Niemieckie piekło na ziemiach polskich-Andrzej Gelberg

Gdyby Dante Alighieri – autor „Boskiej komedii” - wstał z grobu w wieku dwudziestym, musiałby bez wątpienia dopisać do rozdziału „Piekło” niezbędną erratę w postaci „dziesiątego kręgu”. Wszystkie bowiem tzw. dantejskie sceny – czytaj: budzące grozę – blakną w porównaniu z piekłem, jaki w czasie II wojny światowej stworzyła na ziemiach polskich III Rzesza.

Gdyby Dante Alighieri – autor „Boskiej komedii” - wstał z grobu w wieku dwudziestym, musiałby bez wątpienia dopisać do rozdziału „Piekło” niezbędną erratę w postaci „dziesiątego kręgu”. Wszystkie bowiem tzw. dantejskie sceny – czytaj: budzące grozę – blakną w porównaniu z piekłem, jaki w czasie II wojny światowej stworzyła na ziemiach polskich III Rzesza.

W momencie wybuchu II wojny światowej Niemcy nie mieli jeszcze skrystalizowanych poglądów co zrobić ze „swoimi”, niemieckimi Żydami, a także – w ramach kolejnych podbojów – z Żydami będącymi obywatelami pokonanych państw. Co prawda od momentu uchwalenia Ustaw Norymberskich (15 września 1935 r.), a już szczególnie od „nocy kryształowej” (9 listopada 1938 r.) polityka dyskryminacji i represji wobec Żydów stała się codzienną praktyką, ale ciągle w wąskich gremiach decyzyjnych III Rzeszy nie było jasności co ma być rozwiązaniem docelowym. Decyzja zapadła 20 stycznia 1942 r. na konferencji w Wannsee, gdzie uchwalono plan „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej w Europie”, co oznaczało wymordowanie wszystkich żyjących na kontynencie Żydów, których liczbę oszacowano na ok. 11 milionów.

Do realizacji tego zbrodniczego planu zabrano się z niemiecką pedanterią i żelazną konsekwencją. Ułatwieniem do realizacji tego planu było to, że już wcześniej zaczęto gromadzić Żydów w zamkniętych dzielnicach dużych miast, nazwanych gettami. Dzielnice te otoczono murami i były one dzień i noc pilnowane przez specjalne niemieckie formacje. Jakakolwiek pomoc Żydom była surowo zabroniona, ale w tej sprawie polityka niemiecka była zniuansowana. W podbitych krajach zachodniej Europy za udzielanie pomocy, a zwłaszcza ukrywanie Żydów groziły sankcje finansowe, a w szczególnych przypadkach obóz koncentracyjny, na okupowanych ziemiach polskich nazwanych przez Niemców Generalnym Gubernatorstwem - wyłącznie śmierć. Ci, którzy ukrywali Żydów byli rozstrzeliwani na miejscu, wraz z całą rodziną, nie wyłączając kilkuletnich dzieci. Niemcy bynajmniej nie ukrywali tych mrożących krew w żyłach mordów – przeciwnie, te terrorystyczne akcje traktowali jako skuteczną metodę odstraszania.

Ćwiczenia z empatii

Gdy chce się oceniać zachowania Polaków na okupowanych przez Niemców terenach Generalnego Gubernatorstwa, warto jest zadać sobie pytanie. A jak ja bym się zachował w takich warunkach, czy przechowałbym rodzinę żydowską w jakiejś specjalnie przygotowanej przeze mnie skrytce – ryzykując nie tylko własnym życiem, ale całej swojej rodziny? Czy potrafiłbym wytrwać w potwornym, codziennym strachu – przez tygodnie, miesiące, a czasami nawet lata? Na takie pytania nikt ze współczesnych nie powinien wyrywać się z pozytywną odpowiedzią. Bo to by się dopiero okazało, gdyby przyszło mu stanąć wobec takiego wyzwania. Odpowiedzią odpowiedzialną człowieka uważającego się za przyzwoitego, byłaby co najwyżej deklaracja, że chciałby umieć się tak zachować.

Bo trzeba jasno stwierdzić. Polacy, którzy ukrywali Żydów w Generalnym Gubernatorstwie wykazali się heroizmem i męstwem najwyższej próby, nieporównywalnie większym, niż powszechnie uznani za bohaterów żołnierze spod Monte Cassino czy Westerplatte.

Zdrowe społeczności często tworzą swoistą presję na zachowania przyzwoite, mogą jakoś tam zachęcać do postaw szlachetnych, ale nie mogą wymagać bohaterstwa. Takie postawy są zawsze wyborem indywidualnym. A takich ludzi w każdej społeczności nie jest zbyt wielu. I to jest prawdziwa odpowiedź, dlaczego udało się uratować zaledwie kilkadziesiąt tysięcy Żydów.

Gdy w roku 1991 byłem w Izraelu, dwie starsze panie pochodzące z Polski i uratowane od Zagłady, nie kwestionujące pomocy Polaków, bo dzięki nim przeżyły, zadały mi pytanie, dlaczego tej pomocy nie było więcej? Odpowiedziałem pytaniem: a czy gdyby sytuacja była odwrotna i to Polacy mieliby ulec likwidacji: czy pani rodzina, świadoma konsekwencji, zdecydowałaby się ukryć polską rodzinę? Jedna pani zaczęła krzyczeć, że to prowokacja, a druga bąknęła coś o szmalcownikach, szybko odwróciła się na pięcie i odeszła.

Szmalcownicy

Słowo „szmalcownik” jest nieprzetłumaczalne na żaden język i narodziło się na ziemiach polskich w czasie niemieckiej okupacji. Dokonując prościutkiej analizy etymologicznej, pochodzi ono od słowa „szmal”, które w slangu świata przestępczego II Rzeczpospolitej oznaczało - „pieniądze”.

Dlatego tych, których tak naprawdę napędzała chciwość i chęć wzbogacenia się na tragedii pragnących ratować się na tzw. aryjskiej stronie Żydów, warszawska ulica nazwała szmalcownikami. Były to kreatury o mentalności hien cmentarnych, szubrawcy pragnący wzbogacić się na cudzym nieszczęściu. Gdy wywąchali, że w jakimś miejscu ukrywają się Żydzi, grozili że jeśli nie dostaną pieniędzy – doniosą na Gestapo. Ten szantaż skierowany był zarówno do ch sobie 400 ukrywających się Żydów, jak i Polaków, którzy ich ukrywali. Często zdarzało się, że kiedy oskubali do końca osoby szantażowane, pisali mimo to donos. Na biznesowy proceder tych kanalii Niemcy patrzyli przez palce, w gruncie rzeczy było to z korzyścią dla ich planów.

Na zakończenie tego wątku trzeba koniecznie przypomnieć, że Polskie Państwo Podziemne sądziło tych szubrawców i skazywało na śmierć. A wyroki były wykonywane.

W kolejce do gazu

Żydzi zamknięci w gettach bardzo długo żyli nadzieją, że jakoś – pewnie nie wszystkim – uda się im przetrwać. Że Niemcy są narodem racjonalnym i praca jaką mogą świadczyć na rzecz niemieckiego wysiłku wojennego, zostanie doceniona. Gdy Niemcy zażądali, żeby stworzyli w gettach władzę samorządową – powstały Judenraty. W warszawskim getcie przewodniczącym został Adam Czerniaków. Niemcy co pewien czas, od wiosny roku 1942 coraz częściej, domagali się formowania kontyngentów ludzkich, które miały być przesiedlane na wschód – do pracy w rolnictwie, Opierających się przed wyprawą w nieznane, policja żydowska uzbrojona w pałki zapędzała na Umschlagplatz, gdzie była rampa kolejowa. Gdy na początku lipca 1942 r. dotarła do getta sprawdzona informacja, że odjeżdżające z getta pociągi mają tylko jedna stację docelową – Treblinkę. A tam jest obóz zagłady i komory gazowe. Gdy 22 lipca 1942 r. Niemcy zażądali, żeby Adam Czerniaków podpisał się pod rozporządzeniem o kolejnym kontyngencie – ten odmówił. Poszedł do swojego biura, połknął cyjanek, zostawiając krótki lisy: „Żądają ode mnie, bym własnymi rękami zabijał dzieci mojego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć”.

Jeszcze bardziej niezwykła jest historia łódzkiego getta. Tam przewodniczącym Judenratu został Chaim Rumkowski, nazwany przez zamkniętych w getcie „ Chaimem Groźnym”. Ta ksywka nie była przypadkowa, bowiem Rumkowski nie rozstawał się z pejczem, z którego potrafił zrobić użytek. Niemcy zaakceptowali duży jego zakres władzy, miał podległych sobie 400 policjantów żydowskich, mógł w getcie robić co chciał, byle tylko wypełniał polecenia Gestapo. A te dotyczyły wysyłania – jak w Warszawie – kolejnych kontyngentów. Była jednak różnica – w Łodzi stacją docelową był Auschwitz. Rumkowski, który od dawna już nie miał złudzeń, grał na czas. Liczył, że mając wpływ na ustalanie kolejki do gazu, stanie na jej końcu. A ponieważ była już połowa roku 1944 i dla wielu stało się oczywiste, że klęska III Rzeszy jest przesądzona, żył nadzieją. Jak się okazało złudną.

Do Auschwitz pojechał ostatnim kontyngentem

Sytuacja Żydów w Europie pod rządami Hitlera była potworna. Zamknięci w gettach i obozach koncentracyjnych szukali zrozpaczeni wyjścia - w sytuacji gdy nie było żadnego wyjścia. Niektórzy stawiają im zarzut, że zgadzając się na powstanie Judenratów i na własną policję, sami jakoś tam przyczynili się do sprawniejszej realizacji Holocaustu. Stwierdzenie takie jest tylko pozornie logiczne, natomiast bezspornie nieuprawnione i nie do końca uczciwe. Surowych recenzentów postaw tych Żydów, którzy chcieli ustawić się na końcu kolejki do gazu, zachęcam do ćwiczeń z empatii. Jak oni by się zachowali na ich miejscu? Jaką wartość mogą mieć dzisiejsze deklaracje, jeśli nie zostaną zweryfikowane (oczywiście – na szczęście) prawdziwym doświadczeniem.

Już na koniec warto postawić kropkę nad „i”. To hitlerowskie Niemcy, i nikt inny, stworzyli w Europie istne piekło. To, że w warunkach tego piekła ujawniły się, tu i tam, nie najpiękniejsze cechy natury ludzkiej, w sposób pośredni również obciąża tych, którzy nakreślili „dziesiąty krąg”.

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej