Przyszłość budowana na korzeniach- Jerzy Jachowicz

Wierzę, że do 14 maja, kiedy to przypada równa 70 rocznica powstania państwa Izrael w pełni zażegnany zostanie kryzys między naszymi państwami – Izraelem i Polską. Izraelem, który w Deklaracji Niepodległości 70 lat temu zapewniał, że w myśl przepowiedni swoich proroków „zbudowane będzie na podstawach wolności, sprawiedliwości i pokoju”.

Pamiętajmy, że po drodze – 8 marca – pojawi się z kolei 50 rocznica pamiętnych wydarzeń marcowych z 1968 roku. Rocznica dramatyczna dla nas wszystkich, kiedy to na fali antysemickiej propagandy części obozu komunistycznej władzy, zmuszono do emigracji z Polski ponad 15 tys. osób pochodzenia żydowskiego. Przed obecną władzą stanie więc niełatwe zadanie, aby podczas obchodów „wydarzeń marcowych” nie doprowadzić do powstania kolejnego punktu zapalnego.

Obrona przed kłamstwem

Zakładam jednak, że władze Izraela zrozumieją i zaakceptują punkt widzenia Polski, która chce tylko jednego. Aby nie przypisywać państwu i narodowi polskiemu udziału w Holokauście Żydów, rozumianemu jako ludobójstwo dokonane podczas drugiej wojny światowej. Bronimy się przed tym, aby uznawać, że w zbrodni Niemiec, dokonanej na skalę przemysłową, w celu masowej, całkowitej zagłady narodu żydowskiego, zniszczenia go do ostatniego osobnika stąpającego po tej ziemi, Polska i naród polski mają znaczący udział. A ci, którzy w takiej fałszywej proporcji patrzą na Holokaust, w sposób absolutnie nieuprawniony i krzywdzący posługują się kalką „Polskie obozy śmierci”. Przed taką krzyczącą krzywdą, jaka się z tym wiąże, próbujemy się bronić. I taki jest cel nowelizacji ustawy o IPN, która, podpisana przez prezydenta, czeka w Trybunale Konstytucyjnym mającym orzec, czy konieczne są w niej jakieś poprawki.

Niezrozumienie

Tymczasem jednak sprawa nadal jest bardzo gorąca i ciągle wykorzystywana przeciwko Polsce. Tak właśnie stało się podczas wizyty premiera Mateusza Morawieckiego w Niemczech. Prowokacyjne pytanie zadane przez izraelskiego dziennikarza pracującego dla New York Timesa na konferencji w Monachium, jak się wydaje z premedytacją zmierzało do wywołania kolejnego etapu napięcia w relacjach polsko-izraelskich.

Dziennikarz, Ronen Bergman przedstawił historię swojej urodzonej w Polsce matki, która przeżyła Holokaust. Jednakże wielu członków jej rodziny zginęło, ponieważ zostali zadenuncjowani na Gestapo przez Polaków. Następnie odnosząc się do nowelizacji ustawy o IPN, zapytał: „Gdybym opowiedział jej historię w Polsce, byłbym uznany za przestępcę. Co wy próbujecie zrobić? Dolewacie oliwy do ognia”.

Premier Morawiecki odpowiedział dość jasno: „Ważne, aby zrozumieć, że to nie będzie karane. Nie będzie traktowane jako przestępstwo, jeśli ktoś powie, że byli polscy sprawcy. Tak jak byli żydowscy sprawcy, tak jak byli rosyjscy sprawcy, czy ukraińscy”.

I to zdanie wywołało burzę. Najpierw sam pytający tak przedziwnie odebrał wyjaśnienie premiera Morawieckiego, jakby nie rozumiał, co się do niego mówi. „Mógł odpowiedzieć inaczej. Zamiast tego, on wszystkiemu zaprzeczył” – skomentował odpowiedź naszego premiera.

Co również trudne do wytłumaczenia, jeszcze tego samego dnia premier Netanjahu uznał wypowiedź za „oburzającą”, a lider izraelskiej Partii Pracy Awi Gabbaj powiedział, że brzmiała jak negowanie Holokaustu. Część publicystów tłumaczy, że premier użył angielskiego słowa „perpetrators”, co w Izraelu odebrano jako stwierdzenie, że wśród sprawców Holokaustu byli także Żydzi. I właśnie stało się przyczyną tak ostrej reakcji.

Coś z tego nieporozumienia językowego prawdopodobnie wynika, skoro Szewach Weiss, niezwykle życzliwy Polsce, powiedział, że jest „kompletnie rozbity” wypowiedzią Morawieckiego. „Rząd Polski niweczy wszystko, co w ciągu 25 lat ogromnym wysiłkiem wielu ludzi udało się osiągnąć w relacjach między obu narodami” – dodał Weiss.

Dialog

Tekst ten piszę na gorąco. Sytuacja zmienia się z godziny na godzinę. Kiedy go kończę, nadchodzi wiadomość, że premier Morawiecki rozmawiał telefonicznie z premierem Netenjachu. Ważnym, uspokajającym atmosferę sygnałem po tej rozmowie jest zapowiedź premiera Morawieckiego, że konieczne jest zwiększenie polsko-izraelskiego dialogu o pamięci historycznej. Polska nie zgadza się – o czym pisałem na początku niniejszego tekstu – na zrównywanie niemieckich sprawców zbrodni z Narodami Ofiar.

Premier Polski powrócił do sprawy powołania wspólnych zespołów, w skład których wejdą eksperci z obu krajów. Powinny one prowadzić niczym nieskrępowane badania historyczne, szczególnie dotyczące wydarzeń trudnych. Dialog między tymi zespołami winien być oparty na szczerości oraz odpowiedzialności, przy zachowaniu wzajemnego zrozumienia i szacunku.

Są to ogromnie obiecujące zapowiedzi. Na nich opieram swoja wiarę, że do połowy maja kryzys zostanie zażegnany. To powinno doprowadzić do normalizacji relacji naszych państw. Do pełnego zrozumienia naszych losów i zbliżenia przyjaznych związków potrzeba wysiłków popartych dobrą wolą obydwu stron. A te wysiłki muszą być zaplanowane na lata. Warto przypomnieć nie tylko okres hekatomby hitlerowskiej, ale także głęboką przeszłość współżycia Polaków i Żydów na naszych ziemiach.

 

To z pewnością ułatwi zrozumienie i porozumienie Polski i Izraela.

 

 

Zamach w Smoleńsku a sądy i instytucje państwa
Przywrócić sądy Polakom – skrót diagnozy- Stanisław Możejko
Kryzys polityczny w Brazylii
Groźby śmierci wobec prezydenta Dudy

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.

Dowiedz się więcej