Kto chce skłócić państwa Międzymorza?

Priorytetem dla Polski jest niepodległość nie tylko formalna, ale i faktyczna, wynikająca z potencjału i przestrzeni

 

Moim zdaniem to, jakie ideologie będą integrować państwa Międzymorza znaczenie ma wtórne (powiedzmy). Pomińmy też na razie o wiele wszak ważniejszą instytucjonalną formę integracji: czy będzie to konfederacja państw, bardziej lub mniej luźna, czy też jakiś formalny sojusz. Stoi bowiem przed nami pytanie najprostsze z prostych: czy państwa położone między Rosją a Niemcami mają (a) występować wspólnie i korzystać z efektu synergii, czy (b) nie występować i nie korzystać, przez co będą dalej słabe, skłócone, rządzone przez agentury, rozgrywane każde oddzielnie. Przez co dalej będą zapalnikiem Europy, o który stoczono dwie jak dotąd wojny światowe. Wszyscy deklarują przywiązanie do opcji pierwszej. Ale akurat w Polsce to tylko pozór. Zaraz pojawi się jeden który powie, że z taką Ukrainą owszem chce współpracy, byle nie było tam nacjonalistów/banderowców/faszystów. Drugi i trzeci systematycznie, cały dzień, będzie kolportować propagandę i dezinformację rosyjską. Czwarty powie, że z Litwą i owszem, tylko niech się przyzna, że nie jest Litwą a Żmudzią, a swą nazwę ukradła - znam pana, który taki właśnie pogląd pozoruje; nie da się ukryć, że przez to na Litwie pan popularny nie jest, a „dzięki” niemu i Polska - bo ówże stroi się tam w kradzione piórka a to polskiego ambasadora, a to szefa tamecznej Polonii.

To nie są programy ani postulaty polityczne, a co najwyżej taktyki retoryczne. I choć głupota jest starsza od Moskwy, to Moskwa akurat doskonale zna różnicę między czczą (pustą) deklaracją a nieuniknionym skutkiem.

Dlatego trudno uwierzyć, by ktoś z tych pozerów choć chwilę wierzył w to, co mówi. Ich preteksty i wymówki mają ukryć to, że rzeczywistości mamy do czynienia z orientacją (b) - wrogów Międzymorza, zwolenników zapełnienia Europy Wschodniej państwami słabymi, skłóconymi, rządzonymi przez agentów. Tylko taki może być realny skutek niedorzecznych na pozór taktyk retorycznych; taki też więc jest realny i nieunikniony cel ich działania. A czy ktoś to robi za jurgielt, czy też jest autentycznie głupi, znaczenia większego nie ma - skoro skutek w jednym i drugim wypadku jest ten sam.

 

Dla Polski priorytetem jest odzyskanie niepodległości nie tylko formalnej ale i faktycznej, wynikającej z potencjału i przestrzeni; a więc odtworzenie Rzeczypospolitej; nazwa ma znaczenie drugorzędne, ja akurat z powodów zrozumiałych przywiązany jestem do tej. Mamy prosty wybór: neo-księstwo warszawskie podporządkowane Moskwie, a rządzone przez agentów i aferzystów, co właściwie jest programem historycznym narodowej demokracji dziś doprowadzonym do farsy przez tzw. „Ruch Narodowy”, albo Wielka Rzeczpospolita, która jest zwyczajnie zaawansowaną formą wspomnianego na wstępie „wspólnego występowania” państw Europy Wschodniej i „korzystania z efektu synergii”. Formą sprawdzoną w historii. Jej odtworzenie nie jest możliwe wbrew albo z pominięciem pozostałych państw Rzeczpospolitej - tedy sianie niezgody między nimi, niezależnie czy przez jurgielt czy głupotę, uważam za antypatriotyczne i antypolskie.

 

Polska ma swoje interesy, konkretne i ściśle zdefiniowane, i tych interesów winna bronić. Te konkrety to widoczne teraz energia, klimat, ale w perspektywie czekają polityka przemysłowa, koszty pracy itd. Konkrety. Eurorealizm. Konsekwentny eurorealizm to w konsekwencji silna i nowoczesna Europa. Odwrotność interesów Moskwy, bo Moskwa chce albo likwidacji UE, albo jej zgnicia, bezwładu, uwiądu, dechrystianizacji - dokładnie tego co widzimy teraz.

O Wielkiej Rzeczpospolitej Sześciu Narodów, od morza do morza, niekoniecznie trzeba marzyć. Ale jeśli nawet ktoś w zamian widzi Polskę jako coś w rodzaju małego księstwa warszawskiego, to i tak popierał będzie Ukrainę: jak nie z prometeizmu, to z egoizmu. Jak nie jedno z państw Rzeczpospolitej, to jako bufor. I przeciwnie: ktoś, kto atakuje Ukrainę, jest kompletnie poza polską racją stanu. Dla Polaków nic nie ma ważniejszego niż wolność i niepodległość. Polska może być wielka tylko w Wielkiej Rzeczpospolitej. Jeśli nie odtworzymy Wielkiej Rzeczpospolitej, z czasem będziemy zgnieceni. O to i o nic innego nie chodziło przez ostatnie 250 lat historii Polski. Dylematy tych dwu z górą wieków ciągle są nierozwiązane i są jak najbardziej nasze, współczesne. Nie doczekaliśmy się upragnionego końca historii i wygląda na to, że się nie doczekamy.

Ale jeśli nawet mamy na koniec historii czekać, to lepiej i bezpieczniej czekać w grupie; wspólnie.

                                                           Mariusz Cysewski

* * *

Kontakt: tel. 511 060 559

ppraworzadnosc@gmail.com

https://sites.google.com/site/wolnyczyn

https://www.facebook.com/groups/517163485099279

https://twitter.com/MariuszCysewsk

http://www.youtube.com/user/WolnyCzyn  

http://mariuszcysewski.blogspot.com  

http://www.facebook.com/cysewski1

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Wspomóż nas!

Jeśli czytałeś lub słuchałeś...

Newsletter

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do subskrybcji!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej