Spór tak, wojna nie

Rozmowa z Kornelem Morawieckim, marszałkiem seniorem, liderem partii „Wolni i Solidarni”.

Piotr Legutko: Wśród opinii po expose wygłoszonym przez Mateusza Morawieckiego nie brakło i takich, że premier mówił przede wszystkim do… swojego ojca: „On nauczył mnie, że drugi człowiek, wolność, sprawiedliwość i solidarność są najważniejsze”.

To było expose adresowane do całego społeczeństwa. Rzeczywiście, pojawiły się tam akcenty bardzo bliskie memu sercu. Choćby przywołanie mojej cioci, na rękach której umierał Marian Senger pseudonim „Cichy”, jeden z zamachowców na kata Warszawy Kutscherę. Ale ten akcent pojawił się, ponieważ to właśnie są ludzie naszej wolności, o których powinniśmy pamiętać. Dla mnie zaś najważniejszym wątkiem expose była sprawa narodowego pojednania. I stwierdzenie: spór tak, ale wojna nie.

 

Wszyscy jednak dostrzegli, że oba wątki: osobisty i patriotyczny w rodzinie Morawieckich nieustannie się przeplatają.

To prawda, podkreślanie więzi rodzinnych jest dla Polaków bardzo ważne, ale gdyby tylko na nich się skupić, nie byłoby to najszczęśliwsze. Szukając podstawowych wartości, trzeba wyjść poza krąg najbliższych. Łączy nas przecież jedna ziemia, kultura, język, poezja, a w jakimś sensie wspólny los. To są kwestie ogromnie ważne dla narodowej spoistości, równie ważne jak więzy rodzinne.

 

Podobno jest pan synowi winien konia?

To prawda. Uwielbiał ze mną grać w szachy, a byłem niezłym szachistą. On wciąż przegrywał i bardzo go to złościło. Tłumaczyłem, że jest małym chłopcem i nie może wygrać z tatusiem w szachy. Ale zacząłem kupować mu podręczniki i zapowiedziałem: „Jak wygrasz ze mną w szachy, to ci kupię konia”. No i nie minął rok, a syn wygrał ze mną. Wciąż mu tego konia jestem winien.

 

Większość Polaków widzi w Mateuszu Morawieckim ekonomistę, bankiera, nie wszyscy wiedzą, że jego pierwszym wyborem studiów była historia. Co nim kierowało, gdy podejmował taką właśnie decyzję w 1987 roku?

Pewną rolę odegrała moda, jaka panowała wśród ludzi opozycji. Historia była wówczas bardzo popularna. Może był w tym wyborze też pewien rodzaj przekory właściwej dla młodego wieku. Ja jestem fizykiem, po ścisłych studiach, dzieci mają potrzebę zaznaczenia własnej drogi.

 

A może przeciwnie, zrobił to, by naukowo opisać dzieło ojca. Jego praca magisterska poświęcona była przecież Solidarności Walczącej.

No tak, ale to już było ukoronowanie studiów. Muszę przyznać, że był bardzo pilnym studentem, dużo się uczył. I nie zamykał się w historii, jego zainteresowania już wtedy były bardzo szerokie. Natomiast jeśli chodzi o historię, szczególnie historię Polski, miał bardzo ciekawe przemyślenia na jej temat i sam sporo się od niego mogłem nauczyć.

 

Święta Bożego Narodzenia to czas szczególnej bliskości. Przez siedem lat, gdy syn jeszcze nawet nie był studentem, tych świąt nie spędzaliście razem.

Najtrudniejsze święta spędziłem w więzieniu. Kiedy się ukrywałem też nie było łatwo, bo wciąż myślałem o bliskich, jak ich śledzą, prześladują. Wiedziałem przecież, że i syn i cała rodzina mają „pod górkę” ze względu na status ojca. To był pewien ciężar. Przez te lata widziałem się tylko parę razy z żoną i córkami, z Mateuszem raz, może dwa, już nie pamiętam.

Chociaż szczerze mówiąc nie mogłem narzekać w te dni na samotność, bo byłem cały czas otoczony ludźmi z organizacji. Były też świąteczne niespodzianki, jak w 1984 roku, gdy moja koleżanka z kierownictwa Solidarności Walczącej przyprowadziła mi nie widzianego przez 20 lat przyjaciela Tadka Warszę. A działo się to w bardzo głęboko ukrytym mieszkaniu, o którym wiedziało tylko parę osób.

 

Syn obrywał w tym czasie za ojca.

To prawda. Ale niektórzy jego rówieśnicy ucierpieli jeszcze bardziej. Nie był tak bity, jak inni kolporterzy no i udało mu się też zdać maturę, dzięki fortelowi. Był przechowany w szpitalu i prosto stamtąd pojechał na egzamin. Jego kolega z klasy nie miał tego szczęścia, zgarnęli go z domu dokładnie w dzień egzaminu i matury zdać nie mógł. To była dla młodych ludzi szczególnie przykra i perfidna represja. Jeśli wiedzieli, że ktoś ma związki z podziemiem, to działali tak, by odebrać mu szanse edukacyjnego awansu i rozwoju.

 

Warto jednak przypomnieć, że SW też nie nadstawiała drugiego policzka. „Mam zaszczyt poinformować, że ma Pan ważną funkcję: odpowiada Pan osobiście za bezpieczeństwo osobiste członków SW oraz ich rodzin”. Taki list, po groźbach wobec Mateusza, dostał od pana pułkownik Czesław Błażejewski. Jakoś w tym czasie spalił się jego letni domek.

List był uprzejmy, ale rzeczywiście, z zawoalowaną groźbą, że nie pozwolimy się bezkarnie prześladować, jeśli pewne granice zostaną przekroczone. Dawaliśmy wyraźny sygnał, że dużo o nich wiemy i będziemy się bronić.

 

Czy w świetle tego, co wspominamy, nie jest dla pana szczególnie przykre, gdy o Mateuszu Morawieckim pisze się teraz i mówi jako banksterze.

To jest bardzo niesprawiedliwe w stosunku do niego. Oczywiście był przez lata pracownikiem banku, potem awansował do zarządu, wreszcie został prezesem, ale przecież nie właścicielem. A ten właśnie bank pod jego kierownictwem prowadził szeroko zakrojoną działalność społeczną, wspierał kulturę i edukację, m.in. serial telewizyjny „Czas honoru” czy film „Bitwa Warszawska 1920”, wspierał też IPN, w działaniach związanych z poszukiwaniem szczątków żołnierzy niezłomnych. Tak więc ten rzekomy bankster miał większy wkład w promowanie patriotyzmu niż państwowe agendy.

 

Jego poglądy ekonomiczne też są dalekie od bezwzględnego kapitalizmu.

Przez lata pracy w sektorze bankowym dojrzewał, zmieniał swoje poglądy na gospodarkę, kiedyś nie był tak solidarnie nastawiony, teraz kładzie nacisk na siłę społeczeństwa i jego spoistość. Dostrzegam wyraźną ewolucję jego poglądów z wolnorynkowych na wspólnotowe. To są akurat poglądy bardzo mi bliskie, więc się z tej ewolucji cieszę. W statucie partii Wolni i Solidarni piszemy, że chcemy zbudować solidaryzm, a i premier jest mu coraz bliższy. Ceni akcjonariat pracowniczy, promuje zrównoważony rozwój, boli go sytuacja, gdy tylko bogaci się bogacą.

 

Dlaczego zatem jesteście w innych partiach?

To akurat bardzo dobrze, bo konkurencja wszystkim służy. Ja uważam, że jest potrzeba zbudowania takiej struktury, która stanęłaby pomiędzy dwoma zwalczającymi się obozami, pokazałaby nową wizję przemian w Polsce, głębszą niż pokazuje partia rządząca. Chcemy być dla PiS swoistym stymulatorem. Akurat tak się złożyło, że stery rządu objął syn, który doskonale zna moje przekonania. I też rozumie, że powstanie takiej formacji bardziej się przyda PiS-owi niż moje wejście do tej partii. Chodzi przecież o to, by dotrzeć do ludzi podchodzących nieufnie do rządu, a podlegających ciągłej presji przeciwników obecnej władzy.

 

Solidarność Walczącą budowało wzajemne zaufanie, lojalność, wierność pewnym ideałom. To są cechy kompletnie obce dzisiejszej polityce. Jak się w niej odnajduje pański syn?

W jakiś sposób tę politykę zmienia. Mateusz zawsze był lojalny, wierny, wzbudzał zaufanie kolegów, a teraz prezesa Kaczyńskiego. Myślę zresztą, że my naszą organizację podziemną budowaliśmy na głębszych podstawach niż te, które pan wylicza. Na takich wartościach, jak prawda, dobro, godność człowieka, solidarność i honor.

 

Wśród zarzutów wobec nowego premiera są i takie, że jest niebezpieczny, bo pod maską technokraty kryje się człowiek głęboko wierzący. Wręcz fanatyk.

Sam pan widzi, że to zarzuty od Sasa do Lasa. On ani nie jest banksterem, ani fanatykiem. Jest pragmatycznym, myślącym człowiekiem, otwartym na tajemnicę. Spór chrześcijaństwa ze współczesnością wymaga od osób sprawujących władzę nadrzędnego spojrzenia, bo obie strony tego sporu są na siebie skazane. Przy czym to nie może być spojrzenie lekceważące czy ignorujące duchowe przymioty, bo to jest coś, czego potrzebujemy jak pokarmu.

 

W sieci ogromną popularność zdobyła anegdota o pańskim synu pokazująca, jak poważnie traktuje piątkowy post. Co oczywiście natychmiast wywołało bardzo zróżnicowane komentarze.

Mateusz lubi dobre wino, ale w poście nie pije żadnego alkoholu. Dla niego jest to zupełnie naturalne. Gdy był młodszy, sam lubił sobie stawiać różne ograniczenia, bo wydawało mu się to konieczne i potrzebne. Nie lubił ograniczeń narzucanych z zewnątrz, uważał, że powinny one być przyjmowane świadomie i z zachowaniem wolnej woli. W imię większych wartości.

 

Rozmawiamy 13 grudnia. To data dla pana szczególna. Przed chwilą widziałem w telewizji inną legendę Solidarności, Bogdana Borusewicza, który pytany o to, czy dziś jesteśmy tak zagrożeni, jak 36 lat temu, odpowiedział: „Ja nie, bo jestem senatorem, ale zwykli ludzie – tak”.

Kompletnie tego nie rozumiem. Co to znaczy, że zwykli ludzie są zagrożeni? Niby czym? Że będą prześladowani, wsadzani do więzień? Tak nie wolno mówić! Nie wolno porównywać dzisiejszej sytuacji, nawet tej widocznej wrogości, jaka jest między ludźmi, do tego, co działo się w stanie wojennym! Zwłaszcza, jeśli robi się to, by osiągnąć jakiś cel polityczny. Mój syn celnie mówił o tym w swoim expose, posługując się frazą z bajki Krasickiego: „Chłopcy przestańcie, bo się źle bawicie, dla was to jest igraszka, nam idzie o życie”. Mamy dziś skrajny podział w społeczeństwie i to bardzo źle. Trzeba się temu przeciwstawiać. Jesteśmy teraz z synem w innych partiach, ale liczę, że on, będąc premierem, może ten podział neutralizować. Uważam, że rząd powinien się cieszyć szacunkiem, a nie być z góry odrzucany. To co się w tej chwili dzieje, bardzo mnie niepokoi.

 

Piotr Legutko, GN 51-52/2017

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej