza Kwiatkowskiego, który nierzadko spotykał się z bezwzględną krytyką ze strony sobie współczesnych, powracają jak echo w podobnych atakach salonu szyderców, który wziął na celownik projekty premiera Mateusza Morawieckiego: Centralny Port Lotniczy, koleje dużych prędkości, Via Carpathię czy planowaną produkcję samochodów elektrycznych. Czy uda się zrealizować te ambitne projekty i w jakim czasie? Na te pytania nie znamy dzisiaj odpowiedzi.

 

Tym, którzy będą się zajmowali ich wdrożeniem, należy powiedzieć „Powodzenia”, gdyż będą to dla Polski najlepsze życzenia noworoczne.

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej